Prośba wnuka. Opowieść – Babciu, mam do Ciebie wielką prośbę, bardzo potrzebuję pieniędzy. Dużo. W…

Babciu, mam do ciebie prośbę. Bardzo potrzebuję pieniędzy.

Dużo.

Wnuk przyszedł do niej wieczorem. Od razu było widać, że jest niespokojny.

Zazwyczaj wpadał do Genowefy Zielińskiej raz, dwa razy w tygodniu. Kiedy trzeba pójdzie po zakupy, wyniesie śmieci. Nawet raz jej kanapę naprawił do dziś służy jak trzeba. Zawsze taki opanowany, twardo stojący na ziemi. A tego wieczoru cały roztrzęsiony.

Genowefa Zielińska zawsze się bała tyle różnych rzeczy się dzieje wokół!

Krzysiu, mogę spytać, na co ci są potrzebne pieniądze? I ile to tak naprawdę dużo? Genowefa ścisnęła dłonie.

Krzysztof był jej najstarszym wnukiem. Porządny, uczynny chłopak. Rok temu skończył liceum. Pracuje i uczy się zaocznie. Rodzice nigdy nie mieli do niego zastrzeżeń. Ale po co mu taka suma?

Na razie nie mogę ci powiedzieć, o co chodzi. Obiecuję, że oddam, tylko nie od razu, a w ratach Krzysztof spuścił wzrok.

Przecież wiesz, że żyję z emerytury Genowefa zamyśliła się głęboko Ile ci w ogóle potrzeba?

Czterdzieści tysięcy złotych.

A dlaczego nie chcesz poprosić rodziców? zapytała machinalnie Genowefa, choć znała odpowiedź. Jego ojciec, zięć Genowefy, zawsze był bardzo surowy. Uważał, że syn sam powinien radzić sobie w życiu, odpowiednio do wieku. I nie wtrącać się w nie swoje sprawy.

I tak nie dadzą potwierdził jej przypuszczenia Krzysztof.

A może wpakował się w jakieś kłopoty? I jeśli da mu pieniądze, tylko pogorszy sprawę? A jeśli właśnie nie da, Krzyś będzie miał poważne problemy?

Genowefa pytająco spojrzała na wnuka.

Babciu, nie martw się, nic złego, naprawdę Krzysztof wyczuł jej niepokój oddam ci w ciągu trzech miesięcy, obiecuję! Nie wierzysz mi?

Może powinnam dać. Nawet, jeśli nie odda ktoś musi go wesprzeć, chociażby dla zasady. On nie może stracić wiary w ludzi. Te pieniądze leżą i tak na czarną godzinę. A może to właśnie ta godzina wybiła. Przecież przyszedł do mnie. Pogrzeb to nie mój jeszcze czas. Myśleć trzeba o żywych, o najbliższych. I ufać swoim.

Mówią, że jak się komuś pożycza, to trzeba się z pieniędzmi rozstać. Młodzi dzisiaj nigdy nie wiadomo, co im w głowie siedzi. Ale z drugiej strony, Krzysiek mnie jeszcze nigdy nie zawiódł!

Dobrze, dam ci te pieniądze. Na trzy miesiące, jak prosisz. Ale może rodzice powinni wiedzieć?

Babciu, przecież wiesz, jak bardzo cię kocham. Zawsze dotrzymuję słowa. Ale jeśli nie możesz spróbuję wziąć kredyt, pracuję przecież.

Nazajutrz Genowefa poszła do banku, wybrała potrzebną kwotę i przekazała wnukowi.

Krzysztof promieniał z wdzięczności, pocałował babcię i powiedział:

Dziękuję, babciu. Jesteś dla mnie najbliższą osobą. Oddam, obiecuję i już go nie było.

Genowefa wróciła do domu, zaparzyła sobie herbatę i pozwoliła myślom krążyć. Ileż to już razy w jej życiu były sytuacje, że brakowało pieniędzy. I zawsze znalazł się ktoś, kto wyciągnął do niej pomocną dłoń. Teraz czasy inne, każdy sam. Ach, trudne to czasy!

Po tygodniu Krzysztof wpadł do niej radosny:

Babciu, trzymaj, to część pieniędzy, dostałem zaliczkę. Mogę jutro przyjść, ale nie sam?

Oczywiście, wpadaj. Upiekę wasz ulubiony makowiec uśmiechnęła się Genowefa. Ucieszyła się, że przyjdzie, może wszystko się wyjaśni. Chciała się upewnić, że u Krzysia jest dobrze.

Krzyś przyszedł wieczorem. Nie był sam. Obok niego stała drobna dziewczyna:

Babciu, poznaj Justynkę. Justynko, to moja ukochana babcia, Genowefa Zielińska.

Justyna pięknie się uśmiechnęła:

Dobry wieczór, pani Genowefo, bardzo dziękuję za wszystko!

Wejdźcie, bardzo mi miło odpowiedziała z ulgą Genowefa. Dziewczyna od razu przypadła jej do gustu.

Usiedli do herbaty z makowcem.

Babciu, nie mogłem ci wcześniej powiedzieć. Justyna bardzo się denerwowała, jej mama niespodziewanie zachorowała. Nikt nie mógł pomóc. Justyna jest przesądna, zabroniła mi mówić, na co są pieniędze. Ale teraz już wszystko dobrze, mamę zoperowali, rokowania są pomyślne Krzyś objął Justynę Mam rację? i ujął jej dłoń.

Dziękuję pani, jest pani bardzo dobra, nie wiem, jak się odwdzięczę Justyna odwróciła głowę i pociągnęła nosem.

Już dobrze, Justynko, nie płacz, to już za nami powiedział Krzysztof, podnosząc się od stołu Babciu, już późno, odprowadzę Justynę.

Idźcie, dzieci. Dobrej nocy wam życzę, niech wam się szczęści Genowefa przeżegnała ich na drogę.

Wnuk dorósł. Porządny chłopak. Dobrze, że mu zaufałam. Tu nie chodzi tylko o pieniądze. Po prostu zbliżyliśmy się.

Dwa miesiące później Krzysztof zwrócił wszystkie pieniądze i opowiedział Genowefie:

Wyobraź sobie, lekarz powiedział, że trafili w samą porę. Gdyby nie twój gest, wszystko mogło skończyć się źle. Dziękuję, babciu. Wtedy nie miałem pojęcia, jak pomóc Justynie. A dziś wierzę, że w życiu zawsze znajdzie się ktoś, kto poda rękę w potrzebie. Dla ciebie zrobię wszystko jesteś najlepsza na świecie!

Genowefa pogłaskała go po głowie, tak jak w dzieciństwie:

Dobra, leć już. Zachodź z Justyną, zawsze będę się cieszyć!

Na pewno będziemy Krzysztof uściskał babcię.

Genowefa zamknęła za nim drzwi i przypomniała sobie, jak to jej własna babka mówiła dawno temu:

Najbliższym zawsze trzeba pomagać. Tak u nas w Polsce od dawna było. Kto do ludzi z sercem, do tego i bliscy z sercem. Nie wolno o tym zapominać.

Rate article
Fajna Tajna
Prośba wnuka. Opowieść – Babciu, mam do Ciebie wielką prośbę, bardzo potrzebuję pieniędzy. Dużo. W…