Przez to nawet nie chcę się żenić! Nie wierzę kobietom! A ty nie waż przez głupotę rozbić rodziny, słyszysz?

Przez to nawet żenić się nie chcę. Nie wierzę kobietom! A ty nie waż głupotą rodziny rozwalać, słyszysz?

Właśnie dojadałem jajecznicę i dopijałem kawę, gdy żona, zaczerwieniona, zmieszana i jakoś niepewnie, zapytała:

Masz inną kobietę?

Skąd ci to

Nie zniżaj się do kłamstw, Sławku. Po prostu chcę usłyszeć prawdę z twoich ust.

Teraz i ja pokryłem się plamami zdarza mi się to niezwykle rzadko, właśnie w takich sytuacjach: gdy nie możesz powiedzieć prawdy, ale nie chcesz też kłamać.

Nie musisz nic mówić. Już wszystko rozumiem.

Jak oparzony wyskoczyłem na ulicę. Cały dzień nerwowy, wściekły na siebie sytuacja wytrąciła mnie z równowagi i zmuszała do podjęcia decyzji, na którą nie byłem gotowy. Kłamać żonie nie potrafiłem znaczyła dla mnie za dużo.

Tak, miałem inną kobietę. Młodszą, piękną, olśniewającą pewnie się uśmiechniesz serce zawładnięte, w głowie tylko testosteron, który wylewa się ze wszystkich otworów ciała?

A tu niespodzianka! Ani młodsza, ani piękniejsza od żony. Jednoklasówka. Pierwsza, niespełniona miłość. Niedzamknięty gestalt, jakby to powiedzieć. Spotkaliśmy się przypadkiem po latach.

Sławek, to ty? Nie do poznania. Wyglądasz jak londyński dżentelmen.

Zaniemówiłem. Przede mną stała Kinga z szyderczym uśmiechem.

Stałem jak głupek, czując się absurdalnie nie na miejscu. Objęła mnie wzrokiem od stóp do głów, moja dręczycielka (w szkole przezywała mnie na różne sposoby, a reszta klasy chętnie to podłapywała. “Sławek” to jeszcze najłagodniejsze).

Chodź, usiądziemy gdzieś w kawiarni, pogadamy, mały zjazd absolwentów. Za chwilę wyjdzie jeszcze jedna znajoma.

Nie zdążyłem odpowiedzieć, bo ze sklepu (tam się spotkaliśmy) wyszła ona Śnieżka. Jasnowłosa, delikatna, krucha. Uśmiechnęła się na mój widok.

Sławomir Sławiński, to ty? zapytała melodyjnym, boleśnie znajomym głosem. Ile to lat?

Uśmiechnąłem się tylko, w gardle stanął mi klocek od zaskoczenia.

Oczywiście, zaprosiłem je do kawiarni, świetnie się rozmawiało, a następnego dnia, nie mogąc opanować emocji, czekałem na Śnieżkę po pracy.

Nie była zaskoczona, przyjęła to jak coś oczywistego. Znowu siedzieliśmy w kawiarni, tym razem we dwoje, a potem trafiłem do niej i przepadłem!

Ten związek trwał już pół roku, a ja żyłem w dwóch wymiarach. W jednym rodzina: dzieci Kuba i Zosia, które uwielbiam, oraz żona, którą kocham i kochałem.

Tak, tak, kochałem, miłość nigdzie nie odeszła, tylko się ukryła i trochę przygasła.

Drugi wymiar Śnieżka, eksplozja emocji, szczęście posiadania, namiętność. Gdyby to było możliwe, przeskakiwałbym między tymi światami w nieskończoność. Dlatego, gdy żona nieoczekiwanie mnie zdemaskowała, byłem kompletnie nieprzygotowany.

Jedyne, co przychodziło mi do głowy do końca dnia: muszę wziąć pauzę. Prawdziwą, nie dla jednej z nich. Pomyśleć i podjąć ostateczną decyzję.

Właśnie miałem zadzwonić do Małgosi, żony, ale ona mnie uprzedziła.

Sławku, ja z dziećmi zamieszkam u rodziców na jakiś czas. Muszę przemyśleć powiedziała. Tylko o jedno cię proszę: bądź w kontakcie z Zosią i Kubą. Kochają cię, nie chcę, żeby przedwcześnie cierpieli.

Jeszcze bardziej zdezorientowany, wróciłem do domu. Gdy zakładałem, że to ja podejmę decyzję, jakoś nie pomyślałem, że żona też ma prawo wyboru i niekoniecznie na moją korzyść. Cóż, ma do tego prawo.

Przez kilka dni myślałem o Śnieżce (wszystko było tak świeże, intensywne) i o Małgosi (żonie). Wspominałem tylko dobre chwile, nie chciałem stracić ani jednej, ani drugiej.

Nie wiem dlaczego, ale w pewnym momencie zapragnąłem zadzwonić do szkolnego kumpla Grześka. Przyjaźniliśmy się od podstawówki, razem służyliśmy w wojsku. Kiedyś, dawno temu, obaj byliśmy zakochani w Śnieżce bez wzajemności. Może dlatego zadzwoniłem.

Umówiliśmy się na spotkanie. Zaprosiłem go do siebie na zewnątrz lało, a w taką pogodę nie miałem ochoty na jakieś publiczne miejsce. Grześ nie był żonaty, mieszkał z rodzicami, ja tymczasowo wolny, więc w razie czego mógł u mnie zostać.

Po pracy wpadłem do sklepu, kupiłem pierogi, kiełbasę i flaszkę (co jeszcze facetom potrzeba?) i wróciłem do domu, czekać na przyjaciela.

Masz świetny dom! Bardzo przytulnie! Cieszę się za ciebie, stary! Kiedy ja doczekam się takiego gniazdka? Twoja żona nie ma przypadkiem jakiejś koleżanki? zaśmiał się Grześ, ściskając mi dłoń i rozglądając się.

Przeszliśmy do kuchni. Ja już wszystko pokroiłem, talerze i widelce rozłożyłem, zostało tylko ugotować pierogi.

A gdzie twoja żona? zdziwił się Grześ. Chciałem jej złożyć hołd, a ty sam? Dlaczego nie powiedziałeś? A ja tort i czekoladkę kupiłem

Nie martw się, zjemy. U rodziców na trochę. Dawaj, po pierwszej!

Wypiliśmy pierwszą. Potem jeszcze parę. I dopiero wtedy opowiedziałem Grześkowi o Śnieżce, o moim burzliwym romansie i moim dylemacie. Grześ długo milczał, co wcale nie było w jego stylu.

Czemu milczysz? Ty też byłeś w niej zakochany. A może nadal?

Nie, co ty! Teraz? Na pewno nie zaśmiał się jakoś nienaturalnie. Wiesz co, powiem ci prawdę: nie potrzebujesz tego! Wiem, co mówię.

A co ty wiesz? wkurzyłem się. Wtedy nas swoją uwagą nie rozpieszczała, a potem też nie. Jeśli jakieś plotki, to nie mam zamiaru ich słuchać!

Mieszkaliśmy razem pół roku, Sławku zmęczonym głosem powiedział Grześ. Była już wtedy po rozwodzie. A wiesz, kto był jej mężem? Krzysiek Pawłowski, pamiętasz go?

Pawłowski? Nie wiedziałem. Mówiła, że rozwiedziona, ale kto mąż nie wspominała. Tak, tak

Rate article
Fajna Tajna
Przez to nawet nie chcę się żenić! Nie wierzę kobietom! A ty nie waż przez głupotę rozbić rodziny, słyszysz?