Wiesz, jak miałam siedemnaście lat, mój tata odszedł i wtedy wszystko się przewróciło do góry nogami. Mama pracowała na dwa etaty, ledwo wiązała koniec z końcem. Oszczędzałyśmy na każdym groszu, serio jabłka i czekolada pojawiały się tylko na Wigilię albo Wielkanoc. Nie miałam sumienia prosić mamę o cokolwiek. Zaczęłam kombinować drobne prace, żeby chociaż trochę odciążyć rodzinę.
Miałam młodszą siostrę, Klarę. Razem z mamą robiłyśmy co mogłyśmy, żeby Klara nie czuła się gorsza, nie chciałam, żeby jej zabrakło dzieciństwa.
Myślałam, że po śmierci taty już będziemy mieć spokój, ale pech dalej się za nami ciągnął. Mama dostała udaru i trafiła do szpitala. Po tym już nie chodziła dostała rentę inwalidzką, ale to były dosłownie grosze, ledwo starczało na leki i jedzenie.
Musiałam rzucić studia nie było innego wyjścia, ktoś musiał być żywicielem rodziny. Opieka nad chorą mamą i siostrą, praca, studia… No, nie dałam rady. Mnóstwo ludzi proponowało pomoc, ale zawsze odmawiałam nie miałam serca, żeby ktoś obcy opiekował się mamą. Przed chorobą była cudowną, ciepłą osobą, ale po udarze… zmieniła się strasznie.
Ciągle narzekała najpierw na swoje życie, potem na mnie i Klarę. Były pretensje: że źle gotowałyśmy, że bałagan, że za wiele wydajemy na siebie. Starałam się puszczać to mimo uszu, tłumaczyłam sobie, że jest chora, że trudno. Ale zabolało, gdy nie widziała ile robię dla niej, nie umiała docenić. Znajomi namawiali mnie, żebym zatrudniła pielęgniarkę i poszukała lepszej pracy miałabym większą pensję, mogłabym nawet zacząć studia od nowa, ale jak zostawić mamę? Przecież ma dwie córki, nie wyobrażałam sobie, że ktoś obcy miałby ją doglądać.
Z upływem czasu narzekała coraz bardziej. Każdy zakup kończył się awanturą, nawet o chleb, choć naprawdę gotowałyśmy oszczędnie i zakupy były przemyślane.
Byłam bardzo cierpliwa, długo wszystko znosiłam. Ale potem zachorowałam sama. Miałam okropny ból głowy, wysoką gorączkę, kaszel nie spałam całą noc. Rano postanowiłam, że idę do lekarza. Klara zobaczyła mój stan ogarnęła się do szkoły, zapytała czy czegoś nie potrzebuję, przytuliła mnie i poprosiła, żebym nie lekceważyła zdrowia. Mama natomiast powiedziała, że nie ma sensu leczyć się, organizm poradzi sobie sam, a ona ma gorzej potrzebuje pieniędzy. Zarzuciła mi, że wszystko wydam na badania, że nie dbam o nią, że na pewno chcę, żeby umarła.
Płakałam cicho i już nie miałam sił ani ochoty na dyskusje. Dla mamy zrezygnowałam ze studiów, wybrałam ciężką pracę, choć miałam szansę na coś lepszego. Byłam tak zmęczona, że w końcu nakrzyczałam na mamę. Powiedziałam wszystko, co czułam.
Po badaniach okazało się, że mam zapalenie płuc. Lekarz chciał mnie wysłać do szpitala, ale nie było opcji, by zostawić Klarę samą z mamą. Kupiłam leki, wróciłam do domu mojej przyjaciółki Moniki.
Monika wpuściła mnie bez wahania, ochrzaniła za chodzenie po mieście zamiast odpoczywać. Pogadałyśmy długo, w końcu powiedziałam jej wszystko o mamie, poprosiłam o pomoc w szukaniu pielęgniarki. Potrzebowałam też miejsca do mieszkania, nie mogłam już wrócić.
Monika zaproponowała, żebym zamieszkała u niej, a w międzyczasie wróciła po swoje rzeczy do domu. Gdy weszłam, mama od razu zaczęła krzyczeć, wcale nie zapytała o zdrowie tylko o pieniądze. Nakarmiłam ją, trochę odpoczęłam w swoim pokoju, ale wiedziałam, że to już koniec.
Monika szybko załatwiła pielęgniarkę, pozwoliła mi zostać u siebie. Zmieniłam pracę, przestałam odwiedzać mamę. Może jestem niewdzięczna, ale wyczerpałam wszystkie możliwości. Przez lata robiłam dla niej wszystko, nie usłyszałam słowa “dziękuję”. Czy warto było tak się poświęcać? Nadal mam życie przed sobą.
Co miesiąc przeznaczam kilka tysięcy złotych na mamy potrzeby i opłacam pielęgniarkę Wiktorię, która się nią troszczy. Daje nawet więcej niż trzeba. Wiktoria mówi, że mama coraz mniej nas pamięta, nie składa życzeń z okazji urodzin, choć ja i Klara zawsze o tym pamiętamy. Ale nie to jest najważniejsze. Udało mi się zmienić pracę, niedługo wyprowadzam się od Moniki. Wraz z Klarą planujemy wynająć mieszkanie, zaczynamy wszystko od nowa. Klara wspiera mnie i mówi: “Rodzicom trzeba pomagać, ale nie wtedy, gdy zaczynają cię powoli zabijać”.


