Podsłuchałam rozmowę męża z przyjacielem i nagle zrozumiałam, po co tak naprawdę mnie poślubił.
Ile razy jeszcze będziesz maszerował przy moich piersiach, Jadzia? Przepraszam za brutalność, ale już nie mam nerwów! To jest prawdziwy wernyak! Rozumiesz to słowo? Krzysztof nerwowo wędrował po obszernej salonie, co chwilę poprawiając idealnie ułożony fryz. Wojtek daje nam szansę wstąpić w udziały na etapie wykopu. Za rok te mieszkania podwoją swoją wartość! Wkładniemy dziesięć milionów, wyciągniemy dwadzieścia!
Jadwiga zajęła głęboki fotel, obejmując kubek z wystudzonym herbatą. Chciała zamknąć oczy i po prostu posłuchać ciszy, ale mąż od tygodnia nie pozwalał jej takiego luksusu.
Krzysiek, dziesięć milionów to wszystkie moje wolne środki. To nasza poduszka bezpieczeństwa w firmie. Jeśli coś pójdzie nie tak, nie będę mogła płacić pensji pracownikom, nie kupię tkanin. Wiesz, sezon się zbliża szkolne mundurki, potem świąteczne przyjęcia
Znowu twoje szmatki! Krzysiek przewrócił oczami w teatralny sposób. Jadzia, jesteś inteligentną kobietą, bizneswoman, a myślisz jak krawcowamotorystka. Twój zakład się nie rozpadnie. Szansa taka przychodzi raz w życiu. Wojtek mój najlepszy kumpel nie podrzuciłby ci żadnego bzdurnego projektu. On sam w to wkłada pieniądze.
Jadwiga westchnęła. Kochała Krzysztofa jego młodą energię, płonące oczy, umiejętność pięknie mówić i jeszcze piękniej obdarowywać. Trzy lata temu miał 45 lat, on 37. Była właścicielką sieci atelier i małego zakładu krawieckiego, przyzwyczajona do dźwigania wszystkiego na własnych barkach. Pierwszy mąż odszedł do młodszej, zostawiając ją z nastoletnim synem i górami długów. Wykręciła się, zbudowała firmę, wyhodowała syna. A gdy pojawił się Krzysiek czarujący, wesoły, nie wymagający od niej bycia twardą damą rozpuściła się jak masło w gorącym słońcu.
Krzyś pracował jako menedżer sprzedaży w firmie budowlanej. Nie miał gwiazd na niebie, ale Jadwiga i tak była szczęśliwa. Liczyło się to, że wracał z pracy z gorącym obiadem, przynosił kwiaty bez powodu i zabierał ją na wakacje nad Bałtyk.
Ostatnio jego projekty stawały się coraz nachalniejsze. Najpierw chciał drogi samochód, by pasował do statusu męża właściciela firmy, potem kryptowaluty. Teraz budowa.
Krzyś, daj mi jeszcze przemyśleć, dobra? Muszę sprawdzić dokumenty, skonsultować się z prawnikiem.
Z jakim prawnikiem? Z twoim staruszkiem Stanisławem Ignacym? Ten żyje w XIX wieku! Powie ci, by trzymać pieniądze pod materacem. Jadzia, trzeba działać szybko. Jutro ostatni dzień, żeby wpaść w tę cenę. Wojtek już trzyma dla nas rezerwację.
Krzysiek podszedł do fotela, ukląkł przed nią i wziął jej dłonie w swoje. Jego dłonie były ciepłe i miękkie.
Jadzia, uwierz mi. Dbam o nas. Chcę, żebyś nie musiała pracować cały dzień, tylko odpoczywała. Zbudujemy dom, będziemy podróżować. Co ty na to?
Jadwiga spojrzała w jego piękne brązowe oczy. Chciała wierzyć, że naprawdę zależy mu na niej, a nie tylko na szybkich pieniądzach.
Dobrze wyszeptała. Jutro rano pójdę do banku. Potrzebuję czasu, by przygotować przelew.
Jesteś najlepsza! Krzysiek podskoczył, podniosł ją w ramiona i zakręcił po pokoju, mimo jej słabych protestów. Zobaczysz, zostaniemy milionerami! Zaraz zadzwonię do Wojtka, damy radę!
Następnego dnia Jadwiga rzeczywiście pojechała do banku, ale nie po wypłatę, a po sprawdzenie konta. Wewnętrzny głos, ten sam, co kiedyś podpowiedział jej, by nie podpisywać umowy z niewiarygodnym dostawcą, natrętnie szeptał: Nie spiesz się.
Dzień był chaotyczny. Najpierw zepsuła się maszyna szyciowa w głównym zakładzie, potem zjawiła się kontrola skarbowa. Jadwiga kręciła się jak wiewiórka w kołowrotku, podpisywała akta, uspokajała krawcowych. Wieczorem głowa bolała, jakby młotek walił w czaszkę.
Postanowiła wrócić do domu wcześniej, nie zatrzymując się w biurze po laptopie. Marzyła o gorącej kąpieli i po prostu położyć się.
Gdy podjeżdżała pod dom, zauważyła przy wejściu czarny jeep. Pejz na sąsiada, pomyślała, parkując swój samochód.
W mieszkaniu było cicho. Jadwiga cicho otworzyła drzwi, wsłuchując się w przytłumione głosy i dźwięk kieliszków.
Ciekawe, Krzysiek nie wspomniał o gościach przeszło jej przez myśl. Chciała już krzyknąć Jestem w domu!, ale coś ją powstrzymało. Ton rozmowy był inny nie gościnny, zbyt swobodny, zbyt donośny.
Zsunęła buty, starając się nie hałasować, i przeszła na palcach korytarzem. Drzwi do salonu była uchylona.
No co, stary! Wciągnąłeś ją w końcu? rozległ się gardłowy, chrapliwy śmiech. Jadwiga rozpoznała głos Wojtka, tego samego przyjacielabiznesmena.
No i! Krzysiek brzmiał zarozumiale, jak nigdy wcześniej nie rozmawiał z nią. Mówiłem ci, że klucz to odpowiednie podejście. Trochę narzekań o naszej przyszłości, parę komplementów, kilka przysiadów i klient gotowy. Jutro przelewa pieniądze.
Jadwiga przycisnęła się plecami do ściany. Serce waliło w gardle, uderzając w skronie.
Dziesięć milionów? dopytał Wojtek.
Tak. Powiedziała, że wyczyści wszystko. Głupia staruszka. Naprawdę wierzy, że razem zbudujemy elitarny kompleks.
No, kompleks zbudujemy w naszych marzeniach zakrzyknął Wojtek. A nie wyprze nas? Papierki, wszystkie sprawy?
Jakie papierki! Ona w tym nie ma pojęcia. Podsunę jej umowę pożyczki na jednofirmowy spółkę, a ona podpisze. Wierzy mi się jak w Boga. Zakochana po uszy. Widziałbyś, jak patrzy na mnie: Krzysiu, Krzysiu. Ech.
Brzęknął dźwięk wlewanego płynu.
Za twój aktorski talent! oznajmił Wojtek. Nie jest ci wstyd? W końcu to nie jest jakaś niezdarna babka, a przygarnięta dama.
Przygarnięta przewrócił oczami Krzysiek. Spójrz na jej szyję, ręce. Choćbyś ich kremem smarował, widać skórę. Co wieczorem wkładam się w łóżko, jak w biuro. Zamykam oczy i wyobrażam sobie Grażynę. Grażyna już walizki pakuję. Gdy pieniądze spadną, lecimy na Bali. Powiem Jadzi, że to delegacja na budowę, a ja adiós. A potem niech szuka wiatru na polu.
Ciężko ci, w głosie Wojtka zabrzmiało raczej podziw niż potępienie. A co jeśli ją złapie?
Nie złapie. Jest dumna. Nie przyzna się publicznie, że młody alfonse jej oszukał. Dokument pożyczkowy będzie legalny, po prostu firma upadnie. Ryzyko biznesu, kochanie. Nie miałem szczęścia.
Jadwiga poślizgnęła się na ścianę i upadła na podłogę. Nogi odmówiły posłuszeństwa. Wewnątrz zamarzło, jakby krew zamieniła się w lodowatą wodę. Stara głupia. Jak do pracy. Grażyna.
Każde słowo męża, tego Krzysia, które jeszcze wczoraj całowało jej ręce, wbiło się w mózg jak rozgrzany gwóźdź. Trzy lata. Trzy lata żyła w iluzji. Myślała, że to szczęście, wytrwałe szczęście. A to był po prostu projekt biznesowy, długoterminowa inwestycja z końcowym rozliczeniem aktywów.
Miała ochotę wpaść do pokoju, przewrócić stół, wbić mu w twarz tę zarozumiałą minę i wykrzyczeć tak, by szkło pękło.
Jednak nie ruszyła się. Lata zarządzania firmą, rozwiązywania problemów z bandytami w latach 90., z urzędnikami w 2000tych, wykuły w niej stalowy rdzeń. Histeria to prezent dla wroga, a nie słabość. Nie była słaba.
Jadwiga powoli, kontrolując każdy oddech, wstała. Zaniosła buty w ręce i tak cicho, jak weszła, wyszła z mieszkania.
Na klatce schodowej wezwała windę, zeszła na dół i wsiadła do samochodu. Ręce drżały na kierownicy, ale głowa była krystalicznie czysta.
Więc Bali. Więc Grażyna. Więc jednofirmowa spółka pomyślała, patrząc na okna swojego mieszkania, gdzie teraz dwóch sępów dzieliło jej skórę.
Odpalając silnik, nie pojechała do mamy, aby popłakać w aucie, ani do przyjaciółki. Pojechała do biura. Tam, w sejfie, leżał jej paszport, dokumenty założycielskie i pieczęć.
Po dwóch godzinach wróciła do domu z pełnymi torbami jedzenia z restauracji i butelką drogiego koniaku. Otworzyła drzwi z hukiem, upuściła klucze, potłukła torby.
Krzyś! Jestem w domu! wykrzyknęła z progu, głos jej rozbrzmiał radością.
Z salonu wynurzyła się wpatrzona w głowę Krzysiek. Na twarzy miał już gotowy, choć lekko przerażony uśmiech.
Jadzia! Wstałaś wcześnie. Mamy spotkanie z Wojtkiem. Decydowaliśmy świętować twoją mądrą decyzję.
Jadwiga wkroczyła do salonu promieniejąc.
O! Wojtku, dzień dobry! Co za przyjemność, że pan tu jest. Właśnie kupiłam pyszności, podajmy!
Wojtek, grubas z błyskającymi oczami, podszedł.
Pani Jadwigo, zaszczyt! Cieszę się, że się z nami zgodziła. To słusznie. Duże pieniądze lubią zdecydowanych.
Tak, przemyślałam wszystko zaczęła rozkładać na stole pojemniki z jedzeniem. Dość z czekania na złoto. Trzeba iść do przodu. Krzysiek otworzył mi oczy.
Podeszła do męża i pocałowała go w policzek. On lekko się napiął, a potem rozluźnił.
Jesteś moją mądrą mruknął, obejmując ją w talii. Wiedziałem, że mnie wesprzesz.
Oczywiście, kochanie. Jutro rano jedziemy do banku. Zamówiłam gotówkę. Lepiej tak niż przelewać, płacić prowizje. Wypłacę wszystko i od razu przekażę Wojtkowi pod notę.
Wojtek spojrzał pożądliwie.
Gotówka to świetnie! Po naszemu. Szacunek.
Wieczór minął we mgle. Jadwiga uśmiechała się, dolewając koniak panom, słuchając toastów za jasną przyszłość. Patrzyła na Krzysia i zdumiała się, że tak długo nie widziała tej fałszywej uśmiechniętej twarzy. Miłość przecież zaslepia. Zdrada najlepszy okulist.
Gdy Wojtek odszedł, tupiąc i nucąc coś pod nosem, Krzysiek objął Jadwigę.
No co, spać? Jutro ważny dzień.
Tak, kochanie. Idź pod prysznic, ja posprzątam stół.
Leżąc w łóżku obok człowieka, który planował ją zrujnować i zostawić, Jadwiga nie mogła zamknąć oczu. Słuchała jego równomiernego oddechu i w myślach żegnała się nie z nim, ale z własną naiwnością. Po tym, kiedy usłyszała jego śmiech zza drzwi, pożegnała się z zaufaniem.
Rankiem obudziła go pocałunkiem.
Kiedy Krzysiek otworzył oczy, zobaczył przed sobą pustą kuchnię i listę długów, które już nigdy nie będą jego problemem.



