Próba naprawy małżeństwa, czyli jak Mąż zawinił w delegacji w Samara, wyznał zdradę żonie w Warszawi…

Dziennik, 15 listopada

Byliśmy razem, Haniu. W tej ostatniej podróży służbowej do Gdańska. I wszystko wyszło głupio.

Wypiliśmy po prezentacji, i po prostu Nie umiałem się wtedy zatrzymać, Haniu

Tak po prostu mi to mówisz? Hanna prawie straciła głos ze złości i przerażenia. Jarek, właśnie przyznałeś się, że mnie zdradziłeś?!

Nie mogę już tego w sobie dusić spuściłem głowę. Haniu, wybacz mi, błagam. Przysięgam, że to się nigdy więcej nie powtórzy! Już wszystko zrozumiałem…

Hania ostrożnie postawiła kieliszek z winem na stole. Jej świat właśnie się zawalił…

***

Tamten poranek zaczynał się zwyczajnie Hania stała przy kuchence, mieszając owsiankę dla synka, a jednocześnie próbowała zapleść Mariance siedmioletni warkoczyk.

Mamo, ciągniesz! pisnęła Marianka, kręcąc głową.

Przepraszam, córeczko, spieszę się. Gdzie znowu jest wasz tata?! Zaraz się spóźni!

Wyszedłem z łazienki, zapinając koszulę. Po minie Hania od razu poznała, że jestem w kiepskim nastroju.

Jest kawa? rzuciłem bez spojrzenia w jej stronę.

W dzbanku. Sam sobie nalej, ręce mam zajęte.

Nalałem, wypiłem na stojąco, patrząc przez okno na szare podwórko, gdzie pan Roman leniwie grabił liście.

Ani buzi w policzek, ani jak się spało? od lat prawie ze sobą nie rozmawialiśmy.

Hania pracowała jako księgowa w dużej hurtowni, była moją żoną już dziesięć lat.

Mieszkanie trzy pokoje, wprawdzie na kredyt, samochód nowy SUV. Dzieci zdrowe, niby można się cieszyć, ale…

Jej brakowało oddechu, brakowało męża tego dawnego, który potrafił w środku nocy pojechać po lody albo przytulić tak, że dech zapierało.

Koło drugiej zadzwonił telefon.

Pójdziemy dziś do restauracji? Dawno nigdzie nie byliśmy. Kolacja tylko we dwoje. Dzieci zabiera na noc siostra, Magda napisałem.

Hania przeczytała wiadomość kilka razy. Serce jej zabiło jak nastolatce.

Niemożliwe szepnęła. Może jednak coś zauważył?

Reszta dnia minęła jej jak we śnie. Wyszła z pracy godzinę wcześniej, wybierała w pośpiechu sukienkę.

Padło na granatową, jedwabną, podkreślającą figurę. Trochę więcej tuszu, kropelka perfum za uchem.

Patrzyła w lustro i widziała kobietę, która nadal chce się podobać mężowi.

W restauracji było klimatycznie świece, cicha muzyka na żywo. Przyszła, gdy już czekałem przy stoliku. W garniturze, gładko ogolony.

Wstałem, gdy podeszła, i w moich oczach przemknęło coś jakby zachwyt. Albo żal? Wtedy nie wiedziała, jak to zrozumieć.

Wyglądasz przepięknie, Haniu powiedziałem, odsuwając jej krzesło.

Dziękuję. Zaskoczyłeś mnie zaproszeniem. Jest jakaś okazja?

Żadnej. Po prostu zorientowałem się, że prawie nie rozmawiamy. Jak sąsiedzi mieszkamy, Haniu, serio

Zgadza się westchnęła, upijając łyk wina. Praca, dzieci, ta cała codzienność

Też tak czuję obracałem w ręku nóż. Mam wrażenie jakbym biegł w kółko i nie wiem po co.

Rozmawialiśmy długo. Wspominaliśmy, jak się pobraliśmy, jak wynajmowaliśmy maleńką kawalerkę z cieknącym kranem i byliśmy szczęśliwi.

Śmialiśmy się, jak pierwszy raz zmieniałem pieluchę Mariance i prawie zemdlałem.

Wieczór był cudowny. Lód między nami powoli topniał.

Musimy częściej się tak umawiać pomyślała wtedy Hania. Po prostu się przemęczyliśmy

Wracamy? zapytałem, gdy przyszło podsumowanie. Po drodze wpadnę jeszcze po wino. Posiedzimy spokojnie, bez dzieci.

W domu panowała cisza, bez dziecięcych wrzasków i zabawek mieszkanie wydawało się ogromne i puste.

Usiedliśmy w kuchni. Rozlałem wino do kieliszków, atmosfera zaczęła być ciepła, kiedy nagle…

Hania, musimy coś zmienić zacząłem.

Zgadzam się, Jarek. Może wyjedźmy sami gdzieś? Do Zakopanego albo do sanatorium. Potrzebujemy oddechu.

Tak, ale nie tylko o odpoczynek tu chodzi. W ostatnim czasie sam siebie nie poznaję. Prawie wcale się nie słyszymy.

Ty ciągle z dziećmi, ja ciągle w pracy. Wracam albo śpisz, albo jesteś zła.

Nie chodzi tylko o bliskość fizyczną, wiesz? Brakuje tej rozmowy bez słów.

Hania zesztywniała.

Do czego pijesz? zapytała cicho.

Do tego, że się złamałem

I wtedy to powiedziałem. O Gdańsku, o koleżance z pracy i… o zdradzie.

Ona po prostu mnie słuchała, Hania mówiłem pędzącym głosem, jakbym się bał, że nie dam rady powiedzieć wszystkiego. Często jeździliśmy razem na wyjazdy służbowe.

Interesowało ją, jak się czuję naprawdę, nie z uprzejmości.

Nie chcę się tłumaczyć. Jestem draniem, wiem. Długo się opierałem.

Ale tamtej nocy… Wypiliśmy z ludźmi z firmy, potem zostaliśmy we dwoje w hotelowym barze

Hania milczała. Może czuła się tak, jakby bomba wybuchła w jej sercu, rozrywając je na kawałki.

Wybacz mi, jeśli możesz ciągnąłem dalej Wstyd mi strasznie. Od dwóch tygodni nie potrafię sobie znaleźć miejsca.

Nie mogę nosić tego dalej, patrząc ci w oczy. Nie chcę was stracić. Ty i dzieci jesteście wszystkim, co mam. Zrobię dla was wszystko.

Wszystko… powtórzyła bez emocji Hania.

Tak. Porozmawiałem już z szefem. Prosiłem o przeniesienie do innego działu, żebym nie miał z nią żadnego kontaktu, Dyrektor obiecał, że załatwi to w ciągu miesiąca.

Złożyłem też wniosek o urlop. Wyjedźmy gdzieś razem. Jutro kupię bilety. Spróbujmy wszystko zacząć od nowa.

Wyciągnąłem rękę, próbując przykryć jej dłoń własną. Hania się odsunęła.

Od nowa? smutno się uśmiechnęła. Wiesz, co zrobiłeś?

Nie tylko mnie zdradziłeś, nie tylko mnie zraniłeś Zniszczyłeś mnie!

Siedziałam w pracy, cieszyłam się twoją wiadomością, wybierałam sukienkę… Myślałam, że mnie kochasz, że chcesz odbudować nasz związek

Kocham cię! prawie krzyknąłem. Dlatego to mówię. Już nie mogłem dalej ciągnąć tych kłamstw

Gdybyś kochał, nie poszedłbyś z nią do łóżka Jaka troskliwa koleżanka. A ja? Jestem tylko wiecznie zła

Nie o to chodzi…, próbowałem się tłumaczyć.

Wstałem, próbując ją objąć.

Hania, proszę…

Nie dotykaj mnie! odtrąciła mnie. Nie mogę na ciebie patrzeć.

Uciekła z kuchni do sypialni, zamknęła się i rzuciła na łóżko.

Siedziałem pod drzwiami, szeptałem, przepraszałem. W końcu ucichłem i położyłem się na kanapie w salonie.

***

Rano wyszła na kuchnię z opuchniętymi oczami. Siedziałem w garniturze jeszcze z wczoraj. Na stole stała zimna już kawa.

Nie wyszłam w nocy tylko dlatego, że nie miałam gdzie zabrać dzieci powiedziała chłodno.

Haniu

Zamknij się. Nie chcę słuchać o twoich uczuciach. Nie interesuje mnie, co czujesz.

Rozumiem.

Mówiłeś o urlopie. Gdzie chciałeś jechać?

Gdzieś spokojnie, by dużo spacerować, rozmawiać…

Dobrze. Pojedziemy. Ale nie licz, że wszystko będzie jak dawniej. Nie jadę zacząć od nowa. Jadę sprawdzić, czy mogę na ciebie patrzeć bez odrazy.

Kiwałem głową na wszystko.

Wszystko zorganizuję. Dzisiaj.

I jeszcze jedno odwróciła się. Chcę kopię twojego wniosku o przeniesienie. I twój telefon… Bez hasła od dzisiaj.

Oczywiście. Jak chcesz.

Podałem jej telefon, ona jednak tylko krótko pokręciła głową.

Potem. Teraz idź pod prysznic. Muszę pomyśleć, zanim odbiorę dzieci od Magdy. Nie chcę, żeby widziały nas w takim stanie.

Gdy zamknąłem się w łazience, opadła ciężko na krzesło. Chciała odejść zostawić człowieka, którego wczoraj jeszcze kochała nad życie ale nie potrafiła. Przynajmniej nie teraz, dla dzieci…

***

Dni przed wyjazdem ciągnęły się niesamowicie długo, rozmawialiśmy tylko w najpotrzebniejszych sprawach.

Kupiłeś bilety?

Tak, na sobotę.

Odbierz Mariankę ze szkoły.

Jasne.

Dzieci wyczuwały napięcie. Marianka milkła, gdy byliśmy w jednym pokoju, Adaś marudził więcej niż zwykle.

Mamo, czemu tata śpi w salonie? zapytała Marianka wieczorem.

Hania połknęła łzy, poprawiając jej kołdrę.

Tata dużo ostatnio pracuje, kochanie. Ma bóle kręgosłupa, na kanapie mu wygodniej.

Pokłóciliście się?

Po prostu jesteśmy zmęczeni, maleńka. Już niedługo pojedziemy nad morze, pamiętasz?

Pokiwała głową, chociaż nieufność nie zniknęła z jej oczu. Dzieci i tak zawsze wszystko czują.

***

W piątek wróciłem wcześniej, przyniosłem papiery.

Proszę, położyłem na stole druk. Decyzja o przeniesieniu. Po urlopie zaczynam w dziale analiz.

Żadnych wyjazdów. Tamta kobieta zostaje w zaopatrzeniu, jesteśmy w innych budynkach.

Hania rzuciła okiem na pieczęć, nic nie powiedziała.

Haniu… zacząłem nieśmiało. Myślę o tym cały czas… wiem, że zachowałem się ohydnie

Jarek, niech wystarczy. Ty miałeś już swój wybór w Gdańsku, teraz ja wybieram, czy w ogóle zostać z tobą!

Nie dodałem, że wczoraj, gdy spałem na kanapie, ona przeszukała mój telefon.

Było jej obrzydliwie, ale musiała się upewnić. Znalazła rozmowę z tamtą: ostatnie moje wiadomości to:

To koniec. Popełniłem błąd. Proszę, nie pisz więcej.

A jej odpowiedź: Jak wolisz. Powodzenia.

Czy poczuła ulgę? Nie wiem. Ale przynajmniej w tym jej nie okłamałem próbowałem przerwać kontakt.

***

W sobotę rano mżył deszcz. Pakowaliśmy walizki milcząc.

Byłem wręcz przesadnie troskliwy: podawałem rękę, sprawdzałem okna, kupiłem Hani na stacji jej ulubioną kawę. I to tylko pogarszało sprawę.

Na lotnisku, w hali odlotów, usiadłem obok niej. Dzieci gapiły się w okno na startujące samoloty.

Wiesz zacząłem cicho, patrząc razem z nimi. Wspominałem nasz pierwszy wspólny urlop nad Bałtykiem. Pamiętasz, jak nam namiot odfrunął na sztormie?

Hania niechętnie się uśmiechnęła.

Pamiętam. Ty całą noc trzymałeś go za linki, a ja spałam pod płaszczem przeciwdeszczowym.

Myślałem wtedy, że nie ma na świecie kogoś lepszego niż ty. Teraz też tak myślę, Haniu. Po prostu się pogubiłem

Oboje się pogubiliśmy, Jarek po raz pierwszy w tym tygodniu spojrzała mi w oczy.

Ująłem jej dłoń. Nie cofnęła jej tym razem, ale nie odwzajemniła też uścisku. Wszystko w niej się poplątało.

Prawdopodobnie mi wybaczy. Przynajmniej boi się, że rozwód zniszczyłby dzieciom dom.

Ale zanim wybaczy da mi nauczkę. Taką, żebym już nigdy nie spojrzał na inną kobietę.

I wiem, że ten nasz urlop będzie dopiero początkiem mojej lekcji

Patrząc na rodzinę, zrozumiałem, że prawdziwe szczęście i lojalność buduje się codziennie a najłatwiej to stracić przez własną pychę i słabość.

Rate article
Fajna Tajna
Próba naprawy małżeństwa, czyli jak Mąż zawinił w delegacji w Samara, wyznał zdradę żonie w Warszawi…