PREZENT
No, syneczku, opowiadaj, jak ci minął dzień, co słychać?
Tata, Tomek, który właśnie wrócił z pracy, podniósł pięcioletniego Jasia i posadził go obok siebie na kanapie, przeczesał mu rozczochrane, jasnobrązowe włosy. W kuchni mama Grażyna przygotowywała kolację, a tata rozmawiał ze swoim ukochanym i jedynym synem. W domu było ciepło i przytulnie, a na widoku w salonie, między cicho brzęczącym telewizorem i regałem, pięknie migotała kolorowymi lampkami niewysoka, starannie przybrana choinka. Do Sylwestra została już tylko doba.
U mnie dobrze! ogłosił Jaś dumnie. Ale mój kolega Franek ma kiepsko.
A co mu się stało? zainteresował się Tomek. Ten Franek, co mieszka w sąsiednim klatce?
Tak, ten przytaknął Jaś.
Jemu dzisiaj nie dali prezentu na jasełkach w przedszkolu dorzuciła z kuchni Grażyna, w chmurze aromatu pieczonego kurczaka. Biedny chłopak No, myjcie ręce i do stołu, kolacja gotowa!
Jak to nie dali? zdziwił się Tomek, podnosząc się z kanapy. Wszystkim dali, a akurat Franka pominęli? Coś tu nie gra.
Tak, wszystkim dali, tylko jemu nie potwierdził Jaś, zsuwając się za ojcem z kanapy. Pani Śnieżynka z Mikołajem rozdawali wszystkim prezenty, a Franek nic nie dostał. Cały czas czekał.
Co to za Śnieżynka i Mikołaj, że dziecko skrzywdzili? oburzył się Tomek, przeciągając krzesło do stołu.
No co oni winni? wzruszyła ramionami Grażyna. Pewnie mama Franka zapomniała wpłacić pieniądze na prezent albo po prostu nie miała z czego. Tak się czasem zdarza. Jaś, umyłeś ręce?
Jasiek już umyty, był ze mną w łazience powiedział tata, rozdzielając na talerze soczystego kurczaka. Dobrze, załóżmy że nie wpłaciła. Ale jak pani kierowniczka przedszkola jak jej tam Pani Anna Malinowska? Jak ona mogła dopuścić do takiego upokorzenia chłopca, że wszyscy dostali prezenty, a on nie?
Pani Anna była Śnieżynką! oznajmił Jaś. A Mikołaj to nasz woźny!
No tym bardziej! bulwersował się dalej Tomek. Nie mogli znaleźć dla niego jednego prezentu? Przecież rodzice mogli później pokryć koszt. Co za bezduszność!
Widocznie nie mogli westchnęła Grażyna. Choć ja na ich miejscu bym coś wymyśliła.
A rodzice Franka? Czemu dopuścili, żeby chłopiec został bez prezentu? nie dawał za wygraną Tomek. Jasiek, synu!
Tomek spojrzał na Jasia, który z apetytem pałaszował kurczaka.
Mam nadzieję, że podzieliłeś się swym prezentem z Frankiem?
Jaś spojrzał na tatę z lekkim wyrzutem.
Tak, chciałem. I jeszcze Szymek, Zuzia, Bartek też. Ale Franek od nikogo nie chciał.
Ale dumny! uśmiechnął się Tomek. Powiedz mi jeszcze, że nie płakał.
Nie wiem nie widziałem przyznał szczerze Jaś.
Twardy chłopak zachwycił się tata. Nie zasłużył na takie traktowanie.
Rzeczywiście żal mi Franka współczuła Grażyna. Musiało mu być bardzo przykro.
Proponuję, żebyśmy naprawili tę niesprawiedliwość! zadecydował nagle Tomek. Wyraźnie coś już wymyślił, bo na jego policzkach pojawiły się wypieki, a oczy zaczęły mu świecić.
Jak? dopytywała Grażyna, wycierając usta serwetką. Jaś spojrzał pytająco na tatę.
Zaraz zobaczycie! rzucił tajemniczo Tomek. Kto z was wie, w którym mieszkaniu Franek mieszka? Jasiek, wiesz?
Nie pokręcił głową Jaś. Nigdy u niego nie byłem. Tylko na podwórku i w przedszkolu się kolegujemy.
Może się dowiem zastanowiła się Grażyna. Mam koleżankę, która zna wszystkich sąsiadów. Zadzwonię i zapytam. Tylko po co?
Zadzwoń i od razu teraz poprosił Tomek.
Dobrze zgodziła się Grażyna. Ale samo sprzątanie dziś na was.
W trzydziestce piątce, na drugim piętrze ogłosiła po chwili Grażyna pozyskane info. Mama ma na imię Walentyna. Ojca nie ma, albo się rozeszli, albo sama go wyrzuciła. Podobno od dawna tylko z synem tam mieszka.
Skąd to wszystko wiesz? zaśmiał się Tomek.
Moja przyjaciółka Alicja zna całe osiedle Grażyna się uśmiechnęła. Poza tym siedzi w radzie mieszkańców, wszystko do niej dociera.
No to już jasne podsumował Tomek. Jasiek, zjadłeś cały swój prezent?
Jeszcze nie westchnął chłopak. Mama mówi, że za dużo słodyczy szkodzi.
Mądrze mówi przyznał tata. To torba po prezencie cała?
Mam, powiedział Jaś. Otworzyłem ją ostrożnie.
Bardzo dobrze tata znów przeczesał mu włosy. Możesz przełożyć swoje słodycze do jakiejś innej torebki, a tę daj mi?
Po co? zapytał Jaś niepewnie, ale po chwili przyniósł z pokoju kolorową torbę prezentową, już trochę opróżnioną. Wysypał na stół resztkę słodyczy cukierki, ciasteczka w błyszczących papierkach.
Mama przez chwilę obserwowała zamieszanie, aż w końcu powiedziała:
Rozumiem, moi panowie, chcecie dać Frankowi prezent? Kiedy? I kto go doręczy?
Najlepiej od razu! odparł Tomek. Co ty na to, Jasiek?
Jasne! Dziś! z entuzjazmem odpowiedział chłopiec. Dam mu część swoich cukierków?
Jeśli ci nie szkoda, bardzo dobrze pochwalił tata.
A pójdę z wami? zapytał Jaś, wkładając słodycze z powrotem do torby.
Przecież już dziś częstowałeś go, i nie chciał tata wątpił. Wygląda, że jest dumny. Zróbmy inaczej
Tomek zniknął i po chwili wrócił jako Święty Mikołaj! Prawdziwy w białych filcowych butach, czerwonym płaszczu obszytym białym sztucznym futrem, w czapce, z dużą białą brodą, kosturem w jednej ręce i czerwoną torbą na prezenty w drugiej. Torba była jeszcze pusta.
Jaś patrzył z wytrzeszczonymi oczami, w końcu wykrztusił:
Tata, to ty byłeś Mikołajem w zeszłym roku? I wcześniej też?
No jasne przyznał Tomek. Przepraszam, że powiedziałem ci dopiero teraz. Ale prędzej czy później byś się sam domyślił. Wiesz, raz u nas w pracy prosili mnie, żebym był Mikołajem. Spodobało się, i już trzy lata gram tę rolę. Tobie się podobał zeszłoroczny Mikołaj?
Był super! pochwalił Jaś. Fajnie mieć własnego Mikołaja w domu!
Podbiegł do ojca i wtulił się w jego nogi.
Grażyna dorzuciła parę cukierków, zawiązała wstążką torbę z prezentami, Tomek schował całość do worka.
Poprawiając brodę rzekł:
I co, mogę iść pocieszyć biednego Franka?
Jasne! odpowiedzieli niemal jednocześnie mama z Jasiem.
Jaś poprosił:
A mogę iść z tobą, tato?
Zamiast Śnieżynki, co? żartował Tomek.
Jako Zajączek! ucieszył się Jaś, pognał do swojego pokoju i wrócił w białym kombinezonie z uszami, pomponikiem i papierową maską z wąsami. Był dziś Zajączkiem na przedszkolnych jasełkach.
No to idziemy, tylko kurtkę ubierz, zajączku, bo zima zgodził się tata.
I wyszli. Grażyna ledwo powstrzymywała śmiech, patrząc jak obok wysokiego Mikołaja z workiem drepcze Jasiozajączek w kurtce, z uszami kiwającymi się na głowie, ciągnąc prezent prawie po podłodze. Tata powierzył mu niesienie worka.
Po dziesięciu minutach Tomek wrócił sam, wyraźnie zmieszany.
A gdzie Jasiek? zaniepokoiła się Grażyna.
Spokojnie, wszystko dobrze, został u Franka, bawią się tam. Za pół godziny pójdę po niego powiedział Tomek, wycierając spocone, czerwone policzki brodą.
Jak stał w stroju Mikołaja, tak padł na kanapę. Mruknął:
Ale heca!
I opowiedział co zaszło. Okazało się, że byli już szóstymi, którzy tego wieczoru przynieśli prezent nieszczęsnemu Frankowi! I, co ciekawe, przed nimi wyszła sama dyrektorka przedszkola, pani Anna już nie jako Śnieżynka.
Ale przepraszała Franka i jego mamę, wyjaśniała, tłumaczyła, bardzo jej było głupio relacjonował Tomek, zdejmując płaszcz i brodę. Wyobraź sobie, ktoś nagrał film z jasełek i wrzucił na lokalny portal. Tysiące odsłon w kilka godzin i lawina komentarzy!
Naprawdę? zadziwiła się Grażyna. Muszę sprawdzić.
Ale najważniejsze powiedział Tomek. Okazało się, że mama Franka wpłaciła pieniądze chwilę po terminie
Wina trochę jej oceniła Grażyna. Ale z drugiej strony, sama dziecko wychowuje, czasem nie wystarcza na wszystko. Przedszkole mogło coś wymyślić dla niej.
A kierownictwo po prostu wykreśliło syna ze listy obdarowanych denerwował się Tomek. A niewinny chłopiec ucierpiał.
Gdyby to ode mnie zależało, Anna Malinowska wyleciałaby ze stołka! stwierdziła Grażyna.
Może i tak będzie poparł ją Tomek. A może zrozumie i poprawi się Dla mnie, jeśli ktoś pracuje z dziećmi, nie wolno mu tak postępować.
Zamilkli, zamyśleni. Po chwili Tomek spojrzał na żonę:
Jeszcze jedno pojawił się nawet tata Franka! Z prezentami, pokorny, prawie płakał
No nie! ucieszyła się Grażyna.
Nagle zadzwonił dzwonek. Grażyna poszła otworzyć wrócił Jaś.
Dlaczego sam wróciłeś? zdziwił się Tomek. Miałem po ciebie pójść
Co ja, mały jestem? oburzył się Jaś. Już było nudno.
Czemu?
Bo Franka mama z tatą najpierw kłócili się, potem płakali. Z Frankiem weszliśmy do kuchni, a oni się już przytulali tłumaczył Jaś. Jak Franek się do nich przyłączył, wszyscy troje płakali i tulili, jacyś dziwni! Nawet nie zauważyli, jak wyszedłem
Tomek i Grażyna spojrzeli po sobie, po czym wybuchnęli śmiechem.
Dobra, kochani, zapraszam na herbatkę zawołała Grażyna. Potem, kto nie zaśnie, powita Nowy Rok, już niedługo. Niech wszystkim przyniesie szczęście!
Niech przyniesie! zgodził się wielkodusznie Jaś.



