Kochana, muszę Ci opowiedzieć, jak to się stało, że poślubiłam takiego biednego faceta, a cała rodzina mi się z tego śmiała.
Siedem lat temu wzięłam za mąż Michała Wiśniewskiego, który nie miał ani grosza, ani pięknego auta. Babcia i wujkowie patrzyli na mnie krzywo i nawet się śmiali. Rozumiem, że dziewczyny mają własne wyobrażenia o idealnym mężu i zazwyczaj zwracają uwagę na jego finanse. Niektóre szukają księcia z bajki, który wygląda jak model z okładki magazynu. Ja też miałam swoje kryteria. Przede wszystkim nie chciałam, żeby sięgał po alkohol wiem, że to prowadzi donikąd, i nie chciałam, żeby nasze dzieci widziały ciągle pijącego ojca.
Zależało mi też, żeby był pracowity, nie leniwy i szczery wobec mnie. Materiały nie były dla mnie priorytetem nie patrzyłam, czy ma samochód czy mieszkanie. Nie pochodzę z rodu milionerów, więc nie miałam sensu gonić za czymś, czego sama nie mam. Mama wyciągnęła mnie i brata z niczego, więc luksus znaliśmy tylko z telewizji. Z Michałem mieszkaliśmy razem rok, zanim wzięliśmy ślub. Miał sześć rodzeństwa, a on pracował na wydziale swojej uczelni w Krakowie.
Mieszkał w domu rodziców razem z bratem i mamą. Na ślub zaprosiliśmy najbliższą rodzinę i paru przyjaciół. Po weselu wprowadziliśmy się razem. Zauważyliśmy, że mamy różne charaktery i dopiero po pół roku zaczęliśmy się naprawdę rozumieć. Pierwszy raz, kiedy zobaczyłam jego łzy, było, gdy nasz pierwszy maluch przyszedł na świat. Mamy już dwójkę dzieci, a Michał zarabia całkiem dobrze, choć pracuje w innej branży niż w akademii. Na początku wynajmowaliśmy kawalerkę w Warszawie, a teraz kupiliśmy dom na przedmieściach i radzimy sobie świetnie.
Czasem się nie zgadzamy, ale rozmawiamy o tym, rozwiązujemy konflikty i idziemy dalej. Nie jesteśmy milionerami, ale najważniejsze, że jesteśmy zdrowi i szczęśliwi. Dziś obchodzimy rocznicę, bo siedem i pół roku temu powiedzieliśmy sobie tak. Z każdym dniem kocham go coraz bardziej i nie chcę go puścić. Czuję radość, kiedy bawi się z naszymi pociechami, kiedy dba o mnie i dzwoni, żeby zapytać, czy nie jestem głodna. To jest po prostu cudowne.
Przykład: moja koleżanka Ania poślubiła bogatego chłopa, na początku wszystko szło jak po maśle, a potem zaczęły się zdrady, kłótnie i pożyczanie pieniędzy od jej rodziców. Myślała o rozwodzie, ale nie chciała zostawiać dwójki dzieci u ojca. Widzę, że jej historia nie jest dla mnie, i cieszę się, że podjęłam właściwą decyzję. Życzę wszystkim kobietom, żeby naprawdę kochały swoich mężów i czuły się kochane. Nie patrzcie na rozmiar portfela, bo prawdziwe szczęście nie ma ceny.



