Poruszająca refleksja, która zapiera dech w piersiach… brak słów, by ją opisać

Zadziwiająca historia aż trudno znaleźć słowa

Była sobie pewna kobieta, nazwijmy ją Genowefa Nowak, która od dawna żyła z mężem, Władysławem, trochę jak pies z kotem. Pewnego dnia, gdy Genowefa doświadczyła zatrzymania akcji serca, nagle pojawił się przed nią anioł nie taki ze świętych obrazków, raczej z delikatnym uśmiechem jak ci w starych komediach Stanisława Barei. Powiedział jej, że jeszcze nie czas na rajskie ogrody, bo bilans dobrych uczynków chwilowo się nie zgadza. Genowefa dostała więc od niebiańskiego urzędnika parę dodatkowych dni na ziemi, żeby nadrobić zaległości. Westchnęła, przyjęła ofertę i wróciła na swoje blokowisko w Poznaniu.

Mąż milczał jak grób, żona nie gotowała, a on od miesięcy spał na rozlatującej się kanapie w dużym pokoju. Akurat prasował sobie koszulę do roboty, więc Genowefa pomyślała:
Czemu by go nie zaskoczyć? Coś ostatnio z nami nie halo, ugotuję mu coś lepszego, niech się chłop zdziwi.

Kiedy Władek wyszedł na popołudniową zmianę do pracy w magazynie, Genowefa wyciągnęła stare spodnie i wyprasowała mu wszystkie ubrania, uprała koszule, a potem nakryła do stołu jak na imieniny cioci Heli: obiad domowy, świeże kwiaty, świece, ulubiona płyta Czesława Niemena i zostawiła kartkę na kanapie:

Myślę, że zamiast na tej starej kanapie, wygodniej spałoby ci się w naszym łóżku. Tym łóżku, gdzie kiedyś z miłości przyszły na świat nasze dzieci. Tym łóżku, gdzie tyle razy zamiast się złościć, zasypialiśmy wtuleni. Ta miłość ciągle tu jest czeka, aż nas znajdzie. Jeśli potrafisz wybaczyć moje błędy spotkajmy się tam.

Twoja żona, Genowefa.

Po chwili, kiedy dopisała ostatni wers: Jeśli potrafisz wybaczyć moje błędy, dopadła ją fala irytacji:
Przepraszam bardzo, czy ja mam przepraszać? To on wracał naburmuszony z miasta, jak mu fabrykę zamknęli i nie chciał szukać nowej roboty. To ja musiałam kombinować z każdą złotówką, znosić jego fochy przy piwie, uspokajać dzieciaki, które chciały tylko pobawić się pluszakami, a on na nie wrzeszczał, że chce ciszy. To niby ja popsułam wszystko?

Podarła list na drobne kawałki, aż papier się rozleciał. I wtem słyszy delikatny głos anioła:
Genowepo, kilka dobrych uczynków i niebo masz jak w banku. Bez nich ani rusz.

Zadziałało! Genowefa, choć z westchnieniem, napisała list jeszcze raz. Tym razem, cieplej:

Nie rozumiałam twojego strachu, gdy straciłeś robotę po tylu latach. Musiało ci być naprawdę ciężko. Pamiętam twoje marzenia o naszej emeryturze: ulubiona działka, podróże nad morze, szachy na ławce w parku. Zamiast kazać ci jeździć taksówką, mogłam pomóc ci uwierzyć w siebie. A pamiętasz, jak kiedyś w złości spaliłam twoje rysunki i podarłam twoje stare listy miłosne? Byłam głupia, zazdrosna o każdą godzinę, którą spędzałeś sam przy farbach. Bałam się tej niepewności tak samo jak ty. Ale nie zauważyłam, jak cię to bolało.

Wybacz mi, kochany Władku. Od dzisiaj będzie inaczej. Kocham cię, pamiętasz jeszcze jak się śmiałeś do rozpuku?

Twoja Genowefa.

Gdy Władek wrócił do mieszkania, od progu poczuł obłędny zapach schabu z kapustą, świece migały jak na Wigilii, a w tle grał Niemen. Na kanapie kartka w znajomym stylu. W kuchni, z półmiskami jak w Dzień Babci, Genowefa zobaczyła męża płaczącego jak uczniak na lekcji polskiego. Uściskała go, a on przytulił ją mocno, bez słów. Potem wziął żonę na ręce i zaniósł do łóżka, a tam wiadomo, jak na nowożeńców przystało.

Wieczorem, w kuchni, kiedy zmywała talerze, Genowefa przez okno kątem oka dostrzegła znajomą sylwetkę anioł, lekko przygarbiony, jakby czekał na tramwaj. Wybiegła z domu w kapciach:
Proszę, aniele, pozwól mi zostać, chociaż jeszcze trochę! Chcę pomóc Władkowi wrócić do malowania, naprawić wszystko, co psułam latami. Obiecuję, zrobię wszystko, żeby był jeszcze szczęśliwy. Potem pójdę.

Anioł z uśmiechem:
Genowepo, ja cię już nigdzie nie zabieram. Od dziś jesteś w niebie. Zapracowałaś na nie dawno temu. A pamiętaj piekło bywa bardzo blisko, czasem nawet za ścianą, szczególnie w szeregowcu.

Z domu dobiega głos Władka:
Geniu, zimno już, wracaj do łóżka. Rano trzeba wstać. Nowy dzień będzie.

Genowefa pomyślała:
No tak, dzięki Bogu, jutro jeszcze jeden nowy dzień.

Do przemyślenia, drogi rodaku:
Ty, co narzekasz, że ci brakuje zastanów się, ile sam potrafisz dać.
Ty, co cierpisz pomyśl, czy kogoś nie ranisz bardziej.
Ty, co wytykasz innym brak rozumu kiedy oceniałeś siebie?
Ty, który piętnujesz błędy spójrz na własne potknięcia.
Ty, co się chwalisz wiernością bądź szczery przede wszystkim ze sobą.
Ty, co wiecznie marudzisz na biedę czy doceniasz to, co masz?
Ty, co narzekasz na świat pomyślałeś, jak możesz go zmienić?
Ty, co marzysz o niebie co zrobiłeś, żeby zmniejszyć codzienny domowy armagedon?
Ty, co deklarujesz skromność czy naprawdę umiesz być pokorny?
Ty, co piętnujesz zło sam szerzysz dobro, czy tylko się wymądrzasz?
Ty, co jęczysz na brak miłości czy okazujesz ją innym?
Ty, co boisz się pustego portfela czy umiesz korzystać z tego, co masz?
Ty, kogo ranią ciernie siać różę też potrafisz?
Ty, co boisz się ciemności czasem spróbuj sam zapalić światło.
Ty, zajęty tylko sobą umiesz zadbać o innych?
Ty, co czujesz się nieważny próbuj się rozwijać, nawet jak nie masz ochoty.
Ty, co unikasz samotności czy dajesz innym swoją obecność?
Ty, co się boisz choroby czy dbasz o swoje zdrowie na co dzień?
Ty, co marzysz o zgodzie pomagasz gasić konflikty, czy tylko narzekasz?

No i na koniec jak niebo bywa bliżej, niż myślisz, czasem wystarczy otworzyć drzwi do kuchni.

Rate article
Fajna Tajna
Poruszająca refleksja, która zapiera dech w piersiach… brak słów, by ją opisać