Przepraszam, że tak wyszło.

Przepraszam, że tak wyszło powiedział Piotr, ale w jego głosie nie było ani krzty skruchy.

Marek, na pewno wszystko spakowałeś? Mogę sprawdzić? zapytałam, stojąc przed zamkniętymi drzwiami łazienki.

Agnieszko, daj spokój! Mam całą walizkę, sam widziałaś odparł, a woda w prysznicu zagłuszała drżenie w jego głosie. Czy mi się tylko wydawało?

Widziałam walizkę. Ale nie to, co do niej włożyłeś szepnęłam, odchodząc na bok.

Agnieszko, zrób mi kawę. Mocną. Bez mleka dodał już spokojniej, gdy zakręcił kran.

Poszłam do kuchni w milczeniu. Nalałam wody do garnka, wsypałam zmieloną kawę, dodałam szczyptę soli tak jak lubił. Mamy ekspres, ale Marek woli tę moją. Jesteś taka opiekuńcza powiedział zeszłej nocy, gdy wrócił późno z pracy i zobaczył, że jak robiła babcia owinęłam jego kolację w ręcznik, żeby nie ostygło.

Ostatnio zostawał coraz dłużej. Praca, kariera, przygotowania do awansu tłumaczył. A ja? Stałam obok. Gotowałam, prasowałam, znosiłam.

Boski zapach boskiego napoju! zawołał, wchodząc do kuchni i odgarniając mokre włosy. Usiadł przy stole i sięgnął po filiżankę.

Agnieszko, dziś będzie paczka zamówiłem nowe pokrowce do auta. Odbierz, płatne przy odbiorze rzucił, mieszając łyżeczką cukru.

Jasne. Jak zwykle odparłam, siadając naprzeciwko.

Ta delegacja to fatalny termin westchnął. Ale nie mogę odmówić. Rozumiesz szansa, może jedyna. Kierownik działu to nie żarty.

No tak Nie sądziłam, że do takiego stanowiska trzeba jeździć po Polsce.

Kaprys szefa. No cóż, mam jeszcze pół godziny, muszę coś dopracować.

Wstał i wyszedł do pokoju obok. Filiżankę zostawił. Trudno, nie ma co się czepiać jest poddenerwowany.

Gdy sięgnęłam po jego naczynie, zadzwonił telefon. Wiadomość. Otworzyłam.

Agnieszko, Marek kłamie. To nie delegacja. Leci z Katarzyną Nowak do Włoch. Powstrzymaj go, póki jeszcze możesz. Rujnuje sobie życie.

Anna. Jego młodsza siostra.

Coś zatrzasnęło mi się w głowie. On z Katarzyną? To niemożliwe. Żart? Ale Anna nie jest typem osoby, która rozsyła takie głupie wiadomości. I nigdy nie kłamie.

Przed oczami zrobiło mi się ciemno. Oddychałam z trudem, jakby powietrze zgęstniało. Wstałam, nalałam wody, ale zaraz osunęłam się na krzesło.

Chciało mi się płakać, krzyczeć, roztrzaskać wszystko w drobny mak. Ale w głowie brzmiało tylko jedno pytanie: Dlaczego?

Zaciśnięte pięści drżały. Chciałam wbiec do niego, zrobić awanturę, zdarć z niego maskę. Ale nie zrobiłam tego. Nie zasługiwał.

Niech jedzie. Szykuję mu niespodziankę. Nie kłótnię czyn.

Otworzyłam aplikację bankową. Na wspólnym koncie 200 000 zł. Niespodziewanie, ale i tu mnie wyprzedził: brakowało 50 000. Moich pieniędzy. Zarobionych w projektach, podczas nocnych zmian. A on przepuścił je na wakacje z dawną miłością.

O Katarzynie wiedziałam. Sam mi o niej opowiadał, Anna też kiedyś wspomniała. Szkolna zadziora, która dwa razy go rzuciła najpierw dla starszego, potem dla obiecującego gościa. A teraz wróciła. Marek dał się nabrać. I kłamał.

Mógł chociaż być uczciwy: Agnieszko, kocham inną. Przepraszam. To by bolało, ale nie aż tak. Zamiast tego jak szczur. Wyciągnął kasę, bajkę o delegacji, walizkę

W porządku. Resztę wypłacę. Dziś. Do ostatniego grosza. Potem rozwód. Jego rzeczy? Przesyłka do rodziców.

Sprawdziłam kalendarz jutro ważna prezentacja online. Jeśli pójdzie dobrze, wezmę urlop. Nie Włochy. Może Portugalia. Gdzieś, gdzie on nigdy nie był.

Agnieszko, wychodzę, lepiej wyjechać wcześniej powiedział, stając w kuchni w idealnym garniturze i krawacie.

Pa. Miłej delegacji wykrztusiłam, kurczowo ściskając filiżankę.

Coś nie w humorze?

Wydaje ci się.

Będę za tobą tęsknił

Wątpię, żebyś miał na to czas.

Nie odprowadzisz mnie?

Wolę pozmywać.

No dobrze, to idę.

Trzymaj się.

Drzwi zatrzasnęły się. Marek nie miał pojęcia, że wyszedł na zawsze. Jutro zmieniam zamki.

Usiadłam na krześle. Wybuchnęłam płaczem. Gorzkim. Z rozczarowania, z upokorzenia. Zdrajca.

Nowa wiadomość od Anny:

Agnieszko, jak się czujesz?

Otarłam łzy i zadzwoniłam.

Anna, skąd te informacje?

Koleżanka Katarzyny się wygadała. Wróciła do Marka. Dał się nabrać. Agnieszko, przepraszam, że tak

Dzięki, że mnie ostrzegłaś. Nie zatrzymałam go. Niech leci.

Jest idiotą. Ona rzuci go po raz trzeci.

Jego wybór. Anna, nie mów mu, że wiem.

I tak bym nie chciała. Mam go dość!

Dzięki. Zostajemy w kontakcie. Nawet po rozwodzie.

Oczywiście, Agnieszko. Trzymaj się.

Znów otworzyłam bankowość. Kolejne 20 000 zł zniknęło. Szybko! Nie. Wzięłam głęboki oddech. Przeleję resztę do mamy. Własnej. Nie ma już do nich prawa.

Mamo, wysyłam ci 150 000. Resztę już zabrał.

Co się stało, córeczko?

Rozwodzimy się. Leci z tą swoją do Włoch.

Boże Agnieszko, wytrzymaj. Jesteśmy przy tobie. To minie. Znajdziesz kogoś, kto cię doceni.

Nie, mamo. Nie szukam nikogo. Może po prostu będę miała dziecko. Sama. I tyle.

No cóż to też sposób. Swoją drogą, ciocia Zosia ma tego siostrzeńca całkiem sympatyczny

Mamo, nie teraz.

Jak chcesz. Ważne, żebyś nie poddawała się, dziewczyno.

Rozłączyłam się. Zebrałam myśli. Jutro nowy dzie

Rate article
Fajna Tajna
Przepraszam, że tak wyszło.