Przecież mnie nie kochałaś. Wyszłaś za mnie bez miłości. Teraz mnie zostawisz, jak zachorowałem
Nie zostawię! powiedziała Zuzanna, wciskając się w ramiona Igora. Jesteś najlepszym facetem! Nie ma szans, żebym cię zostawiła
Igor nie mógł uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Humor miał jak ocet
Zuzanna była żoną od dwudziestu pięciu lat i przez cały ten czas zawsze cieszyła się powodzeniem u Panów. Już w liceum chłopaki lecieli właśnie za Zuzą.
No, a w podstawówce to już był istny szturm! Chociaż, nie była typową pięknością. Prędzej taka ładna inaczej.
No i nigdy nie rozwiodła się z pierwszym mężem, pomimo że był, delikatnie mówiąc, człowiekiem-szaradą
Do samego końca była przy Władysławie. Wychowali razem córkę, wydali ją za mąż. Zięć zabrał Klarę do Włoch i teraz ślą zdjęcia z wycieczek, zapraszają do siebie. Tak się złożyło, że Zuzanna i Władek nawet raz tam nie byli Może kiedyś Zuzka się wybierze. Władek no cóż, już się nie wybierze.
Władek zginął w wypadku samochodowym. Głupio i nagle Potem Zuzannie powiedzieli, że prawdopodobnie zasłabł za kierownicą. Serce, panika, blokada, nie opanował auta.
Może stracił przytomność? zgadywała.
Teraz się już nie dowiemy westchnęła jej koleżanka Helena, która była lekarzem. Diagnoza: wielonarządowe uszkodzenia, nie do pogodzenia z życiem.
Zuzanna była w szoku. Helena pomogła wszystko zorganizować jak należy. Wiedziała to i owo przez swoje znajomości. Władka pochowano, a Zuzanna została sama w dużym domu, który budowali z mężem całe życie.
No, dla dwóch osób dom nie wydaje się wielki. Ale dla jednej kobiety oho! Ogromny na dodatek ciężki od wspomnień.
Dom to dom. Przydałaby się w nim męska ręka
Klara przyleciała na pożegnanie ojca. Poruszyła temat sprzedaży domu, kupna mieszkania, a może i przeprowadzki Zuzanny do Włoch.
E tam! obruszyła się Zuzanna. Po to dom całe życie stawiałam, żeby go teraz sprzedać? I ja do tej waszej Italii? Widziałam już tą Italię
Mamo!
Oj ty moja naiwna Klaro! Zuzka uśmiechnęła się przez łzy. Żartuję przecież.
No ale jak żartujesz, to nie jest aż tak źle.
Wszystko, jak zawsze, było niejednoznaczne. Tak samo zresztą, jak sam nieboszczyk Władek. Z jednej strony kochający, opiekuńczy facet.
Z drugiej strony humorzasty. Zdarzało się, że przez swoje dobre humory wydrążał Zuzannie nerwy do zera. Potem żałował, przepraszał, a Zuzanna była z tych, co szybko wybaczają. No i tak żyli. Dwadzieścia pięć lat! Chce się człowiekowi śmiać i płakać
Klara była tylko chwilkę zięć pracował po uszy, więc córka musiała gnać pilnować domowego ogniska. Zuzanna została sama.
Ale siebie przecież znała długo nie będzie sama. I dokładnie tak się stało. Pomęczyła się pół roku, wytarła łzy i ku swojemu zdziwieniu odkryła, że naokoło niej już zebrała się mała rzesza adoratorów.
Swoją drogą, jej mama zawsze się dziwiła tej popularności córki:
Co oni w tobie widzą? No leżą u twych stóp! Ty przecież żadna miss Polski Chyba czegoś nie rozumiem
Oj mamusiu, ty dobra jesteś uśmiechała się Zuzka, poprawiając szminkę. Uroda to tylko ozdobnik. Najważniejsze, żeby kobieta miała to coś. Była czarująca. Z pazurem.
A idź już, idź, bo ci kawaler się rozmyśli śmiała się mama.
Inny przyjdzie Zuzanna wzruszała ramionami z udawaną nonszalancją.
I tak minęło niemal trzydzieści lat od tych rozmów z mamą, a nic się nie zmieniło. Kobiety narzekają, że facetów nie ma, nie ma za kogo wyjść po czterdziestce
Zuzanna tej traumy nie rozumiała. W wieku czterdziestu sześciu lat miała aż dwóch narzeczonych naraz i obaj byli ekstra.
Sercem ciągnęła do Damiana. Bardzo jej się podobał zarówno wizualnie, jak i w rozmowie. Sympatyczny, kulturalny, mądrze gadał i wszędzie można było z nim się pokazać.
No ale Damian był mistrzem niestety tylko w gadaniu. Zuzanna wręcz uszami go pokochała, ale z wiekiem i doświadczeniem wiedziała, że do życia on raczej średni. Do dużego domu na pewno nie.
Drugi narzeczony, Igor, był prostym, porządnym facetem. Typ, co na święta wypije pół Żubrówki, ale co dotknie, to naprawi, posadzi lub rozkręci. Złota rączka, spokojny, ale z charakterem.
W domu żonie da spokój, będzie potulny jak jamnik, ale jak trzeba góry przeniesie. Ale Zuzannie podobał się mniej bo po prostu tak już mają kobiety.
Nie wygłaszał pięknych tyrad. Na trzeźwo cichy, nawet bardzo. Po kieliszku mógł anegdotę opowiedzieć, dowcip, powspominać zabawnie, ale generalnie typ milczący.
Fakt, że Igor wypić potrafił, lecz rano już znowu był na nogach. Prysznic zimny i z powrotem do roboty. Skromnie, ale skutecznie. To jego Zuzanna wybrała.
Damian się obraził, bo jego bajer nie wygrał, więc się zawinął.
Zuzanna za Igora wyszła, a ten szczęśliwy po uszy. Na weselu przesadził z wódką, śpiewał Sto lat i tańczył jak młody.
No nie wierzę śmiała się Helena. Ledwo rok po śmierci Władka, a ty już za mąż wychodzisz! Nic się nie zmieniło. Baby płaczą, że nie ma facetów, a ty tylko wyjść z domu.
Tylko nie mów mi, że co oni w tobie widzą, ty taka sobie!
E tam nie powiem, ale faktem jest, że cię zawsze podejrzanie szukali.
Sama nie wiem, Helenko. Pogadaj o tym z moją mamą!
Zuzanna puściła do niej oko i poszła na parkiet z Igorem właśnie podszedł, żeby ją zaprosić. Tańczyła i w myślach przeganiała ostatnie wątpliwości.
No i co z tego, że Igor gburkowaty? Za to jak się sprawdza! Złote ręce. I przystojny mimo lat. A że nie za dużo mówi? Może to i lepiej.
No bo jakby tamtego gadacza wybrała? Z samych słów barszczu nie ugotujesz!
Parę miesięcy później Igor zmienił ogród Zuzanny w raj. Usunął stare drzewa, wyrównał ziemię, zrobił malowane kwietniki, postawił altankę. W chałupie czuć było, że jest facet.
Zuzka coraz częściej myślała, że podjęła dobrą decyzję. Ba idealną! I do tego Igor przynosił pieniądze. Cały czas starał się rozpieszczać Zuzannę prezentami.
Porównała sobie to ich krótkie nowe małżeństwo do ćwierćwiecza z Władkiem i całkiem szczerze żałowała, że Igora nie spotkała dawniej. Złoty facet!
W ciepłe wieczory grillowali w altanie. Igor postawił piękny stół z drewna, ławy, no żyć nie umierać.
Zuzanna, objedzona karkówką, mrużyła oczy jak tłusty kot. Igor patrzył i się uśmiechał.
I co, Igor?
Nic. Cieszę się.
Jego pierwsza żona była nudna jak flaki z olejem. Nie sądził, że jeszcze spotka kogoś takiego jak Zuzanna.
Cieszyli się tym swoim szczęściem cztery lata, a potem Igor zaczął się robić jakiś nie bardzo.
Szybko się męczył, bez powodu chudł. A jak już coś wypił a Igor lubił czasem chlapnąć to w ogóle było mu źle.
Igor, musisz iść do lekarza! kategorycznie powiedziała Zuzanna. Co ty czekasz? To nie wygląda dobrze!
Przestań, Zuza. Przeziębienie minie!
Co ty, średniowiecze? A jak nie minie? Jesteś jak typowy facet boisz się lekarzy?!
Nieee.
Igor nie chciał powiedzieć, czego się naprawdę boi. A bał się jednego: że jeśli okaże się chory, Zuzanna go zostawi. Bo po co jej chory facet?
Nie był głupi. Wiedział, że Zuzka wyszła za niego trochę z rozsądku, nie z wielkiej miłości. Ale on ją kochał! I to ponad wszystko.
Spotkał ją, jak gmerała w torebce przy kasie w Biedronce i jakoś tę nieporadność miał ochotę od razu zaopiekować na całe życie.
Choć jego mama powiedziała kiedyś z tajemniczą miną:
Twoje życie, synu. Tylko co ty w niej widzisz Starawa, niepiękna, a ty przecież jeszcze do rzeczy. Każda młoda by cię wzięła!
Igor jednak nikogo innego nie chciał, tylko Zuzannę. A teraz bał się, czy nie zostanie sam.
Nie dała rady go przekonać. Przyszedł sobotni wieczór, Helena z mężem Borysem wpadli na grilla. Igor i Borys pili piwko i smażyli kiełbasy, a w kuchni Helena zagadnęła Zuzannę:
Igor poważnie niedomaga?
Sama nie wiem wkurzyła się Zuzanna. Błagam go, żeby poszedł do lekarza. Ty jesteś lekarką! Popatrz na niego. Co myślisz?
No wygląda gorzej, schudł. Wydaje mi się, że ma żółtawy odcień skóry.
O matko! Lena, musisz go przekonać! Proszę, może ciebie posłucha.
Helena długo przypatrywała się przyjaciółce.
Zuza ty go w ogóle kochasz? Bo przecież pamiętam twoje rozterki
Zuzanna przygryzła wargę, ale nic nie odpowiedziała.
Nic z tego Helena nie zdążyła go przekonać, bo Igor zemdlał przy stole. Pogotowie, szpital. Zuzanna całą noc czuwała. Trzymała go za rękę i modliła się do świętej Antoniny.
Operowali go niemal od razu.
Guz wątroby.
Rak?! przestraszyła się Zuzanna.
Czekamy na wyniki.
Okazało się, że guz był łagodny, ale całkiem pokaźny.
Lekarze zabronili mu niemal wszystkiego i uprzedzili, że rehabilitacja będzie długo trwała i nie wiadomo, czy do pełnej sprawności wróci. W końcu swoje lata już ma.
Igor popadł w czarną rozpacz. W szpitalu odwiedziła go matka.
Zuzanna była w pracy, więc przyszła teściowa Stanisława. Przyniosła mu jedzenie, które akurat mógł jeść. Lista dozwolonych rzeczy była krótka jak rzadki rosół.
Synku! Aleś ty się nam poszarpał! Otrząśnij się. Przeżyłeś. To nie rak. Raduj się, a nie kwasisz się jak ogórek w occie. Masz, jedz te kotleciki na parze.
Nie chcę.
Ale musisz! A w ogóle Zuzanna cię odwiedza?
Przychodzi jeszcze.
Oho. Myślisz, że cię zostawi? No to głupiś!
Bo ja dziś nikim już nie jestem! Nie mogę nawet popracować. Mam pięćdziesiątkę tuż-tuż, a już inwalida! Kogo obchodzą tacy?
Co tu u was się dzieje? zdziwiła się Zuzanna, wchodząc. Krzyczycie na cały szpital. Dzień dobry, pani Stanisławo!
To ja już lecę. Cześć, Zuzanko. Trzymajcie się.
Co tu się odstawia?
Teściowa machnęła ręką i poszła. Zuzanna umyła ręce i podeszła do łóżka z cierpiącym mężem.
I co, rozżalony inwalido? Ręce, nogi masz. Jaki z ciebie inwalida! Reszta się zagoi. Wiesz, co czytałam o wątrobie?
No?
To jedyny narząd, co się sam regeneruje. Jak zostaje pięćdziesiąt jeden procent jest git! Tobie zostało sześćdziesiąt. Daj sobie czas, będzie lepiej!
A ja mam ten czas?
Ale o co ci chodzi?
Czas, Zuzanna.
Masz! Mam ci coś nie powiedzieć? Lekarze coś ukrywają? Umierasz, a nie chcesz mi przyznać?
Nie o to
Wypisali go. I zaczęła się najtrudniejsza część jego życia. Każde najmniejsze fizyczne zadanie i Igor już zmęczony jak koń po westernie. Tego najbardziej nie mógł znieść.
A tu jubileusz się zbliżał pięćdziesiąte urodziny, które wcale nie cieszyły. Nic nie zje, nawet piwa nie łyknie. No rewelacja
Zuzka jednak udawała, że nie widzi, jak Igor się szwenda i szybko męczy. Jadła z nim ochoczo jego dietetyczne dania.
Zuzia zebrał się w końcu na odwagę. Powiedz, co z nami teraz będzie?
W jakim sensie?
No ja bardzo powoli zdrowieję. Zostawisz mnie, co? Powiedz od razu.
A czemu miałabym cię zostawić? Jest mi z tobą super.
Bo wtedy wszystko robiłem, a teraz co za frajda z takiego faceta? Sam siebie nie znoszę.
Daj spokój. Weź się w garść.
Próbuję! Ale co to ma być dwa razy młotkiem machnę i padam jak zdechły pies.
Zuzanna przytuliła się do niego od tyłu i oparła policzek na jego głowie.
Kocham cię i nigdy cię nie zostawię. A ty z tą rekonwalescencją daj sobie czas. Niech się dzieje, jak się dzieje.
Kochasz? Serio?
Serio, serio!
I tak Zuzanna nie zostawiła Igora. On powoli wracał do formy.
Urodziny urządziła mu skromnie, bez wódki i haseł, żeby nie było mu przykro że nie pije sam jak palec. Zaprosili kilku przyjaciół, pogadali, pograli w planszówki.
Masz szczęście do żony, Igor chwalili go znajomi.
A wy pewnie zaraz się napijecie za moje zdrowie? dogryzł.
Śmiali się, rozeszli. Wieczorem oni dwaj siedzieli na ganku i patrzyli na gwiazdy. Szczęśliwi. Po raz pierwszy od miesięcy Igor poczuł się lepiej.
Uwierzył, że się podniesie. I że żona naprawdę go nie zostawi. Objął ją mocniej.
Co się stało, Igorku?
Nic, Zuza! odpowiedział.
No, wreszcie. uśmiechnęła się i pocałowała go w policzek.
Byli szczęśliwi
Kochani, jeśli chcecie czytać więcej naszych historii zostawcie komentarz i nie zapominajcie o lajku. To nas motywuje!



