29kwietnia, poniedziałek
Wróżka w domu przy ulicy Rynek2, Kraków, spojrzała na mnie przeszywająco, rozkładając karty na starej, wyblakłej szarfie. Co cię trapi, dziewczynko? zapytała, a jej oczy były ciemne niczym noc nad Wisłą. Zadrżałam, przyklejona do krzesła, i ledwo odważyłam się spojrzeć w jej spojrzenie.
Jesteś jak nasza Nura, niebo jej królestwo! westchnęła i skrzyżowała palce. Na jej ustach wyłonił się ledwie zauważalny, nostalgiczy uśmiech. Twoja babcia była piękna! Wysoka, dostojna, szyja i klatka piersiowa niczym łabędź. Inteligentna, lecz skończyła dopiero czwarty rok szkoły wojna jej nie pozwoliła iść dalej.
Babcia Ewgenia zamilkła, przypominając sobie coś dawno zapomnianego, po czym znów wstała i kontynuowała:
Jakże język jej był ostry! Kobietom się bało, bo dbały o swoich małżonków. Nura, choć zamężna, potrafiła jedną strzałą przebić serca mężczyzn, a potem złośliwie się śmiać. Twój dziadek kochał ją szczerze i był wierny. A patrzenie na chłopców? To tylko zabawa.
Zapytałam niecierpliwie: Babciu Żaneto, znałaś moją babcię?
Och, kochanie, byliśmy jak nitka i igła zawsze razem. A kto mnie uczył wróżbić? spytała, przyciskając palec do nosa.
Niech to babcia Nura! wydałam z zachwytem.
Tak jest! potwierdziła z dumą.
Co widzisz w tych kolorowych kartach? przesunęła palcami po wachlarzu. Nura spojrzy i wszystko jej będzie jasne. Powie, co było i co będzie. Dodała, że sama kiedyś uczyła się od niej tej mądrej sztuki.
Babciu, czy to wszystko prawda? wybuchnęłam śmiechem, patrząc na białe, jak rogi, kosmyki wyłaniające się spod chusty.
Nie śmiej się, dziewczynko! przycisnęła głos, rzucając na mnie lodowaty wzrok.
Zimny dreszcz przebiegł po mojej plecy: Babciu, przepraszam, żartowałam! błagałam nieśmiało.
Ech, Felek niewierny! mruknęła, ale po chwili dodała łagodniej: W porządku, wybaczam. Pamiętaj tylko: swojego wybranka i konia nie ominiesz!
Zapytałam: Czy mam już wybranka?
Och, piękna, chcesz zajrzeć w przyszłość? U nas, starych czarownic, wszystko możliwe! zaśmiała się i wzięła nową talię kart. Może kiedyś mnie zapamiętasz i przestaniesz tak głupio żartować. Rozłożyła na obrusie królów, damy o bujnych piersiach i muszkieterów w beretach.
Jadźmy, Irka, droga się rozciąga! zawołała nagle, patrząc na mnie niepewnie. Czy naprawdę wyjeżdżasz? Czy znajdziesz mężczyzn? mruknęła pod nosem. Patrz na tego czerwonego króla pokochasz go, ale będzie to niewłaściwy wybór. Lepiej omijaj go, bo serce połamiesz. Następnie wskazała na innego króla: Ten będzie przyzwoity, choć nie od razu. Bądź cierpliwa, moja droga.
Zanim się obejrzałam, położyła jeszcze parę kart i rozpromieniła się: Ten krzyżowy będzie porządnym partnerem! Wszystko się ułoży, choć nie natychmiast. Pieszczotliwie pogłaskała moje kasztanowe loki i obieśmy się śmiały.
***
Często odwiedzałam babcię Żanetę. Moja własna babcia nie żyła już od lat, a babcia Ewgenia mieszkała samotnie, ale bardzo mnie kochała, choć czasem jej zmienny nastrój wywoływał u mnie dreszcze. Babcia Żaneta była znana w całej okolicy ludzie przyjeżdżali z Małopolski i Śląska, nie pobierając za jej wróżby, lecz przynosząc domowe ciasteczka i chleb.
Dzisiaj przy herbacie rozkoszowałyśmy się plackiem z jajkiem i koperkiem.
Babciu, czy potrafię kiedyś przewidywać los? zapytałam nieśmiało, wkładając kolejny kęs ciasta w usta.
Starsza kobieta nagle zamarła, spojrzała w moje czarne oczy i po chwili westchnęła: Może tak się stanie przyjdź jutro, jeśli nie zmienisz zdania.
***
Rok szkolny mijał jak błyskawica. Wczoraj jeszcze skakałam po kałużach w Krakowie, puszczając latawców, a dziś razem z przyjaciółmi kończyliśmy siódmą klasę, odbyliśmy praktykę i witało nas gorące letnie słońce. Z dumą podniosłam świadectwo prawie same piątki!
Gdy weszłam do domu, zobaczyłam matkę ze łzami w oczach, trzymając w rękach wydrukowany list. List od cioci Neli pomyślałam, a w głowie przeszła myśl, że znowu nas namawia do przeprowadzki. Tata był przeciwny: Anna, czy naprawdę chcemy zostawić nasz dom, kury, gęsi, krowę i rzekę przy nas? mówił z goryczą. Mama szepnęła: Kochany, marzę o powrocie na naszą rodzinną wsię.
Pierwszy wrzesień cała szkoła patrzyła na nas z ciekawością. Na apelu stałyśmy w pięknych sukniach, z falbanami i wielkimi kokardami. Nie myślałam o stroju, lecz o tym, jak zostaną przyjęte przez koleżanki. Nagle podeszła dziewczyna: Jestem Wiera, nie bój się, chłopaki są dobrzy! zaproponowała, a potem dodała: Chcesz siedzieć przy mnie? spojrzała dużymi szarymi oczami. Zgodziłam się i tak zaczęła się nasza przyjaźń.
Na dużej przerwie Vasja wziął gitarę i zaczął śpiewać. Chłopak o jasnych włosach, lekko pulchny, śpiewał tak pełen tęsknoty, że serce mi przyspieszyło. Wiera szepnęła: Czy nasz Vasja się w nas zakochał? a ja odparłam: Śpiewa dla ciebie.
W klasie pojawił się Zdzisław, przystojny, ale psotny; jego spojrzenia podkręcały mnie na krzyż. Myślałam o nim, choć wiedziałam, że nie będzie to łatwe.
Jeszcze przed wakacjami przyszła nowa koleżanka Tatiana, czarna, z kręconymi włosami. Była piękna i mądra, a my uwielbialiśmy jej lekcje.
W sobotę Tolek obiecał randkę, ale nie przyszedł. Czekałam kolejny weekend, ale i wtedy nie pojawił się. W końcu spotkałam go w szkole uśmiechał się, szedł w stronę Nadi, swoją ukochaną. Nasze spojrzenia spotkały się na chwilę i poczułam, że to koniec.
***
Jadź, Irko, nie obchodzi cię ten głupi! rzuciła mi Tomaszyna, przytulając się. Jesteś najwspanialszą, nie potrzebujesz go! dodała, wpatrując się w moje oczy. Łzy płynęły, a ja poczułam, że serce rozrywa się z bólu.
W sobotę Wiera świętowała urodziny. Jej mama upiekła Napoleona, zaprosiła wszystkich. Kiedy goście odeszli, Wiera zapytała: Irko, pokaż nam wróżbę! wiedziała, że potrafię. Zaskoczyła mnie, jak dowiedziała się o moich kartach.
Zobacz, co wyciągnęłam dwoje mężów! krzyknęłam, patrząc na karty. Wiera się roześmiała, a ja poczułam dziwne dreszcze. Nagle usłyszałam głos matki: To karta śmierci! drżałam.
***
W domu Tatiana prywatnie powiedziała mojej mamie, że opowiadam jej i Wierze wiele historii. Mama uśmiechnęła się ironicznie, a ja przypomniałam sobie wizyty u babci Żanety.
Córko, może i ty chcesz wróżby? zapytała.
Po co, mamo? odpowiedziałam, ale kiedy zobaczyłam smutek w jej oczach, podniosłam karty i zaczęłam wyciągać figury, tłumacząc, co mogą znaczyć.
Tata w tym czasie był u brata Michała. Matka, według kart, wkrótce wyruszy w daleką podróż i spotka poważny los. Karty mówiły też, że ojciec nie jest u Michała, a w domu państwowym.
Następnego ranka przyszła telegram: Anna, przyjedź natychmiast, Nikolai w szpitalu po udar. Mama spojrzała na mnie z niepokojem. Twoje karty nie kłamią mruknęła, po czym wsiadła do samolotu.
***
Kilka lat później, w nocy, usłyszałam kroki w korytarzu. Dźwięk był ciężki, powolny. Czułam, że ktoś nieznany próbuje włamać się do mojego pokoju. Światło księżyca przedzierało się przez okno, a drzwi zadrżały. Kto tu wchodzi? Czy drzwi wytrzymają? myślałam, drżąc ze strachu. Krzyknęłam: Boże, jeśli jesteś, chroń mnie! Wtedy cisza zapadła, a drzwi przestały się ruszać.
Rano mama zobaczyła moje blady twarz: Co się stało, córeczko? zapytała. Po wysłuchaniu mojej opowieści odrzekła: Irko, nie baw się już w wróżki! Ten dar nie jest od Boga, to może Niewidzialny przychodził do ciebie. Spaliłam wszystkie karty, a życie stało się lżejsze.
***
Przepowiednie babci Żanety i moje niektóre się spełniły. Wiera wyszła za mąż, urodziła piękną niebieskooką córeczkę, lecz oboje zginęli w wypadku samochodowym. Moja przyjaciółka skończyła 21lat, a mojej siostrzenicy półtora roku. Tamara znalazła wspaniałego męża po rozwodzie. Marta, nauczycielka, odjechała, nie zostając przy mnie.
Tolka błagała o wybaczenie, ale nie mogłam już kochać tego człowieka. Po latach poślubiła dobrego, inteligentnego i wiernego kolegę z klasy Wasilka. Mamy trójkę dzieci i już wnuki.
Teraz mam ponad sześćdziesiąt lat i mogę śmiało powiedzieć: życie jest fascynujące i pełne barw. Trzeba po prostu żyć i cieszyć się każdą chwilą.



