Przeceniłaś się
Kasia dziś wpadnie, jakoś koło siódmej. Nie masz nic przeciwko?
Irena odłożyła szczotkę do włosów i spojrzała na męża, który z uporem godnym lepszej sprawy próbował ogarnąć pilot od telewizora. Marek kiwnął głową, nawet nie odrywając wzroku od ekranu.
Jasne, niech wpada.
Irena uśmiechnęła się i wróciła do lustra. Lubiła, że mąż z siostrą świetnie się dogadują. Kasia zaglądała często, nieraz dwa-trzy razy w tygodniu, przesiadywała do późna, a cały blok słyszał ich śmiechy i rozmowy. Irena lubiła podsłuchiwać, jak spierają się o politykę albo analizują kolejne odcinki Na dobre i na złe, czasem myślała, że jej się trafiło jak ślepej kurze ziarno. Porządny mąż, ukochana siostra, rodzinka jak z polsatowskiego serialu, tylko bez reklam.
Czasem, co prawda, coś ją uwierało. Takie drobiazgi. Jak Marek pochylał się do Kasi, kiedy ta opowiadała nowe anegdotki z pracy. Jak siostra dotykała go swobodnie po ramieniu, śmiejąc się z jakiejś głupoty. Jak szeptali na kuchni i milkli, gdy tylko Irena się pojawiała. Broniła się przed tymi myślami. Bzdury. Przecież to Kasia, jej najbliższa krew, młodsza siostrzyczka, którą niańczyła, jeszcze w podstawówce. I Marek, jej Marek, z którym przeżyła pięć lat. Rocznica już za pasem.
Tamtego feralnego wieczoru Irena wróciła wcześniej z urzędu. Chciała wpaść do Biedronki, kupić coś dobrego na jutrzejszą kolację, zrobić z okazji rocznicy wyjątkowy wieczór, bo jak nie świętować, to kiedy?
Zamek w drzwiach przekręcił się za lekko. Irena wkroczyła do przedpokoju i stanęła jak wryta. Cisza panowała jakaś duszna, gęsta, nienaturalna. Z salonu dochodziły przytłumione głosy.
Przeszła korytarzem, popchnęła drzwi i zatrzymała się w progu.
Kasia siedziała w jej ulubionym fotelu. Rozsiadła się jakby należał do niej od zawsze. Marek wyglądał przez okno, a na widok Ireny odwrócił się jeszcze bardziej, próbując niewidzialnie wtopić w parapet.
Co wam? próbowała się uśmiechnąć, choć mięśnie szczęki miała jak z waty. Coś się stało?
Kasia podniosła wzrok. Irena nie poznała własnej siostry. Zniknęła ta ciepła, trochę nieśmiała Kaśka, która zawsze pytała ją o radę i ryczała jej na ramieniu po każdej rozstanej randce. W fotelu siedziała obca baba z chłodnym, triumfującym spojrzeniem.
Stało się. Jestem w ciąży z twoim mężem oświadczyła spokojnie. Pakuj walizki i już się wynoś. Teraz ja tu będę mieszkać.
Jej dłoń spoczęła na brzuchu. Cały czas płaski, ledwo widoczny pod luźną bluzką.
Irena nie mogła się ruszyć. Na dworze ktoś trąbił, u sąsiadów w telewizorze leciał jakiś mecz PolskaWęgry. Świat żył dalej, a ona nie była w stanie zaczerpnąć powietrza.
CO?! głos miała jak stara płyta, której igła przeskoczyła.
Słyszałaś dobrze rzuciła Kasia, rozsiadając się jeszcze wygodniej. My z Markiem już wszystko uzgodniliśmy. Bez udawania, wystarczy.
Irena spojrzała na męża. Marek ciągle patrzył za okno, ramiona mu opadły, dłonie ściskały parapet tak, że aż pobielały palce.
Marek zrobiła do niego krok. Marek, spójrz mi w oczy.
Odwrócił się. W jego spojrzeniu Irena dojrzała tylko zmęczenie i dziwne zadowolenie. Ani grama żalu czy wstydu.
Irenka rozłożył bezradnie ręce. Tak wyszło, wybacz.
Tak wyszło? głos jakby odbiegał od niej samej. Pięć lat po ślubie i: tak wyszło?
No nie dramatyzuj krzywi się Kasia. Jesteśmy dorośli. Miłość się kończy, życie trwa. Z Markiem mam teraz poważnie.
Markiem. Nazwała go Markiem, jakby on od zawsze był jej.
Od kiedy? z trudem wykrztusiła pytanie Irena. Od kiedy to trwa?
Kasia spojrzała na Marka i wzruszyła ramionami.
Rok, może dłużej. Co za różnica?
Rok. Wszystkie te wieczory, które Kasia przesiadywała do nocy. Wszystkie kuchenne żarty. Wszystkie spojrzenia, które Irena łykała za bliskość.
Myślałam, że jesteś moją siostrą Irena nie wiedziała, kiedy głos jej stwardniał Myślałam, że mnie kochasz.
Kocham Kasia podniosła brwi, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie Ale siebie kocham bardziej. I Marka. A ty… zawsze byłaś taka poprawna, poukładana. Nuda, wiesz?
Irena rzuciła się w stronę Marka, złapała go za koszulę, odwróciła do siebie.
Powiedz, że ona kłamie! Powiedz mi, że to jakiś idiotyczny żart!
Marek próbował się wyswobodzić, ale Irena trzymała mocno, aż aż koszula zaprotestowała, trzaskając szwami.
Irena, puść, przecież wiesz
Nic nie wiem! Irena odepchnęła go tak, że wpadł na parapet. Pięć lat! Pięć lat ci ufałam, matkę twoją miesiąc w szpitalu prowadziłam, zrezygnowałam z pracy w Warszawie a ty…
Automatycznie złapała dekoracyjną poduszkę i cisnęła nią w Marka. Ledwo uskoczył.
Sypiałeś z nią w naszym łóżku! Ty łajdaku!
Uspokój się Kasia wstała, poprawiając demonstracyjnie bluzkę. O co ta cała histeria? Zachowujesz się jak w Klanie.
Irena chwyciła ze ściany zdjęcie: cała trójka z ostatniej Wigilii, uśmiechy, uścisk, ona szczęśliwa, bo miała rodzinę.
Ja cię wychowałam! zdjęcie poleciało przez całą salę, ramka stuknęła o ścianę, szkło posypało się na panele. Z tobą lekcje odrabiałam, gdy mama robiła nocki! Broniłam przed chłopakami na podwórku! A ty tak się odpłacasz?!
Matko Boska, zaczyna się Kasia przewróciła oczami. Ile razy jeszcze o tych twoich poświęceniach będę słyszeć? Marek zawsze lubił młode, a z tobą był z litości. Ja przynajmniej gram w otwarte karty.
Otwarte karty? Irena parsknęła śmiechem, aż nawet Marek drgnął nerwowo. Rok romansu za plecami, to się nazywa szczerość?
Złapała z ławy kryształową popielniczkę, prezent mamy Marka na nowe mieszkanie, i zamierzyła się.
Irena, odłóż! Marek ruszył się w jej stronę, ale było za późno.
Popielniczka roztrzaskała się o regał, a na panele posypały się kieliszki.
To dopiero początek Irena miała usta spocone, leciała jej grzywka na oczy. To nawet jeszcze nie rozgrzewka!
Podbiegła do regału z książkami i zaczęła wszystko zrzucać na podłogę: albumy, świecidełka z Zakopanego, durnostojki znad Bałtyku.
Irena, dość! Marek złapał ją za rękę.
Nie dotykaj mnie! Już nigdy!
Kasia zaczęła kierować się ku drzwiom, po raz pierwszy jej mina wyrażała coś na kształt niepokoju.
Słuchaj, pogadajmy spokojnie. Musisz się stąd wynieść, nam z Markiem mieszkanie bardziej potrzebne, dziecko w drodze. Zbierz swoje rzeczy
Ja mam się wynieść? Irena stanęła pośrodku bałaganu i spojrzała na siostrę z taką siłą, że ta przełknęła ślinę. Ja?
W tej jednej chwili przez upokorzenie i ból przebił się chłodny, lodowaty spokój.
Mam dla was niespodziankę poprawiła sobie włosy, oj, już nie takie gładkie Zapomnieliście o jednym drobiazgu. To ja jestem właścicielką tego mieszkania. Kupiłam je jeszcze zanim wzięliśmy z Markiem ślub, akt notarialny jest na mnie. Marek ci nie powiedział?
Kasia zerknęła na Marka, a temu po raz pierwszy rzeczywiście zbladły usta.
Co z tego? wysyczała Kasia My zakładamy rodzinę, nam się bardziej przyda niż jednej starej pannie.
Rodzina? Irena wykrzywiła usta w uśmiechu tak zimnym, że na Mazurach lód by pękł. To zakładajcie tę waszą rodzinę gdzie indziej, niech wam się wiedzie. Teraz oboje się wynosicie.
Nie możesz nas wyrzucić! Kasia podniosła głos Jestem w ciąży!
No to trzeba było używać mózgu chwilę wcześniej, zanim wskoczyłaś do łóżka mojemu mężowi podeszła do drzwi, otworzyła je szeroko. Marsz.
Marek podszedł niepewnie, próbując chwycić ją za ramię.
Irenko, dogadamy się, proszę. Nie mam się gdzie podziać, moje rzeczy tu są mogę zgłosić sprawę do sądu!
Twoje święte prawo. Mieszkanie jest moje sprzed ślubu, sąd się popuka w głowę. A rzeczy odbierzesz później. Zadzwonię, powiem kiedy.
Ale
Wynocha powiedziała tak pewnie, że Marek aż się cofnął. Ty i twoja brzemienna kochanka. Wynocha z mojego mieszkania.
Kasia złapała torbę, rzuciła groźbę przez ramię:
Mama się dowie, jak mi się odpłaciłaś! Nie wybaczy ci!
Zobaczymy.
Irena zatrzasnęła za nimi drzwi i oparła się o nie plecami. Łzy płynęły jej po policzkach, całe ciało się trzęsło.
Trzy dni później zadzwoniła mama. Irena odebrała z duszą na ramieniu.
Córeczko głos mamy był zmęczony. Kasia wszystko mi opowiedziała. Oczywiście swoją wersję.
Mamo, ja
Pozwól dokończyć. Wysłuchałam jej. Potem powiedziałam, żeby nie pokazywała się w moim domu, póki nie zmądrzeje i na kolanach nie przyjdzie cię przepraszać.
Irena wciągnęła powietrze jak tonąca.
Ty jesteś po mojej stronie?
Jasne! Kasia zachowała się obrzydliwie, a twój ex nie lepiej. Trzymaj się, córeczko. Rozwiedziesz się z tym partaczem, zaczniesz od nowa. No i chociaż mieszkanie ci zostaje a im figę z makiem! Jesteś silna, dasz radę.
Irena zsunęła się po ścianie na podłogę i rozszlochała się na dobre. W tej bitwie nie była już sama. Miała wsparcie, o jakim nawet nie marzyła.



