Przez czterdzieści lat mieszkaliśmy pod jednym dachem, a w wieku sześćdziesięciu trzech lat nagle postanowiłeś zmienić swoje życie?
Zofia siedziała w ulubionym fotelu, spoglądając przez okno na przygasające światło popołudnia, próbując nie myśleć o tym, co się dziś wydarzyło. Jeszcze kilka godzin wcześniej krzątała się przy kuchni, oczekując na powrót Janusza z wędkowania. Wrócił, lecz zamiast ryb miał coś do powiedzenia od dawna chciał, ale nie potrafił zebrać się na odwagę.
Chcę się rozwieść, proszę, żebyś zrozumiała. powiedział Janusz cicho, uciekając wzrokiem. Dzieci są już dorosłe, zrozumieją, wnuki nie mają do tego głowy. Możemy rozstać się spokojnie, bez kłótni.
Czterdzieści lat razem, a ty nagle chcesz wszystko zmienić? nie mogła pojąć Zofia. Mam prawo wiedzieć, co dalej?
Ty zostajesz w naszej miejskiej kamienicy, ja przenoszę się na działkę Janusz miał wszystko już rozplanowane. Nie mamy czego dzielić, a potem wszystko zostanie dla córek.
Jak ona się nazywa? spytała Zofia, już pogodzona z losem.
Janusz zarumienił się, zaczął nerwowo pakować rzeczy i udawać, że nie usłyszał pytania. Z tej reakcji Zofia była już pewna, że chodzi o inną kobietę. W młodości wydawało się jej, że takie rzeczy się nie zdarzają tymczasem, na starość została sama, a mąż odszedł.
Może jeszcze wszystko się ułoży pocieszały potem Zofię córki: Bożena i Edyta Nie przejmuj się zachowaniem taty.
Nic już się nie zmieni wzdychała Zofia. Będę sobie żyć, jak dotąd, a cieszyć się waszym szczęściem.
Bożena z Edytą pojechały na działkę, by porozmawiać z ojcem. Wróciły zniechęcone, ale nie spieszyły się z opowiedzeniem matce o tym, co usłyszały. Zmieniły tylko ton i zaczęły przekonywać Zofię, że samotność może być dla niej nawet lepsza nie będzie musiała troszczyć się o nikogo. Zofia wszystko zrozumiała, ale przestała wypytywać, próbując po prostu funkcjonować. Nie było to łatwe, bo rodzina i znajomi wciąż zadawali dociekliwe pytania i próbowali zgadywać, co się wydarzyło.
Tyle lat razem, a na stare lata mąż odszedł do innej komentowały niezbyt taktownie sąsiadki. Młodsza czy bogatsza od ciebie?
Zofia sama nie wiedziała, co odpowiedzieć, coraz częściej zastanawiała się, kim jest ta rywalka i chciała ją zobaczyć. Któregoś dnia pod pretekstem zabrania słoików z letnimi przetworami, pojechała na działkę Janusza, nie uprzedzając go licząc na spotkanie z rozbijaczką rodziny. Akurat trafiła na nią.
Januszu, mówiłeś mi, że twoja eks-żona nie będzie przyjeżdżać, wyraziła niezadowolenie kobieta w zbyt intensywnym makijażu. Myślałam, że wszystko jest załatwione i nie ma tu czego szukać.
Naprawdę wymieniłeś mnie na TO? spytała Zofia, przyglądając się bezczelnej pani.
Będziesz tu stała i pozwalała się obrażać tej kobiecie? krzyczała dama. Jestem tylko kilka lat młodsza, ale wyglądam o wiele lepiej.
Skoro uważa, że jaskrawy wygląd jest najważniejszy w tym wieku powiedziała Zofia, próbując złapać wzrok Janusza.
Droga do przystanku autobusowego minęła jej na słuchaniu narzekań tej pomalowanej Barbie, próbowała nie płakać. Dopiero w domu pozwoliła emocjom dojść do głosu i zadzwoniła do siostry, prosząc, by przyszła w odwiedziny.
Daj spokój parzyła herbatę miętową Helena. Sama przecież mówisz, że ta nowa kobieta Janusza ani nie jest piękna, ani szczególnie inteligentna.
Może ma rację, a ja wyglądam jak staruszka zastanawiała się Zofia.
Wyglądasz bardzo dobrze zapewniła Helena. Uważam, że największym błędem po siedemdziesiątce jest zakładanie panterkowych legginsów czy mini. Kobieta jest piękna w każdym wieku, jeśli potrafi się zaprezentować i wyglądać stosownie.
Zofia spojrzała w lustro i przyznała rację siostrze. Była w niezłej formie i nie miała większych problemów ze zdrowiem, ubierała się dobrze, córki zawsze kupowały jej kosmetyki. Nigdy nie była wulgarna i nie chciała się upodabniać do papugi, więc nie wyobrażała sobie, żeby mogła zachowywać się jak tamta kobieta.
No i dobrze kontynuowała Helena. Skoro jesteś już wolną kobietą, żyj dla siebie! Córki są niezależne, możliwości rozwoju i kultury na naszym wieku jest mnóstwo, więc nie pozwolę ci się poddać.
Helena dotrzymała słowa zabierała Zofię do teatru, na spacery, na koncerty. Szybko utworzyła się grupa znajomych, rówieśników. Był nawet pan, który okazał Zofii zainteresowanie, ale ona wyraźnie postawiła granice i odmówiła spotkań sam na sam.
Słyszałem, że teraz biegasz po teatrach i masz nowych znajomych? Może znowu wyjdziesz za mąż? zagadał Janusz podczas przypadkowego spotkania w sklepie.
A skąd ty się tu wziąłeś, przecież bliżej działki są sklepy, czy twoja nowa partnerka nie gotuje? zapytała z przekąsem Zofia.
Po prostu zawsze tutaj robiłem zakupy, ciężko zmienić przyzwyczajenia burknął Janusz.
Zofia nie kontynuowała rozmowy, powołała się na zajętość i wróciła do domu. Janusz w tamtym momencie chciał za nią pobiec i wyznać, jak bardzo żałuje swojego wyboru. Całe życie był z żoną i dziećmi, potem dał się zwieść Sabinie żywej, hałaśliwej kobiecie.
Na początku wydawało się, że życie z nią jest ciekawe, potem okazało się, że Sabina nie lubi zajmować się domem, woli zawiązywać plotki, kręcić się wokół mężczyzn i spędzać czas na hucznych imprezach.
Janusz coraz częściej myślał, by wrócić do domu. Po spotkaniu z Zofią to pragnienie tylko się nasiliło. Zofia nie robiła scen, nie wszczynała awantur, tylko starała się żyć godnie w nowych okolicznościach. Janusz nie przewidział, że najbardziej będzie mu brakować tego spokoju i rodzinnego ciepła, które miał tylko przy Zofii.
Znowu kupiłeś morele, prosiłam o śliwki! złościła się Sabina, oglądając zakupy. A ser miał być tłusty, majonez w ogóle zapomniałeś!
Kiedyś kupowała Zofia, albo robiliśmy razem, a ty wszystko zrzucasz na mnie nie wytrzymał Janusz.
Dość mam porównywania mnie do twojej byłej! Lepiej powiedz, że żałujesz, iż ją zostawiłeś!
Janusz rzeczywiście żałował, lecz wiedział, że nie ma już sensu o tym rozmawiać. Zofia nie zrobiła nic, by go odzyskać po prostu była sobą, a on żałował decyzji i marzył o jej wybaczeniu.
Jednak doskonale rozumiał, że Zofia już nigdy nie będzie mu ufać ani nie przyjmie go z powrotem. Kilka razy chciał do niej zadzwonić, a po kolejnej kłótni z Sabiną odważył się zapukać do drzwi dawnej mieszkania.
Przyszedłeś po coś? zapytała Zofia, nie wpuszczając go dalej.
Chciałbym porozmawiać, masz czas? mruknął Janusz, czując zapach ulubionego ciasta ze śliwkami.
Nie mam ani czasu, ani ochoty odpowiedziała spokojnie. Zabierz, co musisz, a ja czekam na gości.
Janusz tak naprawdę nie miał czego zabierać, chciał powiedzieć wiele, lecz nie potrafił znaleźć słów. Wrócił na działkę i zaczął przygotowywać sobie kolację, bo Sabina znów kręciła się po okolicy. Gdy wróciła w radosnym nastroju, Janusz podjął ostateczną decyzję dał jej czas na spakowanie rzeczy.
Po burzliwej wymianie zdań z Sabiną, chciał zadzwonić do Zofii, opowiedzieć jej o wszystkim, potem zarzucił ten pomysł i uspokoił się. Janusz znał swoją byłą żonę tak dobrze, że wiedział, iż nie ma co liczyć na przebaczenie.
Może kiedyś, z czasem, będzie mógł przyjść z przeprosinami i porozmawiać musiał to zrobić, inaczej nie znajdzie spokoju. Miał nadzieję na przebaczenie, lecz nie na powrót; Zofia nie wybaczyłaby zdrady, on o tym wiedział, gdy rzucał się w romans z Sabiną.
Teraz został mu domek na działce, a Zofia mieszkała w miejskim mieszkaniu, otoczona córkami, wnukami i znajomymi z wyjść do teatru. Dla niego w tym obrazku nie było już miejsca.
Najważniejsze, czego nauczył mnie ten czas, to docenienie spokoju i ciepła rodzinnego. Zbyt późno zrozumiałem, że to, czego naprawdę pragnąłem, miałem cały czas obok siebie.


