Z mężem postanowiliśmy wziąć psa ze schroniska. Mąż chciał kupić rasowego psa, twierdząc, że rasa to szlachetność, inteligencja, wierność.
Jednak gorąco prosiłam, by pojechał ze mną do schroniska, na co niechętnie się zgodził. Przez całe nasze wspólne życie, a mamy już za sobą wiele lat razem, Piotr nigdy mi się nie sprzeciwił. Czemu pies, zapytacie, a nie dziecko? Jesteśmy ludźmi samotnymi i w podeszłym wieku. Oboje rozumiemy odpowiedzialność za istotę, którą się opiekujemy.
Dziecko trzeba wychować, wykształcić, dać mu przyszłość. To długoterminowe zobowiązanie, a z psem będziemy razem do samego końca. Będzie to nasz wspólny z Piotrem “dzieciaczek”. W schronisku ukazał się nam przerażający widok. Unosił się mdły zapach, a dodatkowo mieszkał się z nieskończonym szczekaniem i wyciem, przenikającym do głębi duszy. Wszystkie psy, niczym bezdomne dzieci, patrzyły na nas z nadzieją, jakby wyciągały ręce na powitanie.
Z mężem szliśmy wzdłuż ciasnych boksów, a setki oczu towarzyszyły nam, śledząc każdy nasz krok. Boże, dlaczego te zwierzęta tak cierpią?! Wydaje mi się, że jeśli nie będzie bezdomnych zwierząt, to i nie będzie porzuconych dzieci, a sierocińce po prostu przestaną być potrzebne.
Zwierzę, jak dziecko, wymaga cierpliwości, miłości, troski, a dodatkowo “mówi” w obcym języku, którego nie zawsze próbujemy zrozumieć, często tłumacząc na własną korzyść.
Nagle Piotr zatrzymał się jak wryty przed jednym z boksów. Tam leżał pies, obojętny na wszystko, ze zgaszonym spojrzeniem. Nie zareagował na nasze nagłe pojawienie. Wydawało się, że ogłuchł i oślepł. “Czemu ten obdartus, weźcie lepiej tego, w końcu to rasa” – pospieszył do nas opiekun schroniska.
“To porzucony pies, nie raz został zdradzony i zwrócony, wydaje się, że postanowił głodować na śmierć” – stwierdziła wolontariuszka z goryczą w głosie, przedstawiając smutną historię tego biedaka. Piotr próbował przemówić do psa, ale on odwrócił się z pogardą, przestał już wierzyć ludziom.
“Wiecie, on jest bardzo dobry i posłuszny, choć mieszaniec, jest bardzo wierny, w przeciwieństwie do ‘królów przyrody'” – powiedziała dziewczyna z nadzieją w głosie, nieodłącznie towarzysząc nam i chwytając każdy gest. Wyciągnęłam rękę przez pręty, by pogłaskać psa. Pies niespodziewanie spojrzał na mnie, przeszywającym spojrzeniem i przytknął nos do mojej dłoni. Nos był nieco wilgotny, gorący oddech łaskotał skórę.
Zaśmiałam się. Pies ciężko westchnął, podniósł się i zaczął machać ogonem. “Cud!” – zawołała wolontariuszka – “Jesteście pierwsi, na których zareagował.” “Weterynarz już przygotowywał go do uśpienia” – wtrącił kierownik schroniska, człowiek generalnie dobry, ale obojętny wobec swojej pracy.
Dziewczyna zaczęła mówić szybciej: “Wiecie, on jakby wszystko rozumie, a nocami cicho wyje, opłakując swój los, łzy płyną mu z oczu”. “Nie widzieliście, jak psy płaczą, a ja widziałam!” – nagle wykrzyczała z goryczą i odwróciła wilgotne oczy na bok.
Trzeba było zobaczyć mojego Piotra w tej chwili. Był tak podobny do tego psa, zranionego przez życie. Nigdy nie zapomnę jego oczu, tak psio błagających o łaskę. Obok były oczy psa. Patrzyliśmy długo w oczy. W głębi jego duszy szalała burza emocji, nie zapomniał o ludzkich zdradach, ale tak bardzo pragnął rodziny! Nagle obudziło się w nim pragnienie życia!
Zawył, długo i żałośnie, jakby wyrzucał całą ból. Do naszej zagrody zbiegli się wszyscy pracownicy schroniska. Wielu płakało, nie kryjąc łez. Piotr klęczał przed psem, jakby błagając o przebaczenie za grzechy całej ludzkości.
“Nazywa się Wierny” – powiedział jeden z pracowników, przekazując nam smycz. Żegnano nas całym schroniskiem. Ktoś bardzo pobożny ukradkiem nas przeżegnał. I ten krzyż na zawsze połączył naszą trójkę.
Mąż zupełnie zapomniał o zakupie rasowego psa. Przecież “kupić psa” brzmi dość dziwnie, nie sądzicie? Czy można kupić przyjaciela, a wierność i miłość są na sprzedaż?
Pies biegł przy nas, Piotr puścił go ze smyczy, niech nacieszy się wolnością. Jakby wiedział, że jest z nami do końca i już nigdy nie zapłacze.



