Prezent, który wszystko popsuł

Halina! Gdzie się włóczysz?! – dokazywał głos Witolda z salonu. – Chodź no tu! Sprawa ważna!

Już idę! – odparła Halina, wycierając dłonie w fartuszek. – Co takiego? Pożar?

Gorzej! Lepiej! Znacznie lepiej! – mąż podbiegł, gdy weszła, chwycił ją za ramiona. – Słuchaj, co ci powiem! Pamiętasz Borowicza, mojego dawnego szefa? No, co przeszedł na emeryturę zeszłego roku?

Oczywiście. Co z nim? – Halina zaniepokoiła się. Gdy Witold tak podniecal, zawsze oznaczało kłopoty.

Dzwonił teraz! Wyobraź sobie, sprzedaje kawalerkę w śródmieściu! Trzypokojową! I nam oferuje! Za pół darmo, Halinko! Mówi, odstąpi za pół ceny, bo… pomogłem mu kiedyś. Pamiętasz, załatwiłem jego siostrzeńca w fabryce?

Halina ciężko opadła na fotel. Myśli wirowały jak płatki w zadymce.

Witek, jaka kawalerka? O czym ty mówisz? Nie mamy takich pieniędzy!

A właśnie, że to jest cały cyrk! – Witold przysiadł na podłokietniku, mówił szybko, podniecony. – Borowicz mówi, że możemy w raty! Niewielkie miesięczne płatności, on się nie śpieszy. Sam wyjeżdża na wieś do córki, kawalerka w mieście mu niepotrzebna. Halina, ty rozumiesz, co to znaczy? Całe życie tłoczymy się w tej kawalerce dwupokojowej, a tu taka gratka!

Witek, poczekaj… – Halina pocierała skronie. – Po co nam trzypokojowa? Dzieci dorosłe, żyją osobno. Nam i tej starczy z nawiązką.

Jak to po co?! – Witold zerwał się, zaczął krążyć po pokoju. – Halina, jesteś rozsądną kobietą! Będą przyjeżdżać wnuki, gdzie się podzieją? Jak się postarzejemy, może dzieci się do nas wprowadzą, żeby pomagać? Albo opiekunkę weźmiemy, też musi gdzieś mieszkać!

Halina milczała, patrząc na męża. Trzydzieści lat małżeństwa, a on wciąż ten sam marzyciel. Wciąż mu się zdaje, że gdzieś tuż obok krąży wielkie szczęście, wystarczy je chwycić.

Ile właściwie pieniędzy potrzeba? – zapytała ostrożnie.

Pierwsza wpłata niewielka, powiedzmy trzydzieści tysięcy. Potem miesiąc w miesiąc pięćset złotych.

Trzydzieści tysięcy?! – Halina o mało nie podskoczyła. – Witek, oszalałeś! Skąd weźmiemy takie pieniądze?!

A właśnie, Halinko, wszystko przemyślałem – Witold usiadł koło żony, objął jej dłonie. – Pamiętasz, mama zostawiła mi pierścień po babci? Ten z brylancikiem? Kazałem go wycenić w lombardzie – wart jest akurat na czterdzieści tysięcy. Sprzedamy – i starczy!

Halina gwałtownie cofnęła dłonie.

Pierścień?! Witold Nowak, co ty wygadujesz?! To pamiątka po matce! Dała ci go na łożu śmierci!

No i co? – Witold wzruszył ramionami. – Mama chciała, żebyśmy żyli dobrze. No to będziemy! W dużej kawalerce! W samym centrum!

A jeżeli nie podołamy ratom? Coś się stanie? Zachorujemy? Stracisz tę podłąpianą robotę?

Nic się nie stanie! – machnął ręką mąż. – Halina, to szansa! Rozumiesz? Takie okazje zdarzają się raz w życiu!

Halina wstała, podeszła do okna. Na zewnątrz mżył deszcz, po szybie spływały brudne strugi. Zupełnie jak jej myśli – wszystko pomieszane, bez ładu.

Witek, mówiłeś z dziećmi? Co powiedzą?

A co mają powiedzieć? Ucieszą się! Wyobraź sobie minę Moniki! A Krzysiek jak będzie dumny – starzy w śródmieściu!

Monika, starsza córka, pracowała jako nauczycielka. Wiecznie zapracowana, wiecznie zmęczona. Krzysiek, młodszy, po wojsku wyjechał do Gdańska, dzwonił rzadko. Czy ucieszą się nową kawalerką rodziców? Halina wątpiła.

Posłuchaj – powiedziała, nie odwracając się – może nie spieszmy się? Pomyślmy, poradźmy się…

Z kim się radzić?! – Witold rozłożył ręce. – Halina, Borowicz jutro leci do córki! Trzeba zdecydować dziś! Inaczej kawalerkę ktoś inny kupi!

A dlaczego właśnie nam ją oferuje? – spytała nagle Halina. – Czyżby nie miał innych znajomych?

No… Mówi, że jesteśmy godni zaufania. Sprawdzonymi ludźmi.

Coś w głosie męża kazało Halinie się odwrócić. Witold unikał jej wzroku, bawił się brzegiem serwety.

Witek, mówisz mi całą prawdę?

Oczywiście! A co mógłbym ukrywać?

Nie wiem. Ale wydaje mi się, że coś przemilczasz.

Witold milczał, w końcu ciężko westchnął.

Dobra. Jest jedna malutka przeszkoda. Kawalerka… no, nie jest w idealnym stanie. Trzeba remontu. Porządnego remontu.

Jak porządnego?

Sanitariaty wymienić, instalację elektryczną
Przytulali się w tym obcym, zimnym salonie, gdy nagle zauważyli, jak ich oddechy zamieniają się w drobne, rozpływające się gwiazdy — znikające tak szybko jak ich dawne, skromne szczęście.

Rate article
Fajna Tajna
Prezent, który wszystko popsuł