Nie jak w filmie, ale blisko
Wioletta uwielbiała melodramaty i marzyła, by jej życie przypominało te filmowe historie, gdzie wszystko kończy się szczęśliwie. Ale marzenia pozostawały marzeniami, a rzeczywistość płynęła szaro i monotonnie w małej wiosce na Podlasiu.
Wyszła za mąż za Darka, myśląc, że to miłość. Lecz Darek, kapryśny i niestały od młodości, nie zmienił się. Sprowadził żonę do swojego starego domu, a po trzech latach oznajmił:
— Wyjeżdżam do miasta. Żyj jak chcesz. Duszno mi tu, dusza pragnie wolności.
— Darku, o czym ty mówisz? Przecież u nas wszystko w porządku — zaskoczyła się Wioletta, nie rozumiejąc, co się dzieje.
— Tobie w porządku, mnie nie…
Po tych słowach wyszedł, zabierając paszport i stary plecak z dobytkiem. Wieś zaroiła się plotkami, sąsiadki szeptały:
— Darek rzucił Wiolettę, uciekł do miasta. Pewnie ma tam inną.
Wioletta milczała. Nie płakała, nie narzekała, dalej żyła w domu Darka. Nie miała dokąd pójść — w rodzinnym domu tłoczyła się siostra z rodziną, nie było miejsca. Dzieci nie miała.
— Widocznie Bóg uznał, że Darek nie jest ojcem, dlatego nie dał mi dziecka — myślała, patrząc na sąsiednie maluchy.
Każdego wieczora, skończywszy prace, siadała przed telewizorem. Oczyma wyobraźni śledziła seriale, gdzie kipiały namiętności i waliły się losy. Przeżywała je, po czym przewracała się w łóżku, nie mogąc zasnąć.
Nowy dzień zaczynał się od obowiązków: nakarmić prosiaka, kury i cielaka Borysa, przywiązać go za ogrodem — do stada nie puszczała.
— Wioletta! — krzyknęła sąsiadka. — Borys się zerwał, lata po wsi!
— Gdzie?! — wybiegła za furtkę. Cielak szarpał płot sąsiada, próbując zaczepić nowymi rogami.
— Borys, Borys — perswadowała, podając chleb. Zwierz tylko potrząsał łbem. — Żebyś zdechł! — krzyknęła w przypływie złości. Borys rzucił się w bok, płosząc gęsi.
Nie wiadomo, jak długo by go goniła, gdyby nie mechanik Jarek. Sprytnie złapał sznur, przyciągnął byczka do płotu i przywiązał. Wioletta patrzyła na jego silne ręce, na mięśnie widoczne pod wytartą koszulą. Nagle poczuła pragnienie, by te ramiona ją objęły, przytuliły mocno.
Odepchnęła tę myśl:
— Co się ze mną dzieje? Zupełnie jak nastolatka, co zachciała czułości.
Zawstydziła się. Jarek to przecież kolega z klasy, rudawy wieczny żartowniś. Mieszkał z Jadzią, twardą kobietą, niedaleko. Nie był jej do niczego potrzebny.
— Nigdy wcześniej nic do niego nie czułam — pomyślała, odwracając wzrok.
Z Darkiem rozwiodła się od razu, gdy uciekł. Zalotnicy się zdarzali, nawet o rękę prosili, ale żaden jej nie odpowiadał. Żyła sama, niedoOdkąd zamieszkali razem z Jarkiem, każdy poranek wypełniał ją ciepłem i nadzieją na nowy rozdział życia.



