Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć, co mi się ostatnio przydarzyło. Poszłam do lekarza dopiero wtedy, gdy już naprawdę nie mogłam znieść bólu. Trzy dni z rzędu głowa bolała mnie tak, że myślałam, że zwariuję. Ani paracetamol, ani ibuprofen nic nie pomagało. A w nocy nie mogłam zasnąć, bo ból tylko narastał.
Najgorszą rzeczą, jaką mogłam zrobić, było wejście w internet i szukanie: z czego może boleć głowa?. Wiesz, jak to jest. Przeglądasz fora, medyczne strony, a tam: Jak odróżnić migrenę od guza mózgu, Najgroźniejsze przyczyny bólu głowy. I już po dziesięciu minutach uznałam, że mogę ładować się na Powązki, z pominięciem przychodni. Przypomniała mi się scena z Trzech panów w łódce, kiedy bohater Jeroma przeczytał medyczną encyklopedię i doszukał się u siebie wszystkich chorób oprócz gorączki połogowej. Nawet cholerę i chorobę wściekłych krów wszystko znalazł. I było mu przykro, że najrzadszej nie ma.
No i w moim przypadku było podobnie: przekopałam pół internetu i uznałam, że mam głowę pełną nie tylko bólu, ale i wszystkich potencjalnych śmiertelnych chorób świata. Zdecydowałam: dość, jutro idę do lekarza!
Rano, w kolejce pod gabinetem, zagadała do mnie kobieta:
Piła pani coś?
Nie załapałam:
Co piłam?
No, była pani wczoraj na imprezie?
Obruszyłam się:
Nie, nie byłam, w ogóle nie piłam.
Bo ma pani takie czerwone oczy, jak na kacu
No i ręce mi opadły. Czasem sobie myślę, że chodzę do psychologa po to, żeby nauczyć się rozmawiać z ludźmi, którzy dużo bardziej powinni tam trafić ode mnie.
Dziękuję za troskę przeszłam na tryb oszczędności słów.
Weszłam do lekarza i z takim poważnym tonem, jak konferansjer na gali, opowiedziałam wszystkie swoje objawy. Na koniec dodałam i oczami rzucam blada: Proszę spojrzeć, jakie mam czerwone oczy chociaż nie piłam!.
Lekarka spojrzała na mnie i stwierdziła:
No bez przesady, nie są aż takie czerwone nie wmawiajmy sobie nieistniejących problemów.
Klasyk. Znowu mam wrażenie, że nie ci chodzą do specjalistów, co powinni.
Zmierzyła mi ciśnienie, tętno, saturację, zadała parę pytań. A w mojej głowie już panika. Wszystko malowało się raczej nie jak migrena, a coś gorszego
Może by tak rezonans głowy? Albo chociaż tomografię? Zapłacę, jeśli trzeba! zaproponowałam. Przeczytałam w internecie, że tak się robi. Wiesz, przez tę noc w internecie prawie zdążyłam uzyskać dyplom z neurologii, kardiologii i ogólnie z medycyny ogólnej.
Spoookojnie, najpierw zrobimy podstawowe badania, coś z tymi naczyniami popracujemy, a rezonans zostawimy, jeśli będzie potrzeba.
A ja jeszcze w nocy płakałam i myślałam, że dla świata jestem na plusie tylko dzięki dwójce dzieci i dziesięciu książkom, które napisałam. I nie potrafiłam rozstrzygnąć, czy to dużo, czy mało.
Dzieci jeszcze małe, jeszcze nie do końca wychowane Książki w jednej na stronie 16 jest błąd, wciąż trzeba poprawiać Jeszcze dużo pracy!
Po lekarzu odebrałam dzieci ze szkoły, wykupiłam przepisane leki 43 złote z groszami i potem padłam na łóżko w domu.
A tu przychodzą dzieciaki:
Mamo, gotujemy coś dziś?
Coś jest, ale trzeba zrobić, zaraz… tylko muszę chwilę poleżeć.
Głowa już bolała mniej, ale energia na zerowym poziomie. W końcu Staś sam poszedł do kuchni, usmażył jajecznicę, podgrzał makaron, nakarmił Hanię i jeszcze zapytał: Mamo, chcę ci przynieść kolację do łóżka?.
Aż mi się cieplej zrobiło w środku! Kurcze, mam już duuużego, prawie samodzielnego syna! Nie zginie!
Nie trzeba, kochanie, nie jestem głodna. Jesteś super dzielny!
No okej odpowiedział, i zaraz wrócił z talerzem pokrojonych owoców. Tu kiwi (wiesz, że w kiwi jest więcej witaminy C niż w pomarańczy?), jabłko bo ma żelazo, no i mandarynka, bo się zaraz zepsuje.
Po prostu się rozpływałam! Moje dziecko samo zadbało o siebie i o mnie.
Potem Staś poszedł do sklepu.
A Ty gdzie?
Karmę dla kota trzeba kupić.
Hania tylko z pokoju krzyczy: I lody! Karma mi się też skończyła
Za chwilę przyszła Hania do pokoju, ubrana w szlafrok, w moich okularach, walizka z zestawem lekarskim pod pachą. Cała na poważnie Pani doktor Hania Borowska, do usług!
No to, pacjentko, chyba musimy pani dać zastrzyk.
No, możesz mówić mi mama, a nie pacjentko
Jak wyzdrowiejesz, to będziesz mama. Teraz otwierać buzię!
Otworzyłam.
Jedliście kiwi?! I mi nie daliście?!
Ale przecież częstuj się, jest dla wszystkich! podaję jej talerz z resztą owoców.
Ja już nie chcę, zjadłam jajecznicę. Wolę czekać na lody. A teraz posłucham pani serca… przewiesiła swój różowy stetoskop wokół szyi.
Wiesz, codziennie za tobą biegam z książką, żebyś mnie posłuchała, a ty zawsze uciekasz!
Ooo, oj, bardzo źle słucha starannie. Za dużo pani mówi i biega za dziećmi. Przepisuję zastrzyk i lody. Ale tylko jeśli Staś kupił dla wszystkich. Jak kupił tylko tym, co prosili, to następnym razem wołaj głośniej!
Co, nie podzielisz się z chorą mamą lodami?
Bez słowa pyk, zabawkową strzykawką w nogę.
Auć! śmieję się.
Tak musi być, żeby szybciej wyzdrowieć!
I powiem szczerze, już po tej całej domowej terapii poczułam się lepiej. A po lodach od Stasia, które kupił dla wszystkich, to już wręcz cudownie! Głowa nie bolała, siła wracała, oczy znowu nie były czerwone, tylko niebieskie.
Ale jeszcze chwilę poudawałam chorą mamę, żeby dzieci miały frajdę. Na dobranoc bajkę czytał Staś Hania wybrała cyklopedię.
Encyklopedię o cyklopach! tak go rozbawiło.
Czytali o Saturnie, potem o dinozaurach, potem o mleczakach. I prawie się pokłócili czy dinozaury miały mleczaki.
Leżałam i słuchałam, jak gadają, a serce wybuchało mi taką czułością, poczuciem sensu wszystkiego.
Na koniec musiałam jeszcze zmieniać prześcieradło rozlały owoce, cała porcja kiwi się rozmazała.
A potem wszyscy razem przytuleni zasnęliśmy.
Rano lekarz pyta: No i jak, te tabletki coś pomogły?. Pokiwałam głową, ale wiesz co? Dużo więcej pomogły mi moje dzieciaki te moje dwa małe leki na całe zło świata.
One potrafią uleczyć z wszystkiego: dają siły, radość zamiast smutku, szczęście zamiast złości. Przytulcie dziś swoje dzieci, nawet jak już są wyższe od was! Nic nie działa lepiej. No, może poza kiwi bo tam naprawdę jest mnóstwo witaminy C!



