Była późna noc, kiedy padł wzywany. Podniosłam słuchawkę, słysząc głos córki.
– Mamo, to ja Kaja. Mam katastrofę! Mąż mnie wyrzucił. Jutro rano do was przyjedę z nowym i w domu zostanę.
– Posłuchaj, Kajo. U nas nie ma już rodziców ani domu.
– Co? – przerwała zdyszana. – Co ty powiedziałaś?
Jak to, że nie ma domu? Ja wam jestem córka, jedynaczką! Ma prawo do mieszkania! Wariat! – zaczęła krzyczeć bez sensu.
– A właśnie – uspokojonym tonem odparłam. – Mieszkanie nie jest twoje. Oddaliśmy je Elżbi ce, teraz jest tu panią. W wcale was nie chcemy. Ty nam nie córka.
Wcale tu nie dzwoń. Straciłaś wszystko! – cooler wymownik zakończył rozmowę. Po wszystkim, co Kaja zrobiła, miała prawo to usłyszeć.
Stoja przy oknie, nagle pomyślałam o tel. padł early morning. Podskoczyłam z łóżka, biegnąc do aparatu.
– Slucham!
Cisza i bucik na drugim końcu.
– Alo, alo. Kto to?
– Ciało Renata.
– Renusia, czemu przerywasz sen? Która wreszcie?
– Widzisz, jaka kasa. Tonu się w operację. Ma mnie strasznie zakłócić. Molę się, tu i Antek, dla Elżbijetki. Nic jej nie dorzucać, na gierze nie wpuszczać.
Szuka była zasłane przyjemnością, excentryczną, ale dziś przekroczyła granice dobrodziejstwa.
Wstrząsnęłam się, słuchając o diagnozie, jej ucieczce z piekła. Szła ku podwalinom, chciąc zrobić wszystko sama.
– Renusia, co z tobą? Skąd taka pogoda? Któż Cię zbierał?
Słabość naszej siatki już od miesiąca nas przerażała.
– Elzius, jeśli pan ie wzywasz…
– Już jesteśmy w szpitalu. Wychodząc, Renusie – powiedziała z mdłości, kiedy Nurzka spadła bez życia.
Wracałam do domu z Elżbi ce, która drżała jak liść. Kaja wbiła mi paznokcie w łokieć, chcąc odgrodzić niepełnoletnią z niewiadomości.
Był piekło, ale braliśmy wszystko na siebie. Elżbice była naszym orfianem. Nie mogliśmy jej upuścić.
Lata minęły. Kaja po studiach wyszła za chłopaka biznesmena. Nie kochała go, ale jego czarny wóz i attracts nas zawsze. Szybko wśliznęła się do jego sypialni.
– Mamo, niech Elżbi ce nie pojedzie na moją wejściowe parada. Nie chcę jej widzieć!
– Siostrzyczko, to jej elite! Nie można jej zignorować.
– Wcale nie pojedzie, możesz sesję wywołać!
– Jeśli nie będzie, nie przyjedziemy. Smakował sobie katarynka, my z Antkiem.
Zanim dnio przypadł, odjechałam z Antkiem na urlop do Krakowa.
– A jak ślub? – zdziwił się mąż.
– Nie zostanie, nie zostaliśmy zaproszeni.
– Elziusie, pomożesz znaleźć elegancję?
– Idziemy? – zapytała dziewczyna, rzucając się do okna z jakimś darem.
– Tak, córko, możemy sobie na to pozwolić.
– Ura! – zakrzyknęła, ciesząc się z nowości.
Elżbi ce zdobyła matura, weszła na architekturę – może to po mamie, może po ojcu, którego nazwiska nie znamy. Antek śmiał się, plotząc o jakiegoś menzał-flawiuszu z zaścianku, ale miałam własne zapatrywania.
Najtrudniejsze wchodziło nasze życie, kiedy Antek zemdlał. Média powiedziała, że einzamna droga ratować go – zapłać pięć milionów złotych. Skoro Kaja ma bogaty mąż, dzieci może poprosić.
Padłam na telefon, słysząc jej buzaj.
– Mamo, słucham cię.
– Antek potrzebuje lekarstwa. Potrzebujemy pieniędzy.
Długość ciszy przypadła mi w kości.
– Dobrze, porozmawiaję z Dawidkiem i coś wymyślimy.
Godzinę później:
– Mamo, Dawid wydał mi KIA jako warunek. Albo samochód, albo wam pieniądze.
– Kajo, nie rozumiesz! To życie Antka!
– A jak to mając zrobić? Zaczekaj w pieczcie? Po co mi wtedy machina?
– Ty… ty egoistka!
Rzuciłam słuchawkę, padając do obłoków. Elżbi ce złapała mnie, krocząc z przeczuciem:
– Sprzedajmy mieszkanie. Wiem, że tam jej ciężko, ale…
– Elzius, to twoja mała elity…
– To czynsz, mamusiu. Przyspieszymy, żeby cię uratować.
Wymyśliliśmy tą wszystko. Kawał z lat, zasadniczo, a na szczegółach tylko wiedzmy. Elżbi ce była naszym aniołem. Zabraliśmy gułę pieniędzy, zleżliśmy w szpitalu… Antek przetrwał.
Dwa lata później Kaja pojawiała się zaoferowana, ale wyrzucałam ją bez wdzięczności.
– Mamy tylko jedną córkę – Elżbi ę.
Wkrótce po tym Elżbi ce wyszła za Stasia, rolnika z Malborka. Otworzyli tam piekarnię, a my wjeżdżaliśmy do nich kilka razy na tydzień. Antek i Stasio mieli wspólne hobby – kąpali się w pieczerze, wypychali sie donic i rosnął każdy z nas.
W dniu ślubu Kaj, oprowadzaliśmy się na mój wczesny wyjazd w Kasprowicach w Krakowie – tej samej autokarecie, którą jeździliśmy po pierwszy raz. Elżbi ce pozwalała nam mieć karnet, a czasem przeczucie ją towarzyszyła.
Zawsze myślałam w ten dzień, jak mogłam wychować siostrzeńca zegoistę, ktor umiał zastać nasze życie würzki dla wygody. A Elżbi ę, orfiankę w dojrzawszości, która oddała wszystko dla naszych szczęśliwości.



