Podczas gdy moje dzieci i wnuki mieszkają w ciasnym mieszkaniu, rodzice mojego zięcia cieszą się życiem w przestronnym apartamencie – od ośmiu lat pomagamy córce i jej rodzinie, podczas gdy druga strona nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności, a zięć nie chce prosić własnych rodziców o wsparcie

Kiedy wracam wspomnieniami do dawnych lat, porusza mnie ta historia, choć minęło już tyle czasu. Moja córka Zofia wyszła za mąż, ale los niestety nie obdarzył nas szczęściem, jeśli chodzi o naszego zięcia Pawła i jego rodziców. Zawsze staraliśmy się z mężem robić wszystko dla naszych dzieci, a tymczasem z ich strony nie było niczego. Minęło już osiem lat odkąd Zosia wyszła za Pawła, a relacje z jego rodziną nie uległy poprawie.

Gdy pojawił się problem mieszkania, teściowie córki od razu odcięli się od odpowiedzialności nawet nie zamierzali rozważać wsparcia. Nie mieliśmy wyjścia, musieliśmy oddać nasze własne, ukochane mieszkanie na Żoliborzu, zbudowane z żywej cegły, ciepłe i przytulne, po to tylko, by kupić dzieciom coś na start. Serce mi pękało na myśl, że tracimy taki dom, ale dla własnych dzieci zrobiłabym wszystko. Przeprowadzka, remont, zakup mebli wszystko to zrobiliśmy bez choćby słowa pomocy ze strony rodziców Pawła.

Do dziś wspieram Zosię przy wnukach. Córka jest na urlopie macierzyńskim z młodszym synkiem Jasiem, a starszy, Staś, dziś już w pierwszej klasie, potrzebuje codziennie podwózki do szkoły. Zofia sama nie dałaby rady obudzić dwoje dzieci, ubrać je i odprowadzić w godzinę to niewykonalne! Dlatego z mężem na zmianę odwozimy wnuków, pomagamy ile możemy i uczestniczymy w ich życiu każdego dnia.

A tymczasem teściowie Zosi, jak zawsze, udają, że nie mają z tym wszystkim nic wspólnego, że to nie ich sprawa. Patrzę na to i zastanawiam się czy można być aż tak obojętnym dziadkiem?

Tak to było od samego początku. Wyobraźcie sobie, że nie dali swojemu synowi nawet grosza na wesele. Przed ślubem dzwoniłam do nich z propozycją spotkania, żeby porozmawiać o wspólnych przygotowaniach. Usłyszałam tylko:

A co, jeśli za miesiąc się rozwiodą? Teraz siedemdziesiąt procent małżeństw kończy się po kilku miesiącach, taka statystyka!

W końcu to my z mężem zorganizowaliśmy całe wesele, podarowaliśmy młodym kawalerkę. A oni przyszli na ślub jak obcy wręczając skromną kopertę z pięciuset złotymi. I mimo to Paweł ciągle czegoś oczekiwał.

Kawalerkę kupiliśmy dla nich osiem lat temu dla dwojga ludzi to w zupełności wystarczało. Teraz, kiedy mają już dwoje dzieci, ciasnota daje się we znaki.

Zawsze uważałam, że zięć powinien być trochę bardziej zaradny. Powtarzałam mu: Jeśli sam nie możesz zarobić więcej, niech twoi rodzice chociaż raz pomogą…

A on wtedy odpowiadał:

Nie mogę ich o to prosić!

Odpowiedziałam:

W takim razie pozwól, że ja z nimi porozmawiam! Ale Paweł kategorycznie tego zakazał.

Zdziwiło mnie takie podejście. Prosić własnych rodziców o pomoc to wstyd, ale na rodziców żony można liczyć bez skrępowania? Przez osiem lat ciągnął od nas pieniądze, a sam jakoś nie potrafił zadbać o lepszą sytuację. Ludzie kupują mieszkania, biorą kredyty, szukają dodatkowych prac. Mówiłam mu jesteś młody, rozejrzyj się za lepszą pracą, może wyjedź, zapracuj za granicą.

Było z nim zawsze tak samo a jak próbowałam rozmawiać z córką, słyszałam, że nie powinnam się wtrącać. Paweł powtarzał, że teściów nie da się zmienić, taka już ich natura, nie liczy na ich wsparcie i tyle.

Czuje ogrom żalu, bo widzę, jak jego rodzice prowadzą beztroskie życie, jeżdżą do sanatoriów, odpoczywają a on nawet nie chce poruszyć tego tematu. Co za syn! Ale dla teściów już współczucia nie ma, nie pomyśli nigdy o nich.

Tak było i pozostało. I choć czas płynie, ta niesprawiedliwość wciąż uwiera w sercu.

Rate article
Fajna Tajna
Podczas gdy moje dzieci i wnuki mieszkają w ciasnym mieszkaniu, rodzice mojego zięcia cieszą się życiem w przestronnym apartamencie – od ośmiu lat pomagamy córce i jej rodzinie, podczas gdy druga strona nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności, a zięć nie chce prosić własnych rodziców o wsparcie