POTARGANA PRZEZ LOS: Naciągaczka, która przewróciła moje życie do góry nogami — Synku, jeśli nie ze…

CZŁOWIEK, CO PO MOIM LOSIE SIĘ PRZESZEDŁ

Synku, jeżeli nie zerwiesz z tą bezczelną kobietą, możesz uważać, że nie masz matki! Ta Nina jest od ciebie starsza ze dwadzieścia lat! powtarzała mi nieustannie mama.

Mamo, nie potrafię. Choćbym chciał… bezradnie tłumaczyłem.

Miałem ukochaną dziewczynę, Martusię, czternastoletnią, skromną, delikatną, tak bardzo upragnioną. Poznałem ją na szkolnej potańcówce, gdy byłem osiemnastolatkiem. Martusia tak zawróciła mi w głowie, że nie mogłem o niej przestać myśleć.

Przez jej koleżankę, prawie na kolanach, udało mi się zaprosić ją na spotkanie. Myślicie, że przyszła? Wcale nie! Zacząłem wypatrywać Martę jak myśliwy zdobycz. Zdobyłem jej numer, dzwoniłem, błagałem o randkę. Wreszcie się zgodziła, ale postawiła warunek: muszę poprosić o pozwolenie jej mamę.

Stojąc pod drzwiami, denerwowałem się jak nigdy. Mama Marty okazała się pogodną, sympatyczną kobietą z dużym dystansem do siebie. Zaufała mi i dała dwa godziny ze swoim skarbem.

Spacerowaliśmy z Martą po parku, rozmawialiśmy, śmialiśmy się wszystko bardzo niewinne. W pewnym momencie Marta powiedziała:

Wojtek, mam chłopaka. Chyba go kocham, ale to straszny kobieciarz. Mam już dość patrzenia, jak się zabawia z innymi. Mam swoją dumę. Może… będziemy przyjaciółmi? Co ty na to?

Zaskoczony spojrzałem na Martę. Potrafiła być zalotna i dziewczęca jednocześnie. Zafascynowała mnie.

Dwa godziny minęły niepostrzeżenie. Oddałem Martę jej mamie.

Czas mijał, a ja bez Marty nie potrafiłem funkcjonować. Mama również ją pokochała. Marta często wpadała do nas. Mama uczyła ją kobiecych sztuczek, nieraz zaczytywały się w rozmowie, o mnie zupełnie zapominając.

Kiedy Marta skończyła osiemnaście lat, zaczęliśmy poważnie rozmawiać o ślubie. Nikt ani my, ani rodzice nie miał wątpliwości: bylibyśmy małżeństwem. Ustaliliśmy termin na jesień.

Nadeszło lato. Marta pojechała do babci na wieś, ja natomiast zostałem pomagać mamie na działce pod Warszawą.

Pewnego dnia podlewam pomidory, kiedy słyszę głos:

Przystojniaku, dasz się napić wody?

Odwracam się, stoi kobieta około trzydziestki pięciu lat, rozczochrana, z błyskiem w oczach. Zaskoczony wręczyłem jej szklankę studziennej wody.

Dziękuję, chłopcze! Umierałam z pragnienia! Mam tu swoją malinówkę, słodka jak miód. W podziękowaniu… wcisnęła mi butelkę.

Podziękowałem i wróciłem do obowiązków. Wieczorem, gdy byłem sam, napiłem się jej nalewki. Gdyby mama była w domu, nie pozwoliłaby mi nawet jej powąchać.

Następnego dnia przyszła znowu. Przedstawiła się jako Nina, mieszkała w okolicznej wsi. Zaprosiłem ją do domu. Przyniosła kolejną butelkę nalewki, zrobiłem szybko sałatkę, kanapki. Rozmowa się kleiła, nalewka szybko się skończyła Byłem kompletnie oczarowany Niną, jakby rzuciła na mnie urok. Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje, zachowywałem się jak zauroczony chłopak.

Obudziłem się rano Niny już nie było, a nade mną stała przerażona mama:

Wojciechu, co tutaj się działo? Z kim piłeś? Dlaczego cała pościel wygląda, jakby konie po niej biegały? nie kryła zdumienia.

Ledwo otworzyłem oczy, w głowie szumiało jak w lesie po wichurze, ręce się trzęsły. Było mi wstyd przed Martą…

Niedługo potem Nina znów się pojawiła. Ucieszyłem się, przyznam wstydliwie, nawet zatęskniłem za nią. Mama przyjęła ją oschle:

Czego tu szukasz, kobieto? Tylko wody chcesz? zapytała z ironią.

Wprowadziłem ją do domu.

Mamo, przestań tak gości odpychać. Może kobieta naprawdę chce się napić usprawiedliwiałem Ninę.

Gości? Toż to Nina z Wólki, wszyscy ją tu znają! Po działkach się kręci, chłopów zwodzi. Lepiej, żebyś ją wyrzucił, zanim narobi ci więcej szkód! mówiła mama, coraz bardziej poirytowana.

Było już jednak za późno. Po prostu nie potrafiłem już się od niej uwolnić. Nina nie była moją miłością, a mimo to nieustannie za nią biegałem.

O Marcie zapomniałem kompletnie. Gdy tylko wspomniałem Ninie o narzeczonej, machnęła ręką:

Wojtuś, pierwszy zauroczenie nie jest najważniejsze.

Ślub z Martą się rozpadł. Mama zaprosiła Martę do siebie i wszystko jej opowiedziała.

Marto, wybacz Wojtkowi. Nie wie, co czyni. Zmarnuje się przy tej kobiecie, a ty kochana, patrz na siebie i nie czekaj. przepraszała mama.

Marta wyszła za mąż, szczęśliwie ułożyła sobie życie.

A moja mama, w desperacji, poszła do WKU i poprosiła o natychmiastowe powołanie mnie do wojska. Służbę odbywałem w Afganistanie. Nie będę opisywał, przez co tam przeszedłem Wróciłem bez trzech palców w prawej dłoni ot, lekkie draśnięcie jak na wojnie.

Psychicznie byłem wrakiem. Nina na mnie czekała, a w domu już rósł syn. Przed wyjazdem do Afganistanu bałem się, że nie wrócę, więc miałem wtedy nadzieję, że choć po mnie potomność zostanie.

Na wojnie marzyłem o piątce dzieci.

Mama do końca nienawidziła Niny, a Martę z jej córeczką przygarniała jak własną rodzinę. Twierdziła nawet, że to moja córka, co niestety nie było prawdą.

Marta nadal zaglądała do mamy, wypytywała o mnie. Mama tylko rozkładała ręce:

Wojtek wciąż trzyma się tej kobiety. Co on w niej widzi?

O tych wszystkich słowach usłyszałem od Marty po latach, gdy spotkaliśmy się ponownie.

Tymczasem wyjechałem z Niną na Pomorze. Dwójka kolejnych dzieci urodziła się tam. Miałem już gromadkę, o której zawsze marzyłem. Ale w surowym klimacie Pomorza najmłodsza, pięcioletnia córeczka, zmarła na zapalenie płuc. Wróciliśmy na Mazowsze pod rodzime brzozy zawsze prościej leczyć rany.

Coraz częściej w mojej pamięci pojawiała się Marta, narzeczona odrzucona przez los. Ogarniała mnie tęsknota. Od mamy uzyskałem jej numer i adres, choć przestrzegła mnie przed mieszaniem się w jej rodzinę.

Zadzwoniłem, spotkaliśmy się od razu. Marta piękniała z upływem lat. Zaprosiła mnie do domu, przedstawiła mężowi jako przyjaciela z dzieciństwa. Mąż, ufny, zostawił nas samych.

Na stole stało otwarte jeszcze prosecco i owoce. Córka Marty była u babci.

No to powiedz, Wojtku, jak się wiedzie? westchnęła i spojrzała mi w oczy.

Przepraszam cię, Marto. Nic już nie zmienimy. Mam czwórkę dzieci… wymamrotałem.

Nic nie trzeba zmieniać. Spotkaliśmy się, wspomnieliśmy młodość, tyle wystarczy. Bądź tylko lepszy dla mamy, przez ciebie tyle lat się zadręczała poprosiła Marta.

Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Czas jakby się jej nie imał dalej piękna, taka sama jak dawniej. Ująłem jej dłoń, pocałowałem z czułością.

Marto, kocham cię, jak wtedy ale minęło. Życia nie da się napisać na nowo. Przepraszam cię! wyznałem.

Już późno, Wojtek, czas wracać zakończyła spotkanie.

Ale nie mogłem tak odejść. Ogarnęła mnie fala uczuć, jak za dawnych lat

Rano wyszedłem po cichu. Marta spała spokojnie.

Przez trzy lata spotykaliśmy się potajemnie. Potem Marta z rodziną wyprowadziła się do podwarszawskiej miejscowości i kontakt się urwał.

Z Niną rozstałem się, gdy dzieci dorosły. Mama miała rację kobieta, która wkracza w czyjeś życie bez skrupułów, zostawia po sobie ranę jak nikt inny.

Cokolwiek by się nie działo, woda zawsze będzie tylko wodą nie zamieni się w wino. Spośród wszystkich moich dzieci, tylko jeden okazał się być naprawdę moim synem.

Każdy z nas spotyka ludzi, którzy próbują przejść przez nasze życie z butami sztuką jest nie pozwolić się zniszczyć i mimo wszystko wracać do siebie, żyć dalej, wyciągając wnioski. Bo choć los bywa pogmatwany, to prawda i czułość wobec bliskich są ważniejsze niż chwile słabości.

Rate article
Fajna Tajna
POTARGANA PRZEZ LOS: Naciągaczka, która przewróciła moje życie do góry nogami — Synku, jeśli nie ze…