Od najmłodszych lat byłem człowiekiem, który potrafił pomóc nawet największemu wrogowi w trudnych chwilach. Nigdy nie uważałem, by moja teściowa była tego typu osobą. Wbrew wszystkim stereotypom, teściowa okazała się wspaniałą, serdeczną i uprzejmą kobietą. Ostatnio wydarzyło się coś przykrego bardzo poważnie zachorowała, trafiła do szpitala, a po wyjściu musiała jeszcze dochodzić do siebie.
Nie pytając żony o zdanie, zabrałem teściową do naszego mieszkania w Krakowie, żeby móc się nią zaopiekować. Spodziewałem się, że żona będzie szczęśliwa, że dbam o jej mamę, ale teściowa przez całą drogę była jakaś przygnębiona, jakby chciała coś powiedzieć, lecz nie miała odwagi. Gdy dotarliśmy do domu, pomogłem jej wejść, przygotowałem dla niej łóżko, a potem zacząłem gotować rosół. Chciałem sprawić radość zarówno teściowej, jak i żonie.
Niestety, kiedy żona wróciła do domu, wszystko się posypało. Zobaczyła swoją mamę w łóżku i zapytała, co ten pasożyt robi w naszym domu, zamierzając ją wyrzucić. Ledwo udało mi się ją powstrzymać. Gdyby nie ja, żona chyba naprawdę wygoniłaby własną matkę. Nadal jesteśmy małżeństwem, ale jestem bardzo rozczarowany jej zachowaniem.



