Porzucona lalka

Dzisiejszy wieczór, 17 listopada, zapisuję w pamiętniku, bo wciąż czuję, jak serce mi drży od wspomnień i radości, które przyniosła wizyta w mieszkaniu moich dzieci. Wchodząc po schodach podwójnym, który prowadzi do niewielkiego bloku przy ulicy Marszałkowskiej, poczułam falę ekscytacji w końcu zobaczyłabym moją małą, ukochaną busiankę, którą właśnie przywieźliśmy w pięknie opaskowanej różową wstążce, ozdobionej puszystym kokardkiem.

W mojej ręce spoczywała półmetrowa kartonowa szkatułka, starannie opleciona jedwabistą wstążką, a w środku leżała odrestaurowana lalka, której od lat nie widziałam. Nie szczędziłam ani sił, ani czasu, ani pieniędzy, by przywrócić jej dawny blask. Rozpoczęłam więc mały projekt specjalny: pojechałam pociągiem do Krakowa, do mistrza rękodzieła, który specjalizuje się w naprawie zabytkowych lalek. Samodzielnie uszyłam małą niebieską sukienkę i poduszkę, dołożyłam filcowy płaszczyk, wełniane kołderki, ręcznie robiony szalik z czapką oraz delikatne koronkowe bodzieciki z koszulką i drugą, w groszki, sukienkę. Wszystko własnoręcznie! To właśnie ta lalka, którą kiedyś, pod koniec sześćdziesiątych, podarowano mi w 8te urodziny jedyną piękną zabawkę w skromnym domu. Nazywała się Natasza, a wtedy była dla małej dziewczynki jak skarb nie do opisania. Postanowiłam tchnąć w nią drugie życie, bo współczesne lalki są bez duszy, często mają dziwaczne i nijakie twarze, a ta no cóż

O rety wykrzyknęła moja synowa, patrząc na mnie z mieszaną fascynacją i zdumieniem. Skąd wzięłaś ten rarytas?

To moja pierwsza i jedyna lalka! odpowiedziałam, nie dostrzegając jej zdziwienia. Pojechałam po nią do siostry, która mieszka na wsi w rodzinnej chatce. Wszystko u nas rodziło się chłopcami, więc nie miałam nikogo, kto by pomógł mi ją wyciągnąć. Leżała latami w kartonie z połamanym nóżkiem Płakałam, kiedy uległa uszkodzeniu! A teraz? Patrzcie wygląda jak nowa, a nawet lepsza! Mistrz odrestaurował ją cudownie!

Babciu, daj, daj! podskakiwała wnuczka Bronisława, chociaż dorośli wciąż przyglądali się lalce.

Podoba ci się? spytałam.

Piękna Jaka sukienka! Też chcę taką! wykrzyknęła.

Może uszyję ci podobną? zaproponowałam.

Mamo, kto nosi takie sowieckie stroje? wtrącił mój syn, Szymon.

Cicho, tato! Chcę! zachwycała się pięcioletnia Karolina.

Będzie twoja, kochana, wszystko będzie! zapewniłam ją, dodając: A tak przy okazji, ma na imię Natasza.

Beeee protestowała dziewczynka, złe imię! Nazwę ją Chelsea! dodała, po czym przytuliła lalkę, a niebieskie oczy nagle zabłysnęły jeszcze wyraźniej. Widzieliście?! zawołała.

Moja synowa, różniąc się od bratowej, wyraziła szczerą radość: Miałam taką w dzieciństwie! Tylko miękkie ciało, wypełnione watą. Cud, Karolino, pozwól mi ją przytrzymać chwilę

Karolina niechętnie podała lalkę drugiej babci i z ciekawością obserwowała, jak obracają jej prezent.

Co za piękność! zachwycała się bratowa, spójrzcie na rumień i te przejrzyste oczy! Ten strój jest tak starannie uszyty, a ja miałam kiedyś dokładnie taką niebieską sukienkę!

Szyłam według radzieckich wykrojów, przyznałam się, nieco zawstydzona.

Co? Ty sama? I wszystkie te ubranka? Niesamowita precyzja! Brawo, Tania! dodał mój szwagier, pocierając wąsy.

Zdumiona taką uwagę, poczułam na policzkach czerwone plamki, które rywalizowały z blaskiem lalki. Bratowa znów rozświetliła się zachwytem, jakby odzyskała młodzieńcze emocje, i niemalże zaaranżowała małą sztuczkę:

Zobaczmy, co ta lalka potrafi. Nataszo, czyli Chelsea, proszę

Dotknęła jej brzucha, a lalka wypowiedziała dziecinnym, elektronicznym głosem: Mamo!

Rodzice Bronisławy spojrzeli na siebie z ironiczną uśmiechniętą miną. Łzy ze szczęścia zaległy w moich oczach, wspomnienia z dzieciństwa przytłoczyły mnie. Bratowa, z błyskiem w oczach, podeszła i niczym dziecko zaszalała:

Pokażmy, co ta lalka umie! O, chodź, chodź, mały krok Idzie! Idzie!

Mamo, zaśmiał się mój zięć Szymon, myślę, że współczesnemu dziecku to nie zrobi wrażenie

Wiesz co? W moim dzieciństwie oddałabym duszę za taką lalkę. A nawet zjadłabym kilogram gotowanej buraczki, gdyby to trzeba było! To nie zabawka, to marzenie, nie z dzisiejszych czasów. pomyślałam, podając lalkę wnuczce. Najlepszy prezent tego dnia od Ciebie!

Ach, niech będzie, nieśmiało odparła, odchodząc do stołu. Spojrzałam w stronę Bronisławy, która zaglądała pod sukienkę, szukając małego guzika. Mamo, nie rozbieraj tego guzika, żeby nie zniszczyć mechanizmu, ostrzegłam bratową. I guziki też odrestaurowaliśmy, dodałam, wyjaśniając, że wszystko z czasem się zużywało.

Bratowa, zamyślona, myślała, że starzy ludzie zawsze wyciągają coś z pudła i trzepoczą nad śmieciami. Bronisławo, słyszałaś babcię? zapytałam córkę, udając zmartwienie. Aha.

Rozmowy dorosłych wciągnęły nas w inny temat, wzniesiono toast za solenizantkę. Karolina biegała między stołem a zabawkami, jednocześnie oglądając kreskówki. Lalka, już rozebrana, leżała na podłodze, a obok niej położył się kot, który delikatnie lizał białe, pięknie ułożone włosy lalki. Ja siedziałam przy oknie i nie zauważyłam, co się dzieje z Nataszą. Reszta gości o niej zapomniała.

Gdzie nasz starszy wnuk, Andrzej? nagle zapytałam.

Na dworze z kolegami, odpowiedział syn. Nie interesuje go to, młodzież ma własne rozrywki.

A czy już go pozdrowiłaś? dopytałam.

Podniosłam go za uszy pięć razy, po roku życia, potem dałam mu kredki i kolorowankę. odparł z uśmiechem.

Nie podnoście dzieci za uszy! zawołała bratowa.

To było w żart, nie serio, wtrąciła synowa, przypominając dawne kłótnie. Kiedy moja starsza siostra ciągnęła mnie za warkocz, ty się nie martwiłaś.

Brat odłożył kieliszek, przewrócił oczami, po czym westchnął: Nie twórzcie dram. Kłótnie były, ale ja się starałam je rozwiązywać. Takie rany z dzieciństwa narzekała bratowa, opowiadając, jak ojciec nigdy nie podniósł ręki, a jedyne, co mogła zrobić, to lekko potrząsnąć ręcznikiem.

Pamiętam, że bijли, naprawdę, podkreśliła synowa. Ola była waszą ulubienicą, a ja

Lepiej pamiętaj prawdziwe rzeczy, a nie wymysły. Ile wam już daliśmy, nieczuła! wygłosiła bratowa, a ja poczułam, że w powietrzu rośnie napięcie.

A czy nie wspominałam, że mam papugę? zrzekłam się, by rozładować atmosferę. Wczoraj rano wyszłam na balkon, a ona siedziała na drzwiczce szafy i mówiła: cześć, piękna!

Śmiech wybuchł przy stole, oprócz tej rozdrażnionej synowej. Brat zasugerował, że to pewnie sąsiadka. Zapytałam wszystkich, kto otworzył drzwi nic nie wie! Nasza sąsiadka Marta, mieszkająca w kamienicy przy ulicy Kwiatowej, pożyczyła mi swoją starą klatkę, bo kiedyś trzymała w niej papugę. Nazwałam go Piotrkiem. Jest piękny, żółto-czerwony, trochę za mały na tę klatkę

Nagle spojrzałam przerażona na Karolinę, która trzymała w ręku kredkę i poprawiała makijaż lalki. Nie wolno już tych kredek! Zabrzydziało mi patrzeć na to, że Natasza się brudzi!

Karolina płacząc, rzuciła lalkę i pobiegła do mamy. Szymon podniósł ją, wyrażając żal. Możemy ją umyć? zapytał.

Spróbuj w łazience, ale nie zamocz włosy, doradziła bratowa, przytulając Karolinę. Taki dzieciak nie docenia, co ma. Nie przejmuj się, Tatko. To tylko zabawka

Nie, nie tylko, szepnęłam. Zaraz wyjdę i pomogę Szymonowi.

Szymon wrócił pierwszy, a później ja, trzymając lalkę jak żywą istotę. Cicho podniosłam niebieską sukienkę, położyłam ją na kanapie i ubrałam Nataszę. Na policzkach laleczki pozostały ślady kredki, ale delikatnie przejechałam grzebieniem po jej włosach i uśmiechnęłam się do wnuczki.

Podejdź, Karolino. Muszę ci coś powiedzieć. Nie bój się, babcia nie będzie cię karcić. zaprosiłam ją i usiadłam na kolanach, a obok niej pozostała siedzieć niebieskooka lalka.

Kiedy byłam trochę starsza od ciebie, nie miałam prawie żadnych zabawek, a ubrania były jedynie z odzysku od starszych sióstr. Miałam trzech braci, jeden z nich, Kamil, pracował w gospodarstwie, potem został powołany do wojska. Żyliśmy skromnie mama sama nas utrzymywała. Ojciec zmarł, gdy miałam mniej niż rok. Na urodziny dostawaliśmy bułkę za sześć groszy, nie było pieniędzy na droższe prezenty. Ja, jako najmłodsza, dostawałam to, co zostało. Mama robiła, co mogła, a ja od pięciu lat pomagałam w domu, pasąc kaczki.

Wiosną do naszego sklepu przy ulicy Jana Pawła przywieziono nowe zabawki. Jedną z nich była piękna lalka, której nikt nie kupował, bo była za droga. Nazwaliśmy ją Nataszą.

Pauzowałam, patrząc na lalkę, a Karolina czekała niecierpliwie.

Mój brat Kamil wrócił z wojska na dzień moich ośmiu urodzin. Mama upiekła ciasto z czereśni i truskawkami, goście przybyli, a wtedy przybiegły dziewczyny z podwórka i krzyczały: Tania! Twój brat przywiózł ci Nataszę! Jesteś najzabawniejsza! Nie mogłam uwierzyć dostałam tę wymarzoną lalkę! Brat podarował mi ją w pięknym pudełku i powiedział: To jest twoja, bo wygląda jak nasza mała Ania.

Ile radości mi to dało! Szyłam jej ubranka, karmiłam, uczyłam czytać, spałam obok niej. Kiedy pewnego dnia chłopiec złamał jej nóżkę, nie rozstałam się z nią aż do czternastego roku życia. Co noc strzegła mojego snu, śpiewała kołysanki, żartowaliśmy razem, aż w końcu schowaliśmy ją z powrotem do kartonu, ale Natasza pozostała w sercu.

Boże, westchnęła bratowa, łamiąc się w płaczu przy moim ramieniu.

Wspomnienia wciągnęły mnie w dal, a wszyscy zamilkli, patrząc na mnie. Każdy, łącznie z synową, czuł łzy w kącikach ust.

Teraz, kochana, ta lalka jest twoja odnowiona, jak nowa. Robisz z nią, co chcesz, nie będę się gniewać. rzekłam, podając ją Karolinie, która przytuliła ją mocno, kołysząc się. Babciu, już nigdy nie zniszczę Nataszy, będzie najdroższa, obiecuję. szepnęła.

Natasza? Nie nazwałaś jej Chelsea? zapytałam zdziwiona.

Nie, Natasza. Nataszka odpowiedziała, całując lalkPatrząc na rozpromienioną Karolinę, zrozumiałam, że najcenniejsze skarby są tymi, które nosimy w sercu, i po raz pierwszy od dawna poczułam prawdziwy spokój.

Rate article
Fajna Tajna
Porzucona lalka