**Dziennik, 12 czerwca**
Jadwiga była duszą artystyczną, pełną pomysłów i wyobraźni. Cokolwiek wzięła w ręce, wychodziło z tego coś pięknego i niezwykłego. Cicha, skromna, ale niezastąpiona. Uczyła w wiejskiej szkole, prowadziła najmłodszych przez pierwsze lata nauki.
Dzieci, rodzice, nawet inni nauczyciele ją uwielbiali. Gdy ktoś zachorował, zawsze zastąpiła, nawet na drugą zmianę.
Pani Jadwigo, nie rozumiem tego zadania mówił jej uczeń Krzyś.
A próbowałeś choć trochę pomyśleć? pytała, wiedząc, że chłopiec wolałby ściągnąć niż samodzielnie rozwiązać. Cierpliwie tłumaczyła, aż w końcu do niego docierało.
O, to wcale nie takie trudne!
Jadwiga wychowała się w domu dziecka, potem poszła do szkoły pedagogicznej. Jako niemowlę zostawiono ją na progu sierocińca, a imię nadała jej pielęgniarka po prostu jej się spodobało. Jak wszyscy tamtejsi wychowankowie, nauczyła się znosić cierpienie w milczeniu. Komu miałaby się żalić?
Nie znała rodzicielskiej miłości, ale marzyła o własnej rodzinie. Wiedziała, że gdy już ją stworzy, odda bliskim całą niewykorzystaną czułość. Wyobrażała sobie męża, z którym będą żyć tylko dla siebie.
Tymczasem los zgotował jej inny scenariusz. Związała się z Grzegorzem, miejscowym kierowcą ciężarówki. Zwrócił uwagę na młodą nauczycielkę, a jej zatęskniło się za własnym domem, za odrobiną kobiecego szczęścia. Pewnego dnia zatrzymał ją na ulicy.
Jadwiga, od dawna ci się przyglądam. Porządna z ciebie dziewczyna. Wyjdź za mnie. Nie umiem romansować, kwiatów nosić, jestem prosty w słowach. Starszy jestem, no ale co tam. Dom mam duży, po rodzicach. Samotnie się tu męczę potrzeba mi gospodyni.
Oczywiście, Jadwiga marzyła o romantyzmie, o kolanie ugiętym, pierścionku, wyznaniach. A tu wychodź i przychodź.
No dobrze, Grzesiu przyjmuję twoją propozycję.
Wkrótce była skromna uroczystość, a ona zamieszkała w jego domu. Przed ślubem niektórzy odradzali:
Jadziu, Grzesiek to nie jest mąż dla ciebie. Jesteś delikatna, wrażliwa, a on zwykły chłop. Inni jesteście.
Grzegorz od zawsze uchodził za odludka. Pracowity, szanowany przez przełożonych, ale małomówny i zamknięty w sobie. Spodobała mu się Jadwiga urodziwa, smukła, z długim warkoczem, który potrafiła stylowo ułożyć w koronę. Zielonkawe oczy, cicha. Taka mu odpowiadała.
Od pierwszych dni pokazała, że jest wzorową gospodynią. Wszystko lśniło, obiady smakowały wybornie. Choć mąż dziwił się jej dziwactwom: recytowała wiersze przy zmywaniu, nuciła piosenki, wieczorami oglądała seriale i dziergała na drutach małe rzeczy, które potem rozdawała sąsiadom.
Zastanawiała się:
Dlaczego nie możemy mieć dziecka? Minęło już tyle czasu
Grzegorz też myślał o potomku. Widział, jak żona coraz częściej chodzi przygnębiona, rzadko się uśmiecha.
Pewnie martwi się, że nie zachodzi w ciążę. Powiesiła ikony w kącie, modli się po cichu myślał, słysząc jej szept.
Sam był niewierzący, ale nie przeszkadzał jej.
Niech wierzy, to jej sprawa.
Jako żona całkiem mu odpowiadała. Cicha, posłuszna, szanowana w wiosce. Pewnego dnia wrócił do domu i zobaczył na podwórku kozę. Potem pojawiły się kury bez pytania.
No cóż machnął ręką to i tak dla gospodarstwa.
Ale gdy pewnego dnia zobaczył małego szczeniaczka, warknął:
Jadźka, co to za kundel? Tylko nam brakowało psiarni!
Grzesiu, taki malutki, sam przyszedł. Nie zrujnuje nas dodatkowa miska zupy. Niech stróżuje, jak u innych.
Uległ. Piesek był czarny, puszysty.
Nazwijmy go Burek. Będzie mądry, już teraz bystry.
Z czasem Grzegorz nawet zbudował mu budę, głaskał, karmił. Aż pewnego dnia zauważył, jak sąsiedzki Azor wymyka się z ich podwórka.
No, Burek, kolegę sobie znalazł. Będzie nasienie. Nie potrzebujemy szczeniaków.
Jadwiga i Grzegorz widzieli, że suczka spodziewa się młodych. On milczał, ale chodził pochmurny. Pewnego dnia sąsiadka, Wanda, zatrzymała Jadwigę:
Jadziu, wybacz, ale jak ty możesz żyć z tym potworem?
O co chodzi, ciociu?
Grzesiek ci nie powiedział? Widząc jej zdziwienie, westchnęła. Idę od siostry, trzy kilometry stąd, a tu twój mąż ciągnie Burka na sznurku. Suczka się opiera, a on siłą. Spytałam, dokąd, a on: Nie pani sprawa. Zaczaiłam się za krzakami oddał psa jakiemuś obcemu.
Jadwiga złapała się za serce i pobiegła do domu. Wanda dodała:
Może dlatego nie macie dzieci, że on taki okrutny?
Wieczorem Grzegorz wrócił.
Gdzie Burek? Dlaczego buda pusta?
Nigdy nie widziała go tak wściekłego.
Co ci do tego? Zapomniałaś, gdzie twoje miejsce? Psa nie ma i nie będzie. Zgubiłaś go.
Jadwiga zamknęła się w pokoju i płakała cały wieczór.
Z kim ja żyję?
Grzegorz nie czuł winy. Ale gdy żona milczała przez tydzień, zaczął się niepokoić. W nocy przewracał się, widział smutne oczy Burka.
W końcu postanowił przeprosić.
Ja facet, pierwszy wyciągnę rękę. Baby zawsze obrażalskie.
Pogodzili się. Czas mijał.
Grzesiu, będziemy mieli dziecko oznajmiła pewnego dnia.
Cudownie! Będzie syn! cieszył się.
Ale po miesiącu Jadwiga trafiła do szpitala z powikłaniami. Lekarze pocieszali: Będą następne. Grzegorz starał się nie myśleć, ale Jadwiga pogrążyła się w smutku.
Gdy wreszcie znów zaszła w ciążę, Grzegorz otoczył ją opieką. Niestety, historia się powtórzyła.
Teraz on nie mógł spać, słyszał, jak żona po cichu płacze. Nagle coś w nim pękło. Zaczął wspominać Burka. Gdzie teraz jest? Komu go oddał?
Pewnego



