Porozmawiaj z kimś… A może po prostu ze sobą?

— Rozmów się z nim, Kasia… A może z nią? Albo po prostu ze sobą?

— Kasia, no proszę… On się tam zabije! — głos matki drżał od łez.

— Mamo, skąd taki pomysł?

— Przecież wiesz! On jest jeszcze takim chłopczykiem! — prawie krzyknęła Jadwiga Stanisławówna.

— Ma dwadzieścia pięć lat. Za miesiąc. Chłopczyk… — Kasia zacięła usta, by nie wybuchnąć przez telefon, i cicho westchnęła. — Dobrze. Zadzwonię do niego…

Rozłączyła się i przygryzła wargę.

„Patryczek, Patryczek… Tylko o nim i rozmowy. A ja? Ja jestem tylko tłem, statystą w czyjejś dramie. Kasia jest dorosła, Kasia sobie poradzi, Kasia nie płacze, więc pewnie nie cierpi. Nikt nie pyta — jak ja się mam, co u mnie…”

— Zaczęło się u niej po śmierci taty — opowiadała Kasia przyjaciółce Magdzie, mieszając łyżeczką w kubku kawy.

— Żałoba, stres, tęsknota — kiwnęła głową Magda. — Ale minęły dwa lata…

— Właśnie! A ona jakby uczepiła się jego, Patryka, jak ostatniej deski ratunku. Dla niej teraz tylko on się liczy. Jakby się zresetowała.

— A ty?

— A ja? — Kasia uśmiechnęła się gorzko. — Jestem obok, ale nie wliczana. Z bratem ma jakieś szczególne połączenie. I dobrze, gdyby nie to, że to przeradza się w niezdrową obsesję. Jest ode mnie tylko dwa lata młodszy, a ona traktuje go jak niemowlę: nakarmi, otuli, myśli za niego zgaduje…

— Pewnie podobny do taty?

— Wszyscy byli do niego podobni — i Patryk, i tata ze szkolnych zdjęć. Tylko ja chyba dostałam inne DNA.

Kasia miała dwadzieścia siedem lat. Pracowała w kancelarii prawniczej, wynajmowała kawalerkę w starym domu niedaleko metra Politechnika. W życiu prywatnym… bywało. Po kilku nieudanych związkach postanowiła dać sobie spokój z budowaniem rodziny i skupiła się na sobie.

Patryk był inny. Od dziecka — powolny, roztargniony, unikający wysiłku. Szkołę przeciągnął z bólem, dostał się tam, gdzie „nie ma matmy”. Tata jeszcze wtedy żył, porozmawiał z nim po męsku, i chłopak, choć niechętnie, jakoś się ogarnął.

Potem — śmierć ojca. Nagła, ciężka. Mama jakby pękła na pół. Chorowała, chodziła po lekarzach, łzy, tabletki, modlitwy. Praca wisiała na włosku. A w tym wszystkim Patryk — jej jedyna pociecha.

Chłopiec-pocieszenie. Choć chłopiec dawno dorosły.

Znalazł pracę. Pieniędzy do domu specjalnie nie przynosił, ale na kolację zawsze przychodził, a potem — do fotela, do komputera. Tam było jego życie. Ale coś się zmieniło, gdy poznał Olę.

Na Nowy Rok Kasia przyjechała do mamy. Patryk, z oczami w telefonie, pisał do niej. Uśmiechał się pod nosem, mruczał coś bez związku. Kasia zrozumiała — miłość. I nawet się ucieszyła.

Ale matka była spięta.

— Żebyś go widziała! — lamentowała Jadwiga Stanisławówna, gdy zostały same w kuchni. — Wcześniej z łóżka nie dało się go ściągnąć, a teraz haruje jak wół. W weekendy na dodatkowej robocie, wieczorami w biurze. Wszystko dla Oli! Wszystko dla „przyszłości”. Chce jej kupić pierścionek, kwiaty, restauracje… Nawiecz oszczędzać zaczął! Nie chce, mówi, z pustymi rękami przychodzić…

— Mamo, i co w tym złego, że chce być dorosły? — Kasia patrzyła na matkę ze zdumieniem. — Przecież zawsze tego chciałaś.

— Ale nie tak! Gdzie oni nie jeżdżą! To góry, to kajaki… Jakiś ekstremalny styl! A jak coś się stanie? Zostanę sama…

— Mamo, nie można trzymać człowieka pod kloszem — Kasia pokręciła głową. — On żyje. To normalne.

Minęło trochę czasu. Kasia siedziała w kawiarni na lunchu, widelcem grzebała w barszczu, gdy telefon zadzwonił — „Mama”. Westchnęła i odebrała.

— Nie nocował w domu, Kasia! Rozumiesz?! Pojechał do niej, uprzedził, no ale miałam nadzieję, że nie zostanie…

— Mamo, ma prawie dwadzieścia pięć lat. Jest dorosły. To normalne, że ma związek…

— Dla mnie on dzieckiem! Nie spałam całą noc. Porozmawiaj z nim, błagam. Mnie nie słucha. A ciebie posłucha.

Kasia westchnęła. Obiecała, oczywiście. Ale pomyślała — czy warto? Może nie jako starsza siostra, ale jako dorosła do dorosłego. Albo wcale — sam sobie poradzi.

Potem poszły nowe tematy. Konie. Rajdy. Katastrofy wymyślone przez matczyną wyobraźnię.

— On sobie kark skręci! — szlochała matka przez telefon. — Albo kręgosłup! Niech ta Ola sobie sama jeździ. Po co on?!

A potem — wyjazd. Jesienny. Z namiotami i wspinaczką.

— On sobie wszystko odmrozi! — krzyczała Jadwiga Stanisławówna. — On ma słabą odporność! A jeśli niedźwiedź? A kleszcz? Kasia, ty z nim pogadaj. Tylko ciebie słucha!

— Wiesz — poskarżyła się Kasia Magdzie — już nie jestem siostrą, tylko centralą między dwoma frontami. Mama mówi — przekaż mu. On mówi — przekaż mamie. A ja — pośrodku!

— Może rzeczywiście wkrótce się wyprowadzi? — zamyśliła się Magda.

— Powiedziałam mu: ożeń się i spadaj. Gdzieś dalej. Odpocznij. Od niej.

A potem nagle ucichło.

Mama przestała dzwonić. Nie prosiła o rozmowy, nie narzekała. Kasia nawet się zaniepokoiła. Zadzwoniła sama.

— Jak leci, mamo?

— Wszystko dobrze, córeczko. Tylko Patryk z Olą się rozstali. Ochłodło jej. Z kimś teraz jest. A on przeżywa.

— Rozumiem…

— Znów jest w domu. Siedzi. Smuci się. Komputer… Ale przynajmniej nie pije. I jest blisko. Wiem, że to egoistyczne, ale jakoś mi lżej. Znów jest przy mnie, Kasieńko… Taki sam jak jego ojciec… Ja go przecież wciąż kocham. I codziennie wieczorem płaczę.

Po trzech miesiącach Patryk sam zadzwonił.

— Wpadniemy z Anią do ciebie? Chcę, żebyście się poznały.

Kasia się zaśmiała.

— Przyjdźcie.

Ale w myślach dodała: „I znów od nowa. Mama znów oszaleje. Znów będzie płakać, dzwonić, zamartwiać się.A Kasia pomyślała, że może w końcu powinna zacząć żyć tak, jak chce, a nie tylko gasić czyjeś lęki.

Rate article
Fajna Tajna
Porozmawiaj z kimś… A może po prostu ze sobą?