Proszę się przesunąć, pobędziemy tu z dziesięć lat
Teściowa, Barbara, przez chwilę milczy, po czym oznajmia:
Oj, Moniko, Danuta to taka przebojowa kobieta… Jak coś sobie postanowi, to koniec. Musisz ją zrozumieć przecież ona Karolinie chce wykształcenie dać, przyszłość zapewnić…
Za moje pieniądze? Monika zatrzymuje się przed lustrem.
Z odbicia patrzy na nią blada kobieta z rozczochranymi włosami.
Pani Barbaro, proszę ich zatrzymać. Niech wysiądą na najbliższej stacji i wrócą. Ja ich nie odbiorę. Mieszkania nie dam.
Jak mam ich zatrzymać? jęczy teściowa. Już są w drodze. Danka wzięła kredyt na studia, nie mają ani grosza na wynajem.
Tak bardzo liczyła na twoją pomoc. Moniu, no wyrzuć lokatorów, co ci szkodzi? Przecież to rodzina
Rodzina? Ja tę waszą Karolinę widziałam dwa razy w życiu! Mam wyrzucić ludzi na ulicę, odebrać rodzicom wsparcie i córce zajęcia, tylko dlatego, że twoja siostra tak wymyśliła?
W kieszeni zapiszczał komunikator. Monika, nie zdejmując płaszcza, wyciągnęła telefon. Wiadomość była od Danuty, siostry Barbary.
“Monika, witaj! Już jesteśmy w pociągu. Bilety mamy na 19:40, rano będziemy na Dworcu Centralnym. Przywitaj nas z Karoliną.
Podeślij adres swojej kawalerki, bo nie zapisaliśmy ostatnio. Gdzie odebrać klucze?”
Monika zamarła. Przeczytała ten sms trzy razy, mając nadzieję, że to pomyłka. Jaka kawalerka? Jaka Karolina?
Mamo, czemu stoisz? z przedpokoju wychyliła się Zuzia. Głodna jestem.
Już, kotku Monika odruchowo głaszcze córkę po głowie, nie odrywając wzroku od ekranu.
Wykręciła numer Danuty. Odebrała natychmiast, w tle słychać rytmiczny stukot kół i rubaszny śmiech.
Halo, Monisiu! rozbrzmiewa euforia ciotki. No co tam, dostałaś info? Chcieliśmy zrobić niespodziankę, żeby cię nie fatygować gotowaniem, wszystko kupimy po drodze!
Danka, zaczekaj przerywa Monika. Nic nie rozumiem! Dokąd jedziecie?
Jak to gdzie? Do Warszawy! Karolka dostała się na studia, przecież ci mówiłam na wiosnę. Na dziennych się nie udało, no ale na płatnych będzie studiować.
Wszystko spakowane, jedziemy urządzać się w twoim mieszkaniu.
W moim co? Monika opiera się plecami o ścianę. W tym mieszkaniu, które od sześciu lat wynajmuję? Danka, powariowałyście?
Oj daj spokój! ton Danuty natychmiast twardnieje. Sześć lat temu, jak ci babcia zapisała kawalerkę, pamiętasz jak siedzieliśmy przy stole?
Wtedy powiedziałam: “Będzie Karolince gdzie mieszkać na studia”, a ty nie zaprzeczyłaś! Całe życie na to liczyliśmy.
Nie zaprzeczyłam, bo uznałam to za głupi żart! niemal krzyczy Monika. Nie miałam zamiaru nikogo wpuszczać.
Tam mieszkają ludzie, rodzina z dzieckiem. Mamy umowę, płacą terminowo. Za te pieniądze utrzymuję rodziców-emerytów, a Zuzia chodzi na dodatkowe zajęcia.
W ogóle myśleliście o tym, kupując bilety?
Myśleliśmy, że jesteśmy rodziną! ryknęła Danuta. Warszawiacy już wstydu nie mają?
Chcesz siostrzenicę na dworcu zostawić? Dzwoniłaś do męża? Wie, że jego rodzinę wyrzucasz na bruk?
Mirek jest w delegacji pod Białymstokiem, ma kiepski zasięg. I to moje mieszkanie, Danka. Moje. Rozumiesz?
Kupione przez moją babcię, zapisane na mnie. Mirek nie ma z tym nic wspólnego.
No to ładnie! Karolka, słyszysz? Żona twojego brata nas nie chce znać! Ale nic, wyjaśnimy to na miejscu.
Dobra, zasięg słaby, jutro na dworcu się widzimy.
W słuchawce rozlega się sygnał odłożonej rozmowy. Monika musi usiąść.
Zuzia, idź do kuchni, w lodówce jest zapiekanka, sama sobie podgrzej woła do córki i drżącymi dłońmi wybiera numer teściowej.
Barbara odbiera po kilku sygnałach:
Tak, Monisiu, słucham cię.
Wiedziała pani, że siostra z córką jadą do Warszawy z zamiarem zajęcia mojego mieszkania?
No Danuta coś wspominała… Myślałam, że się dogadacie wymiguje się teściowa.
Z kim się dogadałam? Monika zaczyna gorączkowo chodzić po przedpokoju. Od sześciu lat wynajmuję tam mieszkanie.
Połowę pieniędzy wysyłam rodzicom na leki. Wie pani, jak trudno im przeżyć za jedną emeryturę.
Druga połowa to Zuzi taniec i basen.
Dlaczego im pani nie powiedziała, że to niemożliwe?
Nie krzycz na mnie w głosie Barbary pojawia się żal Ja nic nie poradzę. Załatwcie to sami.
Tylko Mirka nie denerwuj, dobrze? Ma ważne spotkania, jest roztrzęsiony.
Monika rzuca telefon na kanapę. Mąż zawsze stara się trzymać z boku rodzinnych sporów, ale dla matki czy ciotki dziwnie łatwo ustępuje.
Ale Monika, oni są ze wsi, mają inne podejście zwykł mawiać. Lepiej ustąpić…
Próbuje dodzwonić się do Mirka. “Abonent poza zasięgiem”. Oczywiście. Wtedy, gdy naprawdę potrzebny, zawsze “poza zasięgiem”.
***
Wywiązuje się niezły skandal. Danuta wydzwania już od piątej rano, domagając się, by Monika natychmiast po nich przyjechała.
Zmęczone jesteśmy, głodne! I zimno tu, zmarzłyśmy. Ty jeszcze śpisz? Wstawaj! Szybko! Za piętnaście minut masz być!
Monika zaspana przez chwilę nie pojmuje, z kim rozmawia. Gdy łapie, warczy przez telefon:
Odczepcie się ode mnie! Nigdzie nie jadę! I do mojego mieszkania was nie wpuszczę. Dość już tego. Mam dość.
Po dziesiątym telefonie numer ciotki ląduje na czarnej liście.
Danuta próbuje z numeru Karoliny i ten Monika blokuje.
Przez cały dzień denerwuje ją Barbara: prosi, przekonuje, grozi obrażeniem się i “wszystko powie Mirce”…
A wieczorem wraca Mirek mąż zjawia się z delegacji bez zapowiedzi.
Monika, co wy tam wyprawiacie? pyta zaraz po wejściu do mieszkania. Mama dzwoni, płacze, mówi, że wyrzuciłaś ciocię Dankę na ulicę.
Monika, obejmując i całując męża, tłumaczy:
Przyjechali bez uprzedzenia. Od razu żądali, żebym wyrzuciła lokatorów i Karolinę za darmo co najmniej na pięć lat tam wprowadziła.
Mirek, normalni ludzie tak się zachowują? Naprawdę nie mają za grosz wstydu?
Zresztą, zdaje się, rozgościły się już u twojej mamy.
A skąd ty się tu wziąłeś?
No matka mnie wezwała westchnął. I ciotka Danka wyczerpała mi baterię w telefonie…
Monika, może jednak im ustąpimy? Dopóki nie dostaną akademiku…
Monika potrząsa głową:
Mirek, żadnego akademika nie będzie. Nawet nie złożyły papierów, Danuta była przekonana, że mieszkanie już mają. Moje!
Czaisz skalę bezczelności? Nie szukały żadnych opcji, po prostu jechały “do swojej kawalerki”.
Mama mówi, że obiecałaś sześć lat temu…
Siedziałam wtedy cicho na stypie, Mirek. Nawet nie usłyszałam tego bredzenia, miałam inne sprawy na głowie.
Ciotka Danka szaleje. Oświadczyła, że przestaliśmy dla niej istnieć. Zresztą, u mamy też nie zostały daleko do uczelni.
Dałem im cztery tysiące, chyba coś wynajęły…
I chwała Bogu! Monika klasnęła w stół. To najlepsza wiadomość dnia. Dla tych pieniędzy nie będę się kłócić. Odpękły, dobrze!
Mirek wzdycha, spuszcza głowę.
Monika, wynajęły jakiś pokój w starej kamienicy. Ciotka krzyczy, że są karaluchy i sąsiedzi-bimbrownicy.
Niech się przyzwyczaja. Chcesz mieszkać w stolicy, musisz się nagimnastykować, a nie czekać na mannę od rodziny, której nie widziałaś latami. I nawet na urodziny nie zadzwoniłaś!
Monika odwraca się i idzie do sypialni, mąż drepcze za nią.
Monia, głupio wyszło! Wygląda, jakbyśmy ich zostawili na pastwę losu.
A jak coś się stanie? Jak sąsiedzi są nieobliczalni? Jak ktoś ich napadnie?
Serio ci nie żal cioci Danki?
Monika gwałtownie się odwraca:
Mirek, mam córkę, mam rodziców, za których odpowiadam. Mam mieszkanie, które wypracowała moja babcia ciężką pracą.
Nie pozwolę go roztrwonić tylko dlatego, że ktoś, 600 km stąd, uznał, że jemu bardziej się należy.
Czemu miałoby mi być ich żal? Powiedz!
Mąż milczy, Monika dodaje:
Głodny? Chodź, podgrzeję kolację. I zamykamy temat. Jeśli chcesz im pomagać pomagaj ze swojej wypłaty.
Mieszkanie zostaje wynajmowane, nikogo nie wyrzucę. I koniec.
Dobrze. Masz rację. Też by mnie nie zachwyciło, gdyby twoi rodzice przyjechali na działkę do moich i powiedzieli: Przesuńcie się, pobędziemy tu z dziesięć lat.
Po kolacji, kiedy Mirek bierze prysznic, Monika znów sięga po telefon. Wisi nieprzeczytana wiadomość od teściowej:
“Monika, nie można tak. Danuta z nerwów się rozchorowała. Zawieź im przynajmniej jedzenie.
Weź więcej, żeby na kilka tygodni starczyło.
Mięso, warzywa, owoce, czekoladki, kawa, herbata, środki higieniczne, olej rzepakowy.
Możesz też kupić rybę. Konserw nie bierz Danka takich nie jada. Adres:”.
Monika blokuje i teściową. Niech sobie posiedzi parę dni na czarnej liście.
***
Noc mija spokojnie rodzina nie wydzwania.
Danuta pojawia się wcześnie rano, o punkt siódmej.
Monika budzi się od gwałtownego pukania do drzwi.
Mirek śpi, więc ona musi otworzyć.
Siostra teściowej już od progu atakuje pretensjami:
Śpisz sobie pod cieplutką kołderką, na czystej pościeli?
A nie chcesz spytać, jak nam minęła noc z Karoliną?
Koszmarnie, powiem ci! Karaluchy spadają na głowę, zimno jak w psiarni, brud, podłoga lodowata!
Po prawej ktoś całą noc ryczy Szła dzieweczka, po lewej się drą po pijacku.
Masz w ogóle sumienie? Pozwolisz bliskiej rodzinie w takich warunkach mieszkać?
Wiesz co, nie chcę się z tobą kłócić. Nie chcesz wyrzucać lokatorów nie musisz! Przeprowadzimy się z Karoliną do ciebie!
Macie trzypokojowe, chyba jedną izbę wydzielicie. Tylko poproszę większą, przecież nas dwie!
Trójka, na pewno się zmieścimy.
Zresztą nie stresuj się, planuję zostać krótko 3-4 miesiące, może pół roku.
Potem wrócę do siebie, jak córka się zaaklimatyzuje.
Monika osłupiała.
Zapomnijcie, gdzie tu się mieszka. Szkoda psuć całkiem relacje.
Chcecie wzywać policję? Zrobię to bez problemu.
Tylko po co wam kłopoty?
Ciotka gwałtownie czerwienieje Monika aż się przestraszyła.
A żeby cię! Żeby tobie było pusto, warszawska paniusiu!
Niech twoja córka do końca życia zamiata, bez dyplomu!
Jeszcze ci policzę tę krzywdę.
Świat jest okrągły, a coś tam śliskie!
Przyjdzie dzień, że po pomoc do mnie przyjdziesz. Nigdy ci tego nie wybaczę!
Monika po prostu zamyka jej drzwi przed nosem. Danuta jeszcze kilka minut wrzeszczy na klatce, potem znika.
***
Kłótnia z Danutą ostatecznie niszczy stosunki z teściową Barbara już z Moniką nie rozmawia.
Mirek odwiedza mamę, pomaga jej dalej, nawet wnuczkę czasem przywozi, ale Barbara już więcej nie przekracza progu synowego mieszkania.
A Monika? Jest… nawet zadowolona przynajmniej jeden problem mniej.



