Marzena, to ty? zapytałam, gdy dawna koleżanka ze szkoły otworzyła drzwi.
Nie widziałyśmy się od roku, a ona sama zadzwoniła, zaprosiła mnie do domu. Marzena nigdy nie wyróżniała się delikatną sylwetką zawsze była krągła i nie przejmowała się tym. Poślubiła ukochanego, urodziła syna, nigdy nie znała biedy. Tym razem stała przede mną szczupła, wyczerpana, z ciemnymi workami pod oczami.
Ile kilogramów już zrzuciłaś? spytałam.
Dwadzieścia, wchodź. wskazała kuchnię. A waga wciąż spada. Myślisz, że się cieszę? Dlatego właśnie cię wezwałam.
Jeśli nie wiesz, co się dzieje, nie ja powinnam przychodzić, a nasza znajoma lekarz, Wiktoria, była przy tobie na szkoleniu. odparłam.
Badania miałam, nalewała herbatę i patrzyła na mnie smutno. Wszystkie wyniki w normie, nic nie wykryto. Pamiętasz, jak opowiadałaś mi o koleżance z uczelni, Halinie? Co się jej stało i jak to się skończyło? Lekarze też nic nie znali?
Tak, pamiętam, przytaknęłam. Było to poważne, ale nie wierzyłaś wtedy w te historie, prawda?
Wcześniej nie wierzyłam, a teraz Nie wiem już, co jest prawdą, a co nie. westchnęła.
Mów, co się stało nie mogłam się doczekać, co naprawdę spotkało Marzenę.
To zaczęło się pół roku temu zaczęła opowieść. Byłam w kuchni, kroiłam ogórki do sałatki, a czas jakby się zatrzymał. Kroję i kroję, a ogórek się nie kończy. Wiesz, że nigdy nie wierzyłam w coś niematerialnego, a właściwie nigdy w nic nie wierzyłam
Ciekawe wprowadzenie powiedziałam, uwielbiając tajemnice.
Zaczęłam wygodniej się rozsiadać, czekając na rozwinięcie.
Zanim się obejrzałam, rozległ się dzwonek do drzwi. Spojrzałam w wizjer nikogo. Pomyślałam, że chłopaki się wygłupiają. Otworzyłam drzwi i leżała tam paczka. Delikatnie odsunęłam ją stopą, ale coś we mnie kazało zerknąć do środka.
Rozpakowałam i zobaczyłam starą ikonę, prawie zabytek.
W moich oczach pojawiło się pytanie, a Marzena dodała z pewnością:
Stara, naprawdę stara. Nie wątpcie. Mój wujek Paweł, który prowadzi antykwariat, potwierdził. Chciał ją kupić, zaproponował sporo pieniędzy.
A ty? zdziwiłam się, bo Marzena nigdy nie chodziła do kościoła, nie modliła się, a tu ikona.
Przypomniałam sobie, jak babcia opowiadała o cudownej ikonie przy świętym źródle. Mówiła, że pojawiła się sama przy źródle, trzykrotnie przenoszono ją do kościoła, a potem zawsze wracała na miejsce. Pomyślałam więc, że skoro ikona wybrała mnie, niech zostanie u mnie. odpowiedziała.
Niewiarygodne westchnęłam, podziwiając taką historię. Nigdy nie słyszałam, by w naszych czasach obraz sam wybrał właściciela.
Po tygodniu zaczęły się dziwne rzeczy Marzena przewracała głową. Najpierw nasz kot, młody i zdrowy, zniknął po nocnej zabawie z elektroniczną myszką. Rano nie chciał wyjść, pochowaliśmy go na cmentarzu zwierząt. Zanim zdążyłam się otrząsnąć od żalu, mama z oddziału ortopedycznego zadzwoniła wypadła na prostym terenie i złamała nogę. Dzwonię do męża, proszę, by przyjął ją i odwoził do domu, a on mówi, że dziś zwolniono go z dobrej pracy i zaproponowano niskopłatne stanowisko.
Słyszysz, Marzena? przerwałam, czując rosnącą niepokój. Czy nie wydaje ci się, że razem z tą ikoną przyciągnęły się do ciebie kłopoty?
Wszyscy tak mówili, a ja nie wierzyłam. Kiedy proponowano mi pozbycie się ikony, czułam gniew, myślałam, że wszyscy zazdroszczą mi tego skarbu, który przypadkowo znalazłam.
Przypadkowo? zapytałam. Kto podłożył ci tę paczkę pod drzwi? To była podkładka!
Czy da się zrobić podkładkę z ikony? dopytała. Przecież na niej jest wizerunek samej Królowej Nieba.
To właśnie musimy wyjaśnić odparłam, myśląc, że dalszy ciąg będzie jeszcze bardziej przerażający. A teraz kontynuuj.
Mój syn zachorował, leży w szpitalu od miesiąca. Ja zaczęłam chudnąć, myśląc, że to stres, że wszystko się wali. Musiałam biegać tam i z powrotem do sklepu, gotować, odwiedzać szpital. Praca nie przestała istnieć, więc kręciłam się jak w kółko. Mąż znalazł nową posadę, ale płacił połowę poprzedniej. Po wypisaniu z szpitala Wasia cieszyła się zdrowiem, ale ja ciągle gubiłam kilogramy. Przypomniałam sobie historię Haliny lekarze też nic nie znaleźli?
Dokładnie, potwierdziłam. Posłuchaj, co się stało przy niej.
Przed obroną dyplomu ja, przyjaciółka Teresa i jej kuzynka Halina postanowiły wybrać się na piknik nad Wisłę. Każda z nas miała wtedy swojego chłopaka. Zgodził się nasz plan pod warunkiem, że noc spędzimy w namiotach nad brzegiem rzeki.
Po drodze zgubiliśmy szlak i wpadliśmy w gęsty las. Halina jako pierwsza pobiegła i znalazła na gałęzi jedwabny szalik. Zawiązała go sobie na szyję i natychmiast odkryła ścieżkę prowadzącą do rzeki.
To nie zwykły szalik zaśmiała się.
Lepiej nie brać cudzych rzeczy, nie wiadomo, od kogo pochodzi zadręczyła ją Teresa.
Nie, po prostu ktoś go zgubił, piękny i szczęśliwy, zostawię go sobie odparła Halina.
Rozbiliśmy obóz, złapaliśmy ryby, kąpaliśmy się, gotowaliśmy zupę rybną, popiliśmy kieliszek wódki, śpiewaliśmy przy ognisku. Rano zaczęliśmy pakować się do powrotu, a Halina kręciła się, bolała ją głowa. W ostatnim odcinku drogi jej chłopak Kacper nosił ją na rękach.
Halina zaczęła słabnąć, nie zdała egzaminów, jej studia zostały przerwane. Badania nie wykazały nic. Poszłam do mamy Haliny po szalik, który mi dała. Zabrałam go do Krotowic, podróżując pociągiem, do staruszki Ustynii, znanej z leczenia nieuleczalnych, gdy lekarze już się poddali.
Ustynia przyjrzała się zdjęciu Haliny i szalikowi i rzekła:
To podkładka. Choroba przeszła na ciebie przez ten szalik, nie fizycznie, a energetycznie. Dobrze, że przybyłaś na czas, bo inaczej nie dałoby się pomóc.
Poprosiła, by zakopała szalik pod drzewem za płotem i podała napar z ziół. Halina wypiła go, rozbawił się, wkrótce wróciła do zdrowia i opuściła szpital.
Może powinniśmy z tą ikoną pojechać do Ustynii? podniosła głos Marzena.
Zrobiliśmy to, lecz Ustynia już nie żyła. Zatrzymaliśmy się na jej pogrzebie, poznaliśmy jej córkę, zakonnicę Marię. Maria poświęciła ikonę w świętej wodzie, odmówiła modlitwę i kazała przenieść ją do kościoła.
Marzena zrobiła tak, a wszystkie nieszczęścia zniknęły. Ona znów odzyskała zdrowie, piękną sylwetkę, a wkrótce urodziła córkę, nazwała ją Zuzanna.
Koniec.



