Dziś znowu wspominam ten wieczór w eleganckiej restauracji Pod Orłem, gdzie razem z moimi dwiema przyjaciółkami Agatą i Weroniką świętowałyśmy życiowe sukcesy. Sama jestem dyrektorką renomowanego, prywatnego liceum, więc potrafię sprawić, by każde nasze wyjście miało odpowiednią oprawę. Ubrałyśmy się odważnie krótkie spódnice, bluzki z głębokimi dekoltami, wszystko podkreślające nasze atuty. Makijaż staranny, usta czerwone, włosy ułożone po trzydziestce przecież można (a nawet trzeba!) wyglądać zjawiskowo.
Wybrałyśmy najmodniejszy lokal w Warszawie, gdzie kelnerzy noszą garnitury, ceny zaczynają się od kilkuset złotych za danie, a goście spoglądają oceniająco spod kryształowych żyrandoli. Rozsiadłyśmy się przy zarezerwowanym wcześniej stoliku, łapiąc podziwiające spojrzenia panów i nieco zazdrosne ich partnerek.
O czym rozmawiałyśmy? O facetach, oczywiście. Każda z nas marzyła o ideałach wysokich, przystojnych, obowiązkowo majętnych, najlepiej z jakimś tytułem lub pałacem w rodzinie, takich, co przenoszą przez kałuże i spełniają nawet najbardziej kapryśne zachcianki. Żeby tylko nie gadali za dużo i nie obarczali domowymi obowiązkami. Istne księżniczki z krakowskich legend.
Między kolejnymi toastami za udane życie przeniosłyśmy wzrok na grupę trzech wesołych panów przy sąsiednim stoliku trochę puszystych, z zakolami, piwo, chipsy, sterty karkówki. Pół żartem, pół serio mówiłyśmy Tylko nie tacy jak ci, ze zdecydowaną dezaprobatą patrząc na futbolowe rozmowy i szczery śmiech. Nawet Weronika rzuciła pod nosem Co za prostactwo…, a my jednogłośnie kiwnęłyśmy głowami: Zdecydowanie nie dla nas.
Właśnie wtedy wszedł ON. Wysoki jak sosna, dostojny, siwe skronie, garnitur od najlepszych krawców, diamentowe spinki i śnieżnobiała koszula. Podjechał pod restaurację najnowszym czerwonym Ferrari.
Hrabia Władysław Potocki! wykrzyknął kelner przy wejściu, wzbudzając poruszenie.
Ach, serca zabiły głośniej. Każda z nas przysunęła się nieco bliżej stołu, a dekolty nagle stały się jeszcze śmielsze. Hrabia rozsiewał wokół siebie aurę wyższego świata opowiadał o rodowej historii, pałacach nad Wisłą, kolekcjach obrazów i koniach w janowskiej stadninie. Wiedziałyśmy, że tylko jedna z nas zostanie wybrana na dalszy wieczór napięcie rosło. Służba donosiła talerze z homarami, półmiski owoców morza, drogie, starożytne wino a my patrzyłyśmy na hrabiego coraz bardziej rozmarzonym wzrokiem.
Nasz rozmówca błyszczał w towarzystwie, żartował, opowiadał anegdoty z wyższych sfer. Było nam obojętne, co zaproponuje po kolacji wycieczkę do pałacu, rejs po Mazurach? Gorączka oczekiwania rosła.
I właśnie wtedy na salę wtoczył się chudy, szary kotek, który wywędrował z przyrestauracyjnego ogródka zapach dań zwabił go do środka, a on podszedł prosto do stóp hrabiego, licząc na odrobinę sympatii.
Hrabia skrzywił się z odrazą bez zastanowienia odtrącił kota nogą, a biedne zwierzątko poleciało kilka metrów dalej, uderzając w nogę stolika zajętego przez wesołą trójkę z piwem. W restauracji zapanowała cisza.
Nienawidzę tych brudnych, bezpańskich stworzeń obwieścił hrabia głośno. U mnie w pałacu tylko rasowe psy i najlepsze konie.
Kelner pośpiesznie zapewniał:
Zaraz załatwimy sprawę, przepraszamy…
Już miał zająć się kotem, ale jeden z trzech panów rosły, silny, z czerwonymi policzkami podniósł się. Podszedł, wziął kociaka na ręce i posadził na wolnym krześle przy stoliku.
Proszę podać mojemu puszystemu przyjacielowi najlepsze mięso! I to na już! ryknął.
Kelner pobladł i pobiegł do kuchni, a na sali rozległy się brawa.
Bez namysłu podeszłam do olbrzyma i powiedziałam:
Przesuń się trochę. Zamów też dla mnie whisky.
Hrabia zamilkł, zbity z tropu.
Po chwili do stołu dołączyły Agata i Weronika, obdarzając hrabiego pogardliwym spojrzeniem.
Z restauracji wychodziliśmy już w nowych grupach ja, mój nowy znajomy i kotek. Agata i Weronika z dwójką pozostałych panów.
Czas minął, a dziś jestem mężatką żoną tego silnego, czułego olbrzyma, właściciela znanej warszawskiej firmy inwestycyjnej. Agata i Weronika wyszły za jego dwóch przyjaciół, renomowanych adwokatów. Wesele mieliśmy tego samego dnia.
Dziś nasze życie wygląda inaczej pieluszki, gotowanie, sprzątanie, dzieci. Wszystkie mamy córki, które urodziły się prawie jednocześnie.
A gdy chcemy znów odwiedzić ulubioną restaurację, mężowie jeżdżą na mecz albo łowią ryby my zamawiamy nianię i spotykamy się w naszym babskim gronie, by rozmawiać o tym, co naprawdę ważne.
Hrabia Władysław Potocki rok później został zatrzymany głośna sprawa! Okazał się oszustem matrymonialnym, który naciągał kobiety na ogromne sumy pieniędzy.
Prawdziwi mężczyźni nigdy nie mają z czymś takim nic wspólnego.
Mam na myśli tych trzech z brzuszkami, zakolami, bez blichtru, ale z sercami na dłoni.
Tak to właśnie w życiu bywa.
I inaczej chyba być nie może.



