— Przecież mnie nigdy nie kochałaś. Wyszłaś za mnie bez miłości. Teraz mnie zostawisz, kiedy zachoro…

Przecież mnie nie kochałaś. Wyszłaś za mnie bez miłości. Teraz mnie zostawisz, kiedy zachorowałem…

Nigdy cię nie zostawię! odpowiedziała z pewnością Barbara, przytulając do siebie Igora. Jesteś najlepszym mężem! Za nic cię nie porzucę…

On nie mógł uwierzyć, że mówi prawdę. Nastrój Igora był wtedy wyjątkowo kiepski…

Przeżyliśmy z Igorem dwadzieścia pięć lat małżeństwa, a przez cały ten czas czułam się wciąż atrakcyjna dla mężczyzn. Nawet jako nastolatka byłam tą, za którą biegali niemal wszyscy chłopcy w szkole. A przecież nie byłam jakąś wielką pięknością.

Wyszłam za Wacława, choć nie był łatwym człowiekiem raczej typem enigmatycznym, zawsze trochę na bakier z przepisami, nastrojowym. Ale wytrwaliśmy razem aż do końca jego drogi. Wychowaliśmy naszą córkę, Kasię, wydaliśmy ją za mąż. Jej mąż zabrał ją aż do Włoch, skąd potem przysyłali piękne zdjęcia i zaproszenia. Nie wybraliśmy się z Wacławem do nich, choć plany zawsze były. Teraz, może kiedyś pojadę już sama. A Wacek… wszystko się dla niego skończyło.

Zginął głupio, w wypadku samochodowym. Potem dowiedziałam się, że prawdopodobnie to serce mu się odezwało, stracił panowanie, zjechał z drogi. Może zemdlał…

Niczego się już nie dowiemy westchnęła moja przyjaciółka, lekarz, Ola. To ona pomagała mi wszystko zorganizować, dzięki niej poznałam też wszystkie szczegóły. Pochowaliśmy Wacka i zostałam sama w ogromnym domu, który budowaliśmy razem przez wiele lat.

Dom jest domem na dwie osoby w sam raz, gdy przyjeżdżali goście, był wręcz przytulny. Ale dla samotnej kobiety stanowczo za duży. Potrzebna tu męska ręka…

Kasia przyjechała na pogrzeb ojca i od razu zaczęła rozmowę o sprzedaży domu, kupnie mieszkania i może o moim wyjeździe do nich, do Włoch.

Ależ nie! zdziwiłam się. Przecież nie budowałam tego domu po to, żeby go sprzedać czy wyjeżdżać do jakiejś Italii. Widziałam już tę waszą Italię

Mamo!

Oj, Kasieńko, żartuję tylko odpowiedziałam ze łzami w oczach.

Jeśli żartujesz, to może nie jest jeszcze tak źle.

Nie wszystko było tak jednoznaczne, jak się wydaje. Tak jak i sam Wacek. Z jednej strony opiekuńczy i czuły, z drugiej człowiek nastrojów; potrafił zmęczyć nerwy człowieka przez drobiazgi, a potem przepraszał. Nigdy się tym nie przejmowałam życie jest jedno, nie warto się zadręczać. Przeżyliśmy razem dwadzieścia pięć lat! Oszaleć można

Kasia wróciła prędko do męża oferowała mi pomoc, ale wiedziałam, że nie zostanę długo sama.

I rzeczywiście. Posmutniałam pół roku, wyleczyłam się z żalu i niespodziewanie wokół mnie zaczęła pojawiać się grupa adoratorów. Moja własna mama zawsze się temu dziwiła:

Co oni w tobie widzą? Rzucają się na ciebie jak muchy do miodu. Przecież nie jesteś za piękna… Może czegoś nie rozumiem?

Jesteś dobrotliwa, mamo uśmiechałam się, malując usta. Urok i osobowość są ważniejsze. Kobieta powinna być czarująca.

Idź już, kobieto, bo ci kawaler ucieknie śmiała się mama.

Jakby dwa pokolenia minęły, a nic się nie zmieniło: kobiety żalą się, że nie ma wolnych facetów po czterdziestce, a ja w wieku 46 lat miałam dwóch narzeczonych i obaj byli nieźli.

Serce ciągnęło mnie do Dariusza był przystojny, inteligentny, można było z nim porozmawiać na każdy temat, wyjść do ludzi.

Ale jeśli chodzi o życie rodzinne To Darek był najlepszy w rozmowach i tylko w tym. Perspektyw na wspólne życie z nim nie widziałam.

Drugi narzeczony, Igor prosty, silny, złota rączka, życiowy. Nie mówił zbyt wiele, nawet czasem wydawał się szorstki. Ale był solidny, spokojny, pracowity, zawsze gotowy pomóc. Gdy trzeba, był czuły jak szczeniak, ale jeśli trzeba, góry by przeniósł.

Mniej mi się podobał od Dariusza, bo nie umiał ładnie mówić, był raczej milczkiem. Ale pić umiał niestety, to prawda; potrafił iść na maksa, lecz następnego dnia znów był gotów do pracy, hart ducha.

Jego wybrałam. Dariusz się obraził, nie chciał już słyszeć moich tłumaczeń i zniknął na zawsze.

Wyszłam za Igora. Był tak szczęśliwy Na weselu wypił trochę za dużo, śpiewał i tańczył do białego rana.

Ty to masz dobrze śmiała się Ola ledwie rok po śmierci Wacka, a już ślub. Kobiety po czterdziestce latami szukają towarzysza, a ty tylko wyjdziesz z domu

Jeszcze powiedz: “I co oni w tobie widzą, przecież nie jesteś pięknością!” parsknęłam.

No nie powiem, bo coś jednak w sobie masz. Zawsze byłaś jakaś podejrzanie popularna.

Sama nie wiem Pogadaj z mamą, może ona wie.

Mrugnęłam do Oli i pobiegłam tańczyć z mężem. Pomyślałam wtedy: może Igor nie jest zbyt błyskotliwy, ale za to silny, zaradny i, co ważne, dobry. A to, że milczy, czasem dobrze robi.

No i co by było z Dariuszem? Przecież z pięknych słów zupy się nie ugotuje.

Już po kilku miesiącach Igor zamienił mój ogród w bajkę: usunął zbędne drzewa, zrobił mi kwietniki, zbudował altankę, a dom wypielęgnował jak nikt.

Wybrałam dobrze byłam pewna.

Do tego Igor zarabiał i uwielbiał mnie obdarowywać prezentami.

Porównałam nasze krótkie wspólne życie do dwudziestu pięciu lat z Wackiem i żałowałam, że nie spotkałam Igora wcześniej. Prawdziwy skarb!

W ciepłe dni grillowaliśmy w altance, gdzie Igor ustawił piękny stół i ławy z drewna. Po kolacji z szaszłykiem czułam się jak najedzony kot. Igor patrzył na mnie z uśmiechem.

O czym myślisz, Igorze?

O tym, jak się cieszę mówił spokojnie.

Jego pierwsza żona była odpychająco poważna. On już nie wierzył, że spotka tak cudowną kobietę jak ja.

Cztery lata przeżyliśmy w szczęściu, aż nagle coś zaczęło się psuć. Igor coraz szybciej się męczył, chudł bez powodu, a kiedy zdarzyło mu się wypić, czuł się fatalnie.

Igorze, musisz iść do lekarza! naciskałam. Przecież coś się dzieje!

Przejdzie samo! machał ręką.

Co ty, średniowiecze jakieś? A jeśli nie przejdzie? Jak większość facetów boisz się lekarza?

Nie.

Nie chciał powiedzieć, czego się boi. A bał się tylko jednego: zostania samemu. Tego, że jeśli zachoruje na poważnie, ja go zostawię. Przecież wie, że wyszłam za niego bardziej z rozsądku niż z wielkiej miłości. Ale on mnie naprawdę kochał. Do szaleństwa.

Zobaczył mnie raz w sklepie zagubioną między portfelem a siatką i od razu poczuł, że chce mnie chronić. Jego matka była tylko sceptyczna:

Co ty w niej widzisz, synu? Ani piękna, ani młoda Każda mogłaby cię chcieć, a bierzesz tę?

A Igor nikogo innego nie chciał.

Nie udało mi się go zabrać do lekarza. Któregoś wieczora odwiedywali nas Ola z mężem, Borysem. Igor z Borysem grillowali i pili piwo. W kuchni Ola zapytała mnie szeptem:

Igor ci nie choruje?

Sama nie wiem! Proszę go o lekarza, uparcie odmawia. Przecież ty jesteś lekarzem, może ciebie posłucha?

Spojrzała na mnie uważnie:

Basiu czy ty go kochasz? Bo pamiętam twoje wahania

Nie odpowiedziałam.

Nawet nie zdążyła z nim porozmawiać Igor zemdlał przy stole. Pogotowie przyjechało szybko. Zanim dotarł do szpitala, już nie odzyskał przytomności. Trzymałam go za rękę i modliłam się.

Zoperowali go niemal natychmiast.

Guz wątroby powiedział lekarz.

Rak?! przestraszyłam się.

Czekamy na wyniki biopsji.

Na szczęście guz był łagodny, choć duży. Lekarze zakazali mu prawie wszystkiego, ostrzegli, że powrót do zdrowia może trwać długo i nie wiadomo, czy w pełni wróci do sił.

Igor bardzo się załamał. Doglądała go jego mama, Teresa. Przyszła w dzień, przyniosła mu obiad zgodny z dietą lista dozwolonych rzeczy była krótka.

Synu, nie poznaję cię! mówiła. Wyszedłeś z tego, raku nie ma, a ty tu leżysz taki zgorzkniały. Jedz zalecane kotlety!

Nie chce mi się.

Ale musisz! Co z tobą? Basia przychodzi?

Przychodzi… jeszcze odpowiedział słabo.

Myślisz, że cię porzuci? No to byłaby głupia!

A na co się nadaję? Ani pracować, ani nic Mam 50 lat dopiero w czerwcu, a czuję się jak wrak. Komu jestem potrzebny?

Co tu się dzieje? zdziwiłam się wchodząc do sali. Krzyki na pół oddziału! Dzień dobry, pani Tereso.

Ja już pójdę, Basieńko. Trzymajcie się.

Zostałam sama z Igorem. Podeszłam do niego i położyłam mu dłoń na głowie.

No co ty taki rozżalony? Wszystko wróci do normy! Wiesz, co wyczytałam o wątrobie?

Co takiego?

To organ, który się regeneruje. Jeśli zostaje ponad połowa, wszystko się odbuduje. U ciebie zostawili aż 60%. Daj sobie czas.

A czy ja go mam?

Co?

Czas.

Igorze, o czym ty mówisz? Czy coś przede mną ukryli? Z lekarzami się umawiałeś?

Nie o to chodzi…

Wypisali go do domu. Zaczął się najtrudniejszy okres naszego życia. Każdy wysiłek wywoływał u niego zmęczenie. Przed nami zbliżały się jego urodziny zamiast cieszyć się, myślał tylko o tym, że nie będzie mógł jeść czy pić jak dawniej. Nawet nie miał na to ochoty.

Zachowywałam się tak, jakby nic wielkiego się nie stało. Jadłam z nim dietetyczne posiłki, śmiałam się, żartowałam.

Basiu… co z nami dalej będzie? zapytał w końcu nieśmiało.

W jakim sensie?

Bardzo powoli wracam do formy. Zostawisz mnie, prawda? Lepiej powiedz od razu.

Nigdzie cię nie zostawię! Jest mi z tobą dobrze.

Bo to było dobrze, jak byłem silny, wszystko robiłem. Teraz co ze mnie za facet? Sam siebie nie poznaję.

Odpuść sobie. Dasz radę! Nie musisz być od razu idealny.

Staram się! Ale dwie machnięcia młotkiem i koniec sił.

Objęłam go od tyłu, przytuliłam policzek do jego karku.

Kocham cię. I nigdy cię nie zostawię. Nie spiesz się z powrotem do zdrowia. Niech wszystko idzie swoim tempem.

Naprawdę mnie kochasz?

Naprawdę.

Nie zostawiłam Igora. Powoli, ale powracał do życia.

Urządziłam dla niego urodziny bez mocniejszych trunków, by nie było mu przykro. Przyszło kilku przyjaciół, usiedliśmy w altanie, graliśmy w planszówki.

Udało ci się z żoną, Igorze mówili jego kumple na pożegnanie.

Teraz pewnie pójdziecie wypić moje zdrowie? zażartował.

Pośmialiśmy się. Potem zostałam z nim na ganku, pod gwiazdami, było idealnie. Tego wieczoru Igor, po raz pierwszy od miesięcy, poczuł się lepiej.

Uwierzył, że jeszcze odzyska siły. I że naprawdę nie zostawię go nigdy. Przytulił mnie mocniej.

Co tam, Igorze?

Wszystko dobrze! uśmiechnął się.

No, nareszcie cmoknęłam go w policzek.

Byliśmy naprawdę szczęśliwi…

Rate article
Fajna Tajna
— Przecież mnie nigdy nie kochałaś. Wyszłaś za mnie bez miłości. Teraz mnie zostawisz, kiedy zachoro…