Przez pięć lat wydawało jej się, że tworzy prawdziwy dom ze swoim mężem, ale nie dostrzegała, że pragnęła od niego tego samego, co niegdyś od matki.
Mariola wychowała się w niewielkim Brzezinie. To tam los podarował jej szczęście zakochania. Związała się z Pawłem, on oddał jej swoje serce bez reszty. Wspólna przyszłość wydawała się w zasięgu ręki, dlatego postanowili wyjechać z rodzinnych stron do Warszawy. Rodzinie powiedzieli, że chcą zbierać pieniądze na ślub. Faktycznie, ciężko pracowali, ale ostatecznie uznali, że wydatki na wielkie wesele nie mają sensu.
Postąpili tak, jak lubi teraz młode pokolenie ślub w trampkach i dżinsach, zamiast prezentów koperty z pieniędzmi, a zamiast hucznego przyjęcia, zimny bufet na wynajętej sali. Zebrane złotówki przeznaczyli na wkład własny do mieszkania. Jednak kiedy wrócili w odwiedziny do Brzeziny, ich mamy zorganizowały im kameralny poczęstunek.
Od ślubu minęło pięć lat. Małżeństwo postanowiło odłożyć pojawienie się dzieci, wciąż spłacali kredyt. Matka Marioli była twardą kobietą, została z córką sama i nieraz w rozmowach telefonicznych żartowała, że czeka na wnuki. Jednak Mariola nie była gotowa. I tak czas płynął, a dzieci wciąż się nie pojawiały.
Z biegiem lat Mariola łapała się na tym, że coraz częściej narzeka na męża te same pretensje tkwiły w niej już dawniej, ale dotąd tłumiła je w sobie. Pewnego dnia zadzwoniła do przyjaciółki i zaczęła się żalić:
On potrafi godzinami rozmawiać z kolegami przez telefon, a ze mną pogada chwilę i już.
Ale przecież po pracy macie cały wieczór dla siebie.
Tylko że ja chcę oglądać filmy romantyczne, a on ciągle te swoje horrory.
Może pilnujecie, żeby mieć dwa telewizory? Albo chociaż on mógłby używać laptopa ze słuchawkami?
Ale to nie jest wspólne życie! Siedzimy niby razem, ale każde zajmuje się czym innym…
Też tak myślę! westchnęła Mariola. Nie wiem, czy Paweł mnie rozumie.
A powiedz, co was najbardziej zbliża?
Kiedy wyjeżdżamy na urlop albo gdy ktoś nas odwiedza. Wtedy jest inny, troskliwy, taki… za jakiego go pokochałam.
Rozmawiałyśmy długo. Mariola wspominała, jak się poznali, jak wszystkie dziewczyny jej zazdrościły. W końcu zrozumiałam Mariola bardzo pragnie czuć się doceniana na oczach innych, a sama nie umie zrezygnować z oczekiwań. Zapytałam więc:
Jak wygląda twój wymarzony związek?
Obowiązkowo z dziećmi.
Wiesz, często mówi się tylko o dzieciach, a potem pojawiają się problemy…
Chciałabym, żeby mąż interesował się tym, jak mi minął dzień, jak się czuję żeby pochwalił obiad, zauważył nową sukienkę
On tego nie robi?
Mówi, że dobre, ale dla mnie to za mało.
A jak to dokładnie wygląda? Wraca z pracy, dasz mu obiad, kotlet z ziemniakami, i co?
Uśmiecha się, zaciera ręce
Ale przecież to jego sposób na okazanie radości. Wolałabyś, żeby nawet nie spojrzał na talerz?
Mariola zamyśliła się. Wciąż miała do męża żal, chociaż nie do końca wiedziała, z czego on wynika. Zapytałam więc, jak wyglądały jej relacje z mamą.
Matka Marioli zawsze była energiczna, zasypywała córkę pytaniami i uwagami. Jednak potrafiła ją wesprzeć i pocieszyć, kiedy było trzeba. Nieraz mówi się, że szukamy partnerów, którzy przypominają nam naszych rodziców lub przynajmniej dają nam miłość, jakiej pragniemy. Mariola nie znała ojca, dlatego też nie wiedziała, że nie wszyscy okazują uczucia tak, jak jej matka emocjonalnie, bezpośrednio.
Wyjaśniłam jej, że od pięciu lat oczekuje od Pawła tego, co kiedyś dostawała od mamy troski, ciągłego zainteresowania, wsparcia na każdym kroku. Na początku była zdziwiona, lecz potem przyznała mi rację.
I co teraz mam zrobić? Jak rozwieść się z własną mamą?
To proste. Za każdym razem, gdy poczujesz żal do Pawła, wyobraź sobie, że to nie on, a twoja mama oczekuje od ciebie takiej reakcji. Tylko ona może dawać ci takie emocje. Twój mąż nigdy nie będzie z nią konkurował.
Masz rację!
Gdy to zrozumiesz, pretensje miną.
Czasem tak jest, że oczekujemy od partnera, by dawał nam bezwarunkową opiekę i zrozumienie niczym matka. Jednak szczęśliwe dorosłe życie wymaga zaakceptowania, że każdy kocha na swój sposób. Największą bliskość budują zrozumienie i akceptacja różnic, a nie ciągłe porównywanie do ideału z dzieciństwa.



