Powiedziała “kocham”, gdy już było za późno

Halina Nowak układała starą fotografię do pudełka, gdy natknęła się na zdjęcie z balu maturalnego. Czterdzieści lat temu stała obok Marka, a on trzymał ją za ramię tak delikatnie, jakby bał się spłoszyć. Oboje się uśmiechali, lecz Hala pamiętała, jak drżały jej dłonie, gdy Marek podszedł i poprosił o wspólne zdjęcie.

— Haluś, mogę z tobą? — zapytał wtedy, czerwieniąc się i unikając wzroku. — Tak na pamiątkę…

Skinęła tylko, choć serce tłukło jej się jak oszalałe. Przez całą ostatnią klasę Marek odprowadzał ją do domu, nosił tornister, pomagał z matematyki. Ona zaś udawała, że niczego nie dostrzega, że jest jej obojętne.

Teraz, po śmierci męża, przeglądając te rzeczy, Halina pojęła, ile straciła. Wiktor był z nią trzydzieści pięć lat, dobry człowiek, troskliwy ojciec ich dwójki dzieci. Ale jej serce zawsze pamiętało tego nieśmiałego chłopaka z matury.

— Mamo, grzebiesz tam? — do sypialni zajrzała córka Ola. — Pomóc ci?
— Tak sobie, segreguję fotki. Patrz, jaka byłam młoda — Halina podała zdjęcie.
Ola wzięła fotografię, przyjrzała się uważnie.
— A kto to z tobą? Chyba nie tata…
— Kolega z klasy — krótko odparła matka.
— Przystojniak. I patrzy na ciebie… jakby zadurzony — uśmiechnęła się Ola. — Mieliście romans?
Halina odwróciła się do okna. Za szybą mżył październikowy deszcz, w kroplach odbijały się żółte liście klonu.
— Żadnego romansu. Po prostu się przyjaźniliśmy — powiedziała cicho.
Dodała szybko, jakby się tłumacząc:
— On poszedł do technikum, ja na studia. Różne ścieżki.
Ola wzruszyła ramionami, odłożyła zdjęcie i wyszła. Halina została sama z pamięcią.

Po maturze widzieli się tylko parę razy. Marek przychodził do niej, siedzieli w kuchni, pili herbatę. Matka Hali, Anna Nowak, wyraźnie mu sprzyjała.
— Dobry chłopak — mawiała do córki. — Pracowity, poważny. I patrzy na ciebie jak na święty obrazek.
— Mamo, nie wymyślaj — odpierała Hala. — To po prostu przyjaciel.
— Przyjaciel — wzdychała matka. — W twoim wieku ja już szykowałam się do ślubu.

Ostatni raz Marek przyszedł w sierpniu, przed rozpoczęciem nauki. Hala szykowała się na medycynę. Podręczniki do chemii i biologii leżały na stole w stosach, pokój zasłany był notatkami.
— Nie przeszkazam? — zapytał, zaglądając do drzwi.
— Wchodź — skinęła Hala, nie odrywając się od książki.
Marek usiadł naprzeciw, długo milczał, aż w końcu rzekł:
— Halu, może się ożenimy?
Serce zamarło jej w piersi. Podniosła wzrok, spotkała się z jego spojrzeniem. Staś siedział wyprostowany, dłonie złożone na kolanach, widać było, jak ciężko idzie mu każde słowo.
— Mówię serio — ciągnął. — Ja cię tak bardzo… tak bardzo kocham. Od piątej klasy. Innej nie chcę. Zdasz na studia, ja będę pracował, zarobię na mieszkanie. Poczekamy, aż skończysz, a potem… rodzina.
Halina patrzyła na niego niezdolna wydusić słowa. Wezbrało w niej, chciała krzyknąć “tak!”, rzucić mu się na szyję. Coś jednak powstrzymywało. Strach, że uznają ją za lekkomyślną? Chęć zdobycia wykształcenia? A może po prostu strach przed tak wielkim uczuciem?
— Marku, ja… — zaczęła, lecz on przerwał:
— Nie odpowiadaj od razu. Pomyśl. Poczekam.

Po tygodniu Hala wyjechała zdawać do miasta wojewódzkiego. Markowi nigdy nie odpowiedziała. Gdy wróciła jako studentka, chodził już z ich klasową, Iwoną Kowalską.

Halina westchnęła, odsunęła zdjęcie. Minęło tyle lat, a wszystko pamięta jak dziś. Jak Iwona dumnie pokazywała obrączkę, jak Marek zmieszany kiwał głową spotykając Halę na ulicy, jak ona życzyła im szczęścia.

Na studiach poznała Wiktora. Był starszy o rok, przystojny, pewny siebie. Zaczepiał uparcie, dawał kwiaty, zabierał do teatru. Halina wyszła za niego na trzecim roku. Wesele było huczne, wszyscy zazdrościli.
— Mamo, a kochałaś tatę? — zapytała kiedyś dorosła już Ola.
— Oczywiście, że kochałam — odparła Halina.
I to była prawda. Kochała. Inaczej, nie tak intensywnie, jak mogłaby kochać Marka, ale szczerze, po rodzinnemu. Wiktor był dobry był mężem, dobrym ojcem. Zarabiał porządnie, nie pił, nie zdradzał. Halina pracowała jako lekarka w przychodni, wychowywała dzieci, zajmowała się domem. Zwyczajne życie zwyczajnej rodziny.

Czasem spotykała Marka na ulicy. Postarzał się, miał zmarszczki, włosy przyprószyła siwizna. Ale oczy te same – dobre, trochę smutne. Witali się, zamieniali parę słów o pogodzie, o dzieciach. Halina wiedziała, że z Iwoną ma trójkę dzieci, że pracuje jako majster w fabryce, że mieszkają w dwupokojowym bloku na obrzeżach miasta.

Ostatni raz widziała go w szpital
A na tej starej fotografii wciąż tkwiło to samo uczucie w oczachman chłopaka, uczucie, które przetrwało całe życie, choć nigdy nie doczekało się odwzajemnienia.

Rate article
Fajna Tajna
Powiedziała “kocham”, gdy już było za późno