Weronika wracała ze szkoły w wyśmienitym humorze. Dzisiaj w klasie zbierali pieniądze na kwiaty i prezent dla wychowawczyni. A Krzysiek powiedział, że kobiety uwielbiają róże. Patrzył przy tym w taki sposób, jakby mówił specjalnie do niej.
Od tego spojrzenia serce Weroniki zabiło mocniej. Postanowiła, że to aluzja do jego prezentu na Dzień Kobiet. Dziewczyny będą jej zazdrościć.
Spodobał jej się od pierwszego wejrzenia, kiedy po raz pierwszy wszedł do klasy. W zeszłym roku jego ojca przeniesiono służbowo do jednostki wojskowej w ich mieście. Krzysiek był pewny siebie i niezależny. Wyglądało na to, że zupełnie nie przejmuje się tym, co myślą inni. To właśnie przyciągało Weronikę. Ona zawsze martwiła się o opinię innych, bała się wpadek i śmieszności.
Koledzy od razu polubili nowego ucznia, uznali go za swojego. Nie był liderem, ale nawet nauczyciele liczyli się z jego zdaniem.
Koniec lutego, ale już czuło się wiosnę: ptaki śpiewały wcześnie rano, słońce coraz częściej wyglądało zza chmur, sopelki na dachach topniały, uderzając w rynny melodyjną kroplą. Serce ściskało się w oczekiwaniu na coś tajemniczego i niezwykłego.
Weronika otworzyła drzwi mieszkania i natychmiast usłyszała krzyki. Rodzice znów się kłócili. Jakże to już nudne. Humor momentalnie się popsuł. Przecież kiedyś było tak dobrze – jeździli razem nad morze, wesoło spędzali sylwestra z petardami. A jeśli się rozwiodą? Czy to oznacza, że już nigdy nie będzie takich chwil?
U koleżanki Oli mama przecięła sobie żyły, kiedy ojciec odszedł. Ola płakała na lekcjach. A Ania twierdziła, że to nawet wygodne, gdy rodzice żyją osobno – oboje jej kupują prezenty i dają pieniądze. Ale czy szczęście tkwi w prezentach?
Krzyki nagle ucichły. Weronika na palcach podeszła do uchylonych drzwi i zajrzała do kuchni. Ojciec stał przy oknie plecami do niej. Mama siedziała przy stole, z twarzą ukrytą w dłoniach. Jej ramiona drżały. Weronika zrozumiała, że mama płacze.
— Uspokój się, Weronika zaraz wróci ze szkoły — powiedział ojciec, nie odwracając się. — Co mam zrobić, żebyś mi uwierzyła? — W tej chwili ojciec się odwrócił i zauważył Weronikę w drzwiach.
— Dawno tu podsłuchujesz? — warknął.
— Wystarczająco długo, żeby wszystko zrozumieć — odparła ostro.
— Co zrozumieć? — Mama odjęła dłonie od twarzy i spojrzała na córkę.
Nos spuchnięty, oczy zaczerwienione, tusz rozmazany po policzkach. „Jak ona nie rozumie, że takim wyglądem tylko odstrasza ojca?” — pomyślała ze złością Weronika.
— Chcecie się rozwieść — wyrzuciła z siebie.
Ojciec zmarszczył brwi, ale nic nie powiedział.
— A pomyśleliście o mnie? Już zdecydowaliście, z kim będę mieszkać? Jest nas w końcu troje. Was nie interesuje moje zdanie? Nie chcę być z jednym z was, chcę być z wami obojgiem! — Weronika też zaczęła krzyczeć. — Jeśli tak się wami znudziliście, to ja też chcę innych rodziców. Nie znoszę was… obojga! — Jej głos drżał od ledwo powstrzymywanych łez.
Odwróciła się i pobiegła do przedpokoju, szybko się ubrała i wybiegła z mieszkania.
— Weronika! — krzyk mamy utknął za zatrzaskującymi się drzwiami.
Nie czekała na windę, zbiegła po schodach. Na ulicy przystanęła i włożyła rękawiczki. Zastanawiała się, do której koleżanki pójść. Ale nie miała ochoty z nikim rozmawiać. Czy ktokolwiek ją zrozumie, skoro nawet rodzice nie mają dla niej czasu?
Poszła ulicą. Jeśli za dnia sople topniały na słońcu i z hukiem spadały z dachów, to wieczorem zrobiło się mroźno. Minąwszy dwa przystanki, Weronika weszła do sklepu, żeby się ogrzać. Na widok wędlin i bułek ślinka napłynęła jej do ust.
W kieszeni kurtki znalazła kilka monet i kupiła bułkę. Gdy tylko wyszła ze sklepu, zaczęła ją jeść. Kiedy wpychała do ust ostatni kęs, ktoś ją zawołał.
Weronika odwróciła się i zobaczyła Dominika z równoległej klasy.
— Cześć — powiedział. — Spacerujesz?
Nie mogła odpowiedzieć z pełnymi ustami. Suchą bułkę trudno przełknąć.
Dominik wyjął z torby sportowej plastikową butelkę z wodą i podał jej.
— Popij, jak nie brzydzisz się, bo się zakrztusisz.
Weronika wdzięcznie na niego spojrzała i wzięła butelkę. W końcu kęs przemknął przez gardło.
— Dzięki — powiedziała, oddając butelkę, i już chciała iść dalej.
— Chyba mieszkasz w drugą stronę — zauważył.
— Nie twoja sprawa — burknęła.
— Już ciemno, samotne spacery nocą nie są bezpieczne, a sklepy zaraz zamkną. Chodź, odprowadzę cię.
Potem szli razem, rozmawiając o nadchodzących zawodach Dominika, o treningach, o nauczycielach. Na zakręcie w stronę jej domu Weronika przystanęła.
— Tutaj mieszkasz? Nie chcesz wracać? Rodzice dają w kość? Znam to — uśmiechnął się lekko Dominik.
— Rozwodzą się — cicho powiedziała.
— Rozumiem. Kiedy mój ojciec odszedł, też przeżywałem. Kłócili się tak, że nawet uciekłem z domu. Myślałem, że jak mnie szukają, może się pogodzą. Wspólne nieszczęście łączy.
— I co? — zainteresowała się Weronika.
— Pogodzili się, jak mnie szukali. Ale ojciec i tak odszedł. Spędziłem parę nocy w piwnicy, zanim policja mnie znalazła. Ten smród długo we mnie został, choć wszystkie ubrania wyprałem.
— A ojciec? — Weronika wpatrywała się w niego.
— No co ojciec? Ma młodszą żonę. Piękną, ale wredną. Mama jest lepsza.
— A ona? Twoja mama ma kogoś?
— Jak to?
— No, faceta?
— Nie. Ma mnie. Choć nie miałbym nic przeciwko, gdyby wyszła za mąż. Ale nadal kocha ojca.
— Mówisz o tym tak… spokojnie — zdziwiła się.
— Po co się zamartwiać? Nic tym nie zmienię. Za— Chodź do mnie, napijesz się herbaty i ogrzejesz — zaproponował Dominik, a Weronika, choć pełna obaw, skinęła głową, czując, że może w końcu ktoś ją naprawdę zrozumie.



