Późny telefon

**Późny telefon**

Wyszedłem z biura, a nisko zawieszone, szare niebo przygniatało miasto do ziemi. Tylko krzyże na złotych kopułach kościoła św. Mikołaja spokojnie sięgały w górę, przebijając się przez tę szarą mżawkę.

Drobny deszcz kłuł mnie w twarz, gdy szedłem do samochodu. W kabinie mojej Skody ledwo wyczuwałem zapach odświeżacza. Położyłem dłonie na kierownicy i przez chwilę siedziałem w ciszy, ciesząc się, że zdążyłem w porę odebrać auto z warsztatu. Nie będę musiał moknąć na przystanku, tłocząc się później w autobusie.

Przekręciłem kluczyk, a radia natychmiast zalała natrętna popowa piosenka. Ściszyłem dźwięk. „Do domu!” – rozkazałem sobie i wyjechałem na aleję. Palce same wystukiwały rytm tej prostej melodii.

Piątek. W piątki zawsze wychodziliśmy z kolegami do klubu, żeby odreagować po tygodniu pracy. Co innego mieliby robić młodzi, wolni faceci bez zobowiązań?

Mieszkanie przywitało mnie ciszą. Już z progu zauważyłem otwartą szafę. W sercu zabełtało się nieprzyjemne przeczucie. Zzułem buty i w skarpetach podszedłem do pokoju, zaglądając do środka. Wśród moich koszul i marynarek wisiały puste wieszaki, na których jeszcze wczoraj wisiały sukienki i bluzeczki Anki.

Odeszła. Ostatnio często się kłóciliśmy, ale zawsze szybko godziliśmy. Dzwoniła do mnie do pracy, mówiąc, że dziś nie pójdzie z nami do klubu. Zająłem się czymś innym, potem jechałem po auto… „Zła, że nie oddzwoniłem? Czy to powód, żeby się rozstawać?” – to była moja pierwsza myśl. „Nie. To było zaplanowane. Zostawiła szafę otwartą, żebym od razu poczuł tę pustkę i miał wyrzuty. Pewnie według scenariusza powinna być jeszcze jakaś lista zarzutów i pożegnalna wiadomość.” Rozejrzałem się po pokoju.

Mieszkaliśmy razem pół roku. Anka była w sam raz: ładna, zabawna, z lekką dozą humoru. Więc to ja jej nie pasowałem. Ostatnio coraz częściej wspominała o ślubie, o miesiącu miodowym… Zbywałem to żartami. No cóż. Nie doczekała się konkretów i postanowiła działać. Pewnie myśli, że zaraz zacznę dzwonić, błagać, żeby wróciła…

I właśnie to chciałem zrobić. Wybrałem jej numer, ale telefon był wyłączony. Rzuciłem komórkę na kanapę.

Przypomniałem sobie Ankę, jak stając na jednej nodze jak żuraw, obiera ziemniaki przy zlewie… Zapragnąłem, żeby wróciła, natychmiast. Powłóczyłem się do kuchni. W zlewie stały brudne talerze po śniadaniu. Obok – pusta butelka po winie. Pozostałość po jakiejś imprezie. „Więc jednak piła, wahała się, przeżywała.” To mnie jakoś pocieszyło. Umyłem naczynia. Pustą butelkę wepchnąłem do przepełnionego śmieciami kosza.

Anka nie znosiła brudnych naczyń. Więc zostawiła je specjalnie dla mnie, żebym zrozumiał, jak ciężko będzie mi samemu: samemu zmywać, wynosić śmieci… Aktorka! Właśnie za to ją kochałem. Choć o miłości mówiłem tylko na początku.

Zauważyłem kartkę przyczepioną magnesem do lodówki. „Wychodzę. Nie wiem, czy to ma jeszcze sens.” Tylko tyle, bez wyjaśnień, pretensji i podpisu.

A ja już nawet obejrzałem pierścionek. Czekałem tylko na wypłatę i odpowiedni moment, żeby uklęknąć i wręczyć go Ance przed całą ekipą.

– Jak dziewczyna odchodzi, to i dobrze – zanuciłem, przerabiając słowa starej piosenki.

W ciszy kuchni brzmiało to fałszywie i smutno. „Wróci. Ja też mam dumę. Nie będę dzwonił. Niech się pomęczy.” Wziąłem śmieci i wyszedłem.

Gdy wróciłem, jeszcze w drzwiach usłyszałem dźwięk telefonu, który wibrował na kanapie. Nie zdejmując butów, podbiegłem. Na ekranie wyświetlił się nieznany numer. Nie odbierać? A jeśli to Anka?

– Tak? – odezwałem się.

– Krzysiu, cześć. – Poczułem błysk nadziei, że to Anka. – To ja, Magda. Długo się zbierałam, żeby zadzwonić. Nic mi nie obiecywałeś… Ale nie wiem, co robić – powiedział kobiecy głos.

– Kto? Jaka Magda? – Ze zdziwienia nawet nie zareagowałem, że nazwała mnie Krzyśkiem.

– Nie pamiętasz mnie? Więc nie ma o czym mówić. – I rozłączyła się.

– Co za bzdury – zakląłem na głos.

Spojrzałem na mokre ślady butów na dywanie i zakląłem po raz drugi. Wtem telefon znów zadzwonił.

– Krzysiu, chciałam powiedzieć…

– Nie jestem Krzysiek. Nazywam się Bartek. Pomyliłaś numer – wytłumaczyłem.

– Kłamałeś? Po co? Sam dałeś mi swój numer – powtórzyła mój numer.

– Nie kłamałem. Bartkiem jestem od dwudziestu sześciu lat. I nigdy ci nie podałem numeru – odparłem zirytowany.

– Nie powinnam dzwonić…

– Nie rozłączaj się. Skoro zadzwoniłaś, to mów, o co chodzi. – Ale znów się rozłączyła.

„Nie odbieram więcej.” Wyciszyłem dźwięk, ale nie wyłączyłem telefonu. Tliła się we mnie nadzieja, że jednak Anka zadzwoni, wyjaśni, postawi warunki… Nie zdążyłem dokończyć myśli, gdy telefon znowu zadrżał, drażniąc nerwy.

– Słuchaj, Magda! Po co dzwonisz, skoro nie mówisz, czego chcesz?

– Przepraszam… – Głos w słuchawce przerwało westchnienie, łkanie albo plusk wody. – Nie wiem, co robić… Myślałam, że między nami… Chciałam powiedzieć, że to moja wina… Ty nie jesteś winien…

– Czego nie jestem winien? – krzyknąłem w pustkę, bo Magda znów się rozłączyła.

Zastanowiłem się. Czy mi się wydawało, czy jej głos brzmiał słabo, jakby przez sen? I ten plusk wody w tle… Płakała? Co się tam dzieje? „Moja wina, ty nie jesteś winien…” Tak mówią, zanim… „Boże, co tam się odprawia?”

Wybrałem numer kolegi. Krzysiek był znanym podrywaczem. Łatwo nawiązywał znajomości w klubach.

– No co, jednak dołączasz? Dawaj, impreza w pełni! – Krzyś próbował przekrzyczeć muzykę.

– KrzBartek odetchnął głęboko, spojrzał w okno i zrozumiał, że czas przestać uciekać przed swoimi uczuciami i w końcu stanąć twarzą w twarz z tym, co naprawdę chce w życiu.

Rate article
Fajna Tajna
Późny telefon