Wpędziłam się w kłopoty
Tato, co to za nowości? Przeszedłeś się po sklepach z antykami? Justyna spojrzała z zaskoczeniem na białą, szydełkową serwetkę leżącą na jej komodzie. Nie wiedziałam, że masz słabość do staroci. Muszę przyznać, masz gust jak babcia Jadwiga…
Oj, Justynko? Co ty tu robisz bez zapowiedzi? pan Olek wyszedł z kuchni, wyraźnie próbując udawać, że nic się nie stało, choć jego spojrzenie mówiło coś zupełnie innego.
Widzę, że się mnie nie spodziewałeś stwierdziła Justyna ze ściśniętymi ustami, ruszając do salonu, gdzie czekały na nią kolejne niespodzianki. Tato… Skąd to wszystko? Co tu się dzieje?
Justyna nie poznawała swojego mieszkania.
Gdy dostała je po babci, wyglądało, delikatnie mówiąc, smutno. PRL-owska meblościanka, staruszek telewizor na obdrapanej szafce, zardzewiałe grzejniki, miejscami odchodząca tapeta Ale to było JEJ mieszkanie! Miała już wtedy niezłe oszczędności, więc zrobiła remont marzeń: biel, szarości, minimalistyczne dodatki, przytulne dywany… Wszystko idealnie dobrane nawet zasłony dopasowywała godzinami.
Teraz zamiast jej grubo tkanych zasłon zdobił okno zwykły, nylonowy tiul. Włoska sofa zniknęła pod syntetycznym kocem z ziejącym tygrysem. Na stoliku stała plastikowa, jaskraworóżowa waza z równie sztucznymi różami.
Ale nawet to nie było najgorsze. Justynę najbardziej niepokoiły zapachy. Z kuchni dobiegał syk smażonej ryby, wszędzie czuć było tytoń. A przecież jej ojciec nigdy nie palił!
Justynko… odchrząknął pan Olek. Widzisz… Jest taka sprawa… Ja nie jestem tu sam. Wiesz… Chciałem ci powiedzieć wcześniej, ale tak wyszło.
Jak to nie sam? zdezorientowana Justyna otworzyła szeroko oczy. Tato! Na to się nie umawialiśmy!
Justynko, przecież moja historia z twoją mamą to nie koniec świata. Ja jestem jeszcze młody facet, na emeryturę mnie nie puszczają, to chyba mogę mieć swoje życie?
Justyna zamarła. No tak, ojciec ma prawo się z kimś spotykać. Ale czemu akurat w jej mieszkaniu?
Rodzice rozwiedli się rok temu. Mama podeszła do zdrady męża jak do wygranej w totka weszła w samorozwój, kursy jogi, a koleżanek miała tyle, że nudzić się nie dało. Tata natomiast wył z rozpaczy, wrócił do kawalerki, której przez dekadę nawet nie odwiedzał wynajmował ją, aż ostatni lokator zostawił ją w stanie przypominającym scenografię do horroru. Funduszy na remont brak, więc zapomniał o niej z ulgą.
Mimo to, mieszkanie było praktycznie nienadające się do życia. Ściany czarne od sadzy, podłoga przegnita, okna powybijane, grzyb na parapecie… Trupia norka!
Oj, Justynka, nie wiem, jak ja tu będę żył… rozpaczał wtedy pan Olek. Tutaj strach siedzieć, a do zimy z remontem nie zdążę. I nawet nie mam tyle złotych, żeby wszystko ogarnąć! Zmarznę i tyle…
Justyna nie wytrzymała. Nie mogła pozwolić, żeby człowiek, który ją wychował, mieszkał w czymś takim. Szczególnie, że jej mieszkanie stało puste wyszła niedawno za mąż i przeprowadziła się do Marcina. Próbować oddać mieszkanie w najem? Po tych przejściach ojca nie, dziękuję.
Tato, zamieszkaj tymczasowo u mnie zaproponowała. Wygodnie, wszystko gotowe. Na spokojnie zrobisz remont, potem wrócisz. Warunek: żadnych gości.
Serio mogę? spytał z niedowierzaniem pan Olek. Justynko, kochanie, ratujesz mnie! Obiecuję, będzie cicho jak w bibliotece!
No właśnie, cicho
Gdy Justyna przypominała sobie tę rozmowę, z łazienki wyszedł efektowny kłąb pary i kobieta w wieku około pięćdziesięciu lat. W jej ulubionym, frotowym szlafroku, który teraz ledwo zakrywał obfite kształty nieznajomej.
O, Oluniu, mamy gościa? zapytała głosem, który zabrzmiał niczym przegryziony przez papierosa baryton. Mogłeś uprzedzić, jestem w domowym.
A pani to kto, przepraszam? I czemu ma pani mój szlafrok? zapytała Justyna, mrużąc oczy.
Jadwiga. Kochana kobieta twojego taty. A o co ten stres? Wzięłam szlafrok, bo się nudził na wieszaku.
Justyna poczuła, że ciśnienie skoczyło jej do niebezpiecznych poziomów.
Proszę natychmiast zdjąć wymamrotała przez zaciśnięte zęby.
Justyna! jęknął pan Olek, próbując się wcisnąć między nie. Nie rób teatrów! Jadziunia tylko…
Jadziunia tylko założyła cudzy szlafrok w cudzym mieszkaniu! Tato, czy ty się dobrze czujesz? Najpierw przyprowadzasz tu swoją kochankę, a potem pozwalasz jej buszować po moich rzeczach?!
Jadwiga teatralnie przewróciła oczami i ruszyła do salonu, ciężko siadając na kocu z tygrysem.
Co za prostaczka rzuciła. Gdybym była Olkiem, to dałabym ci w skórę za taki ton! Jak ty się zachowujesz wobec ojca? To, że zamieszkał z inną kobietą, nie powinno cię obchodzić, złotko.
Justyna aż zaniemówiła. Obca baba, w jej szlafroku, prawi jej kazania na własnej sofie!
Oczywiście, że mnie nie obchodzi ale pod warunkiem, że nie dzieje się to w MOIM mieszkaniu.
Twoim? Jadwiga podniosła brwi, patrząc pytająco na Olka.
Ojciec stał przy ścianie, z głową w ramionach, z oczami biegającymi nerwowo od wściekłej córki do bezczelnej kochanki. Chyba liczył, że burza sama przejdzie niestety, prognozy mówiły inaczej.
Och Tatuś nie powiedział pani? Justyna uśmiechnęła się lodowato. Powiem więc ja. On tu nie jest nikim ważnym. Jest gościem. To mieszkanie należy do mnie, wszystko tu jest moje, łącznie z tym szlafrokiem. Zaprosiłam go, ale nie przewidziałam powodzi kochanych kobiet.
Jadwiga zrobiła się purpurowa.
Olek?! Co ona gada? Przecież mówiłeś, że to twoje mieszkanie! Okłamałeś mnie?
Pan Olek nagle zaczął się zlewać ze ścianą, czerwony ze wstydu.
Jadziunia to nie tak Własne mieszkanie mam tylko nie to. Nie chciałem cię zamęczać szczegółami…
Zamęczać?! Fantastycznie! Przez ciebie tu na mnie krzyczą!
Justyna już nie miała siły.
Wynocha powiedziała cicho.
Co? usłyszała szokowany głos Jadwigi.
Wynocha, oboje. Daję wam godzinę. Po godzinie porozmawiamy już przez prawnika. Tak to jest, jak się wpuści kogoś do siebie…
Justyna ruszyła do drzwi, ale ojciec w końcu odlepił się od tapety i wybiegł za nią.
Córeczko! Wyrzucisz rodziciela na ulicę? Przecież wiesz, co mnie czeka w tamtej norze! Zamarznę!
Ojciec złapał ją za rękaw. Serce Justyny zadrżało. Obrazy dzieciństwa, poczucie obowiązku, litość nad lekko już podstarzałym tatą Łzy napływały do oczu.
Ale spojrzała na Jadwigę.
Ta siedziała, nogę na nogę, we wypożyczonym szlafroku, patrzyła na Justynę z taką pogardą, jakby sama była królową. Jeśli ustąpi teraz, jadwiżanka jutro wymieni zamki i przeklei tapetę.
Tato, jesteś dorosły. Wynajmij mieszkanie odpowiedziała, wyrywając się. Sam sobie winien. Umawialiśmy się, że będziesz sam, a tu obca kobieta, moje rzeczy, bałagan
O, to sobie siedź w swoim domu! wtrąciła Jadwiga. Chodź, Olku, nie poniżaj się. Wychowała niewdzięczną.
Pół godziny zbierania manatków sprawa załatwiona. Ojciec wyszedł cicho, zgarbiony jak sierotka. Ten jego wzrok jak wystraszony pies na ulewie Justyna zapamiętała na zawsze. Ale nie drgnęła. Trzymała się twardo.
Kiedy wyszli, pierwsze co zrobiła, to otworzyła wszystkie okna, żeby wyrzucić rybny smród, papierosy i tanie perfumy. Zebrała szlafrok i cały jadwiżankowy inwentarz prosto do śmietnika. Na drugi dzień zamówiła sprzątanie i ślusarza do zamków. Nie mogła znieść myśli, że ktoś obcy dotykał jej rzeczy. Zwłaszcza ta dama.
Minęły cztery dni.
W mieszkaniu nie było już śladów po ozdobach i aromatach. Justyna, choć mieszkała u męża, poczuła się lekko, jakby zrzuciła stare kapcie.
Z ojcem nie rozmawiała. Na czwarty dzień zadzwonił sam.
Halo? odebrała po chwili wahania.
No i co, Justyna zabrzmiał głos ojca, lekko podpity. Cieszysz się teraz? Zadowolona? Jadwiga mnie rzuciła. Poszła sobie
Ojej, ale niespodzianka nie wytrzymała Justyna. Poczekaj, zgadnę. Uciekła, jak zobaczyła twoje ruiny i policzyła, ile roboty przed nią?
Tata pociągnął nosem.
No Postawiłem farelkę, spałem na dmuchanym materacu. Wytrzymała trzy dni potem powiedziała, że jestem nędzarz i ściemniacz. Spakowała rzeczy i pojechała do siostry. Powiedziała, że zmarnowała czas Przecież się kochaliśmy, Justyna!
Miłość, powiadasz? Ty szukałeś wygodnej miejscówki, ona też. Zwykle jak się trafią dwa sprytne pośladki, robi się ciasno.
Zapadła cisza. Ojciec chyba jeszcze nie skończył.
Tak mi tu źle samemu, córeczko powiedział w końcu. Tu straszno Mogę wrócić? Będę sam, przysięgam!
Justyna spuściła wzrok. Ojciec siedział tam, w zgliszczach i chłodzie. Ale to zgliszcza, które sam zorganizował najpierw zdradził mamę, potem okłamał córkę, potem bajerował Jadwigę.
Żal jej go było. Ale łatwy żal to trucizna dla obojga.
Nie, tato. Nie pozwolę odparła. Zatrudnij ekipę, zrób remont. Naucz się mieszkać w tym, co sobie zgotowałeś. Najwyżej dam ci kontakt do porządnych fachowców. Potrzebujesz daj znać.
I rozłączyła się.
Brutalne? Możliwe. Ale Justyna nie chciała już, żeby ktokolwiek zostawiał ślady na jej szlafroku czy w jej życiu. Czasem brud tak się wżera, że jedyne, co można zrobić, to nie wpuszczać go więcej.



