Puść mnie
Czasami Monika przystawała. Zastygała w miejscu, po czym nagle odwracała się i patrzyła w ciemność zapuchniętymi od łez oczami. Ale nic nie widziała. Nie widziała, nie słyszała, ale czuła.
*****
Monika myślała o swojej kotce wszędzie: w pustym mieszkaniu, na ulicy, w zatłoczonym autobusie, siedząc przy komputerze w biurze lub stojąc w kolejce do automatu z kawą.
Myślała o niej nawet wtedy, gdy szła po zakupy i wychodziła z ciężkimi torbami w rękach.
Czasami wydawało jej się…
…że ją widziała. Właśnie tak!
Biały puszysty ogon Śnieżki migał przed oczami, szybko znikał za rogiem budynku lub machał przyjaźnie zza pobliskiej ławki.
Ach, jakież to szczęście: widzieć. Widzieć tę, bez której nie mogła żyć. Tę, która zawsze była obok.
W takich momentach w zgaszonych oczach kobiety pojawiał się ognik nadziei.
Maleńkiej, niemal duchowej, ale nadziei. Może wszystko, co się wydarzyło, nie jest prawdziwe?
Ach, jak chciała w to wierzyć.
Ale to było zaledwie chwilowe.
Ułamek sekundy między przeszłością a przyszłością. Przeszłością, której nie można odzyskać, i przyszłością…
…która nigdy nie nadejdzie.
Bez względu na to, jak bardzo się starała odnaleźć swoją ulubioną „blondynkę” w szarych dniach, nic się nie udawało, i łzy napływały do oczu.
Duże, gorące krople spływały po policzkach, zabierając ze sobą smutek, ból i ostatnią nadzieję.
– Monia, nie możesz tak! – mówiły przyjaciółki. – Puść ją!
A ona nie mogła jej puścić.
Jak można puścić tego, kogo się kocha? Jak?! Puścić – to znaczy zapomnieć? Zapomnieć?! No co wy?!
Próbowała, starała się, lecz nic nie wychodziło. Bo nie mogła zapomnieć.
Jak zapomnieć, jeśli myśli o niej codziennie?
Jedyną rzeczą, jaką chciała zapomnieć i na zawsze wymazać z pamięci, był…
…ten dzień, kiedy Śnieżka nagle odeszła.
Tak, jej kotka była już bardzo niemłoda i ostatnio chorowała, ale nie myślała, że stanie się to tak szybko. Nie była na to gotowa. Czy w ogóle można się do tego przygotować?
Ci, którzy się przygotowują – są gotowi puścić. A ona nie chciała puścić. Nie mogła.
I całkowicie obojętne jej było, co myślały o niej przyjaciółki, i co mówili za jej plecami koledzy, kręcąc palcem przy skroni.
Wszystko poznaje się w porównaniu. A im, przyjaciołom i znajomym, nie było z czym porównywać.
Może z czasem, później coś się zmieni. Ale teraz… jeszcze za silny był ból i…
…bardzo żywe i kolorowe obrazy malowała jej zmęczona wyobraźnia.
Budziła się rano i widziała, jak Śnieżka leży obok, u jej stóp: serce od razu zaczyna bić mocniej, szybciej, zaraz wyskoczy z piersi. Ale gdy Monika próbowała wyciągnąć do niej rękę, przychodziła rzeczywistość i uśmiech znikał z twarzy.
Od takiej rzeczywistości można oszaleć.
I Monika by oszalała, gdyby nie wyobraźnia, która pośpiesznie zaczynała malować inne obrazy w jej głowie.
Oto Śnieżka z gracją chodzi po półce z książkami, zeskakuje na podłogę, biegnie do sąsiedniego pokoju…
Oto już leży na parapecie, wylizując swoją białą sierść i uśmiechając się do słońca, które bezceremonialnie zaglądało przez okno, by razem z Moniką podziwiać Śnieżkę.
Jakże była piękna: naturalna blondynka. Ani jednej ciemnej plamki.
Tylko małe „piegi” zdobiły jej uroczą mordkę, ale wcale nie psuły idealnego wizerunku. Wręcz przeciwnie, uczyniły go jeszcze bardziej czarującym.
Z kotką Monika przeżyła długie 15 lat.
To dużo. Bardzo dużo. Prawie całe życie, tylko w mniejszej skali.
Przez ten czas wydarzyło się tyle rzeczy w jej życiu: i dobrych, i złych.
Czasami wydawało jej się, że to wszystko…
Nie ma już siły się podnieść.
I ręki nikt nie poda. Ale nagle podbiegała Śnieżka i pomagała wstać. Przenikała do najgłębszych zakamarków duszy i coś tam poruszała swoim rytmicznym mruczeniem.
Pomagało.
Monika wstawała i żyła dalej. Bo było dla czego i dla kogo. A teraz? Po co jej teraz żyć?
Siedziała na ławce i płakała. Cicho płakała, odwracając się w bok za każdym razem, gdy przechodzili ludzie. Żeby nie zadawali dodatkowych pytań.
A obok niej siedziała Śnieżka. Przytulała się całym ciałem i mruczała, starając się uspokoić swoją właścicielkę.
Byłą właścicielkę, bo…
…jej, kotki, już nie ma na tym świecie.
Ale i do tęczy nie mogła się dostać. Dlatego Monika jej nie puszcza. Nie może puścić.
„Puść mnie” – miauczała.
„Nie mogę!” – płakała Monika, zwracając się nie do kogoś konkretnie, a do tego, co ją w danym momencie otaczało:
drzew, stojących bezgłośnie, chmur, niespiesznie płynących po niebie, słońca, zachodzącego za horyzont.
Tak siedziały we dwie na ławce do późnej nocy. Tylko jeśli Śnieżka widziała i słyszała swoją właścicielkę, to Monika jedynie czuła jej obecność. Ale nawet to wiele znaczyło.
Ogarnięta wieczornym chłodem, Monika czuła, że stopy w lekkich butach zmarzły, ale kolana dlaczegoś były ciepłe. Właśnie na nich teraz siedziała Śnieżka, znajdująca się między dwoma światami.
Między tym światem, do którego już nigdy nie wróci, a światem, w który nie może wejść.
Nie, Śnieżka nie winiła właścicielki za to. Jak mogła ją w czymś winić?
Jak można winić osobę, która kochała ją bardziej niż życie, która dała jej dom, kiedy inni ludzie zostawili ją, bezbronnego kociaka, na pewną śmierć na ulicy?
Gdyby można było przeżyć jeszcze jedno życie, Śnieżka znowu gotowa byłaby przejść przez ból i cierpienia, by Monika ją uratowała. By znów być z nią.
Ale czy tak się zdarza?
Kobieta wstała i poszła do domu. A kotka biegła za nią w pewnej odległości.
Czasami Monika przystawała. Zamykała się w miejscu, po czym nagle odwracała się i patrzyła w ciemność swoimi spuchniętymi i zapłakanymi oczami. Ale nic nie widziała. Nie widziała, nie słyszała, ale czuła.
Weszła do mieszkania, skierowała się do sypialni i położyła się na łóżku, a jej ukochana kotka w tym czasie układa się obok niej, u jej stóp. I Monika wie, że jest obok… Wie i nie chce jej puścić.
Prawdopodobnie to mogłoby trwać długo. Bardzo długo. Ale czas leczy.
Nie, nie leczy całkowicie, ale staje się lżej. To normalne. Tak powinno być.
Nawet tracąc bliskich, ukochanych, należy iść naprzód. Taki los tych, którzy pozostali żywi.
Pamiętać…
Pamiętać i pielęgnować te wspomnienia, nasycone miłością i szczęściem.
Stopniowo ból utraty stępiał, Monika już nie myślała o kotce każdą minutę. Nawet codziennie już nie myślała. Wspominała tylko czasami. Zwykle, gdy spacerowała wieczorami po podwórku swojego domu.
A Śnieżka… Ona coraz mniej i mniej czuła „ziemskie przywiązanie”.
Jeszcze troszeczkę, a znajdzie się na tęczy. Stamtąd będzie mogła nadal obserwować swoją właścicielkę, ciesząc się każdym jej sukcesem i przeżywając z nią każdą porażkę.
Zawsze będzie obok. Po prostu trzeba puścić. Te zasady nie zostały wymyślone przez nas i nie nam je łamać. Trzeba po prostu wierzyć i…
…pamiętać.
Resztę pozostawmy niebiosom. One wiedzą lepiej, jak powinno być.
Monika wypuściła Śnieżkę i odeszła, nawet nie zdążywszy się pożegnać. Ale to wydarzenie uruchomiło wielki niewidzialny mechanizm zwany „cyklem rzeczy w przyrodzie”.
Pewnego dnia Monika siedziała na ławce, podziwiając pierwszą gwiazdkę na niebie, i usłyszała wymagający miauk pod stopami. Po schyleniu głowy zobaczyła kociaka.
Białego. Z niebieskimi oczami jak paciorki i rudymi łatkami na mordce.
Patrzyła i nie wierzyła własnym oczom. Nie, oczywiście rozumiała, że to nie jej Śnieżka.
Ale ten kociak bardzo ją przypominał, gdy była jeszcze mała.
Czy to naprawdę możliwe, żeby te same kotki rodziły się na nowo?
„Czy to tylko zbieg okoliczności?” – zastanawiała się Monika, biorąc kociaka na ręce i jeszcze raz się zdziwiła, gdy zrozumiała, że to kotka.
Czy tak bywa, czy nie, zbieg okoliczności czy nie, nikt tego dokładnie nie wie. Ale czy to naprawdę takie ważne?
Czy gdyby ten biały kociak nie miał „pieprzyków”, to Monika by go nie zauważyła? Zauważyłaby!
W życiu wcześniej czy później wszystko się powtarza, i ten, kto pamięta, nigdy nie przejdzie obok…
…tego, co mu los przeznaczył.
Także Monika nie przeszła obok.
Zabrała kociaka do domu i obdarzyła go taką samą miłością, jaką kiedyś dała swojej kotce.
A tę przeuroczą maleńką nazwała Krasnalem.
Znowu wtedy wypełniło się mieszkanie Moniki dźwiękami. Dźwiękami radości i szczęścia.
A Śnieżce było wszystko jedno, jak ją nazywano: w poprzednim życiu była Śnieżką, w tym – Krasnalem. Czy to nie jest obojętne? Najważniejsze, że jej marzenie się spełniło!
Teraz ukochana właścicielka znów będzie dawać jej ciepło i miłość, jak kiedyś, a ona ponownie będzie dzielić się z nią swoją cząstką. Jak piękny jest ten świat, i życie piękne również. Najważniejsze to pamiętać…



