*Dziennik*
*Dziś*
“Pozbądź się go natychmiast!” – powiedziała o moim kocie, z którym żyłem dziesięć lat.
Niedawno razem z moją dziewczyną, Martą, postanowiliśmy zamieszkać razem. Wcześniej byliśmy razem prawie osiem miesięcy – wszystko szło świetnie, więc zaproponowałem, żeby wprowadziła się do mnie. Mieliśmy mieć przytulne gniazdko we trójkę – ja, Marta i mój wierny przyjaciel, kot Pazurek.
Pazurek był ze mną od dekady. Zabrałem go od rodziców, gdy wyprowadziłem się do Warszawy. Stał się częścią mojego życia. Przeszliśmy razem samotność, sukcesy, nawet nieudane miłości. Zawsze witał mnie w progu, spał obok, mruczał w trudne dni. Nie tylko go kochałem – był moją rodziną.
Na początku Marta nie protestowała. Wręcz przeciwnie, czasem głaskała Pazurka, mówiła, że jest “uroczy”. Myślałem, że mamy niesamowite szczęście – we trójkę stworzymy spokojny dom. Ale radość trwała krótko.
Po kilku tygodniach Marta zaczęła dziwnie się czuć. Ciągły katar, czerwone oczy, kaszel, ból głowy. Zasugerowałem wizytę u lekarza. Diagnoza runęła jak grom z jasnego nieba: alergia na sierść kota.
– Jak to? – spytałem zdezorientowany. – Przecież wcześniej miała kontakt z kotami, nawet z Pazurkiem się bawiła…
– Proszę pana, alergia bywa podstępna. Reakcja może się kumulować. Kiedy się państwo spotykali, kontakt z alergenem nie był ciągły. Teraz mieszkają państwo razem. Stan może się pogorszyć – wyjaśnił lekarz.
Czułem pustkę. Rozdarłem się między rozsądkiem a bólem. Kochałem Martę, ale co zrobić z Pazurkiem, istotą, która była przy mnie, gdy nikogo innego nie było?
W drodze do domu myślałem o tym, by na czas odwieźć kota do rodziców. Byłem gotów poświęcić część siebie dla zdrowia Marty. Ale ledwo przekroczyliśmy próg, a ona, nawet nie zdejmując płaszcza, zapytała:
– No i co, kiedy się go pozbędziesz?
– “Pozbyć”? – powtórzyłem zaskoczony. – Dopiero co wróciliśmy, możemy najpierw porozmawiać…
– Nie ma o czym mówić – odparła zimno. – Czuję się coraz gorzej. Chcesz, żebym się udusiła?
Zamarłem. Od jej tonu, od okrucieństwa słów. Do tej chwili byłem gotów na kompromis. Ale słowo “pozbyć” – jak nóż w serce. Nie widziała w moim przyjacielu żywej istoty, do której przywiązałem się całym sercem. Dla niej był problemem, rzeczą do usunięcia.
– Jeśli ktoś ma wyjść, to ty – powiedziałem cicho. – Pazurek zostaje. I koniec.
Marta stała przez chwilę w milczeniu, po czym, bez słowa, zaczęła pakować rzeczy. W kilka godzin po niej nie było śladu.
Najpierw ogarnęła mnie pustka, potem przyszła ulga. Zrozumiałem, że ktoś, kto żąda wyrzucenia fragmentu czyjegoś życia, nie potrafi kochać. Tak, mogłem szukać rozwiązania, prosić, żeby została. Ale po co? Żeby potem chodzić na palcach i bać się kolejnego ataku “alergii”?
Nie żałuję. Czasem zwierzęta okazują się lojalniejsze niż ludzie. Tej nocy, gdy naleciałem sobie mocną herbatę i wpatrywałem się w okno, Pazurek leżał obok i mruczał, jakby mówił: “Jestem przy tobie. Wszystko będzie dobrze”.
I będzie. Życie nie kończy się na jednej miłości. Ale jeśli ktoś żąda, byś wymazał kogoś, kto był z tobą w najciemniejszych chwilach – to nie jest miłość. To egoizm.
Teraz znów jesteśmy we dwóch – ja i Pazurek. Może kiedyś pojawi się ktoś, kto zrozumie: moja rodzina to nie tylko ja. To też mój stary, mądry, puszysty przyjaciel.



