Przeszłość nie da spokoju, dopóki nie naprawisz…

Przeszłość nie odpuści, dopóki jej nie naprawisz…

W kawiarni tłok. Jakub zarezerwował stolik z wyprzedzeniem, by świętować swoje urodziny, bo inaczej nie byłoby szans. Przyszli, gdy słońce jeszcze świeciło, a teraz za oknami panowała już ciemność. Klimatyzatory pracowały pełną parą, grała muzyka. Wzdłuż okien migotały niebieskawe światełka choinkowych lampek, nadając sali świąteczny nastrój. Brakowało tylko drzewka.

— Jakub, chodź, zatańczymy — szepnęła mu do ucha żona, Kinga, kładąc głowę na jego ramieniu. Na małym parkiecie przed barem już kręciły się dwie pary.

— Zaproś Marcina, a ja posiedzę — Jakub mrugnął do przyjaciela.

— Chcę z tobą. Tylko raz — Kinga nie ustępowała.

— Naprawdę, idźcie, nie patrzcie na mnie. Ja już wychodzę. Mama zasypała mnie SMS-ami. Nie chcę wystawiać jej cierpliwości na próbę. Jakub, jeszcze raz, wszystkiego najlepszego — Marcin wstał, uścisnął dłoń przyjaciela i skierował się do wyjścia.

— Zostaniemy jeszcze, co? Tu tak przyjemnie — usłyszał za sobą głos Kingi.

Po klimatyzowanej sali ulica przywitała go dusznością, mimo późnej godziny. Wydawało mu się, że wypił niewiele, a jednak głowa była ciężka, nogi jak z waty. Pewnie przez upał. W kieszeni zadzwonił telefon. Marcin z trudem go wyciągnął.

— Marcin, gdzie jesteś? Kiedy wrócisz? Martwię się — w głosie matki słychać było niepokój.

— Mamo, już idę, nie martw się.

— Jak nie mam się martwić? Już prawie jedenasta — w jej tonie pobrzmiewał wyrzut.

— Mamo, niedługo będę… — Rozłączył się.

Przyspieszył kroku, próbując głęboko oddychać, by wypłukać alkohol z organizmu.

W środku gotował się z irytacji. Dwudziestoczteroletni facet, a matka dzwoni, gdy tylko się spóźni, jakby wciąż był nastolatkiem. Jak tu się umawiać z dziewczyną? „Przepraszam, kochanie, mama kazała wrócić wcześniej?” W duchu złościł się na nią, ale w głębi serca rozumiał i nie okazywał tego głośno. Nie był maminsynkiem — po prostu wiedział, dlaczego tak się o niego martwiła.

Trzynaście lat temu zginęła jego siostra, Agnieszka. A następnego dnia po pogrzebie zmarł na zawał ojciec, nie wytrzymał straty ukochanej córki. A on, Marcin, był winien śmierci zarówno siostry, jak i ojca. Tak uważał. I żadne słowa nie pomagały mu uwolnić się od tej winy.

— Miałaś jedenaście lat. Co mogłeś zrobić przeciwko trzem dorosłym facetom? I tak było za późno, by interweniować. Nie uciekłeś, tylko pobiegłeś po pomoc — tłumaczył mu Jakub.

Może i tak, ale Marcin wciąż obwiniał siebie. To przeszkadzało mu w budowaniu relacji z kobietami. Wydawało mu się, że one też wiedzą o jego tchórzostwie. Nawet Kinga. Poznał ją jako pierwszy, kilka razy chodzili do kina, nawet się całowali — to ona pierwsza w ciemnościach sali wzięła go za rękę. Ale potem przedstawił ją Jakubowi.

— Kinga i Jakub — to brzmi jak przeznaczenie — zaśmiał się tamten.

Wkrótce Kinga wyznała, że zakochała się w Jakubie i wybiera jego. Co mógł zrobić? Na siłę się nie zmusi. Pół roku temu wzięli ślub, a on był ich świadkiem. Żałował tylko odrobinę. Kinga w białej sukni wyglądała oszałamiająco.

— Kiedy w końcu przyprowadzisz narzeczoną? — pytała matka.

— Jak znajdę taką jak ty, od razu się ożenię — żartował.

I nie kłamał. Matka wciąż była zgrabna i piękna, mimo pięćdziesięciu dwóch lat, mimo podwójnej straty i siwizny. Agnieszka była do niej podobna — smukła jak brzoza, o regularnych rysach, śniadej cerze i szarych oczach. Uwielbiał patrzeć, jak czesze długie włosy. W domu zwykle wiązała je w kucyk lub spinała na karku. Ale gdy wychodziła, rozpuszczała je i potrząsała głową. Lśniące, jasne pasemka opadały jej na plecy jak wodospad. Z wiekiem pewnie stałaby się jeszcze bardziej podobna do matki.

Mieli szczęśliwą rodzinę. Ojciec kochał matkę, był dumny z córki, cieszył się synem. Agnieszka kończyła szkołę, zdążyła nawet zdać jeden egzamin maturalny. Chciała iść na pedagogikę, zostać nauczycielką, ale życie brutalnie przerwało jej plany w jeden z letnich wieczorów. Na zawsze została siedemnastolatką.

Puste, ciemne ulice przywoływały wspomnienia, które chciał wymazać. Ale poczucie winy nie odpuszczało, gryzło go, prześladowało. Nie było dnia, by nie myślał o siostrze, nie rozpamiętywał, nie obwiniał się za tchórzostwo.

Skromna, drobna, domowa — Agnieszka przekomarzała się z nim, nazywając „malcem”. On za to chełpił się przed kolegami, że ma taką piękną siostrę, jakby to była jego zasługa. StarsPewnego dnia, gdy trzymał na rękach swoją córeczkę, Agnieszkę, spojrzał w jej jasne oczy i zrozumiał, że przeszłość wreszcie pozwoliła mu oddychać.

Rate article
Fajna Tajna
Przeszłość nie da spokoju, dopóki nie naprawisz…