Do dziś mam u niego dług przez to!
Można powiedzieć, że jestem fachowcem od remontów. Zajmuję się tym od lat, a z czasem przerodziło się to w dobrze prosperujący interes. Czasami rodzina zgłasza się do mnie o pomoc przy drobnych naprawach czy remontach. I któregoś dnia dzwoni telefon odbieram, a po drugiej stronie Andrzej, mój kuzyn. Mówi: “Słuchaj, Tomek, czy mógłbyś mi pomóc z niewielkim remontem?”
Parę dni później wziąłem się za robotę, bo akurat miałem wolny czas. Nigdy nie odmawiam rodzinie, jeżeli mogę pomóc. Okazało się, że Andrzej już wcześniej zakupił i przywiózł potrzebne materiały, więc praktycznie od razu zabrałem się do pracy. Taka praca daje mi ogromną satysfakcję, a sam proces zawsze sprawia mi radość.
Nie przepadam za braniem pieniędzy od rodziny, więc chociaż kuzyn proponował mi zapłatę, grzecznie odmówiłem. Mieszkanie po remoncie przeszło prawdziwą metamorfozę gwarantuję! Zajęło nam to około dwóch tygodni. Na końcu zostało już tylko kilka drobiazgów i sterta starych rzeczy na korytarzu do wyniesienia na śmietnik. Wtedy kuzyn wpadł na pomysł.
“Może przyda ci się to wszystko. Wstaw na razie do garażu, a potem może wykorzystasz do swoich kolejnych zleceń albo dla siebie. Zawsze to trochę grosza zaoszczędzisz.” No to się zgodziłem zabrałem, co zostało: płytki, panele, trochę farby. Miejsce w garażu miałem, a z takimi rzeczami lubię czasem coś podłubać.
Dobrze, że miałem naszą rozmowę nagraną w telefonie, bo później to, co mi powiedział patrząc prosto w oczy, naprawdę nieźle mnie zaskoczyło. Pokazałem ten filmik kilku znajomym.
To moje hobby, zawsze powtarzam. Podziękowałem kuzynowi, byliśmy umówieni. Tak czy inaczej, remont skończyliśmy do późnego popołudnia. Zawieźliśmy śmieci część wyrzuciłem, część wrzuciłem do swojego garażu na przechowanie. Jeszcze chwilę posiedzieliśmy świętując zakończenie, a potem wróciłem do siebie.
Kolejnego dnia wszystko było po staremu, aż tu około drugiej w południe dzwoni kuzyn: “Tomek, słuchaj, wydaje mi się, że jesteś mi winien za te materiały. Nie żartuję, trochę tego było, a panele są naprawdę niezłe. Nawet te płytki mógłbyś sprzedać. Może przelejesz mi to na konto?”
Powiem szczerze, że byłem w niezłym szoku. Ustaliliśmy przecież zupełnie coś innego. Kuzyn twierdził, że oddaje mi resztę materiałów, których sam miał się pozbyć. A teraz nagle chce, żebym zapłacił za coś, co nawet miało wylądować na śmietniku? Sam przecież naprawę zrobiłem za darmo, bo rodziny się nie naciąga. I teraz sam nie wiem, jak z nim rozmawiać Może powinienem mu wystawić rachunek za robociznę?



