Najstarsza córka Zosia wydaje rodzinny wyrok. Z uporem i wysokimi żądaniami wobec przyszłych mężów nie wyjmuje się za mąż i do trzydziestu lat zamienia się w zgorzkniałą mizantropinię, jakby w żołądku miał wrzód, koszmar mężczyzn w ludzkim ciele.
Przyjacielem, mówi, a potem dodaje, że tak właśnie nazwała ją matka. Młodsza córka Jagoda, pulchna i wesoła, przytakuje z uśmiechem. Matka, Wanda Nikiticzka, milczy, ale z ponurego wyrazu twarzy widać, że zięć jej się nie podoba. Co mogłoby się podobać? Jedyny syn, Tomasz, podwalina rodziny, wraca z wojska z żoną. Ta, Helena, nie ma ani rodziców, ani pieniędzy nic. Czy wychowała się w domu dziecka, czy może po prostu znana jest z kradziówek? Nikt nie wie. Tomasz milczy, żartuje, że nie ma co się martwić, bo wkrótce pomnoży majątek. Porozmawiaj z nim, świrze. Kogo wprowadził do domu? Może to złodziejka, oszustka nigdy nie wiadomo, ilu ich już jest!.
Od chwili, gdy Helena pojawia się w domu, nie przechodzi ani jednej nocy bez czuwania. Przypływa zmęczenie, czeka na pierwsze zamieszanie nowej zięcia. Dzieci domagają się, żeby matka schowała cenne rzeczy futra, złoto. Bo może kiedyś rano obudzimy się i okaże się, że wszystko zniknęło.
Tomasz chichocze: Co przyniosłeś do domu? Gdzie były twoje oczy? Bez skóry i twarzy!. Nie ma nic do roboty, trzeba żyć. Dom jest bogaty, ogród trzydzieści ar, trzy prosiaczki w zagrodzie, ptaki nie liczy się wcale. Pracować ciężko, nie da się wszystkiego zrobić w jeden dzień. Helena nie narzeka. Gotuje, sprząta, dba o prosiaczki, stara się zadowolić teściową. Lecz jeśli serce matki nie będzie spokojne, nawet złoto nie pomoże wszystko będzie nie tak.
Pierwszego dnia Helena, wyczerpana, mówi surowo:
Nazywaj mnie po imieniu i patronimiczu. Tak będzie lepiej. Mam już córki, a ty, choćbyś się starała, nie zostaniesz dla mnie jak własna córka.
Od tej chwili Helena jest Helena Nikiticzka, a matka nie nazywa jej niczym innym. Trzeba coś zrobić lub powiedzieć tak mawia. Nie ma już miejsca na udawanie. Z kolei siostry nie pozwalają żadnej natrętce wchodzić do ich spraw. Każdy domowy zakaz jest wprowadzany w życie.
Przez lata Helena pracuje ciężko, nie jest leniwa, chwyta się za wszystko. Matka stopniowo ją akceptuje. Może kiedyś życie się ustabilizuje, ale Tomasz wędruje.
Jakże mężczyzna wytrzyma, gdy od rana do nocy dwa głosy mu wdzierają się w uszy: Na kogo się ożeniłeś, a na kogo się ożeniłeś?. Zresztą Zosia w końcu przedstawiła mu jakąś przyjaciółkę, i wszystko się zagmatwało. Siostry świętowały zwycięstwo: Teraz wstrętną Helenę wyrzucono. Matka milczy, a Helena udaje, że nic się nie stało, choć jej oczy zamglone są smutkiem.
Nagle, jak grzmot w jasnym niebie, dwie wiadomości: Helena spodziewa się dziecka, a Tomasz chce z nią się rozwieść.
Nie może tak być mówi matka do Tomasza. Nie zamierzam cię łączyć z tą kobietą.
Ale skoro już się pobrał, niech żyje. Nie ma sensu roztrząsać. Wkrótce będziesz ojcem. Zburzysz rodzinę, wywieszę cię z domu i nie będę cię już znała. A Agnieszka zostanie tutaj.
Po raz pierwszy matka wypowiada imię Heleny. Siostry zamarzają. Tomasz wybucha: Jestem mężczyzną, decyduję sam. Matka wkłada ręce w biodra i śmieje się:
Jakiś mężczyzna? Na razie masz tylko spodnie. Najpierw urodź dziecko, wyhoduj je, daj mu rozum, wyprowadź w ludzi, wtedy będziesz mężczyzną!
Matka nigdy nie ukrywała słów, a Tomasz cały w słowach matki.
Gdy coś wymyśli, odchodzi z domu. Agnieszka zostaje. Po upływie czasu rodzi dziewczynkę i nazywa ją Wiktorią. Matka, gdy się o tym dowiaduje, nie mówi nic, ale widać, że cieszy się.
W domu nic się nie zmienia, tylko Tomasz gubi drogę do domu. Jest obrażony. Matka również się troszczy, choć nie pokazuje. Kocha wnuczkę, rozpieszcza ją, kupuje prezenty, słodycze. Agnieszka jednak nie wybaczy, że straciła syna przez nią. Nie ma jednak słowa goryczy w jej ustach.
Po dziesięciu latach siostry wychodzą za mąż, a w wielkim domu zostają trzy: matka, Agnieszka i Wiktoria. Tomasz wstępuje do wojska i wyjeżdża na północ z nową żoną. Do Agnieszki podchodzi emerytowany żołnierz, poważny mężczyzna starszy od niej. Rozwiódł się z żoną, zostawił jej mieszkanie, a sam mieszka w akademiku. Dostaje rentę, jest stabilny. Podoba mu się Agnieszka, ale co zrobić? Zgłosił się do matki, mówiąc:
Wanda Nikiticzka, kocham Agnieszkę, nie mogę bez niej żyć.
Matka nie drgnęła.
Kochasz? No więc zamieszkajcie i żyjcie.
Po chwili dodała:
Nie dam ci zabierać Wiktorii. Mieszkaj tutaj, u mnie.
Wszyscy mieszkają razem. Sąsiedzi plotkują, że szalona Wanda wygania własnego syna, a Helena przyjmuje każdego. Nie słucha plotek, nie rozmawia z sąsiadami, nie opowiada o młodzieży, trzyma się dumnie i nieprzystępnie. Agnieszka rodzi Kasię. Matka nie potrafi się cieszyć z wnuczek, choć i tak są jej ukochane. Co to za Kasiu, moja wnuczko? Nic nie warte, myśli.
Nagle Agnieszka ciężko zachoruje. Mąż upada, trochę nawet pije. Matka, bez słów, zabiera wszystkie oszczędności i jedzie z Agnieszką do Warszawy. Kupuje leki, odwiedza lekarzy. Nie pomaga.
Rano Agnieszka czuje się lepiej, prosi o rosół. Matka szybko ubija kurczaka, obiera, gotuje. Gdy przynosi gorący rosół, Agnieszka nie jest w stanie go zjeść i po raz pierwszy w życiu płacze. Matka, której nikt nigdy nie widział płaczącej, płacze razem z nią:
Co, dziecko, odchodzisz, kiedy cię kocham? Co robisz?
Po chwili uspokaja się, ociera łzy i mówi:
Nie martw się o dzieci, nie zginą.
Do końca nie płacze już więcej, siedzi przy niej, trzyma rękę, głaszcze, jakby szukała przebaczenia za wszystko, co się między nimi stało.
Kolejne dziesięć lat mija. Wiktoria wyjmuje za mąż. Przyjeżdżają Zosia i Jagoda, starsze, już siwe. Żadna nie ma już dzieci. Zbiera się cała rodzina. Tomasz przyjeżdża. Z żoną rozstał się już dawno. Pije mocno. Gdy widzi, jak piękna jest Wiktoria, cieszy się. Nie spodziewałem się, że mam taką wspaniałą córkę. Kiedy słyszy, że jego córka nazywa ojcowskiego pana tatusiem inny, gniewa się i obwinia matkę:
Dlaczego wpuściłaś obcego mężczyznę do domu? Niech sprząta. Nie ma tu nic dla niego. Ja jestem ojcem!
Matka odpowiada:
Nie, synu. Nie jesteś ojcem. Od małego nosiłeś spodnie, nie wyrosłeś w mężczyznę.
Tomasz nie wytrzymuje upokorzenia, pakuje rzeczy i znów rusza w świat. Wiktoria wychodzi za mąż, rodzi syna i nazwę go Aleksander, na cześć przybranej ojcowskiej roli. Babcię Wiktorię pochowano w zeszłym roku obok Agnieszki.
Leżą więc razem: zięć i teściowa. Wiosną między nimi wyrosła brzoza. Skąd się wzięła, nie wiadomo. Nikt jej nie posadził. Może to pożegnanie od Agnieszki, może ostatnie przeprosiny od matki.



