Przestań narzekać, zacznij działać!

— Wacława, dość już tego jęczenia! — rozległ się z korytarza donośny głos sąsiadki. — Znowu szlochasz? Słyszę przez ścianę! Co się tym razem stało?

Wacława otarła łzy rękawem szlafroka i niechętnie otworzyła drzwi. Na progu stała Bronisława Kazimierzówna, trzymając w ręce siatkę z drożdżówkami.

— Eee, jak zwykle, ciociu Broniu… Znowu w pracy kierownik… — zaczęła Wacława, lecz sąsiadka zdecydowanie weszła do mieszkania.

— Dość tego rozklejania się, dziewczyno! — odcięła Bronisława, stawiając siatkę na stole. — Ile ty masz lat? Czterdzieści dwa? A zachowujesz się jak pensjonarka! Siadaj, herbatę zrobimy i pogadamy jak ludzie.

Wacława posłusznie podeszła do kuchennego stołu. Bronisława, mimo swoich siedemdziesięciu pięciu wiosen, miała więcej werwy niż niejeden młodzieniec. Energiczna, o prostych plecach i bystrym spojrzeniu, nie znosiła marudzenia i użalania się nad sobą.

— Gadaj, co tam znowu się wydarzyło — rozkazała, włączając czajnik. — Tylko bez płaczu, na chłodno.

— No wie ciocia… — Wacława zgięła się na taborecie. — Dyrektor powiedział, że mogą mnie zwolnić. Cięcia kosztów, a ja w księgowości dopiero od dwóch lat. Brak stażu, więc jestem pierwsza do wywalenia.

— I co robisz? — spytała Bronisława, wyjmując z szafki filiżanki.

— Co mogę zrobić? Czekam, aż mnie wykopią. CV rozesłałam, ale kto przyjmie kobietę w moim wieku? Młodych nie brakuje. Doświadczenia też niewiele…

— Stój! — Bronisława błyskawicznie odwróciła się do Wacławy. — Otóż to jest twój problem! Od razu się poddajesz, nawet nie próbując działać. Myślisz, dyrektor dla zabawy ludzi zwalnia?

— Ale co ja mogę—

— Wiele! — przerwała sąsiadka. — Od ilu lat cię znam? Jesteś rozgarnięta, dokładna, obowiązkowa. Pamiętam, jak matkę do ostatnich dni pielęgnowałaś, bez narzekania. A teraz histeria przez możliwe zwolnienie?

Wacława chciała zaprotestować, lecz Bronisława już nalewała wrzątku.

— Słuchaj no — ciągnęła, siadając naprzeciw. — Mój mąż, niech mu ziemia lekką będzie, całe życie w hucie harował. Gdy zakład zamknęli, miał pięćdziesiąt osiem lat. Też myślał, że koniec, stary nikomu niepotrzebny. A ja mu mówię: dość jęczenia, weź się do roboty! I wiesz co? Poszedł do hydraulika, później własny warsztat otworzył. Do emerytury ludziom pomagał, sprzęt naprawiał.

— Ale to mężczyzna — westchnęła Wacława. — A ja…

— A ty co? — Bronisława aż podskoczyła. — Ręce masz? Głowę na karku? To czemu rozlazła jesteś jak flak?

Wacława zamilkła, machinalnie mieszając łyżeczką herbatę. Bronisława miała rację, oczywiście. Ale jak wytłumaczyć ten strach, tę niepewność, które ogarniają ją za każdym razem, gdy trzeba coś postanowić?

— Ciociu Broniu, a pani… pani się nigdy nie bała? — cicho spytała.

— Bałam się, i to jak! — zaśmiała się staruszka. — Kto się nie boi? Gdy męża na wojnę wysyłali, myślałam, że oszaleję ze strachu. Przy porodach też był lęk. Ale strach — to normalne. Ważne, by nim nie rządził.

— Nie wiem, nie wiem… — pokręciła głową Wacława. — Czuję, że umiem tylko papiery przekładać.

— Głupoty! — machnęła ręką Bronisława. — Pamiętasz, jak mi komputer nastawiłaś? Albo gdy sąsiadce z piątego obliczałaś podatki? Ile razy tłumaczyłaś mi umowy, gdy domek sprzedawałam?

Wacława zamyśliła się. Rzeczywiście, często pomagała sąsiadom z dokumentami, rozliczeniami, urzędowymi sprawami. Ludzie dziękowali, prosili o radę…

— Pamiętam — powiedziała wolno. — Ale to nie praca…

— A czemu nie praca? — oburzyła się Bronisława. — Ludzie potrzebują pomocy, ty potrafisz pomóc. To załóż własną działalność!

— Własną działalność? — Wacława zdrętwiała. — Co też ciocia mówi! Ja nie jestem przedsiębiorcza!

— A kto jest? — prychnęła sąsiadka. — Myślisz, że rodzą się z tym? Wszyscy od czegoś zaczynali. Moja siostrzenica Elżbieta — była sekretarką, teraz salon kosmetyczny prowadzi. Zaczynała od strzyżenia sąsiadek w kuchni, teraz trzy dziewczyny u niej pracują.

— Ale to co innego… — zaczęła Wacława, lecz Bronisława przerwała.

— Wcale nie innego! Zasada ta sama: zobaczyłaś potrzebę — wypełniłaś. Widzisz, jak ludzie męczą się z papierami, zeznaniami, urzędami. Biegają, nie wiedzą, gdzie szukać pomocy. A ty możesz im pomóc.

Wacława milczała, rozważając słowa sąsiadki. Ileż razy słyszała skargi na biurokrację, skomplikowane formularze, niezrozumiałe przepisy…

— Ale od czego zacząć? — niepewnie spytała. — Licencje, pozwolenia…

— Od małego! — energicznie skinęła Bronisława. — Wieszaj ogłoszenia w klatce: pomoc z dokumentami, rozliczeniami. Niedrogo, w domu. Ludzie się znajdą, zobaczysz.

— A jeśli się nie znajdą? — szepnęła Wacława.

— A jeśli się znajdą? — odparła sąsiadka. — Zawsze widzisz czarne scenariusze! Taka autosabotaż. Trzeba myśleć pozytywnie, rozumiesz?

Wacława skinęła, lecz w oczach wciąż taił się niepokój.

— Słuchaj, dziecko — głos Bronisławy zmiękł. — Wiem, że jest ciężko. Po śmierci matki całkiem się w sobie zamknęłaś. Ale życie toczy się dalej. Matka nie chciałaby, byś tak cierpiała.

Na wzmiankę o matce Wacława znów łzy poczuła. Bronisława miała rację — po jej śmierci straciła całą pewność siebie. Matka zawsze przy niej była, dodawała otuchy, radziła. A teraz…

— Wiesz co — zdecydowanie oznajmiła Bronisława — jutro idziesz do dyrektora i proponujesz układ.

— Jaki układ? — zdziwiła się Wacława.

— Mówisz mu: dajcie mi pracę zdalną. Będę prowadzić dokumentację, pomagać z rozliczeniami. Wynagrodzenie mniejszeWacława wzięła głęboki oddech, uśmiechnęła się do Bronisławy i pomyślała, że od dziś jej życie już nigdy nie będzie takie samo.

Rate article
Fajna Tajna
Przestań narzekać, zacznij działać!