Proszę, nie wyjeżdżaj wymamrotała cicho matka. To mój dom, nie zostawię go tak po prostu. w jej głosie brzmiały łzy, które jeszcze nie spadły.
Mamo odezwał się syn. Wiesz, że nie dam rady o Ciebie dbać, jak będziesz tutaj. Musisz to zrozumieć.
Aleksander był przygnębiony. Widząc, jak Bronisława się martwi, nie mógł powstrzymać niepokoju. Siedziała na starej, przetartej kanapie w domu swojej rodzinnej wsi, wśród pól i zagajników.
Zegar w rogu mrugał jakby podkreślając ciszę.
Aleksander wiedział, że to nie przejściowy kryzys. To udar. Bronisława już wcześniej chorowała. Przypominał sobie, jak musiał wziąć kilka miesięcy urlopu, by opiekować się nią po złamaniu nogi. wtedy, choć była dzielna, nie potrafiła nawet postawić jednego kroku bez jego pomocy.
Od jakiegoś czasu Aleksander zarabiał przyzwoicie i planował na lato remont w rodzinnym domu, żeby matce było wygodnie. Nagle udar przerwał wszystkie plany nie było już sensu myśleć o wylewce, trzeba było wywieźć mamę do miasta.
Marta spakuje twoje rzeczy skinął Aleksander w stronę żony. Daj jej znać, jeśli coś się przyda.
Bronisława milczała, wpatrzona w okno, gdzie lekki, październikowy wiatr szarpał żółknące liście starych dębów, które znała od dziecka. Jej prawą rękę, tę, co jeszcze się rusza, zaciskała na lewą, która po prostu wisiała.
Marta grzebała w szafie, ciągle pytając teściową, co zabrać, a co zostawić. Bronisława jedynie wpatrywała się w zewnątrz, jakby jej myśli były gdzieś daleko, poza szafą, płótnem, starymi okularami.
Bronisława spędziła 68 lat w małej wiosce w Podlaskiem, która z biegiem lat opustoszała. Całe życie pracowała jako krawcowa najpierw w lokalnym przedsionku, który zamknął się, gdy ludzi w okolicy już nie było. Potem przeniosła się do domu, ale z czasem zamówień zniknęło i skupiła się na ogródku i domowym gniazdku, wkładając w to całe serce. Nie wyobrażała sobie, że kiedyś opuści swoją chatę i przeprowadzi się do wielkiego, obcego mieszkania w mieście
Łezko, znów nic nie jesz westchnęła Marta, wchodząc do kuchni i wyciskając talerz z jedzeniem na stół. Nie dam rady dalej tak.
Aleksander spojrzał na żonę, potem na nieporuszony talerz i skinął głową. Z ciężkim westchnieniem wszedł do pokoju matki.
Bronisława siedziała na kanapie, wpatrzona w okno, nie mrugając. Szare, wyblakłe oczy wpatrywały się w dal, a ręka, co jeszcze działała, spoczywała na drugiej, przyciskając ją, jakby chciała ją ożywić.
Pokój był pełen sprzętu rehabilitacyjnego, rozrzuconych taśm, a na stoliku sterty leków. Gdyby Aleksander nie nalegał, Bronisława nie dotknęłaby ich ani jednego.
Mamo?
Bronisława nie odpowiedziała.
Mamo?
Synu? wyszeptała słabo, nie do końca wyraźnie.
Po udarze mówiła z trudem, słowa były pomięte i rozmyte. Teraz było już lepiej, ale wciąż niełatwo było zrozumieć, co ma na myśli.
Dlaczego znowu nic nie jesz? Marta się stara, gotuje. Przez kilka dni prawie nic nie przyjmujesz.
Nie chcę, synu mruknęła Bronisława, odwracając się powoli w stronę Aleksandra. Naprawdę. Nie zmuszaj mnie.
Mamo Co chcesz? Powiedz.
Aleksander usiadł przy niej, a ona chwyciła go za rękę.
Wiesz, czego chcę, Leczku. Chcę wrócić do domu. Boję się, że już go nie zobaczę.
Mężczyzna westchnął i pokręcił głową.
Sam wiesz, że codziennie pracuję, a Marta biega od lekarzy. Zima na dworze, a jazda w nieznane Poczekajmy przynajmniej do wiosny. Marta skinęła głową, Aleksander uśmiechnął się i wyszedł.
Niech nie będzie za późno, synku niech nie będzie za późno.
Przykro mi, procedura in vitro znowu nie wyszła odezwała się smutno lekarzka, ściągając okulary i spoglądając na młodą kobietę.
Marta zaniemówiła, przyciskając dłonie do twarzy:
Jak to możliwe? Dlaczego innym się udaje? Mówiliście, że po pierwszej próbie może nie wyjść i to normalne. Czterdzieści procent zajdzie w ciążę po pierwszym podejściu. To już trzecia procedura, a efektu brak! Co się dzieje?
Aleksander siedział cicho, trzymając żonę za rękę. Nerwował się. W pobliskim skrzydle kliniki Bronisława leżała na masażu, już czas ją zabrać.
Posłuchajcie zaczęła lekarzka łagodnie. Rozumiem, że marzycie o dziecku, ale żyjecie w ciągłym stresie. Organizm tego nie wytrzyma
Oczywiście, że jestem w stresie! Pracuję z domu, żeby płacić za to strasznie drogie in vitro! Chodzę na zabiegi, popijam tabletki, które niszczą mój organizm, opiekuję się teściową i znoszę jej kaprysy. Nie je, nie pije leków Tak! Chcę dziecko, może wtedy mąż poświęci mi więcej uwagi, nie tylko mamie!
Marta zamilkła, zdając sobie sprawę, że powiedziała za dużo. Chwyciła torbę i wyszła z gabinetu, trzaskając drzwi.
Przepraszam wyszeptał Aleksander.
Nic nie szkodzi odrzekła lekarka, machając ręką. Miałam gorsze wybuchy. Wszystko w porządku.
Aleksander poszedł za żoną. Marta usiadła na małej kanapie w poczekalni, płacząc, przyciskając dłonie do policzka. Drżącymi łzami spojrzała na męża i szlochała.
Przebacz mi Przepraszam Nie chciałam tak rozmawiać o twojej mamie. Po prostu jestem zmęczona. Mam dość patrzenia, jak ktoś umiera przed oczyma. Mam dość jednej kreski na teście i wydawania fortuny na kolejną procedurę. Nie dam już rady
Gdybym mógł, zrobiłbym wszystko, by pomóc wam obu, ale to poza moją mocą
Wiem przez łzy uśmiechnęła się Marta. I rozumiem.
Kilka minut siedzieli w ciszy, trzymając się za ręce, potem Marta podskoczyła, poprawiła kołnierzyk i roześmiała się.
Idziemy. Bronisława na pewno już wyszła. Nie lubi szpitali. Po nich długo się smuci.
Państwa mama nie wykazuje postępu mruknął niski, siwy starszy lekarz w okrągłych okularach, gdy Aleksander poprosił go o stan matki.
Odsunęli się na bok, żeby Bronisława ich nie usłyszała. Marta została przy niej.
Rozumiecie Kiedy przybyliście, byłem przekonany, że się poprawi. Oczywiście szanse po udarze są małe, ale u waszej mamy nie było złych nawyków ani chorób przewlekłych. Miała wszystkie karty.
Ale Nic się nie dzieje. Widzę to na własne oczy.
Wydaje mi się, że ona po prostu nie chce. Poddała się. W jej oczach nie ma już iskry Nie chce żyć.
Aleksander skinął głową, sam widząc to na własne oczy. Bronisława schudła o piętnaście kilogramów, stała się cienka, siedziała w miejscu i patrzyła w okno. Nie czytała książek, nie oglądała telewizji, nie rozmawiała z nikim. Tylko wpatrywała się w dal.
Po udarze mogą wystąpić zaburzenia zachowania, bo uszkodzone są konkretne obszary mózgu dodał lekarz. Myślałem, że u waszej mamy nie powinno tak mocno się objawiać. Na pierwszej wizycie nic takiego nie zauważyłem.
Myślę, że to coś innego odpowiedział cicho Aleksander.
Leczku powiedziała Marta do słuchawki, możesz odwołać delegację? Bronisława naprawdę źle się zachowuje. Boję się, że nie zdążę
Miała trudności, by to wypowiedzieć. Wiedziała, że matka męża to dla niego ogrom. Ona sama patrzyła na swoją teściową, prawie nieruchomą na kanapie.
Kiedyś słuchała muzyki z płyt winylowych przywiezionych z wioski, co było pamiątką po ojcu, który był nauczycielem muzyki. Teraz bronisława leży, patrzy w jedną punkt i nie mówi nic. Przez kilka dni prawie nie dotykała jedzenia, jedynie piła mleko kiedyś mawiała, że mleko w mieście nie smakuje tak, jak w wiosce.
Aleksander przyjechał tego samego wieczoru i poświęcił całą noc przy jej łóżku.
Wiesz, czego chcę. Obiecałeś.
Aleksander skinął. Obiecał. Następnego dnia pojechali do wioski. Bronisława odmówiła wizyty w szpitalu.
Nie chcę do szpitala. Do domu.
Był marzec, ale drogi wciąż nie były połamane, więc udało im się dojechać prosto pod dom. Aleksander otworzył drzwi samochodu i pomógł mamie wsiąść w wózek.
Wokół kapał śnieg, powoli topniał, odsłaniając ziemię od białej, puszystej kołderki. Drzewa lekko uginały się pod wiatrem, a słońce już zaczynało przygrzewać.
Bronisława spędziła kilka godzin na podwórku; wreszcie pojawił się uśmiech. Wzięła pełen oddech, patrzyła w niebo i płakała i to łzy szczęścia.
Była wreszcie w domu. Patrzyła na zrujnowany domek, na jasne słońce, słyszała szum drzew, czuła chłód topniejącego śniegu.
Wieczorem zjadła posiłek, usiadła jeszcze kilka godzin na dworze przed snem. Uśmiech nie schodził z twarzy. Nocą spokojnie zasnęła i nie obudziła się już więcej. Odeszła z tym samym uśmiechem, szczęśliwa.
Aleksander i Marta wzięli wolne, aby załatwić sprawy po śmierci Bronisławy, uporządkować dom i zdecydować, co z nim zrobić. W sumie Aleksanderowi po prostu chciało się tu zostać, wdychać wiejskie, przytłaczające powietrze. Nie był tu dłużej niż dwa dni od lat.
Przed wyjazdem do miasta Marta poczuła mdłości. Poszła do toalety, gdzie nagle zwymiotowała. Wracając do męża, w rękach trzymała test ciążowy. Noszyła go przy sobie niemal zawsze, choć zawsze na nic. Teraz dwie kreski dwie!
To wszystko ona, twoja mama To Bronisława nam pomogła przez łzy mówiła Marta, nie mogąc uwierzyć własnym oczom.
Aleksander spojrzał w niebieskie, bezchmurne niebo, skinął głową i mocno objął żonę. To był ostatni, najcenniejszy prezent od jego matki.



