Przestań narzekać — działaj!

Przestań narzekać – działaj

– Danusiu, ile można! – rozległ się zza drzwi donośny głos sąsiadki. – Znowu płaczesz? Słyszę przez ścianę! Co się tym razem stało?

Danuta otarła łzy rękawem szlafroka i niechętnie otworzyła drzwi. Na progu stała Halina Stefanowa, trzymając w ręce torebkę z drożdżówkami.

– No wiesz, ciociu Halinko… Znowu te problemy w pracy… – zaczęła Danuta, ale sąsiadka zdecydowanie weszła do mieszkania.

– Przestań się mazać, dziewczyno! – odcięła Halina Stefanowa, stawiając torebkę na stole. – Ile ty masz lat? Czterdzieści dwa? A zachowujesz się jak nastolatka! Siadaj, zrobimy herbatę i pogadamy po ludzku.

Danuta posłusznie podeszła do kuchennego stołu. Halina Stefanowa, mimo siedemdziesięciu pięciu lat, była pełna energii. Prosta jak struna, z bystrym spojrzeniem, nie znosiła marudzenia i użalania się nad sobą.

– Mów, co tam się znowu wydarzyło – rozkazała, włączając czajnik. – Tylko bez jęczenia, konkretnie.

– No wiesz, ciociu… – Danuta usiadła na taborecie, zgarbiona. – Dyrektor powiedział, że mogą mnie zwolnić. Oszczędzają na pensjach, a ja pracuję jako księgowa dopiero dwa lata. Mały staż, więc pewnie pierwszą mnie wywalą.

– I co zamierzasz zrobić? – spytała Halina Stefanowa, wyjmując z szafki filiżanki.

– Co ja mogę zrobić? Czekam, aż mnie wyproszą. Napisałam CV, ale kto mnie zatrudni w moim wieku? Młodych jest pod dostatkiem. Do tego brak doświadczenia…

– Stój! – Halina Stefanowa gwałtownie odwróciła się do Danuty. – Właśnie w tym tkwi twój problem! Od razu się poddajesz, nawet nie próbując działać. Myślisz, że dyrektor zwalnia ludzi z dobrego serca?

– Ale co ja mogę…

– Więcej, niż myślisz! – przerwała sąsiadka. – Ile lat cię znam? Jesteś bystra, dokładna, odpowiedzialna. Pamiętam, jak opiekowałaś się mamą do końca, bez narzekania. A teraz wpadasz w panikę przez możliwe zwolnienie.

Danuta chciała zaprotestować, ale Halina Stefanowa już nalewała herbatę.

– Posłuchaj mnie – kontynuowała, siadając naprzeciw. – Mój mąż, niech spoczywa w pokoju, całe życie pracował w fabryce. Gdy ją zamknęli, miał pięćdziesiąt osiem lat. Też myślał, że koniec, że starucha nikt nie zatrudni. A ja mu mówię: przestań jęczeć, zrób coś! I wiesz co? Został ślusarzem u prywaciarza, potem otworzył własny warsztat. Naprawiał sprzęt aż do emerytury.

– Ale on był mężczyzną – westchnęła Danuta. – A ja…

– A ty co? – wybuchnęła Halina Stefanowa. – Ręce masz? Głowę na karku? Dlaczego zachowujesz się jak rozklejona beksa?

Danuta zamilkła, bezwiednie mieszając łyżeczką herbatę. Sąsiadka miała rację, oczywiście. Ale jak wytłumaczyć ten lęk, tę niepewność, która ogarnia ją za każdym razem, gdy musi podjąć decyzję?

– Ciociu Halinko, a ty… ty się nigdy nie bałaś? – cicho zapytała Danuta.

– Bałam się, oczywiście! – rozśmiała się starsza pani. – Kto się nie boi? Gdy męża na wojnę żegnałam, myślałam, że oszaleję ze strachu. Gdy dzieci rodziłam, też byłam przerażona. Ale strach to nic złego. Ważne, żeby nie pozwolić mu tobą rządzić.

– Nie wiem, nie wiem… – pokiwała głową Danuta. – Czuję, że nie potrafię niczego poza przeglądaniem papierów.

– Głupoty gadaj! – machnęła ręką Halina Stefanowa. – Pamiętasz, jak mi komputer skonfigurowałaś? Albo gdy sąsiadce z piątego pomagałaś rozliczyć podatki? Ile razy tłumaczyłaś mi umowy, gdy dom na działce sprzedawałam?

Danuta zamyśliła się. Rzeczywiście, często pomagała sąsiadom z dokumentami, obliczeniami, podatkami. Ludzie dziękowali, prosili o rady…

– Tak, pamiętam – powiedziała wolno. – Ale to przecież nie praca…

– A dlaczego nie praca? – oburzyła się Halina Stefanowa. – Ludzie potrzebują pomocy, ty potrafisz pomagać. To załóż własną działalność!

– Własną działalność? – przestraszona Danuta uniosła brwi. – Co ty mówisz, ciociu! Ja nie jestem przedsiębiorcą!

– A kto nim jest? – zaśmiała się sąsiadka. – Myślisz, że rodzą się z dyplomem? Wszyscy zaczynali od czegoś. Moja siostrzenica Kasia była sekretarką, a teraz prowadzi salon kosmetyczny. Zaczynała w domu, strzygła sąsiadki, a dziś ma trzy zatrudnione fryzjerki.

– Ale to co innego… – zaczęła Danuta, lecz Halina Stefanowa ją przerwała.

– Wcale nie! Zasada ta sama: zobaczyłaś potrzebę – wypełniłaś ją. Widzisz, jak ludzie męczą się z tymi formularzami, podatkami, pismami. Biegają, nie wiedzą, gdzie się udać. A ty mogłabyś im pomóc.

Danuta milczała, przetwarzając słowa sąsiadki. Ile razy słyszała narzekania na biurokrację, na niezrozumiałe dokumenty…

– Ale jak zacząć? – niepewnie spytała. – Licencje, pozwolenia…

– Zacznij od małego! – energicznie skinęła Halina Stefanowa. – Wystaw ogłoszenie w klatce: pomogę z dokumentami, podatkami, rozliczeniami. Tanio, w domu. Ludzie się zgłoszą, zobaczysz.

– A jeśli nikt nie przyjdzie? – cicho zapytała Danuta.

– A jeśli przyjdą? – odparła sąsiadka. – Zawsze widzisz czarne scenariusze! Nakręcasz się negatywnymi myślami. Trzeba myśleć pozytywnie, rozumiesz?

Danuta skinęła głową, lecz w oczach wciąż tliła się niepewność.

– Słuchaj, dziewczyno – głos Haliny Stefanowej złagodniał. – Rozumiem, że się boisz. Po śmierci mamy zamknęłaś się w sobie. Ale życie toczy się dalej. Mama nie chciałaby, żebyś tak cierpiała.

Na wspomnienie matki Danuta znów się wzruszyła. Sąsiadka miała rację – od śmierci mamy straciła wiarę w siebie. Mama zawsze ją wspierała, pocieszała. A teraz…

– Wiesz co – powiedziała stanowczo Halina Stefanowa – jutro idziesz do dyrektora i proponujesz mu układ.

– Jaki układ? – zdziwiła się Danuta.

Danuta wzięła głęboki oddech i uśmiechnęła się do swojej przyszłości, bo wreszcie zrozumiała, że strach jest tylko głupim szkodnikiem, który przegryza się przez życie tych, którzy dają mu zbyt wiele miejsca.

Rate article
Fajna Tajna
Przestań narzekać — działaj!