Kiedy szedłem nad jeziorem w okolicach Giżycka, zauważyłem, że Grażyna, dziewczyna z wioski, przygląda się dzikiemu gęsiakowi, który zdawał się błagać o pomoc ludzi. Inni omijali go szerokim łukiem, obawiając się ukąszenia, więc Grażyna nie mogła po prostu patrzeć i postanowiła podejść bliżej. Najpierw próbowała go nakarmić, lecz ptak nie chciał nic jedzenia raczej wzywał ją, by go poszła. Z odrobiną odwagi ruszyła za gęsiakiem, a on natychmiast poprowadził ją w jedną stronę.
Po chwili dotarliśmy do kamieni przy brzegu, gdzie wpadł mały pisklę. Wokół krążyła cała rodzina gęsi, wołając go. Grażyna delikatnie wyciągnęła złapany pisklę i oddała je rodzicom. Mały gęsiak wrócił bezpiecznie do stada, a potem cała rodzina odpłynęła po kąpieli.
Gęsi nie zostawiły Grażyny bez wdzięczności. Kilka dni później przybyły do jej domu, by podziękować. Od tej pory osiedliły się w jej ogródku. Dziewczyna nie sprzeciwiała się takiej towarzyskiej zwierzynie karmiła je codziennie i dbała, by nic im nie przytrafiło.
Z czasem coraz lepiej rozumiała, jak ważne jest słuchać tych, których zwykle nie słyszy się w szumie codzienności. Każdego dnia zyskiwała nowe, skrzydlate przyjaźnie. Poranki witały ją radosny gęgawiec, wieczory odprowadzały do drzwi, a kiedy wyjeżdżała po zakupy za kilka złotych, gęsi zostawiały jej pod opiekę swoje młode.
Mieszkańcy wioski już nie bali się gęsi wręcz przychodzili, by podziwiać niezwykłą przyjaźń między człowiekiem a dziką przyrodą. Spotkanie nad brzegiem jeziora zmieniło nie tylko los małego pisklęcia, ale i życie Grażyny, napełniając je troską, pewnością i prawdziwą, spokojną radością.
Za każdym razem, gdy przechodzę obok tego jeziora, mam wrażenie, że wiatr szepcze jej wesołe dziękuję.



