PREZENT – No, synku, opowiadaj, jak ci minął dzień, co u ciebie słychać? Tata, pan Wiktor, który właśnie wrócił z pracy, podniósł i posadził obok siebie na kanapie pięcioletniego Andrzejka, czochrając mu jasne, puszyste włosy. Mama Paulina w tym czasie szykowała kolację, a ojciec rozmawiał ze swoim ukochanym, na razie jedynym synem. W mieszkaniu było ciepło i przytulnie, a na widocznym miejscu w salonie, pomiędzy mruczącym telewizorem a regałem, tajemniczo błyszczała kolorowymi światełkami nieduża, ale bardzo wystrojona choinka. Do Sylwestra została dokładnie jedna doba. – U mnie wszystko dobrze! – zameldował dziedzic. – Ale u mojego kolegi, Kuby, jest źle. – A co się dzieje z Kubą, twoim kumplem? – zainteresował się Wiktor. – Ten Kuba, co z sąsiedniej klatki? – Tak, to on – przyznał Andrzejek. – Jemu dzisiaj nie dali prezentu na mikołajkach w przedszkolu – dorzuciła Paulina, wyłaniając się z kuchni w pachnącej aurze pieczonego kurczaka. – Biedny chłopiec… No, panowie, ręce umyte i do stołu, obiad gotowy! – Jak to nie dali? – zdziwił się Wiktor, wstając z kanapy. – Wszystkim dali, tylko Kubie – nie? Coś tu nie gra. – Tak, wszystkim dali, a Kubie nie – potwierdził Andrzejek, zsuwając się z kanapy za tatą. – Mikołaj i Pani Zima wszystkim rozdali prezenty, a jemu nie. A tak czekał! – Co to za Mikołaj i Pani Zima, którzy dziecko pomijają? – obruszył się Wiktor. Raptownie przysunął sobie krzesło i siadł przy stole. – Ale co oni winni? – wzruszyła ramionami Paulina. – Pewnie Kuba nie miał wpłaconej składki, albo jego mama nie miała na to pieniędzy. Tak się zdarza. Andrzej, umyłeś ręce? – Umył, byłem z nim w łazience – zapewnił tata, starannie dzieląc rumianego kurczaka na porcje. – Powiedzmy, nie wpłacili za niego pieniędzy. Ale jak pani dyrektor przedszkola… jak się nazywa, pani Anna Nowak? Jak mogła dopuścić do takiego upokorzenia dzieciaka, który na oczach wszystkich został bez prezentu? – Pani Anna była naszą Panią Zimą – stwierdził Andrzejek. – A Mikołaj – to konserwator! – Tym bardziej! – wzburzył się Wiktor. – Przecież mogli znaleźć jeden prezent dla tego biedaka, potem by się rodzice jakoś rozliczyli. To jest zwykła bezduszność! – Widocznie nie mogli – westchnęła Paulina. – Choć ja, na ich miejscu, znalazłabym sposób, żeby Kuba też coś dostał. – A jego mama? Jak mogła dopuścić, żeby jej dziecko zostało bez prezentu? – nie ustępował Wiktor. – Nie rozumiem… Synu! Wiktor zwrócił się do Andrzejka, rozkosznie gryzącego kurczaka. – Mam nadzieję, że podzieliłeś się swoim prezentem z Kubą? Syn spojrzał na tatę z wyrzutem. – Tak, tato, chciałem. I jeszcze Serduszka, Natalka, Alek, inni. Ale Kuba nie chciał od nikogo. – Dumny jest! – zdziwił się Wiktor. – Powiedz jeszcze, że nie płakał. – Nie wiem… Nie widziałem – szczerze rzekł chłopiec. – Chłopak z charakterem! – zachwycił się Wiktor. – Nie zasłużył na takie traktowanie. – Kubę rzeczywiście szkoda – współczująco powiedziała Paulina. – Wyobrażam sobie, jak mu było przykro. – Trzeba naprawić tę niesprawiedliwość! – obwieścił nagle zdecydowanie Wiktor. Widocznie już coś wymyślił, bo policzki miał zarumienione, mocniej błyszczały mu oczy. – I jak? – spytała Paulina, wycierając usta serwetką. Andrzejek też patrzył pytająco na tatę. – A tak! – odparł zagadkowo Wiktor. – Kto wie, gdzie mieszka ten Kuba? Andrzej, ty wiesz? – Nie – pokręcił głową. – Nigdy u niego nie byłem, tylko na podwórku i w przedszkolu się kumplujemy. – Ja mogę się dowiedzieć – zastanowiła się Paulina. – Mam koleżankę, która zna wszystkich w bloku. Zadzwonię do niej, zaraz poznam. Ale po co? – Zadzwoń. Teraz. – zachęcił Wiktor. – No dobrze – zgodziła się Paulina. – Ale wy posprzątacie ze stołu. I umyjecie naczynia! – W trzydziestym piątym mieszkają, nazwisko Sitkowscy – po chwili ogłosiła Paulina zdobyte informacje. – Mama nazywa się Wioletta. Tata nie mieszka, odszedł. Albo ona wyrzuciła, chyba miała powód. Tak czy siak, mieszkają sami. – Skąd takie szczegóły? – uśmiechnął się Wiktor. – Moja Ala nie na darmo rządzi w komitecie – zażartowała Paulina. – A poważnie, wszystko do niej trafia. Wie, kto, gdzie, z kim. – No to jasne – podsumował Wiktor. – Andrzej, zjadłeś już cały prezent? – Jeszcze nie zdążyłem – westchnął chłopak. – Mama mówiła – za dużo słodyczy szkodzi. – Dobrze mówi – pochwalił tata. – To masz woreczek po prezencie? – Tak – potwierdził Andrzejek. – Delikatnie otworzyłem. – Świetnie – znów poczochrał mu kudły tata. – Możesz przełożyć słodycze do innego woreczka, a ten mi oddać? – Po co? – zdziwił się Andrzejek, ale poszedł do pokoju, po chwili wrócił z kolorową torbą prezentową, już wyraźnie lżejszą. Zaraz wysypał zawartość na stół: cukierki, ciastka w błyszczących opakowaniach… Mama, chwilę milcząca, odezwała się: – Chcecie zrobić Kubie niespodziankę? Kiedy? Kto zaniesie prezent? – Najlepiej jeszcze dziś! – odparł Wiktor. – Co ty na to, Andrzejku? – Jasne! Dziś! – ucieszył się syn. – Moge mu dać część swoich cukierków? – Jeśli ci nie żal, to oczywiście – pochwalił tata. – Pójdziemy razem? – spytał Andrzejek, już pakując słodycze z powrotem. – Przecież już proponowałeś mu się poczęstować i nie wyszło – powątpiewał tata. – Dumny chłopak. Spróbujmy inaczej… Poszedł do pokoju, po chwili wrócił… Mikołaj! Prawdziwy – w białych filcowych butach, czerwonym płaszczu obszytym białym futrem i zdobionym haftami, w czapce, z długą białą brodą, pastorałem w jednej ręce i czerwonym workiem na prezenty w drugiej. Workiem póki co pustym. Andrzejek patrzył z niedowierzaniem, w końcu spytał: – Tata, to ty byłeś Mikołajem w zeszłym roku? I wcześniej? – Ja – przyznał Wiktor. – Przepraszam, że dopiero teraz. Pewnie i tak byś się domyślił. Wiesz, w pracy poprosili mnie kiedyś, żeby być Mikołajem na Nowy Rok. Spodobało się, już trzeci rok „mikołajuję”. Przy okazji was też obdarowuję. Jak podobał ci się zeszłoroczny Mikołaj? – Bardzo! – pochwalił Andrzejek. – Dobrze, że mamy swojego Mikołaja! Przytulił się do taty. Paulina dorzuciła jeszcze cukierków, zawiązała wstążkę na worku, Wiktor schował go do prezenta. Poprawił brodę: – Mogę iść do Kuby z prezentem? – Tak! – odpowiedzieli mama z synkiem niemal równocześnie. Chłopiec zapytał: – Mogę iść z tobą do Kuby, tato? – Jako Pani Zima? – uśmiechnął się tata. – Jako zajączek! – zawołał Andrzejek i pobiegł do pokoju. Wrócił w białym kombinezonie z uszami, w którym był dziś w przedszkolu na przedstawieniu. Miał nawet maskę z uszkami i pomponem ogonka z tyłu. – No dobrze, idziemy, oby Kuba cię nie rozpoznał – zgodził się tata. – Ale płaszczyk załóż, choć jesteś zając-bielak, zimą zimno! Ojciec z synem ruszyli do wyjścia. Paulina ledwo powstrzymywała śmiech, patrząc jak obok wysokiego, stukającego pastorałem Mikołaja drepcze mały zajączek w kurtce z długimi białymi uszami. Zajac ciągnął niemal po ziemi worek z prezentem – tata mu powierzył tę misję. Po dziesięciu minutach wrócił do domu sam Wiktor, wyraźnie zmieszany. – Gdzie Andrzejek? – zaniepokoiła się Paulina. – Spokojnie, wszystko z nim w porządku, został u Kuby, bawią się razem. Za pół godziny go odbiorę – powiedział Wiktor, wycierając spoconą twarz watową brodą. Jak był przebrany, tak runął na kanapę. Mruknął: – Co za historia! Opowiedział żonie, co zaszło u Sitkowskich. Okazało się, że tego wieczoru z Andrzejkiem byli już… szóstymi osobami, które przyniosły Kubie prezent! I nie ostatnimi. Przed nimi wyszła sama pani dyrektor, Anna Nowak, już bez stroju Pani Zimy. – Ależ się tłumaczyła, przepraszała, rozczulała nad Kubą i jego mamą – opowiadał Wiktor, zdejmując płaszcz i brodę. – Wyobrażasz sobie? Ktoś nagrał filmik z przedszkolnej imprezy i wrzucił na lokalny portal. Po kilku godzinach kilka tysięcy wyświetleń, komentarze takie, że ho ho! – Tak? – zdziwiła się Paulina. – Muszę obejrzeć. – Ale najważniejsze, że mama Kuby wpłaciła pieniądze za prezent z opóźnieniem… – W pewnym sensie to jej wina – wtrąciła Paulina. – Ale z drugiej strony, sama wychowuje dziecko i nie zawsze ma pieniądze. Przedszkole mogło coś wymyślić! – Ale dyrekcja nie chciała się wysilić, tylko wykreślili Kubę z listy – Wiktor wciąż nie mógł się pogodzić. – I niewinny chłopak został skrzywdzony. – Eh, nie ja jestem szefem pani Anny Nowak! – z żalem powiedziała Paulina. – Takich pozbawionych serca dyrektorek trzeba zwalniać… – Może ją zwolnią – przytaknął Wiktor. – A może zrozumie swój błąd i naprawi… Ale dla mnie pracujący z dziećmi nie powinni tak postępować! Zamyślił się, masując brodę. Potem dodał: – Wiesz, był nawet tata Kuby! Przyszedł z prezentem, z przeprosinami, omal się nie rozpłakał… – Naprawdę? – ucieszyła się Paulina. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Paulina poszła otworzyć. Okazało się, wrócił Andrzejek. – Dlaczego sam wróciłeś? – zdziwił się Wiktor. – Mieliśmy razem wracać… – Co ja, mały jestem? – obruszył się Andrzejek. – I już mi się tam nie podobało. – Dlaczego? – spytał tata. – Kuba i jego rodzice najpierw się kłócili, potem płakali. Weszliśmy z Kubą do kuchni, a oni się już przytulali. Kiedy Kuba do nich dołączył, wszyscy troje się przytulali i płakali razem. Dziwni jacyś! Nawet nie zauważyli, że wyszedłem… Wiktor z Pauliną spojrzeli po sobie i zaczęli się śmiać, z ulgą. – No dobrze, moi drodzy, czas na herbatę – zaproponowała Paulina. – Potem, kto nie zaśnie, powita Nowy Rok – już blisko. Oby był szczęśliwy dla wszystkich! – Oby! – szlachetnie zgodził się Andrzejek.

PREZENT

No, syneczku, opowiadaj, jak ci minął dzień, co słychać?
Tata, Tomek, który właśnie wrócił z pracy, podniósł pięcioletniego Jasia i posadził go obok siebie na kanapie, przeczesał mu rozczochrane, jasnobrązowe włosy. W kuchni mama Grażyna przygotowywała kolację, a tata rozmawiał ze swoim ukochanym i jedynym synem. W domu było ciepło i przytulnie, a na widoku w salonie, między cicho brzęczącym telewizorem i regałem, pięknie migotała kolorowymi lampkami niewysoka, starannie przybrana choinka. Do Sylwestra została już tylko doba.

U mnie dobrze! ogłosił Jaś dumnie. Ale mój kolega Franek ma kiepsko.
A co mu się stało? zainteresował się Tomek. Ten Franek, co mieszka w sąsiednim klatce?
Tak, ten przytaknął Jaś.
Jemu dzisiaj nie dali prezentu na jasełkach w przedszkolu dorzuciła z kuchni Grażyna, w chmurze aromatu pieczonego kurczaka. Biedny chłopak No, myjcie ręce i do stołu, kolacja gotowa!

Jak to nie dali? zdziwił się Tomek, podnosząc się z kanapy. Wszystkim dali, a akurat Franka pominęli? Coś tu nie gra.
Tak, wszystkim dali, tylko jemu nie potwierdził Jaś, zsuwając się za ojcem z kanapy. Pani Śnieżynka z Mikołajem rozdawali wszystkim prezenty, a Franek nic nie dostał. Cały czas czekał.

Co to za Śnieżynka i Mikołaj, że dziecko skrzywdzili? oburzył się Tomek, przeciągając krzesło do stołu.
No co oni winni? wzruszyła ramionami Grażyna. Pewnie mama Franka zapomniała wpłacić pieniądze na prezent albo po prostu nie miała z czego. Tak się czasem zdarza. Jaś, umyłeś ręce?
Jasiek już umyty, był ze mną w łazience powiedział tata, rozdzielając na talerze soczystego kurczaka. Dobrze, załóżmy że nie wpłaciła. Ale jak pani kierowniczka przedszkola jak jej tam Pani Anna Malinowska? Jak ona mogła dopuścić do takiego upokorzenia chłopca, że wszyscy dostali prezenty, a on nie?

Pani Anna była Śnieżynką! oznajmił Jaś. A Mikołaj to nasz woźny!
No tym bardziej! bulwersował się dalej Tomek. Nie mogli znaleźć dla niego jednego prezentu? Przecież rodzice mogli później pokryć koszt. Co za bezduszność!

Widocznie nie mogli westchnęła Grażyna. Choć ja na ich miejscu bym coś wymyśliła.
A rodzice Franka? Czemu dopuścili, żeby chłopiec został bez prezentu? nie dawał za wygraną Tomek. Jasiek, synu!

Tomek spojrzał na Jasia, który z apetytem pałaszował kurczaka.
Mam nadzieję, że podzieliłeś się swym prezentem z Frankiem?
Jaś spojrzał na tatę z lekkim wyrzutem.

Tak, chciałem. I jeszcze Szymek, Zuzia, Bartek też. Ale Franek od nikogo nie chciał.
Ale dumny! uśmiechnął się Tomek. Powiedz mi jeszcze, że nie płakał.
Nie wiem nie widziałem przyznał szczerze Jaś.
Twardy chłopak zachwycił się tata. Nie zasłużył na takie traktowanie.
Rzeczywiście żal mi Franka współczuła Grażyna. Musiało mu być bardzo przykro.

Proponuję, żebyśmy naprawili tę niesprawiedliwość! zadecydował nagle Tomek. Wyraźnie coś już wymyślił, bo na jego policzkach pojawiły się wypieki, a oczy zaczęły mu świecić.
Jak? dopytywała Grażyna, wycierając usta serwetką. Jaś spojrzał pytająco na tatę.
Zaraz zobaczycie! rzucił tajemniczo Tomek. Kto z was wie, w którym mieszkaniu Franek mieszka? Jasiek, wiesz?
Nie pokręcił głową Jaś. Nigdy u niego nie byłem. Tylko na podwórku i w przedszkolu się kolegujemy.

Może się dowiem zastanowiła się Grażyna. Mam koleżankę, która zna wszystkich sąsiadów. Zadzwonię i zapytam. Tylko po co?
Zadzwoń i od razu teraz poprosił Tomek.
Dobrze zgodziła się Grażyna. Ale samo sprzątanie dziś na was.

W trzydziestce piątce, na drugim piętrze ogłosiła po chwili Grażyna pozyskane info. Mama ma na imię Walentyna. Ojca nie ma, albo się rozeszli, albo sama go wyrzuciła. Podobno od dawna tylko z synem tam mieszka.
Skąd to wszystko wiesz? zaśmiał się Tomek.
Moja przyjaciółka Alicja zna całe osiedle Grażyna się uśmiechnęła. Poza tym siedzi w radzie mieszkańców, wszystko do niej dociera.

No to już jasne podsumował Tomek. Jasiek, zjadłeś cały swój prezent?
Jeszcze nie westchnął chłopak. Mama mówi, że za dużo słodyczy szkodzi.
Mądrze mówi przyznał tata. To torba po prezencie cała?
Mam, powiedział Jaś. Otworzyłem ją ostrożnie.
Bardzo dobrze tata znów przeczesał mu włosy. Możesz przełożyć swoje słodycze do jakiejś innej torebki, a tę daj mi?

Po co? zapytał Jaś niepewnie, ale po chwili przyniósł z pokoju kolorową torbę prezentową, już trochę opróżnioną. Wysypał na stół resztkę słodyczy cukierki, ciasteczka w błyszczących papierkach.

Mama przez chwilę obserwowała zamieszanie, aż w końcu powiedziała:
Rozumiem, moi panowie, chcecie dać Frankowi prezent? Kiedy? I kto go doręczy?
Najlepiej od razu! odparł Tomek. Co ty na to, Jasiek?
Jasne! Dziś! z entuzjazmem odpowiedział chłopiec. Dam mu część swoich cukierków?
Jeśli ci nie szkoda, bardzo dobrze pochwalił tata.

A pójdę z wami? zapytał Jaś, wkładając słodycze z powrotem do torby.
Przecież już dziś częstowałeś go, i nie chciał tata wątpił. Wygląda, że jest dumny. Zróbmy inaczej

Tomek zniknął i po chwili wrócił jako Święty Mikołaj! Prawdziwy w białych filcowych butach, czerwonym płaszczu obszytym białym sztucznym futrem, w czapce, z dużą białą brodą, kosturem w jednej ręce i czerwoną torbą na prezenty w drugiej. Torba była jeszcze pusta.

Jaś patrzył z wytrzeszczonymi oczami, w końcu wykrztusił:
Tata, to ty byłeś Mikołajem w zeszłym roku? I wcześniej też?
No jasne przyznał Tomek. Przepraszam, że powiedziałem ci dopiero teraz. Ale prędzej czy później byś się sam domyślił. Wiesz, raz u nas w pracy prosili mnie, żebym był Mikołajem. Spodobało się, i już trzy lata gram tę rolę. Tobie się podobał zeszłoroczny Mikołaj?
Był super! pochwalił Jaś. Fajnie mieć własnego Mikołaja w domu!

Podbiegł do ojca i wtulił się w jego nogi.
Grażyna dorzuciła parę cukierków, zawiązała wstążką torbę z prezentami, Tomek schował całość do worka.

Poprawiając brodę rzekł:
I co, mogę iść pocieszyć biednego Franka?
Jasne! odpowiedzieli niemal jednocześnie mama z Jasiem.

Jaś poprosił:
A mogę iść z tobą, tato?
Zamiast Śnieżynki, co? żartował Tomek.
Jako Zajączek! ucieszył się Jaś, pognał do swojego pokoju i wrócił w białym kombinezonie z uszami, pomponikiem i papierową maską z wąsami. Był dziś Zajączkiem na przedszkolnych jasełkach.

No to idziemy, tylko kurtkę ubierz, zajączku, bo zima zgodził się tata.

I wyszli. Grażyna ledwo powstrzymywała śmiech, patrząc jak obok wysokiego Mikołaja z workiem drepcze Jasiozajączek w kurtce, z uszami kiwającymi się na głowie, ciągnąc prezent prawie po podłodze. Tata powierzył mu niesienie worka.

Po dziesięciu minutach Tomek wrócił sam, wyraźnie zmieszany.
A gdzie Jasiek? zaniepokoiła się Grażyna.
Spokojnie, wszystko dobrze, został u Franka, bawią się tam. Za pół godziny pójdę po niego powiedział Tomek, wycierając spocone, czerwone policzki brodą.

Jak stał w stroju Mikołaja, tak padł na kanapę. Mruknął:
Ale heca!
I opowiedział co zaszło. Okazało się, że byli już szóstymi, którzy tego wieczoru przynieśli prezent nieszczęsnemu Frankowi! I, co ciekawe, przed nimi wyszła sama dyrektorka przedszkola, pani Anna już nie jako Śnieżynka.

Ale przepraszała Franka i jego mamę, wyjaśniała, tłumaczyła, bardzo jej było głupio relacjonował Tomek, zdejmując płaszcz i brodę. Wyobraź sobie, ktoś nagrał film z jasełek i wrzucił na lokalny portal. Tysiące odsłon w kilka godzin i lawina komentarzy!

Naprawdę? zadziwiła się Grażyna. Muszę sprawdzić.
Ale najważniejsze powiedział Tomek. Okazało się, że mama Franka wpłaciła pieniądze chwilę po terminie

Wina trochę jej oceniła Grażyna. Ale z drugiej strony, sama dziecko wychowuje, czasem nie wystarcza na wszystko. Przedszkole mogło coś wymyślić dla niej.

A kierownictwo po prostu wykreśliło syna ze listy obdarowanych denerwował się Tomek. A niewinny chłopiec ucierpiał.

Gdyby to ode mnie zależało, Anna Malinowska wyleciałaby ze stołka! stwierdziła Grażyna.
Może i tak będzie poparł ją Tomek. A może zrozumie i poprawi się Dla mnie, jeśli ktoś pracuje z dziećmi, nie wolno mu tak postępować.

Zamilkli, zamyśleni. Po chwili Tomek spojrzał na żonę:
Jeszcze jedno pojawił się nawet tata Franka! Z prezentami, pokorny, prawie płakał
No nie! ucieszyła się Grażyna.

Nagle zadzwonił dzwonek. Grażyna poszła otworzyć wrócił Jaś.
Dlaczego sam wróciłeś? zdziwił się Tomek. Miałem po ciebie pójść

Co ja, mały jestem? oburzył się Jaś. Już było nudno.
Czemu?
Bo Franka mama z tatą najpierw kłócili się, potem płakali. Z Frankiem weszliśmy do kuchni, a oni się już przytulali tłumaczył Jaś. Jak Franek się do nich przyłączył, wszyscy troje płakali i tulili, jacyś dziwni! Nawet nie zauważyli, jak wyszedłem

Tomek i Grażyna spojrzeli po sobie, po czym wybuchnęli śmiechem.
Dobra, kochani, zapraszam na herbatkę zawołała Grażyna. Potem, kto nie zaśnie, powita Nowy Rok, już niedługo. Niech wszystkim przyniesie szczęście!

Niech przyniesie! zgodził się wielkodusznie Jaś.

Rate article
Fajna Tajna
PREZENT – No, synku, opowiadaj, jak ci minął dzień, co u ciebie słychać? Tata, pan Wiktor, który właśnie wrócił z pracy, podniósł i posadził obok siebie na kanapie pięcioletniego Andrzejka, czochrając mu jasne, puszyste włosy. Mama Paulina w tym czasie szykowała kolację, a ojciec rozmawiał ze swoim ukochanym, na razie jedynym synem. W mieszkaniu było ciepło i przytulnie, a na widocznym miejscu w salonie, pomiędzy mruczącym telewizorem a regałem, tajemniczo błyszczała kolorowymi światełkami nieduża, ale bardzo wystrojona choinka. Do Sylwestra została dokładnie jedna doba. – U mnie wszystko dobrze! – zameldował dziedzic. – Ale u mojego kolegi, Kuby, jest źle. – A co się dzieje z Kubą, twoim kumplem? – zainteresował się Wiktor. – Ten Kuba, co z sąsiedniej klatki? – Tak, to on – przyznał Andrzejek. – Jemu dzisiaj nie dali prezentu na mikołajkach w przedszkolu – dorzuciła Paulina, wyłaniając się z kuchni w pachnącej aurze pieczonego kurczaka. – Biedny chłopiec… No, panowie, ręce umyte i do stołu, obiad gotowy! – Jak to nie dali? – zdziwił się Wiktor, wstając z kanapy. – Wszystkim dali, tylko Kubie – nie? Coś tu nie gra. – Tak, wszystkim dali, a Kubie nie – potwierdził Andrzejek, zsuwając się z kanapy za tatą. – Mikołaj i Pani Zima wszystkim rozdali prezenty, a jemu nie. A tak czekał! – Co to za Mikołaj i Pani Zima, którzy dziecko pomijają? – obruszył się Wiktor. Raptownie przysunął sobie krzesło i siadł przy stole. – Ale co oni winni? – wzruszyła ramionami Paulina. – Pewnie Kuba nie miał wpłaconej składki, albo jego mama nie miała na to pieniędzy. Tak się zdarza. Andrzej, umyłeś ręce? – Umył, byłem z nim w łazience – zapewnił tata, starannie dzieląc rumianego kurczaka na porcje. – Powiedzmy, nie wpłacili za niego pieniędzy. Ale jak pani dyrektor przedszkola… jak się nazywa, pani Anna Nowak? Jak mogła dopuścić do takiego upokorzenia dzieciaka, który na oczach wszystkich został bez prezentu? – Pani Anna była naszą Panią Zimą – stwierdził Andrzejek. – A Mikołaj – to konserwator! – Tym bardziej! – wzburzył się Wiktor. – Przecież mogli znaleźć jeden prezent dla tego biedaka, potem by się rodzice jakoś rozliczyli. To jest zwykła bezduszność! – Widocznie nie mogli – westchnęła Paulina. – Choć ja, na ich miejscu, znalazłabym sposób, żeby Kuba też coś dostał. – A jego mama? Jak mogła dopuścić, żeby jej dziecko zostało bez prezentu? – nie ustępował Wiktor. – Nie rozumiem… Synu! Wiktor zwrócił się do Andrzejka, rozkosznie gryzącego kurczaka. – Mam nadzieję, że podzieliłeś się swoim prezentem z Kubą? Syn spojrzał na tatę z wyrzutem. – Tak, tato, chciałem. I jeszcze Serduszka, Natalka, Alek, inni. Ale Kuba nie chciał od nikogo. – Dumny jest! – zdziwił się Wiktor. – Powiedz jeszcze, że nie płakał. – Nie wiem… Nie widziałem – szczerze rzekł chłopiec. – Chłopak z charakterem! – zachwycił się Wiktor. – Nie zasłużył na takie traktowanie. – Kubę rzeczywiście szkoda – współczująco powiedziała Paulina. – Wyobrażam sobie, jak mu było przykro. – Trzeba naprawić tę niesprawiedliwość! – obwieścił nagle zdecydowanie Wiktor. Widocznie już coś wymyślił, bo policzki miał zarumienione, mocniej błyszczały mu oczy. – I jak? – spytała Paulina, wycierając usta serwetką. Andrzejek też patrzył pytająco na tatę. – A tak! – odparł zagadkowo Wiktor. – Kto wie, gdzie mieszka ten Kuba? Andrzej, ty wiesz? – Nie – pokręcił głową. – Nigdy u niego nie byłem, tylko na podwórku i w przedszkolu się kumplujemy. – Ja mogę się dowiedzieć – zastanowiła się Paulina. – Mam koleżankę, która zna wszystkich w bloku. Zadzwonię do niej, zaraz poznam. Ale po co? – Zadzwoń. Teraz. – zachęcił Wiktor. – No dobrze – zgodziła się Paulina. – Ale wy posprzątacie ze stołu. I umyjecie naczynia! – W trzydziestym piątym mieszkają, nazwisko Sitkowscy – po chwili ogłosiła Paulina zdobyte informacje. – Mama nazywa się Wioletta. Tata nie mieszka, odszedł. Albo ona wyrzuciła, chyba miała powód. Tak czy siak, mieszkają sami. – Skąd takie szczegóły? – uśmiechnął się Wiktor. – Moja Ala nie na darmo rządzi w komitecie – zażartowała Paulina. – A poważnie, wszystko do niej trafia. Wie, kto, gdzie, z kim. – No to jasne – podsumował Wiktor. – Andrzej, zjadłeś już cały prezent? – Jeszcze nie zdążyłem – westchnął chłopak. – Mama mówiła – za dużo słodyczy szkodzi. – Dobrze mówi – pochwalił tata. – To masz woreczek po prezencie? – Tak – potwierdził Andrzejek. – Delikatnie otworzyłem. – Świetnie – znów poczochrał mu kudły tata. – Możesz przełożyć słodycze do innego woreczka, a ten mi oddać? – Po co? – zdziwił się Andrzejek, ale poszedł do pokoju, po chwili wrócił z kolorową torbą prezentową, już wyraźnie lżejszą. Zaraz wysypał zawartość na stół: cukierki, ciastka w błyszczących opakowaniach… Mama, chwilę milcząca, odezwała się: – Chcecie zrobić Kubie niespodziankę? Kiedy? Kto zaniesie prezent? – Najlepiej jeszcze dziś! – odparł Wiktor. – Co ty na to, Andrzejku? – Jasne! Dziś! – ucieszył się syn. – Moge mu dać część swoich cukierków? – Jeśli ci nie żal, to oczywiście – pochwalił tata. – Pójdziemy razem? – spytał Andrzejek, już pakując słodycze z powrotem. – Przecież już proponowałeś mu się poczęstować i nie wyszło – powątpiewał tata. – Dumny chłopak. Spróbujmy inaczej… Poszedł do pokoju, po chwili wrócił… Mikołaj! Prawdziwy – w białych filcowych butach, czerwonym płaszczu obszytym białym futrem i zdobionym haftami, w czapce, z długą białą brodą, pastorałem w jednej ręce i czerwonym workiem na prezenty w drugiej. Workiem póki co pustym. Andrzejek patrzył z niedowierzaniem, w końcu spytał: – Tata, to ty byłeś Mikołajem w zeszłym roku? I wcześniej? – Ja – przyznał Wiktor. – Przepraszam, że dopiero teraz. Pewnie i tak byś się domyślił. Wiesz, w pracy poprosili mnie kiedyś, żeby być Mikołajem na Nowy Rok. Spodobało się, już trzeci rok „mikołajuję”. Przy okazji was też obdarowuję. Jak podobał ci się zeszłoroczny Mikołaj? – Bardzo! – pochwalił Andrzejek. – Dobrze, że mamy swojego Mikołaja! Przytulił się do taty. Paulina dorzuciła jeszcze cukierków, zawiązała wstążkę na worku, Wiktor schował go do prezenta. Poprawił brodę: – Mogę iść do Kuby z prezentem? – Tak! – odpowiedzieli mama z synkiem niemal równocześnie. Chłopiec zapytał: – Mogę iść z tobą do Kuby, tato? – Jako Pani Zima? – uśmiechnął się tata. – Jako zajączek! – zawołał Andrzejek i pobiegł do pokoju. Wrócił w białym kombinezonie z uszami, w którym był dziś w przedszkolu na przedstawieniu. Miał nawet maskę z uszkami i pomponem ogonka z tyłu. – No dobrze, idziemy, oby Kuba cię nie rozpoznał – zgodził się tata. – Ale płaszczyk załóż, choć jesteś zając-bielak, zimą zimno! Ojciec z synem ruszyli do wyjścia. Paulina ledwo powstrzymywała śmiech, patrząc jak obok wysokiego, stukającego pastorałem Mikołaja drepcze mały zajączek w kurtce z długimi białymi uszami. Zajac ciągnął niemal po ziemi worek z prezentem – tata mu powierzył tę misję. Po dziesięciu minutach wrócił do domu sam Wiktor, wyraźnie zmieszany. – Gdzie Andrzejek? – zaniepokoiła się Paulina. – Spokojnie, wszystko z nim w porządku, został u Kuby, bawią się razem. Za pół godziny go odbiorę – powiedział Wiktor, wycierając spoconą twarz watową brodą. Jak był przebrany, tak runął na kanapę. Mruknął: – Co za historia! Opowiedział żonie, co zaszło u Sitkowskich. Okazało się, że tego wieczoru z Andrzejkiem byli już… szóstymi osobami, które przyniosły Kubie prezent! I nie ostatnimi. Przed nimi wyszła sama pani dyrektor, Anna Nowak, już bez stroju Pani Zimy. – Ależ się tłumaczyła, przepraszała, rozczulała nad Kubą i jego mamą – opowiadał Wiktor, zdejmując płaszcz i brodę. – Wyobrażasz sobie? Ktoś nagrał filmik z przedszkolnej imprezy i wrzucił na lokalny portal. Po kilku godzinach kilka tysięcy wyświetleń, komentarze takie, że ho ho! – Tak? – zdziwiła się Paulina. – Muszę obejrzeć. – Ale najważniejsze, że mama Kuby wpłaciła pieniądze za prezent z opóźnieniem… – W pewnym sensie to jej wina – wtrąciła Paulina. – Ale z drugiej strony, sama wychowuje dziecko i nie zawsze ma pieniądze. Przedszkole mogło coś wymyślić! – Ale dyrekcja nie chciała się wysilić, tylko wykreślili Kubę z listy – Wiktor wciąż nie mógł się pogodzić. – I niewinny chłopak został skrzywdzony. – Eh, nie ja jestem szefem pani Anny Nowak! – z żalem powiedziała Paulina. – Takich pozbawionych serca dyrektorek trzeba zwalniać… – Może ją zwolnią – przytaknął Wiktor. – A może zrozumie swój błąd i naprawi… Ale dla mnie pracujący z dziećmi nie powinni tak postępować! Zamyślił się, masując brodę. Potem dodał: – Wiesz, był nawet tata Kuby! Przyszedł z prezentem, z przeprosinami, omal się nie rozpłakał… – Naprawdę? – ucieszyła się Paulina. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Paulina poszła otworzyć. Okazało się, wrócił Andrzejek. – Dlaczego sam wróciłeś? – zdziwił się Wiktor. – Mieliśmy razem wracać… – Co ja, mały jestem? – obruszył się Andrzejek. – I już mi się tam nie podobało. – Dlaczego? – spytał tata. – Kuba i jego rodzice najpierw się kłócili, potem płakali. Weszliśmy z Kubą do kuchni, a oni się już przytulali. Kiedy Kuba do nich dołączył, wszyscy troje się przytulali i płakali razem. Dziwni jacyś! Nawet nie zauważyli, że wyszedłem… Wiktor z Pauliną spojrzeli po sobie i zaczęli się śmiać, z ulgą. – No dobrze, moi drodzy, czas na herbatę – zaproponowała Paulina. – Potem, kto nie zaśnie, powita Nowy Rok – już blisko. Oby był szczęśliwy dla wszystkich! – Oby! – szlachetnie zgodził się Andrzejek.