Pokochaj siebie, a wszystko w Twoim życiu się ułoży

Pokochaj siebie, a wszystko się ułoży

Za oknem śnieg sypie na potęgę, wiatr szarpie gałęziami, a w duszy Marioli równie ponuro i zimno. Siedzi samotnie w ogromnym domu pod Warszawą, w domu, w którym niczego nie brakuje prócz ciepła drugiej osoby. Męża przecież ma, Andrzeja, lecz ten wieczorami znów załatwia sprawy, a ona dobrze wie, jakie to sprawy.

Syn z córką już dawno wyfrunęli z rodzinnego gniazda syn żonaty, mieszka w Ursynowie ze swoją rodziną, a córka wyjechała aż pod Gdańsk. Tam skończyła studia, wyszła za mąż za miejscowego faceta, żyją zgodnie, wychowują już nawet córeczkę.

Dzisiaj Mariola rozmawiała z córką przez telefon.

Mamusiu, czemu taka smutna jesteś? dopytywała Paulinka. Coś się stało?

Skądże, córciu, wszystko w porządku. Jak tam żyjecie, co u mojej kochanej wnuczki?

U nas super, mamo, Krzysiek cały czas w pracy, sama wiesz, jak to jest lekarz chirurg to ciągle go nie ma w domu. Ale lubi swoją robotę, powtarza, że to jego powołanie. A Zosieńka w przyszłym miesiącu idzie do przedszkola, rośniemy i cieszymy się z każdego dnia.

Cieszę się, córeczko, oby zawsze Wam się dobrze wiodło odpowiedziała Mariola, zmęczonym głosem.

Ale Twój ton mi się nie podoba, mamo. A gdzie tata?

Tata? Eee, jest gdzieś tam w garażu, poszedł ogrzać samochód, bo sroga zima i zadymka skłamała, nie chcąc zasmucać córki.

Od ponad pół roku Mariola żyje w niepokoju, ciągle zadręcza się myślami, nie ma komu się zwierzyć Po co zresztą? Jedni by współczuli, inni ucieszyli się z jej nieszczęścia. Jeden raz, latem, pracując przy grządkach tuż pod oknem domu, usłyszała głos Andrzeja mówił czuło i delikatnie. Wiedział, że żony nie ma w domu, ale nie widział, że siedzi pod oknem.

Dobrze, słoneczko dziś nie przyjadę, też już tęsknię Ja Ciebie też kocham Dobrze, nie smuć się, jutro zajrzę. Obiecałem, więc na pewno będę

Potem albo skończył rozmowę, albo wyszedł, bo nic więcej już nie usłyszała. Nagle poczuła się, jakby ktoś ją zdzielił w głowę jej Andrzej, któremu ufała bezgranicznie Stał się jak inni. Przypomniały się słowa siostry, która żaliła się na swojego męża, że znalazł sobie inną. Dla Marioli było to kiedyś potwornie obce, a teraz sama miała ochotę rozpłakać się na tej ławce za domem.

Boże, jak mogło mnie to spotkać Andrzej, któremu ufałam jak nikt, nagle daje się zwieść młodej kobiecie. Widocznie i jego diabeł podkusił.

Andrzej ma czterdzieści siedem lat. Dobrze mu się powodzi. Żona, Mariola, kocha i dba o dom, dzieci wychowali uczciwie, a teraz mieszkają osobno. Prowadzą własny interes w dużej podwarszawskiej wsi Andrzej ma młyn i produkuje pasze dla lokalnych rolników.

Mijały miesiące, a Mariola wszystko tłumiła w sobie. Po jakimś czasie zaczęła się dowiadywać więcej o tej kobiecie, z którą Andrzej się spotyka. Dyskretnie zaglądała mu do telefonu, kiedy spał.

Okazało się, że kobieta nazywa się Jadzia daleka krewna dobrych znajomych. Bywali u nich nieraz razem na grillu. Jadzia mieszkała w bloku na osiedlu na krańcu wsi, w tzw. Kostce, jak mawiali ludzie. Mariola przez znajomą, Krysię, podpytała o adres.

Reputacja Jadzi nie jest najlepsza mówiła Krysia. Ładna jest, nie powiem, rozwiedziona, zawsze była z tych bardziej otwartych, lekkiego prowadzenia. To jej uroda ją zgubiła. Trzydzieści pięć lat, a ani męża, ani dzieci. Mówiła mi, że jej życie to jedna wielka niepewność. Sama nie chciała dziecka przygarniać

Mariola nic jej nie odpowiedziała, stłumiła łzy aż do domu. Dopiero tam wypłakała się do woli.

Boże, tak trudno w sobie to nosić mówiła bezgłośnie do kuchennych kafli.

Przed dwoma miesiącami Mariola zebrała się na odwagę i pojechała do Jadzi. Otworzyła jej drzwi, spojrzała i pobladła. Mariola weszła bez zaproszenia, rozsiadła się na kanapie.

Cześć powiedziała cicho, rozglądając się po pokoju.

Jadzia stała zdezorientowana, przestraszona, pewnie myślała, że Mariola zaraz ją uderzy, jak robią niektóre kobiety w takiej sytuacji. Po chwili Mariola odezwała się ostrym głosem:

Nie wstyd Ci spać z czyimś mężem? Przecież wiesz, jakie to złe Mało Ci kawalerów? Szczęścia nie zbudujesz na cudzym nieszczęściu.

Jadzia rozpłakała się nagle.

Nie wiem, co się ze mną stało ale kocham Andrzeja, nie potrafię bez niego żyć.

Mariola nie wytrzymała i spoliczkowała ją, Jadzia chwyciła się za policzek.

Przepraszam, Mariola Nie poznaję siebie Jadzia płakała.

I Mariola się rozpłakała. Obie łkały po cichu. Gdy ochłonęły, Mariola powiedziała:

Nie mów Andrzejowi, że tu byłam Ale jeśli się dowiem, że nadal go tu przyjmujesz, nie miej do mnie żalu. Otworzyła drzwi i wyszła.

Jadzia nie wygadała się Andrzejowi. Mariola o wszystkim milczała, choć serce ją ściskało na samą myśl o tej kobiecie. Czy Andrzej dalej się z nią spotyka? Wciąż czasem jeździ załatwiać sprawy, a ona domyśla się, gdzie wtedy bywa.

I co ja mam zrobić? Przecież Andrzej to cały mój świat. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Po tylu latach małżeństwa jesteśmy nierozłączni. A jak trzeba się będzie rozstać? Dzielić wszystko… nawet nie chcę o tym myśleć. Odwróciła wzrok od okna, już zupełnie ściemniało, myśli nie dawały spokoju.

I co z tego, jak dom mi zostawi? Po co mi ten dom, jeśli będę w nim sama? Ciągle coś trzeba naprawić, Andrzej wszystko łata, wkręca, przybija, a mi przyjdzie sobie z tym radzić. Boję się biedy. Przywykłam do tego życia… Co powiedzieć dzieciom, że tata znalazł sobie młodszą? To dla nich cios.

Mariola wszystko nosiła w sercu, wiedziała, jakby się przyznała inne kobiety powiedziałyby jej, by się szanowała, wyszła z twarzą, pokochała siebie, rozwiodła się.

Może i mają rację myślała ale ja kocham swego Andrzeja. Może ten romans to tylko jego chwilowa słabość, jeszcze się opamięta. Przecież wobec mnie się nie zmienił rozmawia ze mną ciepło, nie kłócimy się, wszystko jak dawniej. Może rzeczywiście mają rację: pokochaj siebie, a reszta się ułoży…

Ciężko jej z tym żyć ta Jadzia nie daje jej spokoju. Kulisy zdrady męża bolą, musi codziennie udawać, że nic się nie stało. Wciąż młoda i zadbana Jadzia… Mariola przyłapała się na myśli, że jakoś się z tym pogodziła. Choć ciężko jej nawet wyobrazić siebie przy innym mężczyźnie.

Przecież nie dam rady Nawet nie umiałabym być z kimś innym. Mój Andrzej jest najlepszy. Ale jak go odzyskać? Przepuściłabym mu, nawet jeśli to boli. Bo mężczyźni oni kochają inaczej, a może się mylę nie wiadomo, co w głowie siedzi.

Wspomniała młodość i uśmiechnęła się przez łzy.

Wtedy byliśmy naprawdę szczęśliwi. Mieszkaliśmy na stancji, każde złotówki oglądaliśmy trzy razy… Zamiast jeść lepiej, chodziliśmy razem do kina, wydawaliśmy ostatnie 10 zł na bilety i cieszyliśmy się filmem. Dawne czasy, jakby wczoraj, a przecież minęły lata. Teraz wszystko mamy, ale samotność mnie przygniata. Nawet z kim pogadać nie mam… i nie chcę się żalić.

niespodzianka dla żony

Mariola siedziała pogrążona we własnych myślach, gdy zobaczyła, jak na podwórze powoli wjeżdża samochód Andrzeja, oświetlając wszystko światłami. Wysiadł, poszedł do garażu, zamknął samochód, po czym wszedł do domu.

Marysiu, gdzie jesteś? Po co siedzisz po ciemku? zajrzał do kuchni i włączył światło. Dopiero uświadomiła sobie, że już dawno jest noc.

Tutaj, odpowiedziała cicho, zamyśliłam się, a jeszcze ta pogoda

No właśnie, zawieje takie, ledwo dojechałem, bałem się, że w śnieg wpadnę, wszędzie biało. Głodny jestem, zrób mi coś do jedzenia, rzucił swoim zwykłym głosem.

Mariola wstała, zaczęła krzątać się w kuchni, a on poszedł myć ręce. Przy kolacji Andrzej spojrzał na nią z uśmiechem.

Słuchaj, Marysiu, niedługo Nowy Rok. A ja wymyśliłem dla nas niespodziankę.

Mariola zesztywniała. Teraz bała się niespodzianek…

Jaką niespodziankę? zapytała prawie bez tchu.

Andrzej spojrzał na nią uważnie, widział, jak jest spięta, jakby się czegoś bała.

Eh, żono, my dawno nigdzie razem nie byliśmy. Poczekaj, wstał, wyszedł do przedpokoju i wrócił z kopertą. Kupiłem dwa bilety nad Bałtyk. Polecimy do Sopotu i tam przywitamy Nowy Rok, pod palmami, jakby nie było uśmiechał się tym swoim ciepłym, znajomym uśmiechem.

Marioli ulżyło jak nigdy, kamień spadł jej z serca, uśmiechnęła się nawet przez łzy.

O mój Boże, Andrzeju, ciągle potrafisz mnie zaskakiwać. Jasne, jadę, czemu nie! Nigdy nie myślałam, że Nowy Rok przywitam pod palmą, z półszczęśliwym śmiechem pocałowała go w policzek.

Syn podpowiedział mi ten pomysł, ale sam myślałem, że muszę cię zabrać na taki urlop. Pakuj się…

Wszystko się ułożyło. Spędzili cudowny Nowy Rok nad Bałtykiem, wrócili do domu szczęśliwi. Mariola zauważyła, że Andrzej teraz częściej o nią dba, zawsze śpieszy do domu a jeśli się spóźnia, zawsze zadzwoni, żeby się nie martwiła.

Rate article
Fajna Tajna
Pokochaj siebie, a wszystko w Twoim życiu się ułoży