Przeprowadzamy się do waszego mieszkania — Ola ma naprawdę świetne mieszkanie w centrum. Świeżo po remoncie, wprowadzaj się i żyj szczęśliwie! — To mieszkanie jest idealne dla samotnej dziewczyny — Ryszard uśmiechnął się pobłażliwie do Iwony, jak do dziecka. — A my planujemy dwójkę, a najlepiej trójkę dzieci. Jedno po drugim. W centrum jest głośno, nie ma czym oddychać, brak miejsca do parkowania. No i najważniejsze, są tylko dwa pokoje. A u was — trzy. I okolica spokojna, przedszkole tuż pod blokiem. — Okolica rzeczywiście super — potwierdził Sławek, wciąż nie rozumiejąc, do czego zmierza przyszły zięć. — Dlatego tu zostaliśmy. — No właśnie! — Ryszard pstryknął palcami. — Mówię Oldze: po co się cisnąć, skoro jest gotowe rozwiązanie? We troje z córką macie za dużo miejsca. Po co wam tyle pokoi? Jednego praktycznie nie używacie, stoi tam tylko graty. A nam — w sam raz. Iwona próbowała wepchnąć odkurzacz piorący do ciasnej szafy w przedpokoju. Odkurzacz stawiał opór, zaczepiał wężem o wieszaki i nie chciał wejść na swoje miejsce. — Sławek, pomóż mi! — zawołała w stronę pokoju. — Albo szafa się skurczyła, albo rozpakowywać już nie umiem. Sławek wychylił się z łazienki — właśnie skończył walczyć z kranem. Spokojny, zawsze trochę powolny, był zupełnym przeciwieństwem żony. — Zaraz załatwimy sprawę, Iwonko. Daj mi go tu. Zręcznie przejął ciężki sprzęt i jednym ruchem ustawił go w kącie szafy. Iwona westchnęła i oparła się ramieniem o framugę. — Powiedz mi, czemu nam zawsze brakuje miejsca? Przecież to spore mieszkanie, trzy pokoje, a jak zaczynamy sprzątać, to wszystko by się na dwór wyniosło. — Bo ty masz żyłkę chomika, — zaśmiał się Sławek. — Po co nam trzy serwisy? Korzystamy z jednego dwa razy do roku. — Niech stoją, to pamiątka. To przecież babcine mieszkanie. Po ślubie rodzice Sławka podzielili spadek po równo: synowi przypadło to przestronne trzypokojowe mieszkanie w cichej dzielnicy, babcine, a jego siostrze Oli — dwupokojowe, ale w centrum, w „złotym kwadracie”. Wartość mniej więcej ta sama. Pięć lat wszyscy żyli w zgodzie, nikt nikomu nie zazdrościł. Iwona naiwnie wierzyła, że tak już zostanie, ale… *** Zrobili porządki, ogarnęli bałagan, usiedli odpocząć. Ledwie włączyli telewizor — ktoś zadzwonił do drzwi. Sławek poszedł otworzyć. — Siostra z narzeczonym przyszli, — powiedział do żony, patrząc przez wizjer. Pierwsza wleciała do mieszkania Ola. Za nią wszedł Ryszard, ciężkim krokiem. Iwona widziała go dwa razy: Ola znalazła go pół roku temu gdzieś na siłowni. Ryszard od początku jej się nie spodobał — nadęty i wyniosły. Na nią i Sławka patrzył z góry. — Hejka! — Ola cmoknęła brata w policzek i uściskała Iwonę. — Przejeżdżaliśmy obok, wpadliśmy. Mamy wieści! — No to wejdźcie, skoro jechaliście obok. Wieści zawsze chętnie usłyszę, — Sławek zaprosił ich do kuchni. — Napijecie się herbaty? — Lepiej wody, — Ryszard powędrował za gospodarzem. — Rozmowa jest poważna, Sławek. Niezupełnie przejeżdżaliśmy przypadkiem. Sprawa do ciebie. Nie fatyguj się z herbatą. Usiądź. Iwonę nagle zaniepokoił ton Ryszarda. O co chodzi? — No to mówcie, — Sławek wzruszył ramionami. Ola udawała, że jej nie ma w pokoju — coś wpatrzona w telefon, oddając głos narzeczonemu. Ryszard odchrząknął. — Tak więc — zgłosiliśmy z Olą ślub. Za trzy miesiące wesele. Sprawa poważna, wiadomo. Rodzina, życie razem, szczęście przez długie lata. Przeanalizowaliśmy przy okazji nasze warunki mieszkaniowe… Przeprowadzamy się do was, a wy do nas! Iwonie szczęka opadła. Spojrzała to na męża, to na szwagierkę, ale ta dalej wlepiona w Facebooka, jakby temat jej nie dotyczył. — Ryszard, czegoś nie rozumiem, — Sławek zmarszczył brwi. — O czym ty właściwie mówisz? — Ja nie sugeruję, ja mam konstruktywną propozycję. Zróbmy zamianę! My tu, wy do Oli. Olka się zgadza, wydaje się nam to sprawiedliwe. Iwona zgłupiała po raz drugi. — Sprawiedliwe?! — powtórzyła. — Ryszard, ty poważnie? Przyszedłeś do nas i proponujesz nam się wyprowadzić, bo masz w planach dzieci? — No co się tak denerwujesz, Iwona? — skrzywił się Ryszard. — Ja tylko realnie patrzę na życie. Macie jedno dziecko, innego nie planujecie, prawda? Po co wam tyle metrów? Bez sensu. Nam akurat potrzeba. — Akurat! — Iwona zerwała się ze stołka. — Sławek, słyszysz te brednie? Sławek podniósł rękę, dając znak żonie, żeby się uspokoiła. — Ryszard, chyba zapomniałeś, że to mieszkanie rodzice przekazali mi. Tak jak Oli jej. Pięć lat robiliśmy tu remont, wszystko wybierane przez nas. Córka tu dorasta, ma własny pokój, koleżanki na osiedlu. A ty proponujesz nam się wynosić do centrum, bo tak ci wygodniej? — Sławek, nie przesadzaj — Ryszard rozsiadł się wygodnie. — Przecież jesteśmy rodziną. Ola to twoja siostra. Nie interesuje cię jej przyszłość? Poza tym, warunki są równowartościowe. Mieszkanie w najlepszym punkcie. Zyskujesz nawet na cenie, liczyłem. — Fajnie się składa, — Sławek się uśmiechnął. — Jeszcze się nie pobraliście, a już chcesz się rozgościć w moim mieszkaniu! Ola w końcu oderwała wzrok od telefonu. — Oj, no już dobrze, — wywróciła oczami. — Ryszard chce dobrze. Nam naprawdę będzie ciasno u mnie, jak pojawią się dzieci. A tu taki korytarz, że mecz można grać. Mama zawsze powtarzała, że rodzina jest najważniejsza. Zapomniałeś, Sławek? — Mama mówiła o pomocy, nie o tym, żeby wyrzucać brata z domu! — wcięła się Iwona. — Zdajecie sobie sprawę, co Ryszard wyprawia? — A co niby takiego? — Ola zatrzepotała rzęsami. — Ma rację. Nam się bardziej przyda. Wam i tak niepotrzebny jeden pokój. — Jest potrzebny! — Iwona prawie krzyknęła. — To mój gabinet! Tam pracuję, jeśli nie pamiętasz! — Pracujesz — prychnął Ryszard. — Wrzucasz obrazki do internetu? Ola mówi, że to hobby. Można przy laptopie na kuchni posiedzieć, nie jesteś królową. Sławek wstał powoli. — Dość, — powiedział cicho. — Rozmowa skończona. Wychodzicie, oboje. — Sławek, co ty… — Ryszard ani drgnął. — Chcieliśmy po rodzinie… — Po rodzinie? — Sławek podszedł bliżej. — Prosząc o moje mieszkanie, obrażasz żonę i decydujesz za moją córkę, gdzie ma mieszkać? Masz w ogóle sumienie? — Jakie sumienie, Sławek! — Iwona stanęła przy mężu. — Tu czysty interes. Nawet nie jesteście po ślubie, a już dzielisz majątek. Ola, wiesz kogo do domu przyprowadziłaś? Przecież zaraz ciebie z twojego mieszkania wyrzuci! — Nie mów tak o nim! — Ola podniosła się. — Ryszard dba o mnie! I o naszą przyszłość! A wy… wy po prostu jesteście pazerni. Trzymacie się kątów jak sępy. Braciszek! — Tu pazerny jest twój narzeczony, — Sławek wskazał drzwi. — Powtarzam: wynocha. I o zamianie zapomnij. Jeszcze raz i zero kontaktu. Ryszard wstał, poprawił kołnierzyk. Nie miał cienia wstydu, tylko irytację. — Źle robisz, Sławek. Myślałem, że się dogadamy. Skoro taki jesteś uparty… Ola, idziemy! Kiedy drzwi się zatrzasnęły, Iwona bez sił opadła na kanapę. Trzęsła się. — Widziałeś to? Ty to widziałeś? Skąd taka bezczelność? Kim on właściwie jest? Sławek milczał. Stał przy oknie, patrząc jak Ryszard po gospodarsku otworzył samochód, mówiąc coś do Oli ze złością. — Wiesz, co najgorsze? — w końcu powiedział. — Ola naprawdę wierzy, że on ma rację. Zawsze była trochę nie z tej planety, ale żeby aż tak? — Zamącił jej w głowie! — Iwona zerwała się. — Musimy zadzwonić do twojej mamy. Dobrze by wiedziała, jakie pomysły ma ich przyszły zięć. — Poczekaj — Sławek sięgnął po telefon. — Najpierw zadzwonię do siostry. Na spokojnie. Bez tego koguta. Wykręcił numer. Długo było sygnał, w końcu odebrała Ola. Było słychać, że płacze. — Halo! — mruknęła. — Ola, posłuchaj mnie uważnie, — głos Sławka był stanowczy. — Jesteście razem teraz? — A co za różnica? — Jeśli jest obok, włącz głośnik. Chcę, żeby słyszał. — Nie jestem z nim w aucie, — zaszlochała Ola. — Wyrzucił mnie pod blokiem i odjechał. Powiedział, że musi ochłonąć, bo moja rodzina to banda egoistów. Sławek, czemu wy tacy jesteście? Przecież on chciał tylko, żebyśmy byli szczęśliwi… — Ola, ogarnij się! — Sławek prawie krzyczał — Jakie szczęście? Przyszedł wymuszać mieszkanie! Wiesz, że to twoje mieszkanie, twoje dziedzictwo? A on już nim rozporządza. Mówił ci o tej zamianie zanim weszliśmy do kuchni? W słuchawce było tylko milczenie. — Nie — w końcu cicho odpowiedziała Ola. — Powiedział, że to niespodzianka dla wszystkich. Wymyślił, jak wszystkim zrobić lepiej. — Świetna niespodzianka. Zdecydował o twoim i moim życiu, nawet nas nie pytając. Ola, wiesz z kim się żenisz? On jest zwyczajnym darmozjadem. Dziś mieszkanie, jutro powie, że samochód za mały, pojutrze stwierdzi, że rodzice powinni mu przepisać działkę, bo potrzebuje czystego powietrza. — Nie mów tak… — Ola drżała. — On mnie kocha. — Gdyby kochał, nie robiłby takich awantur. Nastawił nas przeciwko sobie! Iwona wciąż jest w szoku. Rozumiesz, że chciał nas pokłócić? — Porozmawiam z nim, — powiedziała niepewnie Ola. — Porozmawiaj. I dobrze się zastanów, zanim pójdziesz do USC. Sławek rozłączył się i rzucił telefon na kanapę. — Co powiedziała? — szepnęła Iwona. — Że nie wiedziała. Ryszard „niespodziankę” szykował. Iwona gorzko się uśmiechnęła. — Widzę oczami wyobraźni. Przychodzi taki pan życia i ustawia wszystkich po kątach. Metry tu, ludzi tam. Obrzydliwe. — Spokojnie, mieszkania nie oddamy, to pewne. Ale siostry żal… Wtopi się z nim. *** Najgorsze obawy Sławka i Iwony nie spełniły się — do ślubu nie doszło. Ryszard zostawił Olę tego samego wieczora. Zapłakana przyjechała w nocy do brata i opowiedziała, co się stało. Ryszard wrócił i zaczął się pakować. Ola wypytywała, co się dzieje. Powiedział, że z taka pazerną rodziną nie zamierza się żenić. — Powiedział, że tacy krewni nie są mu potrzebni, — szlochała Ola. — Bo na was nie można liczyć. Mówił, że nie będziecie zostawać z dziećmi, jak będziemy potrzebować odpoczynku. I że nie pożyczylibyście nam pieniędzy, gdybyśmy prosili. — Ola, daj spokój! — oburzyła się Iwona. — Nie jest ci potrzebny taki ktoś! Na niego nie można liczyć, nie będzie myślał o rodzinie, tylko o sobie. Olej go! Ola przez kilka miesięcy cierpiała, ale później minęło. Z czasem zrozumiała. Jak mogła wcześniej nie zauważyć, jaki był naprawdę? Gdyby za niego wyszła, całe życie miałaby koszmar. Los zlitował się nad nią.

Przeprowadzamy się do waszego mieszkania

U Oli świetne mieszkanie w centrum. Nowiutki remont, można zamieszkać i tylko się cieszyć!
Mieszkanie dobre, jeśli ktoś jest samotną dziewczyną Ryszard uśmiechnął się pobłażliwie do Iwony, jakby rozmawiał z dzieckiem. A my chcemy mieć dwoje, a najlepiej troje dzieci. Jedno po drugim, od razu.
W centrum hałas, ciężko oddychać, nie ma gdzie zaparkować. I co najważniejsze są tam tylko dwa pokoje. A tu macie trzy. I spokój, i przedszkole tuż pod blokiem.
Osiedle faktycznie jest bardzo dobre potwierdził Szymon, wciąż nie rozumiejąc, do czego zmierza przyszły zięć. Właśnie dlatego się tu osiedliśmy.
No właśnie! Ryszard pstryknął palcami. Mówię Oli: po co się cisnąć, skoro rozwiązanie jest pod ręką?
Was trzema z córką ta powierzchnia aż za duża. Co wam po tym wszystkim? Przecież z jednego pokoju w ogóle nie korzystacie, służy za składzik. A nam się przyda.

Iwona próbowała wcisnąć odkurzacz parowy do wąskiej szafy w przedpokoju.

Odkurzacz stawiał opór, rurą haczył o wieszaki i za nic nie chciał wejść na wyznaczone miejsce.

Szymek, no pomóż! krzyknęła w stronę pokoju. Albo szafa się skurczyła, albo ja nie umiem już układać rzeczy.

Szymon wychylił się z łazienki dopiero co skończył montować kran.

Spokojny, trochę powolny, był całkowitym przeciwieństwem żony.

Zaraz ogarniemy, Iwonko. Dawaj to tutaj.

Złapał zgrabnie ciężki sprzęt i jednym ruchem ustawił go na miejsce.

Iwona odetchnęła i oparła się ramieniem o framugę.

Powiedz mi, czemu nam zawsze brakuje miejsca? Mieszkanie przecież spore, trzy pokoje, a przy sprzątaniu wydaje się, że trzeba wystawić wszystko na dwór.

Bo ty masz słabość do zbieractwa zażartował Szymon. Po co nam trzy serwisy obiadowe? Używamy jednego dwa razy do roku.

Niech stoją, to pamiątka. W końcu to mieszkanie po babci.

Po ślubie rodzice Szymona uczciwie podzielili spadek: synowi przypadło to przestronne trzypokojowe mieszkanie w spokojnej dzielnicy, po babci, a jego siostrze Oli dwa pokoje w samym sercu miasta, na Alejach Ujazdowskich.

W przeliczeniu na złote wyszło po równo. Pięć lat żyli wszyscy w zgodzie, nikt nikomu nie zazdrościł.

Iwona naiwie myślała, że tak będzie zawsze, lecz

***
Wysprzątali, ogarnęli rozgardiasz, usiedli na chwilę. Włączyli telewizor, gdy nagle rozległ się dzwonek do drzwi.

Szymon poszedł otworzyć.

Siostra z narzeczonym się zjawiła rzucił do żony, zaglądając przez wizjer.

Pierwsza wpadła do mieszkania Ola. Za nią, ciężkim krokiem, wszedł Ryszard.

Iwona widziała go raptem parę razy: Ola poznała go pół roku temu na siłowni.

Od razu jej się nie spodobał zarozumiały, patrzył z góry zarówno na nią, jak i na Szymona.

Cześć! Ola cmoknęła brata w policzek i uściskała Iwonę. Przechodziliśmy, zajrzeliśmy. Mamy ważne wieści!

No to wpadajcie, skoro i tak byliście w okolicy. Nowiny zawsze chętnie zaprosił ich Szymon do kuchni. Herbaty?

Może po prostu woda Ryszard przeszedł do kuchni. Mamy poważną rozmowę, Szymek.

Prawdę mówiąc, wcale nie byli przypadkiem. Przyszli z konkretną sprawą. Herbaty nie, nie ma sensu się rozwlekać. Siądź, proszę.

Iwony ogarnął niepokój ton Ryszarda bardzo jej się nie spodobał. Co on kombinuje?

No to mów wzruszył ramionami Szymon.

Ola udawała, że jej nie ma z zapałem przeglądała coś na telefonie, zostawiając głos narzeczonemu.

Ryszard odchrząknął.

Słuchajcie, tak jest. Złożyliśmy z Olą wniosek, za trzy miesiące ślub. Jak się domyślacie, mam wobec niej poważne plany.

Rodzina, szczęśliwe, długie życie. Ostatnio myśleliśmy o naszej sytuacji mieszkaniowej Przeprowadzamy się do was, a wy do Oli!

Iwona zbaraniała. Spojrzała najpierw na męża, potem na szwagierkę, jednak ta dalej była pochłonięta przeglądaniem internetu, jakby rozmowa jej nie dotyczyła.

Ryszard, chyba nie rozumiem Szymon się skrzywił. Do czego zmierzasz?

Niczego nie sugeruję, tylko proponuję konkretne rozwiązanie. Zamieńmy się!

My zamieszkamy tutaj, a wy u Oli w centrum.

Oleńka zgadza się uznajemy, że tak będzie sprawiedliwie.

Iwona zaniemówiła po raz drugi.

Sprawiedliwie? powtórzyła. Ryszard, mówisz poważnie? Przychodzisz do nas i chcesz, żebyśmy się wynieśli, bo planujesz dzieci?

Po co tak ostro, Iwona? Ryszard skrzywił się. Patrzę realnie. Wy macie jedną córkę, z tego co wiem, więcej nie planujecie.

Więc po co wam taka powierzchnia? Mało ekonomiczne. A nam się przyda, mamy plany na przyszłość.

Słyszysz to, Szymku? Iwona zerwała się z krzesła. Przecież to absurd!

Szymon podniósł rękę, uspokajając żonę.

Ryszard, chyba zapomniałeś, że to mieszkanie rodzice mi przekazali. Tak jak Oli jej własne.

Remontowaliśmy tutaj wszystko sami. Mamy swoją córkę, swoje zwyczaje, ona ma swój pokój i koleżanki w okolicy.

I chcesz, żebyśmy się spakowali i wynieśli, bo tobie wygodniej?

Szymek, bez emocji Ryszard wygodnie rozsiadł się na krześle. Przecież jesteśmy rodziną. Ola to twoja siostra. Naprawdę nie obchodzi cię jej przyszłość?

Daję wam przecież równoważne warunki; w centrum mieszkanie droższe, jeszcze na tym zyskacie sprawdzałem.

Pomysłowy jesteś skrzywił się Szymon. Nawet nie ożeniłeś się jeszcze z moją siostrą, a już liczysz na moje mieszkanie!

Ola wreszcie oderwała wzrok od telefonu.

No przestańcie się wykłócać! rzuciła z wyrzutem. Ryszard chce dobrze.

Naprawdę będzie nam ciasno, jak pojawią się dzieci. A u was przedpokój taki, że można grać w piłkę.

Mama zawsze mówiła, że rodzina jest najważniejsza. Już zapomniałeś, Szymon?

Mama mówiła o wzajemnej pomocy, Ola, a nie o tym, żeby jeden musiał się wyprowadzić dla drugiego! ucięła Iwona. Wiesz w ogóle, co twój Ryszard wygaduje?

Co on takiego gada? Ola zamrugała zdziwiona. Przecież ma rację. Nam bardziej potrzeba. Macie wolny pokój.

To nie jest wolny pokój! Iwona niemal krzyknęła. To mój gabinet! Tam pracuję, jeśli zapomniałaś!

Pracujesz prychnął Ryszard. Obrazki w internecie wrzucasz? Ola mówiła, że to tylko hobby. Możesz w kuchni usiąść z laptopem, nie musisz się rozsiadać jak hrabina.

Szymon powoli wstał.

Dobrze powiedział cicho. Kończymy rozmowę. Dwoje do drzwi. Już.

Szymon, spokojnie Ryszard nawet się nie ruszył. Przyszliśmy po rodzinnemu.

Rodzinnie? Szymon zrobił krok w stronę stołu. Przychodzisz żądać mojego mieszkania, obrażasz moją żonę i decydujesz, gdzie ma mieszkać moja córka?

Ty masz w ogóle sumienie?

Jakie sumienie, Szymon! Iwona stanęła przy mężu. Tu chodzi tylko o wyrachowanie. Chłopak nawet obrączki nie założył, a już dzieli majątek.

Ola, w ogóle rozumiesz, kogo zaprosiłaś do życia? Jesteś pierwsza w kolejce do wyrzucenia z własnego mieszkania!

Nie odzywaj się tak o nim! Ola podniosła się. Ryszard o mnie dba! Myśli o naszej przyszłości!

A wy wy się zachowujecie chciwie. Zaszyliście się w swoim kącie i trzymacie jak stare sroki.

Niby brat!

Chciwy to jest twój narzeczony Szymon wskazał na drzwi. Ostatni raz powtarzam: wyjść.

I o zamianie możesz zapomnieć. Jeszcze raz usłyszę nie mamy o czym rozmawiać.

Ryszard wstał, poprawił kołnierzyk koszuli. Na twarzy nie było śladu zażenowania tylko irytacja.

Szkoda, Szymon. Myślałem, że się dogadamy. Ale skoro jesteś taki uparty…

Ola, idziemy!

Gdy drzwi za nimi się zamknęły, Iwona bezsilnie opadła na kanapę. Trzęsła się ze złości.

Widzisz to? Widziałeś w ogóle?! patrzyła szeroko otwartymi oczami na męża. Skąd taki tupet? Kim on jest?

Szymon milczał. Stał przy oknie, patrząc jak na podwórku Ryszard właścicielsko otwiera samochód i coś karci Olie.

Wiesz, co w tym najgorsze? odezwał się w końcu. Ola naprawdę wierzy, że on ma rację.

Zawsze była trochę… w swoim świecie, ale aż tak?

Zmącił jej w głowie! Iwona zerwała się z kanapy. Szymon, musisz zadzwonić do mamy. Twoi rodzice powinni wiedzieć, jakie pomysły ma ich przyszły zięć.

Poczekaj Szymon wyciągnął telefon. Najpierw zadzwonię do siostry. Na spokojnie, bez tego koguta obok.

Wybrał numer. Długi czas sygnał, w końcu Ola odebrała, słychać było, że płacze.

Halo! wyszeptała.

Ola, słuchaj mnie dobrze głos Szymona był twardy. Jesteś z nim teraz w aucie?

A co za różnica?

Jeśli jest przy tobie, przełącz głośnik. Chcę, żeby słyszał.

Nie jestem w aucie łkała Ola. Wysadził mnie pod blokiem i odjechał. Powiedział, że musi ochłonąć, bo moja rodzina to sama samolubność.

Szymon, czemu wy tacy jesteście? On chciał po prostu, żebyśmy mieli wszystko idealnie

Ola, obudź się! Szymon prawie krzyknął do słuchawki. Jak idealnie? Przyszedł wyłudzić ode mnie mieszkanie!

Rozumiesz w ogóle, że to twoje, twój spadek? A on już rządzi jak swoim.

Wiedziałaś chociaż o tej zamianie przed naszą rozmową w kuchni?

W słuchawce zapadła cisza.

Nie odpowiedziała cicho Ola. Mówił, że ma dla wszystkich niespodziankę. Że wymyślił, jak wszystkim będzie lepiej.

Świetna niespodzianka. Zdecydował za nas wszystkich, bez pytania.

Ola, zastanów się, za kogo wychodzisz? Zwykły cwaniak.

Dziś mieszkanie, jutro powie, że twój samochód i tak za mały, pojutrze stwierdzi, że rodzice powinni mu przepisać działkę, bo musi mieć czyste powietrze.

Nie mów tak załkała Ola. On mnie kocha.

Gdyby naprawdę kochał nie robiłby takich awantur. Sprowokował konflikt.

Iwona nie może się otrząsnąć. Rozumiesz, że chciał nas poróżnić?

Porozmawiam z nim powiedziała niepewnie Ola.

Porozmawiaj. I dobrze się zastanów zanim pójdziesz do urzędu stanu cywilnego.

Szymon zakończył rozmowę i rzucił telefon na kanapę.

I co? zapytała cicho Iwona.

Mówi, że nie wiedziała. Ryszard planował niespodziankę.

Iwona gorzko się uśmiechnęła.

Wyobrażam to sobie. Wchodzi herszt i zaczyna rozdzielać ludzi i metry. Obrzydliwe.

Spokojnie Szymon objął ją ramieniem. Mieszkania nie oddamy, to pewne.

Ale szkoda mi Oli. Wpakowała się

***
Najgorsze obawy Szymona i Iwony nie sprawdziły się do ślubu nie doszło.

Ryszard porzucił Olę jeszcze tej samej nocy. Ola, roztrzęsiona, przyjechała wieczorem do brata i opowiedziała, co się wydarzyło.

Ryszard wrócił i od razu zaczął zbierać rzeczy. Ola się rozpłakała, zapytała, co się dzieje.

Ryszard oznajmił, że z tak zachłanną rodziną nie chce się wiązać.

Powiedział, że takich krewnych mu nie potrzeba łkała Ola. Bo na was nie można polegać.

Powiedział, że nawet z dziećmi nie zostaniecie, kiedy będziemy potrzebowali odpoczynku.

I że nie dacie nam pieniędzy, gdy poprosimy.

Olesiu, nie przejmuj się oburzyła się Iwona. To nie jest chłop dla ciebie!

Nie można na nim polegać, myśli tylko o sobie. Rzuć go i zapomnij!

Ola cierpiała przez kilka miesięcy, a potem powoli zaczęła wracać do siebie.

Zrozumiała wszystko z czasem. Jak mogła wcześniej nie dostrzec prawdziwego oblicza narzeczonego?

Gdyby wyszła za niego, całe życie byłoby udręką. Los ją uchronił, nie inaczej.

Rate article
Fajna Tajna
Przeprowadzamy się do waszego mieszkania — Ola ma naprawdę świetne mieszkanie w centrum. Świeżo po remoncie, wprowadzaj się i żyj szczęśliwie! — To mieszkanie jest idealne dla samotnej dziewczyny — Ryszard uśmiechnął się pobłażliwie do Iwony, jak do dziecka. — A my planujemy dwójkę, a najlepiej trójkę dzieci. Jedno po drugim. W centrum jest głośno, nie ma czym oddychać, brak miejsca do parkowania. No i najważniejsze, są tylko dwa pokoje. A u was — trzy. I okolica spokojna, przedszkole tuż pod blokiem. — Okolica rzeczywiście super — potwierdził Sławek, wciąż nie rozumiejąc, do czego zmierza przyszły zięć. — Dlatego tu zostaliśmy. — No właśnie! — Ryszard pstryknął palcami. — Mówię Oldze: po co się cisnąć, skoro jest gotowe rozwiązanie? We troje z córką macie za dużo miejsca. Po co wam tyle pokoi? Jednego praktycznie nie używacie, stoi tam tylko graty. A nam — w sam raz. Iwona próbowała wepchnąć odkurzacz piorący do ciasnej szafy w przedpokoju. Odkurzacz stawiał opór, zaczepiał wężem o wieszaki i nie chciał wejść na swoje miejsce. — Sławek, pomóż mi! — zawołała w stronę pokoju. — Albo szafa się skurczyła, albo rozpakowywać już nie umiem. Sławek wychylił się z łazienki — właśnie skończył walczyć z kranem. Spokojny, zawsze trochę powolny, był zupełnym przeciwieństwem żony. — Zaraz załatwimy sprawę, Iwonko. Daj mi go tu. Zręcznie przejął ciężki sprzęt i jednym ruchem ustawił go w kącie szafy. Iwona westchnęła i oparła się ramieniem o framugę. — Powiedz mi, czemu nam zawsze brakuje miejsca? Przecież to spore mieszkanie, trzy pokoje, a jak zaczynamy sprzątać, to wszystko by się na dwór wyniosło. — Bo ty masz żyłkę chomika, — zaśmiał się Sławek. — Po co nam trzy serwisy? Korzystamy z jednego dwa razy do roku. — Niech stoją, to pamiątka. To przecież babcine mieszkanie. Po ślubie rodzice Sławka podzielili spadek po równo: synowi przypadło to przestronne trzypokojowe mieszkanie w cichej dzielnicy, babcine, a jego siostrze Oli — dwupokojowe, ale w centrum, w „złotym kwadracie”. Wartość mniej więcej ta sama. Pięć lat wszyscy żyli w zgodzie, nikt nikomu nie zazdrościł. Iwona naiwnie wierzyła, że tak już zostanie, ale… *** Zrobili porządki, ogarnęli bałagan, usiedli odpocząć. Ledwie włączyli telewizor — ktoś zadzwonił do drzwi. Sławek poszedł otworzyć. — Siostra z narzeczonym przyszli, — powiedział do żony, patrząc przez wizjer. Pierwsza wleciała do mieszkania Ola. Za nią wszedł Ryszard, ciężkim krokiem. Iwona widziała go dwa razy: Ola znalazła go pół roku temu gdzieś na siłowni. Ryszard od początku jej się nie spodobał — nadęty i wyniosły. Na nią i Sławka patrzył z góry. — Hejka! — Ola cmoknęła brata w policzek i uściskała Iwonę. — Przejeżdżaliśmy obok, wpadliśmy. Mamy wieści! — No to wejdźcie, skoro jechaliście obok. Wieści zawsze chętnie usłyszę, — Sławek zaprosił ich do kuchni. — Napijecie się herbaty? — Lepiej wody, — Ryszard powędrował za gospodarzem. — Rozmowa jest poważna, Sławek. Niezupełnie przejeżdżaliśmy przypadkiem. Sprawa do ciebie. Nie fatyguj się z herbatą. Usiądź. Iwonę nagle zaniepokoił ton Ryszarda. O co chodzi? — No to mówcie, — Sławek wzruszył ramionami. Ola udawała, że jej nie ma w pokoju — coś wpatrzona w telefon, oddając głos narzeczonemu. Ryszard odchrząknął. — Tak więc — zgłosiliśmy z Olą ślub. Za trzy miesiące wesele. Sprawa poważna, wiadomo. Rodzina, życie razem, szczęście przez długie lata. Przeanalizowaliśmy przy okazji nasze warunki mieszkaniowe… Przeprowadzamy się do was, a wy do nas! Iwonie szczęka opadła. Spojrzała to na męża, to na szwagierkę, ale ta dalej wlepiona w Facebooka, jakby temat jej nie dotyczył. — Ryszard, czegoś nie rozumiem, — Sławek zmarszczył brwi. — O czym ty właściwie mówisz? — Ja nie sugeruję, ja mam konstruktywną propozycję. Zróbmy zamianę! My tu, wy do Oli. Olka się zgadza, wydaje się nam to sprawiedliwe. Iwona zgłupiała po raz drugi. — Sprawiedliwe?! — powtórzyła. — Ryszard, ty poważnie? Przyszedłeś do nas i proponujesz nam się wyprowadzić, bo masz w planach dzieci? — No co się tak denerwujesz, Iwona? — skrzywił się Ryszard. — Ja tylko realnie patrzę na życie. Macie jedno dziecko, innego nie planujecie, prawda? Po co wam tyle metrów? Bez sensu. Nam akurat potrzeba. — Akurat! — Iwona zerwała się ze stołka. — Sławek, słyszysz te brednie? Sławek podniósł rękę, dając znak żonie, żeby się uspokoiła. — Ryszard, chyba zapomniałeś, że to mieszkanie rodzice przekazali mi. Tak jak Oli jej. Pięć lat robiliśmy tu remont, wszystko wybierane przez nas. Córka tu dorasta, ma własny pokój, koleżanki na osiedlu. A ty proponujesz nam się wynosić do centrum, bo tak ci wygodniej? — Sławek, nie przesadzaj — Ryszard rozsiadł się wygodnie. — Przecież jesteśmy rodziną. Ola to twoja siostra. Nie interesuje cię jej przyszłość? Poza tym, warunki są równowartościowe. Mieszkanie w najlepszym punkcie. Zyskujesz nawet na cenie, liczyłem. — Fajnie się składa, — Sławek się uśmiechnął. — Jeszcze się nie pobraliście, a już chcesz się rozgościć w moim mieszkaniu! Ola w końcu oderwała wzrok od telefonu. — Oj, no już dobrze, — wywróciła oczami. — Ryszard chce dobrze. Nam naprawdę będzie ciasno u mnie, jak pojawią się dzieci. A tu taki korytarz, że mecz można grać. Mama zawsze powtarzała, że rodzina jest najważniejsza. Zapomniałeś, Sławek? — Mama mówiła o pomocy, nie o tym, żeby wyrzucać brata z domu! — wcięła się Iwona. — Zdajecie sobie sprawę, co Ryszard wyprawia? — A co niby takiego? — Ola zatrzepotała rzęsami. — Ma rację. Nam się bardziej przyda. Wam i tak niepotrzebny jeden pokój. — Jest potrzebny! — Iwona prawie krzyknęła. — To mój gabinet! Tam pracuję, jeśli nie pamiętasz! — Pracujesz — prychnął Ryszard. — Wrzucasz obrazki do internetu? Ola mówi, że to hobby. Można przy laptopie na kuchni posiedzieć, nie jesteś królową. Sławek wstał powoli. — Dość, — powiedział cicho. — Rozmowa skończona. Wychodzicie, oboje. — Sławek, co ty… — Ryszard ani drgnął. — Chcieliśmy po rodzinie… — Po rodzinie? — Sławek podszedł bliżej. — Prosząc o moje mieszkanie, obrażasz żonę i decydujesz za moją córkę, gdzie ma mieszkać? Masz w ogóle sumienie? — Jakie sumienie, Sławek! — Iwona stanęła przy mężu. — Tu czysty interes. Nawet nie jesteście po ślubie, a już dzielisz majątek. Ola, wiesz kogo do domu przyprowadziłaś? Przecież zaraz ciebie z twojego mieszkania wyrzuci! — Nie mów tak o nim! — Ola podniosła się. — Ryszard dba o mnie! I o naszą przyszłość! A wy… wy po prostu jesteście pazerni. Trzymacie się kątów jak sępy. Braciszek! — Tu pazerny jest twój narzeczony, — Sławek wskazał drzwi. — Powtarzam: wynocha. I o zamianie zapomnij. Jeszcze raz i zero kontaktu. Ryszard wstał, poprawił kołnierzyk. Nie miał cienia wstydu, tylko irytację. — Źle robisz, Sławek. Myślałem, że się dogadamy. Skoro taki jesteś uparty… Ola, idziemy! Kiedy drzwi się zatrzasnęły, Iwona bez sił opadła na kanapę. Trzęsła się. — Widziałeś to? Ty to widziałeś? Skąd taka bezczelność? Kim on właściwie jest? Sławek milczał. Stał przy oknie, patrząc jak Ryszard po gospodarsku otworzył samochód, mówiąc coś do Oli ze złością. — Wiesz, co najgorsze? — w końcu powiedział. — Ola naprawdę wierzy, że on ma rację. Zawsze była trochę nie z tej planety, ale żeby aż tak? — Zamącił jej w głowie! — Iwona zerwała się. — Musimy zadzwonić do twojej mamy. Dobrze by wiedziała, jakie pomysły ma ich przyszły zięć. — Poczekaj — Sławek sięgnął po telefon. — Najpierw zadzwonię do siostry. Na spokojnie. Bez tego koguta. Wykręcił numer. Długo było sygnał, w końcu odebrała Ola. Było słychać, że płacze. — Halo! — mruknęła. — Ola, posłuchaj mnie uważnie, — głos Sławka był stanowczy. — Jesteście razem teraz? — A co za różnica? — Jeśli jest obok, włącz głośnik. Chcę, żeby słyszał. — Nie jestem z nim w aucie, — zaszlochała Ola. — Wyrzucił mnie pod blokiem i odjechał. Powiedział, że musi ochłonąć, bo moja rodzina to banda egoistów. Sławek, czemu wy tacy jesteście? Przecież on chciał tylko, żebyśmy byli szczęśliwi… — Ola, ogarnij się! — Sławek prawie krzyczał — Jakie szczęście? Przyszedł wymuszać mieszkanie! Wiesz, że to twoje mieszkanie, twoje dziedzictwo? A on już nim rozporządza. Mówił ci o tej zamianie zanim weszliśmy do kuchni? W słuchawce było tylko milczenie. — Nie — w końcu cicho odpowiedziała Ola. — Powiedział, że to niespodzianka dla wszystkich. Wymyślił, jak wszystkim zrobić lepiej. — Świetna niespodzianka. Zdecydował o twoim i moim życiu, nawet nas nie pytając. Ola, wiesz z kim się żenisz? On jest zwyczajnym darmozjadem. Dziś mieszkanie, jutro powie, że samochód za mały, pojutrze stwierdzi, że rodzice powinni mu przepisać działkę, bo potrzebuje czystego powietrza. — Nie mów tak… — Ola drżała. — On mnie kocha. — Gdyby kochał, nie robiłby takich awantur. Nastawił nas przeciwko sobie! Iwona wciąż jest w szoku. Rozumiesz, że chciał nas pokłócić? — Porozmawiam z nim, — powiedziała niepewnie Ola. — Porozmawiaj. I dobrze się zastanów, zanim pójdziesz do USC. Sławek rozłączył się i rzucił telefon na kanapę. — Co powiedziała? — szepnęła Iwona. — Że nie wiedziała. Ryszard „niespodziankę” szykował. Iwona gorzko się uśmiechnęła. — Widzę oczami wyobraźni. Przychodzi taki pan życia i ustawia wszystkich po kątach. Metry tu, ludzi tam. Obrzydliwe. — Spokojnie, mieszkania nie oddamy, to pewne. Ale siostry żal… Wtopi się z nim. *** Najgorsze obawy Sławka i Iwony nie spełniły się — do ślubu nie doszło. Ryszard zostawił Olę tego samego wieczora. Zapłakana przyjechała w nocy do brata i opowiedziała, co się stało. Ryszard wrócił i zaczął się pakować. Ola wypytywała, co się dzieje. Powiedział, że z taka pazerną rodziną nie zamierza się żenić. — Powiedział, że tacy krewni nie są mu potrzebni, — szlochała Ola. — Bo na was nie można liczyć. Mówił, że nie będziecie zostawać z dziećmi, jak będziemy potrzebować odpoczynku. I że nie pożyczylibyście nam pieniędzy, gdybyśmy prosili. — Ola, daj spokój! — oburzyła się Iwona. — Nie jest ci potrzebny taki ktoś! Na niego nie można liczyć, nie będzie myślał o rodzinie, tylko o sobie. Olej go! Ola przez kilka miesięcy cierpiała, ale później minęło. Z czasem zrozumiała. Jak mogła wcześniej nie zauważyć, jaki był naprawdę? Gdyby za niego wyszła, całe życie miałaby koszmar. Los zlitował się nad nią.