– Dziś rozmawiałam z Jadwigą. Wyobraź sobie, że Krzysztof znów się ulotnił – powiedziała Barbara, gdy telewizor przerwał emisję serialu na drugim kanale, włączając reklamy.
Spojrzała na męża. Leżał na łóżku, oparty o podniesioną poduszkę, i z zainteresowaniem oglądał reklamę.
– Władek, słyszysz mnie? Krzysztof znowu się zawieruszył – powtórzyła, nie doczekawszy się odpowiedzi.
– Słyszę. A tobie co do tego? – odparł.
– Jak to co? Jadwiga to moja przyjaciółka. Martwię się o nią. Krzysztof ci coś mówił? – spytała ostrożnie, wpatrując się w jego profil.
– Nie musi mi się tłumaczyć. Dawno go nie widziałem. A twoja przyjaciółka, mówiąc szczerze, to histeryczka. Ja też bym od takiej uciekał. I już, dość tego. Serial się zaczyna.
– Tak? To on ci to powiedział? Więc to Jadwiga jest winna? Kobieta zawsze u was wszystkiemu winna, byle tylko usprawiedliwić swoją kawalerską naturę. A kto zrobił z nią histeryczkę? Całe życie się włóczy. – Barbara zacisnęła usta, a mąż wpatrywał się w ekran.
– Słuchaj, ja cię też często uwłaczam. Ile razy mówiłam, żebyś wycierał buty przed drzwiami? Całe błoto i piasek wnosisz do domu. Wanny po sobie nie spłukujesz… Czy ja też jestem histeryczką? Może i ty się włóczysz? Dla towarzystwa? – Barbara wbiła wzrok w męża.
– No i zaczęło się. Dopadłaś mnie. – Władysław zrzucił kołdrę i wstał z łóżka. – Obejrzę resztę w kuchni.
– Po prostu szkoda mi przyjaciółki – rzuciła Barbara w plecy mężowi.
– A jaka była ich miłość! Wspinał się do niej na drugie piętro z kwiatami w rękach. I czego wam brakuje, faceta w życiu? – krzyknęła w stronę otwartych drzwi.
– Dopóki się w nas wzdycha, nazywacie nas słoneczkami, zajączkami, kochaniami. A jak znajdziecie sobie inną, od razu stajemy się histeryczkami – mówiła do siebie, jakby mąż mógł ją usłyszeć. – Ile razy mu wybaczała. Pierwszy raz klęczał, przysięgał, że nigdy więcej nie spojrzy w inną stronę, łzy lał. Dla dzieci wybaczyła. Nie, Krzysztof to dobry człowiek. Ale duszę z niej wyciągnął. Pewnie tak będzie, aż mu coś odpadnie… – Barbara zamilkła i nadsłuchiwała. Z kuchni nie dochodził żaden dźwięk.
„A może Władek też mnie zdradza? Czemu tak się porwał? Trafiłam w czuły punkt? Ale nie, on jest leniwy. Krzysztof przynajmniej dba o siebie, chodzi na siłownię. A mój ma już brzuch, łysina się rysuje…”
Zarodek wątpliwości w jej sercu zaczął kiełkować niepokojem. Barbara już nie patrzyła na ekran, straciła zainteresowanie filmem. Wstała, wsunęła stopy w kapcie i poszła do kuchni. Mąż siedział na krześle, założywszy nogę na nogę, i palił, kierując dym w stronę uchylonego okna. Powiało przeciągiem, Barbara wzdrygnęła się.
– Czemu nagle zapaliłeś?
Mąż drgnął, popiół spadł na stół.
– Tfu, przestraszyłaś mnie. – Władysław zdmuchnął popiół na podłogę. – Może też się przejmuję. W końcu Krzysztof to mój kolega.
– To byś z nim porozmawiał. Nie wstyd mu przed dziećmi? Jaki przykład daje synom? – Barbara podeszła do okna, wzięła popielniczkę z parapetu i postawiła przed mężem.
– A on mnie posłucha, oczywiście. Nie będę się wtrącał. To jego życie, wie, co robi. – Mąż zaciągnął się ostatni raz, zgasił papierosa. Potem podszedł do okna i zamknął lufcik.
– Chodźmy spać. – Minął żonę.
Barbara pokręciła głową, zgasiła światło i też poszła do sypialni. Mąż leżał na boku, odwrócony do niej plecami. W telewizorze leciał już program z Jerzym Owsiakiem. Barbara wyłączyła telewizor i światło, również się położyła. Już od kilku miesięcy zasypiali tak, odwróceni od siebie.
Poznali się w szczęśliwych studenckich czasach, nie mogli się sobą nacieszyć. Dwa lata później wzięli ślub. W ich życiu było jak u wszystkich – kłócili się, godzili i szli dalej. Córka dorosła, skończyła studia i wyjechała do Warszawy. Barbara nie myślała o szczęściu. A przecież była szczęśliwa. Znajomi się rozwodzili, żenili ponownie. Każdy miał swoją historię. A oni byli razem już dwadzieścia siedem lat, w małżeństwie dwadzieścia pięć. Ćwierć wieku.
Myśli znów wróciły do Jadwigi. W uszach wciąż brzmiał jej głos: „Za co on tak ze mną? Wszystko dla niego robiłam. Dzieci urodziłam. A teraz ani młodości, ani męża, na stare lata sama zostałam…”
A po drugiej stronie łóżka Władysław leżał z szeroko otwartymi oczami, wpatrując się w ciemność, tłumiąc westchnienia i starając się nie ruszać.
Dwa dni później Władysław spóźnił się z pracy. Barbara się nie denerwowała. Zdarzało się to wcześniej. Przyczyn mogło być wiele – korki w godzinach szczytu, spotkanie ze znajomymi, pilna robota do dokończenia. Po wyglądzie męża potrafiła odgadnąć powód spóźnienia. Jeśli wracał wesoły i podchmielony, znaczyło to, że był z kolegami, wypili po jednym. Jeśli był pochmurny i naburmuszony, oznaczało to problemy w pracy.
W końcu w zamku przekręcił się klucz. Barbara słyszała, jak mąż się rozbiera. Bez zwykłego sapania i stękania. Potem poszedł do kuchni.
Gdy weszła, Władysław siedział przy stole, oparty plecami o ścianę. Ale nie wyglądał na rozluźnionego, wręcz przeciwnie – przypominał ściśniętą sprężynę. Czuła jego nerwowość i napięcie. Barbara poczuła, jak coś ściska ją w piersi. Niepokój obudził się w niej, jak tamtej nocy. Władysław wpatrywał się przed siebie, jakby podejmował ważną decyzję.
– Coś się stało? – spytała cicho, a niepokój już w niej narastał, wypełniał ją całą, sączył się z oczu. – Podgrzać kolację?
– Nie, jestem najedzony. – Wstał i, nie patrzącBarbara przycisnęła jego dłoń mocniej do policzka, szepcząc: “Wrócisz do domu, gdy wyzdrowiejesz, i tym razem zostaniemy już razem na zawsze.”



