Niełatwe próby
Weronika Andrzejewska z niecierpliwością czekała na męża i syna z delegacji wyjechali do sąsiedniego województwa, by załatwić sprawy związane z biznesem. Postanowili rozszerzyć działalność i otworzyć filię w innym mieście. Sprawy szły świetnie ich firma kwitła.
Weronika najbardziej wyczekiwała powrotu syna. Musiała mu pilnie opowiedzieć, co usłyszała od jego żony Lidki, która lada dzień miała urodzić. To, że Lidka nie kocha Tomka, było jasne dla wszystkich, ale dla przyszłego wnuka znosili to cierpliwie.
Pewnego dnia Weronika podsłuchała, jak Lidka rozmawiała przez telefon:
Jak tylko urodzę, zwieję z dzieckiem. Przy okazji zabiorę, co się da, i spadam. Tu jest co zabrać.
Pierwszym odruchem teściowej było zadzwonić do Tomka, ale się powstrzymała mąż i syn mieli ważne spotkanie. Mogła poczekać.
Dziecko potem odebierzemy ze szpitala, a Lidka niech się toczy, gdzie chce. I tak jej nie zależy.
Gdy zaczęły się skurcze, mąż z synem byli już w drodze powrotnej. Pogotowie zabrało Lidkę do szpitala. Niedługo potem Weronika odebrała telefon jej mąż i syn mieli wypadek. Mąż zginął na miejscu, a Tomek dwadzieścia minut później, ale zdążył wyszeptać:
Zabierzcie mu dziecko.
Policjant tłumaczył Weronice, że w aucie nie było żadnego dziecka. Ale ona tylko powiedziała:
Żona Tomka właśnie urodziła. To mój wnuk, są jeszcze w szpitalu. Lidce nie zależy, dlatego tak powiedział
Nie spodziewała się, że zobaczy wnuka, ale sama odebrała Lidkę ze szpitala. Jak przez to przeszła sama nie wiedziała. Pomógł jej Artur, przyjaciel męża i syna, który pracował w ich firmie jako finansista. Wziął wszystko na siebie pogrzeb, stypę, a przy Weronice dyżurował lekarz.
Lidkę ze szpitala przywiózł też z małym Dominikiem. Po śmierci męża nie kwapiła się do opuszczenia dużego domu. Weronika zatrudniła nianię, bo sama nie mogła zajmować się wnukiem non-stop musiała zająć się firmą, która teraz do niej należała. Na razie wszystkiego pilnował Artur, któremu ufała bezgranicznie.
Lidka mało zajmowała się synkiem, często znikała z domu. A po pół roku zabrała Dominika i zniknęła, przy okazji kradnąc pieniądze z biurka teścia. Do sejfu nie potrafiła się dostać nie znała kodu.
Weronika znów przeżyła szok, tracąc wnuka. To jedyna cząstka Tomka, która po nim została. Ale niedługo potem synowa wróciła.
Musisz mi dać pieniądze i udziały w firmie, wszystko, co mi się należy po śmierci męża. Inaczej nigdy nie zobaczysz wnuka. Oddam go do domu dziecka, i już go nie znajdziesz.
Weronika spełniła żądania Lidki wszystko zgodnie z prawem, a nawet więcej. Oddała własną biżuterię, której tamta zażądała.
Lidka, błagam, pozwól mi widywać Dominika obiecała, ale słowa nie dotrzymała.
Czas mijał. Weronika powoli dochodziła do siebie i zajęła się firmą, przy boku mając wiernego Artura. Najbardziej bolało ją to, że nie może widywać wnuka.
Artur poradził, by zgłosić sprawę na policję i odnaleźć Lidkę z synem.
Weroniko, mam znajomego w wydziale śledczym. Chodźmy od razu do niego.
Po jakimś czasie śledczy odnalazł Lidkę. Okazało się, że wpadła w złe towarzystwo oddała im papiery wartościowe, obiecując sobie w zamian luksusowy dom, ale wylądowała w ruinie. Oszukali ją i porzucili. Od tamtej pory Lidka zaczęła pić, a o syna nie dbała. Pewnego dnia jeden z jej kolegów powiedział:
Albo ja, albo twój syn. Wybieraj.
Wybrała jego, a Dominika zawieźli do lasu i tam zostawili. Śledczy odkrył to wszystko, gdy wpadł na trop tych, którzy próbowali sprzedać akcje zagrabione Lidce. Kobieta wskazała miejsce, gdzie zostawiła syna, ale chłopca już tam nie było. Rozpoczęto poszukiwania, lecz bez skutku. Lidkę aresztowano.
chciała żyć na wsi
Dominik wychowywał się w domu dziecka. Gdy nadszedł czas usamodzielnienia, zapragnął zamieszkać na wsi pod miastem, w którym dorastał. Dostał przydział na mały domek i był szczęśliwy.
Może i nie nowy, ale solidny. Zrobię z niego przytulne mieszkanko zawsze o tym marzyłem.
Znalazł pracę w miejscowej stołówce. Od dziecka marzył, by zostać kucharzem nawet pani Krysia, kucharka z domu dziecka, czasem brała go na pomocnika. Powoli układał sobie życie na wsi. Domek doprowadził do porządku, a w męskich pracach pomagał mu sąsiad Krzysiek, który mieszkał z rodzicami obok.
Dominik nie zastanawiał się, dlaczego Krzysiek tak chętnie mu pomaga. Myślał, że po prostu jest miły, ale tamten miał słabość do chłopaka, tylko był zbyt nieśmiały, by to powiedzieć.
Pewnego dnia Dominik wybrał się do lasu po grzyby chciał upiec pierogi. Szedł, ciesząc się znaleziskami, gdy nagle zauważył pod krzakiem dziecko. To był mały chłopiec, brudny, śpiący w kłębek.
Skarbie, obudź się delikatnie pogłaskał go po policzku.
Chłopiec otworzył przerażone oczy i wybuchnął płaczem. Dominik wziął go na ręce, a tamten wierzgał i krzyczał.
Nie bój się, nic złego ci nie zrobię szeptał mu do ucha. Chodź do mnie.
Chłopiec się uspokoił. Dominik zabrał go do domu, ogrzał wodę, wykąpał i nakarmił. Poprosił Krzysztofa, by sprowadził felczera.
Jak masz na imię? pytał, ale chłopiec milczał. No dobrze, będziesz Staśkiem, zgoda?
Mimo braku odpowiedzi, tak go nazywał.
Wieść o Staśku rozniosła się szybko, a sąsiedzi zaczęli przynosić, co mogli mleko, śmietanę, ubrania.
Staś na widok obcych chował się za Dominika. Felczer zbadał chłopca i uspokoił:
Jest tylko wyczerpany. Jak trochę podje, wróci do sił. Pewnie nie był długo sam w lesie.
Staś nie odstępował Dominika na krok. Czasem zabierał go do pracy, a gdy nie mógł, zostawiał pod opieką matki Krzysztofa. Dopóki Dominik nie wracał, chłopiec nie wychodził na podwórko.
Aż pewnego dnia Staś nazwał go tatusiem.Dominik, wzruszony do łez, przytulił chłopca mocno, wiedząc, że ich rodzinna historia choć pełna trudnych zwrotów w końcu znalazła szczęśliwe zakończenie.



