Przepaść między nami…

**Dziennik, 12 lipca 2023**

Między nami była przepaść…

Ewa po rozwodzie z mężem długo nie mogła dojść do siebie. Przeczuwała, że ją zdradza, ale i tak nie była gotowa na prawdę. Była rodzina, ustabilizowane życie, plany, marzenia… A teraz? Nic. Tomek po prostu wyszedł z domu i z jej życia.

Lato miało się ku końcowi, a Ewa nie zauważała nic wokół siebie: ani słońca, ani gwaru miasta, ani tęczy po deszczu. Pewnej dusznej nocy, gdy bezskutecznie próbowała zasnąć, dotarło do niej, że tak dalej być nie może. Tomek żyje swoim życiem, a ona tylko wegetuje, powoli umierając.

*„Wszystko tu przypomina o nim, o nas. A nas już nie ma. Muszę stąd wyjechać, choćby na chwilę. Ale nie na zatłoczone południe, nie za granicę. Potrzebuję ciszy, wsi. Przecież mamy tam dom! Babci dom. Tam są nasze korzenie. Dlaczego wcześniej na to nie wpadłam?”* – Ewa aż usiadła na łóżku. Koszula nocna przykleiła się do pleców.

Babcia zmarła trzy lata temu. Przed śmiercią długo chorowała. Wszystko zmierzało ku końcowi, ale Tomek namówił ją na wyjazd do Włoch. *„Nic się w dziesięć dni nie stanie”* – mówił. Wiadomość o śmierci dotarła do nich w Neapolu. *„Nic już nie pomożemy. Zmiana biletów to problem. Jak wrócimy, pójdziemy na grób, pomodlimy się…”* I znów go posłuchała. Jak zawsze.

Mama miała dom letniskowy niedaleko miasta. Od dawna chciała sprzedać babciną chatę, ale jakoś zwlekała.

Ewa spędzała tam każde wakacje, aż do studiów. Potem już nie wracała. Nawet na grób babci nie zajrzała, teraz nawet nie pamiętała dlaczego.

Z niecierpliwością sięgnęła po telefon, chciała zadzwonić do mamy, spytać o klucze. Ale widząc godzinę na ekranie, zrozumiała, że noc. Telefon odłożyła. Nic. Teraz wiedziała, co robić. Wreszcie miała plan, jak wyrwać się z tej otchłani bólu. Zaczęła myśleć o pakowaniu, o spotkaniu z domem… I zasnęła.

Rano zadzwoniła do mamy.
– No nareszcie! Zaczynasz myśleć o czymś innym niż ten twój Tomek. Świat się na nim nie kończy… – Mama znów wróciła do starego tematu.
– Mamo, nie teraz. Słowa pociechy nie działają. Gdzie klucze?
– Po co szukać? Leżą w kredensie. Przyjedź, chociaż cię zobaczę. Dom stoi, w porządku. W maju spotkałam ciocię Wandę. Mówiłam ci? Pewnie nie. Wnuczka wychodziła za mąż. Pytała, czy sprzedamy dom. Nowy zięć był zainteresowany. Może pojedziemy razem? – Mama, jak zwykle, skakała z tematu na temat.
– Nie. Sama. Po klucze wpadnę po pracy.

Cały dzień myślała o wyjeździe. Szefowa agencji, w której pracowała, też rozwiedziona, wysłuchała jej argumentów. Próbowała zapełnić pustkę pracą, nie wyszło. Teraz chce wyjechać. Sezon urlopowy, klientów mało – bez niej dadzą radę. Szefowa niechętnie, ale zgodziła się.

Wieczorem odebrała klucze, spakowała tylko to, co niezbędne. Nagle miała wątpliwości: a jeśli tam też nie ucieknie od siebie?

Noc przeszła spokojnie. Rano wypiła kawę, sprawdziła gaz i wodę, wzięła torbę i wyszła.

Miasto jeszcze spało. Nad dachami wschodziło słońce. Ewa włączyła radio, podśpiewywała z nerwów.

Drogi nie zapomniała. Dom stał na miejscu, trawę ktoś skosił. Wysiadła i poczuła ciszę. Śpiew ptaków, ćwierkanie świerszczy, pianie kogutów – ale po miejskim zgiełku wydawało się to niemal mistyczne.

W domu było wilgotno i ciemno. Rzuciła się do roboty: przyniosła wodę ze studni, umyła podłogę, rozpaliła w piecu. Gdy płomienie buchnęły, poczuła się jak zwyciężczyni.

Miejscowi przechodzili obok, zaglądali przez okna, ale nie wchodzili – taki zwyczaj.

Gdy zrobiło się gorąco, rozłożyła kołdrę do wyschnięcia. Nie wyniosła na słońce – za wiele ciekawskich oczu. Poszła nad rzeczkę za wsią. Zdejmując sandały, ostrożnie stąpała po suchej trawie. Woda wydawała się czarna, gęsta.

Odszła dalej, zrzuciła sukienkę i wskoczyła do rzeki. Woda była ciepła, miękka.
– Myślałem, co za duża ryba tu pluska? – rozległ się za nią męski głos.

Ewa drgnęła. Przed nią stał Krzysztof. Dojrzały, ale wciąż rozpoznawalny. Jej pierwsza miłość. W ręce trzymał wędkę i nanizane na patyk ryby.

Serce podskoczyło jej do gardła. Wszystkie wspomnienia wróciły naraz.

Dlatego tak długo tu nie przyjeżdżała. Z jego powodu. Kiedyś chciała nawet zostać na wsi, żyć z nim. Mama nie pozwoliła. *„Co z takiej miłości może być?”*

Ewa namawiała go, by przyjechał do miasta. Obiecywał, ale nie przyjeżdżał. Potem dowiedziała się, że ożenił się. I przestała przyjeżdżać. Na trzecim roku poznała Tomka – bardziej z zemsty niż z miłości. Wyszła za niego…

– Sama? Bez męża? – spytał Krzysztof.
– Sama. Skąd wiesz o mężu?
– Przyjeżdżałem. Widziałem was.
– Kiedy? – Ale już wiedziała.

Pewnego dnia szykowali się na wesele znajomych. Tomek wszedł po nią, wyszli razem. Wtedy dostrzegła znajomą twarz. Zanim zorientowała się, kto to, zniknął. Uznała, że jej się zdawało.

– Przyjechałem, by ci wytłumaczyć. O Eli… Nie tłumaczę się. Wykorzystała sytuację. Byliśmy raz. Potem powiedziała, że jest w ciąży. Co miałem zrobić? Ożeniłem się. Kacper jest w trzeciej klasie. Urodziła się też Zosia.

Ewa uśmiechnęła się gorzko.

– Wiem, co myślisz. Syn – przypadek. Ale córka… Z Eli nie było dobrze. Nigdy. Wszystko, co powiem, obróci się przeciwko mnie. Ty jesteś z miasta, a ja wieśniak. Między nami przepaść. A Eli to swoja. Tak myślałem.

Stała w kostiumie. Jego wzrok niepokoił. Naciągnęła sukienkę, która natychmiast przykleiła się do mokrego ciała. Nie pomogło –**Dziennik, 12 lipca 2023**

Między nami była przepaść…

Ewa po rozwodzie z mężem długo nie mogła dojść do siebie. Przeczuwała, że ją zdradza, ale i tak nie była gotowa na prawdę. Była rodzina, ustabilizowane życie, plany, marzenia… A teraz? Nic. Tomek po prostu wyszedł z domu i z jej życia.

Lato miało się ku końcowi, a Ewa nie zauważała nic wokół siebie: ani słońca, ani gwaru miasta, ani tęczy po deszczu. Pewnej dusznej nocy, gdy bezskutecznie próbowała zasnąć, dotarło do niej, że tak dalej być nie może. Tomek żyje swoim życiem, a ona tylko wegetuje, powoli umierając.

*„Wszystko tu przypomina o nim, o nas. A nas już nie ma. Muszę stąd wyjechać, choćby na chwilę. Ale nie na zatłoczone południe, nie za granicę. Potrzebuję ciszy, wsi. Przecież mamy tam dom! Babci dom. Tam są nasze korzenie. Dlaczego wcześniej na to nie wpadłam?”* – Ewa aż usiadła na łóżku. Koszula nocna przykleiła się do pleców.

Babcia zmarła trzy lata temu. Przed śmiercią długo chorowała. Wszystko zmierzało ku końcowi, ale Tomek namówił ją na wyjazd do Włoch. *„Nic się w dziesięć dni nie stanie”* – mówił. Wiadomość o śmierci dotarła do nich w Neapolu. *„Nic już nie pomożemy. Zmiana biletów to problem. Jak wrócimy, pójdziemy na grób, pomodlimy się…”* I znów go posłuchała. Jak zawsze.

Mama miała dom letniskowy niedaleko miasta. Od dawna chciała sprzedać babciną chatę, ale jakoś zwlekała.

Ewa spędzała tam każde wakacje, aż do studiów. Potem już nie wracała. Nawet na grób babci nie zajrzała, teraz nawet nie pamiętała dlaczego.

Z niecierpliwością sięgnęła po telefon, chciała zadzwonić do mamy, spytać o klucze. Ale widząc godzinę na ekranie, zrozumiała, że noc. Telefon odłożyła. Nic. Teraz wiedziała, co robić. Wreszcie miała plan, jak wyrwać się z tej otchłani bólu. Zaczęła myśleć o pakowaniu, o spotkaniu z domem… I zasnęła.

Rano zadzwoniła do mamy.
– No nareszcie! Zaczynasz myśleć o czymś innym niż ten twój Tomek. Świat się na nim nie kończy… – Mama znów wróciła do starego tematu.
– Mamo, nie teraz. Słowa pociechy nie działają. Gdzie klucze?
– Po co szukać? Leżą w kredensie. Przyjedź, chociaż cię zobaczę. Dom stoi, w porządku. W maju spotkałam ciocię Wandę. Mówiłam ci? Pewnie nie. Wnuczka wychodziła za mąż. Pytała, czy sprzedamy dom. Nowy zięć był zainteresowany. Może pojedziemy razem? – Mama, jak zwykle, skakała z tematu na temat.
– Nie. Sama. Po klucze wpadnę po pracy.

Cały dzień myślała o wyjeździe. Szefowa agencji, w której pracowała, też rozwiedziona, wysłuchała jej argumentów. Próbowała zapełnić pustkę pracą, nie wyszło. Teraz chce wyjechać. Sezon urlopowy, klientów mało – bez niej dadzą radę. Szefowa niechętnie, ale zgodziła się.

Wieczorem odebrała klucze, spakowała tylko to, co niezbędne. Nagle miała wątpliwości: a jeśli tam też nie ucieknie od siebie?

Noc przeszła spokojnie. Rano wypiła kawę, sprawdziła gaz i wodę, wzięła torbę i wyszła.

Miasto jeszcze spało. Nad dachami wschodziło słońce. Ewa włączyła radio, podśpiewywała z nerwów.

Drogi nie zapomniała. Dom stał na miejscu, trawę ktoś skosił. Wysiadła i poczuła ciszę. Śpiew ptaków, ćwierkanie świerszczy, pianie kogutów – ale po miejskim zgiełku wydawało się to niemal mistyczne.

W domu było wilgotno i ciemno. Rzuciła się do roboty: przyniosła wodę ze studni, umyła podłogę, rozpaliła w piecu. Gdy płomienie buchnęły, poczuła się jak zwyciężczyni.

Miejscowi przechodzili obok, zaglądali przez okna, ale nie wchodzili – taki zwyczaj.

Gdy zrobiło się gorąco, rozłożyła kołdrę do wyschnięcia. Nie wyniosła na słońce – za wiele ciekawskich oczu. Poszła nad rzeczkę za wsią. Zdejmując sandały, ostrożnie stąpała po suchej trawie. Woda wydawała się czarna, gęsta.

Odszła dalej, zrzuciła sukienkę i wskoczyła do rzeki. Woda była ciepła, miękka.
– Myślałem, co za duża ryba tu pluska? – rozległ się za nią męski głos.

Ewa drgnęła. Przed nią stał Krzysztof. Dojrzały, ale wciąż rozpoznawalny. Jej pierwsza miłość. W ręce trzymał wędkę i nanizane na patyk ryby.

Serce podskoczyło jej do gardła. Wszystkie wspomnienia wróciły naraz.

Dlatego tak długo tu nie przyjeżdżała. Z jego powodu. Kiedyś chciała nawet zostać na wsi, żyć z nim. Mama nie pozwoliła. *„Co z takiej miłości może być?”*

Ewa namawiała go, by przyjechał do miasta. Obiecywał, ale nie przyjeżdżał. Potem dowiedziała się, że ożenił się. I przestała przyjeżdżać. Na trzecim roku poznała Tomka – bardziej z zemsty niż z miłości. Wyszła za niego…

– Sama? Bez męża? – spytał Krzysztof.
– Sama. Skąd wiesz o mężu?
– Przyjeżdżałem. Widziałem was.
– Kiedy? – Ale już wiedziała.

Pewnego dnia szykowali się na wesele znajomych. Tomek wszedł po nią, wyszli razem. Wtedy dostrzegła znajomą twarz. Zanim zorientowała się, kto to, zniknął. Uznała, że jej się zdawało.

– Przyjechałem, by ci wytłumaczyć. O Eli… Nie tłumaczę się. Wykorzystała sytuację. Byliśmy raz. Potem powiedziała, że jest w ciąży. Co miałem zrobić? Ożeniłem się. Kacper jest w trzeciej klasie. Urodziła się też Zosia.

Ewa uśmiechnęła się gorzko.

– Wiem, co myślisz. Syn – przypadek. Ale córka… Z Eli nie było dobrze. Nigdy. Wszystko, co powiem, obróci się przeciwko mnie. Ty jesteś z miasta, a ja wieśniak. Między nami przepaść. A Eli to swoja. Tak myślałem.

Stała w kostiumie. Jego wzrok niepokoił. Naciągnęła sukienkę, która natychmiast przykleiła się do mokrego ciała. Nie pomogło –Ewa spojrzała na niego przez łzy i nagle zrozumiała, że przepaść między nimi nigdy nie była tak głęboka, jak jej się wydawało – wystarczyło tylko wyciągnąć rękę i znaleźli się po tej samej stronie.

Rate article
Fajna Tajna
Przepaść między nami…