**10 września 2023**
Po awansie Jagody w banku jej charakter diametralnie się zmienił. Z cichej i spokojnej kobiety stała się nerwowa, oschła i wiecznie niezadowolona. Jacek, jej mąż, nie mógł tego pojąć: „Skąd nagle tyle pretensji? Wcześniej wszystko było w porządku.” Jagoda zarzucała mu, że nic nie robi w domu – dlaczego wszystko spada na nią: gotowanie, dziecko, sprzątanie. A Jacek nie widział problemu. Mówił: „W trzypokojowym mieszkaniu w Łodzi nie ma pracy dla faceta. Półki wiszą, krany nie ciekną. A gotowanie – to nie męskie zajęcie.” Gdy raz poprosił o barszcz, usłyszał w odpowiedzi: „Obierz warzywa – wtedy ugotuję.” Wybuchnął: „Samej się obierz! Jesteś kobietą!” Jagoda coraz częściej zostawała w pracy, a syna z przedszkola odbierała jako ostatnia. Jackowi było szkoda chłopca, ale sam iść? A nuż każą szafę przesunąć albo rurę naprawić?
Wydawało mu się, że żona przestała go doceniać. Ciągle narzekał: „Po co ci był ten awans? Siedziałabyś cicho – i byłoby jak dawniej.” Jagoda spokojnie replikowała: „To wróć do działu rozwoju, zdobądź podwyżkę, zarabiaj więcej – ja wtedy zostanę w domu, ugotuję barszcz i zajmę się synem. Ale za nasze dwie pensje już się nie utrzymamy. Moja mama wcześniej pomagała, teraz ma swoje wydatki.” Jacek tylko się wściekał: „A teraz jej się remont zachciał!”
Sam nie garnął się do awansów. Widział, jak szef haruje bez weekendów, i mówił: „Nie, dziękuję. Ja odrobię swoje – i do domu.” Ale im więcej słyszał pretensji Jagody, tym większa w nim rosła uraza. Postanowił: „Skoro chce być szefową, niech poczuje, czym jest samotność.” Zaczął częściej zostawać w pracy. A potem zaczął romansować z koleżanką z księgowości – z Bogusią. Była zwyczajna, nie piękność, ale miała apetyczne kształty, łagodny głos i niekończące się zapasy ciast.
Bogusia miała małego syna, ale to Jacka nie martwiło. U niej czuł się potrzebny: ciepły koc, gorąca kolacja, pełne podziwu spojrzenia. Spotykali się coraz częściej. Tymczasem Jagodyna mama zaczęła odbierać wnuka z przedszkola – Jagoda całkowicie pochłonęła się ważnym projektem. Jacek cieszył się: „To dobrze. Ona nie gotuje, a ja nie głoduję. Bogusia nakarmi i pochwali. Wszystko fair.” Tyle że Bogusia miała swoje zasady. Gdy Jacek przychodził bez słodyczy, perfum albo pieniędzy na „coś miłego” – marszczyła brwi. Kolacja stawała się uboższa, a czułości – chłodniejsze.
Jacka to niepokoiło, ale pocieszał się: „No i co z tego? Ona nie chce miłości – tylko uwagi i trochę forsy. Jak Jagoda się dowie, że odchodzę – wtedy zmieni ton.” Gdy Bogusia, bez mrugnięcia okiem, zażądała futra, Jacek zrozumiał: czas kończyć tę farsę.
Wrócił do domu, zaczekał na żonę i, marszcząc czoło, oświadczył:
– Jagoda, koniec. Jestem mężczyzną! Chcę kolację, porządek w domu i świeże skarpety! Wracasz wcześniej – dlaczego nie ugotujesz zupy? Albo pranie to dla ciebie za trudne?
Jagoda w milczeniu się rozebrała, postawiła torbę na podłodze i zmęczonym głosem zapytała:
– To już wszystko?
– Nie! – odpowiedział patetycznie. – Wychodzę! Do innej! Do kobiety, która mnie docenia! Spakowałem rzeczy – i tyle! Żyj sama!
– Słusznie – skinęła Jagoda. – Wypad. Mam dość życia z leniwym malkontentem. A mieszkanie zostaw. To ja ciągnęłam kredyt. Adwokat potwierdzi – nie włożyłeś tu ani złotówki.
Jacka oblało wrzątkiem. Jak to? Gdzie błagania? Gdzie łzy? Spodziewał się, że Jagoda rzuci mu się do nóg, będzie go przekonywać, by został. A tu – zimna kalkulacja.
Z bijącym ze złości sercem spakował torbę i pojechał do Bogusi. Pewnie zapukał: „Kochana, jestem z tobą. Na zawsze!” Otworzyła, obrzuciła go wzrokiem od stóp do głów i skrzyżowała ręce:
– A skąd w ogóle wziąłeś, że cię zapraszam? Mam dziecko, wynajmowane mieszkanie, niską pensję. Ty nie jesteś rozwiązaniem, tylko wydatkiem. Nie masz pieniędzy – spadaj.
Drzwi zatrzasnęły mu się przed nosem. A on został na klatce schodowej – z torbą, roztrzaskaną dumą i pustymi rękami. Nikomu niepotrzebny. Ani żonie, ani kochance. I po raz pierwszy od wielu lat – naprawdę sam.
*Morał: Nie graj w gry, gdy nie znasz zasad. A już na pewno nie wtedy, gdy stawką jest twoje życie.*



