Gdy Kasia płaciła za zakupy, Jakub odsunął się na bok. Kiedy zaczęła pakować torby, wyszedł ze sklepu bez słowa. Gdy Kasia znalazła go na zewnątrz, stał oparty o ścianę, paląc papierosa.
Jakuś, weź torby, proszę poprosiła, podając mu dwie ciężkie siatki.
Jakub spojrzał na nią, jakby kazała mu zrobić coś nielegalnego, i zapytał z przekąsem:
A ty co?
Kasia zamarła. Co miałoby znaczyć a ty co? Przecież to oczywiste mężczyzna powinien pomóc. Dziwne, by kobieta dźwigała ciężkie torby, podczas gdy on sztywnym krokiem maszerował z pustymi rękami.
Jakuś, naprawdę są ciężkie odparła cicho.
No i? Jakub uniósł brwi, celowo nie rozumiejąc.
Widział, że zaczyna się denerwować, ale z uporu nie chciał ustąpić. Ruszył przed siebie, wiedząc, że go nie dogoni. *Torby? Co ja jestem, wielbłąd juczny? Albo służący? Jestem facetem! Ja decyduję, czy coś noszę. Niech sobie sama dźwiga, nie umrze!* myślał, celowo poniżając żonę.
Jakub, dokąd idziesz? Weź te torby! krzyknęła Kasia, głos łamiąc się ze złości.
Torby były naprawdę ciężkie to on napełnił nimi wózek sklepowy. Dom nie był daleko, pięć minut drogi. Ale z obciążeniem każdy krok wydawał się wiecznością.
Szła powoli, niemal płacząc. Liczyła, że Jakub tylko żartuje i zaraz zawróci, ale on oddalał się coraz bardziej. Chciało jej się rzucić wszystko, ale w transie brnęła dalej. Gdy dotarła do klatki, osunęła się na ławkę w przejściu, wyczerpana. Chciało jej się płakać z wściekłości i zmęczenia, ale powstrzymała łzy płacz na ulicy to wstyd. Ale jak to przełknąć? Nie. On nie tylko ją uraził, celowo postawił w upokarzającej sytuacji. A przecież przed ślubem był taki troskliwy… Wiedział, co robi.
Dzień dobry, Kasiu! głos sąsiadki wyrwał ją z myśli.
Dzień dobry, pani Jadwigo odpowiedziała, wymuszając uśmiech.
Pani Jadwiga, mieszkająca piętro niżej, była przyjaciółką zmarłej babci Kasi. Od jej śmierci pomagała dziewczynie, jak umiała. Innej rodziny Kasia nie miała matka żyła w innym mieście z nowym mężem i dziećmi, ojciec dawno zniknął. Pani Jadwiga stała się jej jedyną bliską osobą.
Bez wahania Kasia postanowiła oddać jej zakupy. W końcu ich dźwiganie nie poszło na marne. Emerytura pani Jadwigi była skromna, a Kasia uwielbiała sprawiać jej małe przyjemności.
Proszę, pomogę pani zanieść powiedziała, znów chwytając torby.
W kuchni sąsiadki zostawiła wszystko, mówiąc, że to dla niej. Gdy pani Jadwiga zobaczyła śledzie, pasztet, brzoskwinie w syropie i inne przysmaki, które uwielbiała, ale rzadko pozwalała sobie na nie, wzruszyła się tak bardzo, że Kasia poczuła wyrzuty sumienia. Pożegnały się czule, a Kasia wróciła do siebie.
Gdy weszła do mieszkania, Jakub wyszedł z kuchni, coś przeżuwając.
A gdzie torby? zapytał, jakby nic się nie stało.
Jakie torby? odpowiedziała spokojnie. Te, które mi pomogłeś nieść?
No weź, nie przesadzaj! zaśmiał się nienaturalnie. obraziłaś się?
Nie odparła zimno. Po prostu wyciągnęłam wnioski.
Jakub zesztywniał. Spodziewał się krzyku, awantury, łez… Ale ta cisza działała na niego jak nóż.
Jakie wnioski?
Nie mam męża westchnęła. Myślałam, że wyszłam za mąż, ale okazało się, że za dzieciaka.
Nie rozumiem udawał obrażonego.
Co tu rozumieć? spojrzała mu prosto w oczy. Chcę mężczyzny u boku. A ty, widzę, chcesz kobiety, która będzie się zachowywać jak mężczyzna. Ciężka pauza. Więc może lepiej poszukaj sobie męża.
Twarz Jakuba poczerwieniała z wściekłości, pięści mu się zaciJakub próbował jeszcze coś powiedzieć, ale drzwi zatrzasnęły się przed nim z hukiem, a Kasia oparła się o nie z ulgą, wiedząc, że właśnie odzyskała swoją godność.



