Ola Bielińska urodziła się w zamożnej rodzinie. Ojciec był dyrektorem dużej spółki, matka zajmowała się domem, prasowała męskie garnitury i przygotowywała domowe przetwory. Mieszkali w małym miasteczku pod Sandomierzem. Po ukończeniu szkoły średniej Ola wyjechała na studia do Krakowa, tam poznała Aleksa Nowaka, poślubiła go i, jakby los uśmiechał się im, zamieszkali razem, mieli własny dom i dobrą pracę.
Jedyną ciemną chmurą w ich życiu była nieobecność dzieci. Przeszli przez niezliczone badania, nawet wyjechali za granicę, lecz wszyscy lekarze twierdzili jedno nie ma żadnych problemów zdrowotnych. Gdy kolejny test ciążowy pokazał pusty wynik, Ola pękła w łzach. Dość już, czemu? Czy Bóg nie daje, a kto tak bardzo pragnie, ten zostaje pusty? myślała.
W sobotni poranek, chcąc wyrzucić z siebie smutek, wybrała się do parku. Słońce rozświetlało alejki, ptaki ćwierkały, a w powietrzu czuć było wiosenny zapach. Mimo to w sercu Oli pozostała pustka. Na ławce zauważyła starszą panią, która karmiła gołębie nasionami słonecznika. Ptaki otoczyły ją, głośno skrzecząc. Ola podeszła, usiadła obok.
Starsza pani milcząco podała Oli woreczek z nasionami i razem posypały je ptakom. Wtedy Ola poczuła potrzebę rozmowy, wyjawiła, że jest nieszczęśliwa z powodu braku potomstwa. Starsza pani wsłuchała się, nie przerywając.
Powiedz mi, Olu, czy jest ktoś, kogo mogłaś zranić i o tym zapomnieć? zapytała.
Nie, nie przypominam sobie takiej osoby odpowiedziała.
Czy jesteś pewna? Może w szkole?
Wspomnienia szkolne wydawały się puste, lecz nagle serce Oli zadrżało przypomniała sobie jedną sytuację. W klasie uczyła się dziewczyna o imieniu Bogna. Wychowywała ją babcia, rodzice byli nieobecni. Bogna była niezwykle nieśmiała, trzymała się na uboczu, a koledzy nazywali ją błogosławioną. Stała się obiektem drwin, a ona milczała, nie odzywając się.
Czasem dzwoniła do Oli po szkolnym telefonie i rozmawiały długo o książkach, filmach, zadaniach domowych. Bogna otwierała się tylko przy rozmowie z telefonem; w szkole nie podchodziła do Oli, jakby wstydziła się przyjaciółstwa. Ola przyjmowała to, bo bała się, że zostanie wyśmiana za kontakt z błogosławioną.
Pewnego dnia Bogna przyszła do szkoły w bluzce i spódnicy zamiast mundurka. Na przerwie zsunęła się jej suwak, a ona przyssała go szpilką. Chłopcy, widząc to, podeszli od tyłu, odpięli szpilkę i spódnica spadła na podłogę. Rozległ się chichot, wszyscy wyśmiewali Bognę. Ola stała i patrzyła w milczeniu, współczując jej, lecz nie odważyła się pomóc obawiała się, że sama zostanie pośmiewiskiem.
Bogna podniosła spódnicę, wyrzuciła się ze szkoły, pobiegła w stronę rzeki i wskoczyła do zimnej wody. Jesień już była późna, woda mroźna, ale dziewczyna nie zauważyła chłodu, płynęła, aż straciła przytomność. Przechodzący mężczyzna wyciągnął ją na brzeg, okrył kurtką i wezwał karetkę. Została przewieziona do szpitala, kilka dni spędziła w śpiączce, potem wyleczyła się po ciężkim zapaleniu spowodowanym wychłodzeniem. Do szpitala przychodziła jedynie babcia. Koledzy z klasy usłyszeli wiadomość o jej pobycie, ale Ola po prostu zapomniała ją odwiedzić.
Bogna nie wróciła do szkoły. Mówiło się, że doznała zaburzeń psychicznych. Ola o niej nie słyszała już nigdy. To jedyne wspomnienie, które wywołało w niej wstyd, bo choć nie zraniła jej bezpośrednio, nie stanęła w jej obronie.
Ola chciała opowiedzieć starszej pani o Bognie, lecz zobaczyła, że siedząca na ławce starsza kobieta zniknęła, a gołębie rozproszyły się. Wróciła do domu i nagle wpadła jej do głowy pomysł wrócić do rodzinnego miasteczka, by odnaleźć Bognę. Rodzice już mieszkali w innym miejscu, w tym miasteczku nie mieli już krewnych.
Następnego dnia wzięła urlop i pojechała. Mówiła mężowi, że rodzice poprosili ją o wizytę. Przyjechała do Sandomierza, zameldowała się w hotelu i od razu ruszyła w stronę domu Bogny. Nic nie zmieniło się od lat Ola poczuła się, jakby cofnęła się w czasie. Stała przed drzwiami i czekała, aż otworzy się staruszka.
Proszę pani, czy Bogna jest w domu? zapytała.
To ona, proszę wejść odparła starsza kobieta, otwierając drzwi.
W pokoju Bogna siedziała przy oknie, z twarzą odwróconą do światła, malując obraz. Gdy usłyszała imię Oli, odwróciła się. Ola zobaczyła piękną, dojrzalszą kobietę, której uroda przeszła przemianę.
Bogno, pamiętasz mnie? zapytała Ola.
Oczywiście, że pamiętam, Ola. Czego chcesz? odpowiedziała Bogna.
Ola wyznała swoją rozpaczę, opowiedziała o staruszce i o własnej bezpłodności. Bogna przyjrzała się jej i zobaczyła w niej dawną koleżankę, której kiedyś nie udało się pomóc.
Wiesz, Ola, czekałam na ciebie w szpitalu, przy rzece, każdego dnia. Ty nie pamiętałaś o mnie. Nie czuję urazy, że w szkole nie stanęłaś przy mnie, bo i tak by mnie wyśmiano. Ale w szpitalu było mi bardzo źle, dusza bolała mnie, a babci i ciebie nie miałam. Byłam rozczarowana i, gdy lekarze powiedzieli, że nigdy nie będę mieć dzieci, życzyłam ci tego samego w myślach. Czułam się zdradzona, obojętna i pomyślałam, że przyczyną tego jest właśnie twoja obojętność.
Ola padła na kolana, łzy spływały po jej policzkach.
Bogno, wybacz mi, proszę. Wstydzę się, że nie stanęłam przy tobie, nie przybiegłam, nie odwiedziłam szpitala. Byłam egoistką, myślałam tylko o sobie, a teraz poniosły mnie konsekwencje mojego zachowania.
Bogna, zawsze dobra i bezgłębna, podniosła ją delikatnie.
Ola, wybaczam ci, także ja miałam chwile słabości. Chcę ci pomóc, choć nie wiem jak. Nie trzymam urazy i nie żywię gniewu.
Usiadły przy herbacie, porozmawiały spokojnie, a Ola obiecała dzwonić. Na sercu poczuła lekkość.
Trzy miesiące później Ola kupiła kolejny test ciążowy. Zobaczyła dwie kreski była w ciąży. Przebiegła przez telefon, dzwoniąc najpierw do Bogny.
To cud! wykrzyknęła Bogna, bo od lat nosiła w sercu ciężar winy, że była przyczyną bezpłodności Oli.
Potem Ola zadzwoniła do męża i rodziców. Wszyscy cieszyli się niesamowicie. Ciąża minęła bez trudności, a na świat przyszła dziewczynka o imieniu Zuzanna. Bogna została chrzestną i przyjęła tę rolę z radością.
Tak jak echo wraca do nadawcy, tak i słowa zatrucone nienawiścią i zazdrością powracają do ich twórców. Nie życzmy sobie zła, lecz szukajmy pokoju i zrozumienia w sercach.



